Aktualnie czytasz:
Dlaczego nie wierzę w polskie motocykle polskiej produkcji?
11

Co roku słyszę o reaktywacjach – Polonez, Syrena, Sokół, teraz WSK. Kocham polskie motocykle, jestem motoryzacyjnym patriotą i świadomym konsumentem, jednak wiem, że dziś produkcja motocykli w Polsce nie jest w naszym zasięgu.

Wiem, że wielu z Was jest rozczarowania tym co napisałem powyżej, jednak moja opinia poprzedzona jest dziesiątkami rozmów z przedstawicielami branży i kilkoma latami obserwacji polskiego rynku, który bez wątpienia jest niesamowicie trudny i nieprzewidywalny. Pamiętam także wszystkie szumne zapowiedzi reaktywacji z których zawsze wychodziło dokładnie to samo.

Wszystko teraz jest produkowane w Chinach.

Każdego dnia widzę dziesiątki komentarzy typu „jaka to polska marka, przecież to jest zwykły chinol”. Słyszę to codziennie od 8 lat. Aż czasem jestem tym zmęczony. Czuję to rozżalenie w głosie wielu z Was. Mało tego – sam z tego względu ubolewam. Moim marzeniem jest aby Polska miała swoje własne motocykle, które byłyby znane na całym świecie i cieszyły się świetną opinią. Zazdroszczę Niemcom, Francuzom, Włochom, Japończykom, Koreańczykom a nawet Hiszpanom tego, że mają swoje marki, którymi mogą się szczycić na całym świecie. W Polsce od reformacji ustrojowej nie produkujemy już nic. Dlaczego?

Ponieważ zabrakło determinacji i chęci rozwoju tych pojazdów. Analogicznym przykładem był Polonez. Nikt po otwarciu granic nie chciał już jeździć przestarzałymi, awaryjnymi konstrukcjami, które choć miały swój urok i duszę to jednak nie przystawały do zachodnich produktów. No bo czym wolał jeździć Janusz? Ogarem czy Aprilią? Polonezem czy Golfem? Syreną czy Fiatem 125? Polskę od zachodu dzieliła przepaść jak Koreę Północną od Południowej. Jednak w latach dziewięćdziesiątych jeszcze były szanse na wyrównanie kontrastów, jednak nikt tego zadania się nie podjął. Głównie przez ówczesną polską mentalność, rządzących, korupcję, tomiwisizm i złodziejstwo. Fabryki upadły, a niektóre niszczeją do dziś.

Teraz pozostał jedynie sentyment do motocykli i motorowerów z epoki PRL. Dlatego dziś słysząc doniesienia o próbach reaktywacji produkcji w Polsce w Internecie budzi się euforia. Nic w tym dziwnego. Jednak należy grubą kreską oddzielić emocje od pieniędzy i odpowiedz sobie na podstawowe pytanie. Ile musiałby kosztować motocykl polskiej produkcji?

Inwestor musiałby do kosztu motocykla wliczyć przede wszystkim budowę fabryki i kompletnej linii montażowej. To dziesiątki milionów złotych. Do tego należałoby zaprojektować nadwozie oraz je zahomologować, co stanowi kolejne kilkanaście milionów złotych. Nie kilka. Kilkanaście. Analogicznym procesem jest obarczona jednostka napędowa. Wszędzie musisz inwestować miliony w niepewny, niszowy biznes motocyklowy.

Czy można produkować polskie motocykle w Polsce? Można, ale po co, skoro i tak nikt tego nie kupi.

Teraz należy sobie odpowiedzieć na pytanie ile taka polska fabryka musiałaby wytworzyć oraz sprzedać motocykli czy motorowerów, aby ta inwestycja miała szansę na zwrot? Wreszcie ile musiałby taki pojazd kosztować w salonie. Wówczas może się okazać, że polski produkt jest tak samo drogi jak japońska czy europejska konkurencja (która też przenosi fabryki poza swoje kraje). Przypomnę tylko, że w całym ubiegłym roku w naszym kraju zarejestrowano 7144 nowych motocykli i 5809 nowych motorowerów. Z tego ponad 70% stanowiły jednoślady z najniższej półki cenowej. Kto kupi polski motocykl w cenie Japończyka? 1000 osób rocznie?

Skoro na naszym rynku polskie motocykle nie mają szans bytu ze względu na hipotetyczne koszty zaprojektowania i bieżącej produkcji, to może warto oprzeć biznesplan na eksporcie? To dobry pomysł, jednak jak polski produkt ma konkurować na zachodzie? Musiałby oferować jeszcze więcej niż obecne od dekad firmy japońskie, włoskie czy niemieckie. Czy to jednak jest możliwe? Wątpię. Za światową konkurencją stoi długoletnie doświadczenie, tradycja i świadomość marki, tworzonej nieprzerwanie od pokoleń. Aby to się zmieniło musiałyby minąć lata. To tak samo ciężka droga, jaką od lat pokonuje choćby Kymco w Europie. To się nazywa budowanie zaufania i rozpoznawalności.

Konkludowałbym smutnym wnioskiem, że taki projekt nie ma jakichkolwiek szans z biznesowego punktu widzenia. To nie jest tak, że polskie marki oferują dziś „chińszczyznę” z braku ambicji czy wręcz robiąc to na złość. Żyjemy w Polsce, gdzie większość ludzi ma problem z wyrobieniem się od pierwszego do pierwszego, a motocykl nie jest elementem pierwszej potrzeby, jak na przykład samochód. W zasięgu naszych rąk są najczęściej jednoślady do 7 000 a nie 17 000 zł. To jak z disco polo – prosty schemat popytu i podaży.

PS. Bardzo chciałbym się mylić co do reaktywacji motocykli WSK 2017.

Zobacz także:
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
8%
Interesujące
23%
heh...
7%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
62%
O autorze
Zdjęcie profilowe Leszek Śledziński
Leszek Śledziński
Zaczynałem jak każdy. Od Komara przez Simsona, chiński skuter... aż do spełniania swoich marzeń. W Jednoślad.pl Tworze swoje moto vlogi, testuje motocykle i motorowery oraz informuję o najważniejszych zmianach w prawie.
11 Komentarze
  • 9 maja 2017 at 21:53

    Niestety ale muszę się zgodzić z autorem. Takie są realia tego kraju. Jesteśmy byliśmy i będziemy wielkimi patriotami którzy za Chiny Ludowe nie kupią w większości polskiego produktu bo … będzie on kosztował tyle samo lub więcej niż markowy produkt zagranicznego producenta. Jeśli kogoś by było stać na taki nie oszukujmy się drogi produkt to albo go kupi w pozytywnym słowa tego znaczeniu – wariat, albo wybierze znaną markę bo to będzie prestiż.

    Czemu co polskie padło? Bo po otwarciu granic chcieliśmy mieć wszystko lepsze nowocześniejsze. Nasze z braku kasy nie mogło stać się nowocześniejsze. Potem poszliśmy na skróty – do naszego wstawialiśmy zagraniczne komponenty. Ale mając wybór Poloneza z silnikiem Rovera w tamtych czasach ludzie woleliby kupić tego Rowera od tego silnika ;).

    • Dawid
      10 maja 2017 at 09:32

      Jeśli mogę chciałbym się odnieść do Pana wypowiedzi.

      „Jesteśmy byliśmy i będziemy wielkimi patriotami którzy za Chiny Ludowe nie kupią w większości polskiego produktu bo … będzie on kosztował tyle samo lub więcej niż markowy produkt zagranicznego producenta” na pierwszy rzut oka to nawet zgrabne zdanie, ale brakuje mi tu sensu. Wszystko rozbija się o markę. Mamy kilkadziesiąt lat zaniedbań w walce o markę. Ale jeśli nie postawisz pierwszego kroku to ta przepaść będzie tylko rosła. Moim zdaniem trzeba się ruszyć. Traktory Ursus też powinien zarzucić, bo przecież inni robią więcej i pewnie lepiej, a tu jednak rynek zdobywamy.
      „Jeśli kogoś by było stać na taki nie oszukujmy się drogi produkt to albo go kupi w pozytywnym słowa tego znaczeniu – wariat, albo wybierze znaną markę bo to będzie prestiż.” – no ok. – tylko czy posiadanie motocykla własnej produkcji to nie prestiż? Ja na ten przykład wstydzę się, że tak duży kraj i nie ma własnej marki motoryzacyjnej. To co robi Romet czy Junak (znaczy się to co robią Chińczycy) to z jednej strony kawałek dobrej roboty – moto dla ludu, ale jednak ze względu na wschodnie naleciałości jest to kompromis na jakości.
      „Czemu co polskie padło? Bo po otwarciu granic chcieliśmy mieć wszystko lepsze nowocześniejsze.” – co do motoryzacji to pewnie tak, ale szerzej patrząc to była tylko blitzkrieg gospodarczy.
      Ja jestem pełen obaw odnośnie tego projektu, jednak, jeśli wykorzystamy moment i podejdziemy do sprawy innowacyjnie to może się udać – a markę trzeba budować przez wiele lat. Jeśli taki motocykl wejdzie do produkcji to pewnie się do niego przymierzę.
      Pozdrawiam

      • 10 maja 2017 at 21:13

        To zadam przewrotne pytanie – ile Dawidzie byś zapłacił za WSK 125 polskiej produkcji?
        Nowy Sokół 1300 miał kosztować grubo powyżej 100 000 ;/ Dla porównania, choćby VULCAN 1700 Voyager to 80 000.
        To, że ktoś kiedyś postanowił pozamykać nasze zakłady produkujące jednoślady… cóż, historia i liczba Chińskich maszyn, pokazała że zapotrzebowanie było, wbrew temu co twierdzono .. możemy skwitować tylko serią niecenzuralnych słów :/
        Może, gdyby nasz kraj cierpiał na nadmiar gotówki, to przy wsparciu państwowej kasy uda się coś odbudować i powstanie maszyna na miarę możliwości nabywczych większej ilości Polaków, ale jak wiemy…kasy brak.

  • Adam
    10 maja 2017 at 09:12

    Oczywiście, ze przy zastosowanych liczbach nie ma powodzenia, ale Polski rynek jednośladów to blisko 50 tys. szt. (motocykle i motorowery). Autor znacząco zaniża dane o ponad 35 tys. sprzedanych pojazów:D Przydałaby się jeszcze raz analiza materiału:)

  • Artur
    10 maja 2017 at 18:08

    Polki rynek jednosladow bedzie bo musi sie rozwijac. Jest tak zle ze moze byc tylko lepiej. To prawda, brak jest perspektyw dla lokalnego produktu, ale przeciez nawet „Chiny” i „Korea” od czegos zaczynaly. Wezmy rewelacyjny i niezniszczalny silnik 125ccm z Suzuki DR, Van Van i moglbym tak dluugo wymieniac z czego jeszcze. Ile licencji na ten motor kupiono zeby dzis z sukcesem sprzedawac go w innych jednosladach. Tedy droga inwestorzy. Tedy jedyna droga.

    • 10 maja 2017 at 20:51

      No tak…. tylko że, Korea i Chiny, kiedy zaczynały przygodę z motoryzacją, nie były i nie są w strukturach UE, która poprzez swoje normy i nakazy, wręcz uniemożliwia powstanie nowej marki.

  • Pat
    10 maja 2017 at 21:29

    Nie oszukujmy się, nie będziemy produkować na masową skalę motocykli. Może jacyś entuzjaści zrobią kilka sztuk, ale to raczej dla zabawy, niż z finansowych powodów. Nas zwyczajnie nie stać, na takie przedsięwzięcie. Sam poruszam się Bartonem Classic i powiem szczerze nie widzę powodów, żeby zmieniać go na coś co będzie produkowane w Polsce. Jeżeli to ma być jedyny powód to w dzisiejszych czasach za mało. Ja za niewielki pieniądze nabyłem ładny motocykl, który daje mi to wszystko czego oczekuję. Nie oszukujmy się bardzo mało osób zdecydowałoby się na taki ruch. Oprócz tego nasz rynek nie jest tak wielki, żeby otwierać tu masową produkcję, a o eksporcie to już w ogóle możemy zapomnieć. Fajnie jest powspominać oraz idealizować maszyny z dawnych lat, ale obecnie cieszmy się tym co mamy.

  • Pat
    10 maja 2017 at 21:30

    Nie oszukujmy się, nie będziemy produkować na masową skalę motocykli. Może jacyś entuzjaści zrobią kilka sztuk, ale to raczej dla zabawy, niż z finansowych powodów. Nas zwyczajnie nie stać, na takie przedsięwzięcie. Sam poruszam się Bartonem Classic i powiem szczerze nie widzę powodów, żeby zmieniać go na coś co będzie produkowane w Polsce. Jeżeli to ma być jedyny powód to w dzisiejszych czasach za mało. Ja za niewielki pieniądze nabyłem ładny motocykl, który daje mi to wszystko czego oczekuję. Nie oszukujmy się bardzo mało osób zdecydowałoby się na taki ruch. Oprócz tego nasz rynek nie jest tak wielki, żeby otwierać tu masową produkcję, a o eksporcie to już w ogóle możemy zapomnieć. Fajnie jest powspominać oraz idealizować maszyny z dawnych lat, ale obecnie cieszmy się tym co mamy.

  • Karol
    16 maja 2017 at 21:36

    I tu się z Szanownym Autorem nie zgodzę. Oczywiście, ze nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie w Polsce budować na surowym korzeniu fabryki produkującej wszystko, od silnika po ramę i opony. Jednak problemem jest to, że nasi „producenci” idą po najmniejszej linii oporu, oferując pod rodzimymi brandami CAŁKOWICIE NIEPRZETWORZONE skutery chińskie, bez żadnej inwencji z ich strony. Dosłownie KAŻDY element tego co oferują polskie marki NICZYM się nie różni od „gotowca”, oferowanego przez choński przemysł w katalogu alibaba.com. Co by szkodziło na ten przykład takiemu Rometowi czy Zippowi zatrudnić zdolnego plastyka (lub żeby było taniej zrobić konkurs dla studentów ASP), i stworzyć dla takiego na przykład Quantuma komplet owiewek stylizowanych na rodzimą Osę? Wyprodukowanie kilku paneli z ABS i kilku z PCV nie przekracza chyba możliwości tak dużych firm jak Arkus&Romet czy Zipp, nawet przy małych seriach rzędu 2-3 tysięcy sztuk skuterów rocznie. W końcu elementy do tuningu aut tez robi się w relatywnie niewielkich ilościach i jakoś można. Skoro jeszcze te skutery składane są w Polsce to tym bardziej aż kusiłoby, żeby zamiast standardowej obudowy „CY50T-8” zakładać karoserie stylizowaną na OSĘ. I jestem pewien, że kilka tysięcy nabywców Quantuma czy innego Rutera Grande dołożyłoby te 500 czy 1000 zł, żeby się wyróżniać z tabunu identycznych „chinoli”. Poza tym już wtedy mówienie o „polskim” skuterze byłoby w jakimś stopniu uzasadnione, coś w nim byłoby autorskiego z Polski. Niestety, wydaje się że problemem nie jest tylko brak funduszy czy nikły rynek zbytu ale również mentalność polskich „producentów”, którzy (jeśli się mylę to przepraszam) nie wyrośli z lat 90. kiedy każdy produkt z zachodniego marketu sprzedawał się na pniu i nie trzeba było się zbytnio wysilać. Bo nie widzę innego powodu, żeby wiecznie gadając o powrocie polskich marek nie pokusić się o tak relatywnie taki eksperyment jak zrobienie wyprasek na wtryskarkę do jakiejś autorskiej karoserii skutera. Za tanie pieniądze efekt byłby piorunujący, a jednak nikt z naszych „producentów” nie próbuje, ciekawe czemu???

  • Karol
    17 maja 2017 at 13:20

    Produkcja krajowa może wyglądać różnie. Zrobienie karoserii do takiego Routera Bassa czy innego Quantuma przypominającej na przykład Osę albo jakiś inny ciekawy skuter, względnie zupełnie awangardowej i nie przypominającej niczego znanego nie przekracza chyba możliwości takich firm jak Zipp, Romet czy Junak, a już jakiś polski wkład by był. Nikt nie ma żalu że te motory nie mają polskich silników, zwłaszcza w czasach kiedy nawet Aprilia korzysta z Yamahowskiego Minarelli, ale czy to znaczy, że trzeba powielać chińczyka co do ostatniej śrubki???

  • Andrzej
    23 lipca 2017 at 14:24

    No nie jest tak do końca. Równie dobrze mozna powiedzieć, że ciagniki Ursus nie maja najmniejszych szans na obecnym rynku z wielona markami obcych ciagnikó. A jednak……..Lublin po wykupieniu Ursusa zrobił swietna marke ciagników które sa bardzo dobrej jakości. Mozna? Mozna!!!!!!! Trzeba po prostu chcieć, a co do polskiego społeczeństwa, to dzisiaj uważam że bardzo chetnie zakupiłaby polski produkt motoryzacyjny.