Aktualnie czytasz:
Prawo jazdy kategorii AM 2018: Czy w ogóle warto inwestować w prawo jazdy AM? [OPINIA]
8

Kiedyś egzamin zdawało się na placu pod szkołą, w obecności dzielnicowego, na wspólnej „Motorynce”. Dziś AM to kategoria prawa jazdy, na którą trzeba wyłożyć odpowiedni budżet, poświęcić sporo czasu i… dwa lata później robić kolejną kategorię by przesiąść się na 125-kę. Czy w ogóle warto inwestować?

W tym miejscu zaznaczę, że to moja personalna opinia, z którą możecie się zgadzać bądź nie. Zajmuję się tematem tylko z tego powodu, że pijąc poranną kawę zadałem sobie pytanie: czy gdybym dziś miał 14 lat, to podjąłbym się zdawania egzaminu na prawo jazdy kategorii AM? I drugie: czy w wieku 14 lat pozwoliłbym wyjechać mojemu synowi na publiczną drogę?

Kiedyś, a dziś

Zdawanie karty motorowerowej na wspólnej Motorynce wydaje się obecnie wręcz rarytasem, w porównaniu do skomplikowanych procedur związanych z przygotowaniem, zdaniem i finalnym otrzymaniem prawa jazdy kat. AM. Warto jednak w tym miejscu pamiętać, że za czasów „karty motorowerowej” i zadawania pod szkołami na Motorynkach, powiedzmy 15 lat temu, panowały nieco inne warunki na drogach.

ZOBACZ TAKŻE: Prawo jazdy AM 2017: Ile to kosztuje? Nadal nawet 1000 zł

 
Czytaj
REKLAMA

Prezenty od Junaka

Kup dowolny jednoślad marki Junak, a otrzymasz kask z blendą Junak oraz 5L oleju Platinum Rider.

Liczba przedstawicieli handlowych w wykręconych pod czerwone pole Fabiach 1.2 MPI była wielokrotnie mniejsza, a – mimo ciągle rosnącej dostępności na rynku wtórnym – w małych miejscowościach nowsza japońska czy włoska 50-ka była rarytasem. Nawet na początku XXI-wieku w mniejszych miejscowościach i wioskach większość młodzieży jeździło Rometami, Simsonami i opcjonalnie bardzo starymi modelami japońskimi.

Niższe natężenie ruchu niekoniecznie przekładało się na mniejszą śmiertelność na drogach, ale łatwo sobie wyobrazić, że motorowerzysta 15. lat temu miał nieco łatwiejsze życie – zwłaszcza poza wielkimi aglomeracjami. Tym bardziej w latach ’90.

Dziś? Jeżdżąc po rodzinnej okolicy motocyklami o mocy często przekraczającej 150 KM mam wrażenie, że natężenie ruchu i prędkości wzrosły wykładniczo. Ciężko mi sobie wyobrazić, że dojeżdżam do szkoły na przyklejonym do prawej linii jezdni pojeździe z prędkością 45 km/h. Tu w odróżnieniu od mocno zaludnionych miejsc w Polsce infrastruktura jeszcze niespecjalnie się zmieniła.

Ma to jakiś sens

To właśnie dlatego jestem w stanie znaleźć usprawiedliwienie dla wprowadzenia prawa jazdy AM. W teorii ma ono przygotować nastolatków do zupełnie nowego, pełnego niebezpieczeństw środowiska. I ma to sens: jeśli mój 14-letni syn czy córka mieliby poruszać się na skuterze 50 ccm po publicznych drogach, chciałbym żeby dobrze znali przepisy, wiedzieli jak o siebie zadbać i potrafili posługiwać się swoim pojazdem.

Pojawia się jednak pytanie, czy kurs i egzamin na prawo jazdy kategorii AM realnie przygotowują nastoletniego użytkownika dróg do wrzucenia na głęboką wodę? Sami odpowiedzcie sobie na to pytanie.

W mieście TAK

Rozmyślając o temacie, dochodzę do wniosku, że inwestycja w prawo jazdy AM dla nastolatka mogłaby mieć sens w mieście. Nie żeby miasto było specjalnie bezpiecznym i przyjaznym miejscem do jazdy, ale powiedzmy dojazd z osiedla domków jednorodzinnych do szkoły na skuterze 50 cm (i w porządnym kasku!) to dobry przedsionek do tego, żeby nauczyć się jak funkcjonuje ruch drogowych bez wskakiwania na super-głęboką wodę. Myślę, że swojemu synowi / córce w takiej sytuacji określiłbym też ramy, gdzie poruszać się może, a gdzie nie – oczywiście, na ile to realne żeby kontrolować nastolatka.

ZOBACZ TAKŻE: Jak wygląda egzamin praktyczny na prawo jazdy AM?

Ale w przypadku dojazdu np. z mniejszej miejscowości do szkoły w większej miejscowości, osobiście bym odpuścił. Dojazd prawdopodobnie w cale nie trwałby krócej niż komunikacją publiczną, a ciarki przechodzą mi po plecach, kiedy widzę swoje dziecko (lub nastoletniego siebie) wyprzedzanego przez ciężarówki i w/w Skody Fabie idące w nadświetlną na krajówce.

Oczywiście to moja osobista opinia, pewnie wypunktujecie mnie w komentarzach, dlaczego się mylę.

Alternatywa?

Myślę, że ciekawą alternatywą dla nastolatka, który chciałby jeździć na motocyklach, a niekoniecznie rodzic (tak jak ja) uważa, że dojazdy do szkoły na skuterze / motorowerze są odpowiednie, byłby pocket bike. Crossowych pocket bike będzie niedrogi w zakupie i eksploatacji, bezpieczny (nie rozwijają ogromnych prędkości) i nauczy sporo w kwestii techniki jazdy. Oczywiście, nie nauczy niczego jeśli chodzi o poruszanie się w ruchu – mówimy o jeździe poza drogami. Ale lepsze 2-3 lata na pocket bike’u i przesiadka na 125-kę wraz z kat. A1, niż nic. Przypominając sobie moje początki na motocyklach, było to właśnie „jeżdżenie w koło komina” na małych motorkach (vide Motorynce). Na złe mi to raczej nie wyszło.

W przypadku pocket bike’a jest oczywiście ograniczenie: trzeba mieć teren, gdzie można bezpieczenie, legalnie i ze spokojem ducha trenować. Stąd w mieszczuchów lepszym rozwiązaniem skuter i AM, a osób z małych miejscowości z dostępem do niedużej łąki pocket bike.

Co o tym myślicie? Jakie jest Wasza perspektywa, a jak np. perspektywa Waszych rodziców? Dajcie znać w komentarzach, jestem mega ciekaw! 

Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
11%
Interesujące
47%
heh...
5%
Że co?
4%
Grrrr!
2%
Smutne
27%
8 Komentarze
  • Damian
    11 grudnia 2017 at 16:41

    A dojazdy do szkoły z wiosek bez dróg utwardzonych przez kilka kilometrów szutrowej drogi. Ja mam taką sytuację, ale moje dzieci jeszcze nie chodzą do szkoły, ale jeszcze kilka lat i będę miał taki problem.

  • Robert
    11 grudnia 2017 at 22:27

    „Nawet na początku XX-wieku w mniejszych miejscowościach i wioskach większość młodzieży jeździło Rometami, Simpsonami i opcjonalnie bardzo starymi modelami japońskimi.” 🙂 a może XXI? 🙂

  • Monika
    12 grudnia 2017 at 15:15

    Syn 14 lat – zrobił prawo jazdy AM w tym roku – motorower Junak.
    Ja jestem jak najbardziej „za” – będzie samodzielnie mógł od wiosny dojeżdżać do szkoły w innej miejscowości :)))
    Poza tym będzie przez 1,5 roku przygotowywał się w ten sposób do zdawania na A1. Lepiej zaczynać od mniejszej prędkości.
    A Syn wniebowzięty, że już może jeździć moto :)))

  • Kacper
    20 kwietnia 2018 at 08:58

    Simsonami***

  • Kacper
    20 kwietnia 2018 at 08:59

    Drogi autorze, nie Simpsonami a Simsonami 😉

  • Adam
    15 sierpnia 2018 at 18:43

    Umodzili żeby nastolatków/młodzież z pieniędzy zedrzeć
    Mnie nie stać by płacić 2 razy tyle co za motorynke
    Takie jest moje zdanie (Adam lat 16)