Aktualnie czytasz:
Ile kosztuje prawo jazdy „na motor” 2016. Jest drogo i skomplikowanie #20 Szybcy i Wolni Vlog
9

Ile kosztuje w Polsce zrobienie prawka na motocykl? Za dużo. Cierpią na tym zwłaszcza Ci, którzy posiadają już inne kategorie. Mimo, iż znasz przepisy ruchu drogowego musisz przejść identyczną procedurę jak człowiek, który nigdy nie jeździł samodzielnie po drogach.

Owszem aktualnie przepisy pozwalają na samodzielną naukę teorii w domu, jednak to rozwiązanie nie spowodowało, że ceny jest znacząco taniej i szybciej. Całą swoją urzędniczą batalię musisz rozpocząć od wizyty w wydziale komunikacji, bo musisz stworzyć sobie profil kandydata na kierowcę. Potem musisz pójść do lekarza, zapisać się na kurs i zdać teoretyczny egzamin wewnętrzny.

Dopiero po jego zaliczeniu możesz wsiąść na motocykl razem z Twoim instruktorem. Ten jednak będzie skupiony głównie na nauczeniu Ciebie trasy egzaminacyjnej. Dużo niższym priorytetem jest technika posługiwania się jednośladem. Tę zdobędziesz dopiero po odebraniu wymarzonego prawka.

Z kieszeni kilkaset złotych musisz jeszcze wysupłać na egzamin teoretyczny i praktyczny w WORD. Jeśli Ci się wreszcie uda, wówczas kolejne monety powędrują w kierunku urzędu – plastik także kosztuje.

Summa summarum, w zależności od szkoły jaką wybierzesz i ile po drodze zaliczysz poprawek egzaminu, Twoje koszty wyniosą od 1000 do nawet 1600 PLN. Nie liczymy też czasu. W rekordowym tempie całość od pierwszej wizyty w urzędzie po odbiór prawa jazdy wyniesie około 80 dni.

 

Siema, tutaj Leszek! Dzisiaj w korku na Junaku NK 125. nawet nieźle się sprawdza ten sprzęt. Po przejechaniu dystansu kilkudziesięciu kilometrów nawet potrafił się rozpędzić powyżej 110 i trochę jeszcze miał ochotę przyśpieszać, a ja ważę ponad 90 kilogramów, ale dzisiaj nie o tym. Dzisiaj znowu o prawie jazdy. Naszła mnie taka refleksja po czytaniu różnych waszych komentarzy na temat kosztów robienia dokumentów, że w Polsce to jest chyba lekka patologia. Jeżeli ktoś posiada prawo jazdy kategorii B i chciałby sobie dorobić A, czy tam A1, A2, w zależności od wieku, to musi przechodzić taką samą drogę jakby robił swoją pierwszą kategorię prawa jazdy w życiu. Przecież ktoś kto jest właścicielem kategorii B, przynajmniej w teorii zna wszystkie przepisy i okej – może zdawać ponownie egzamin z teorii, bo dzięki temu jakoś we własnym zakresie sobie odświeży tę wiedzę, ale zmuszać kogoś, żeby przesiedział 20 godzin w sali lekcyjnej i zapłacił za to, no to moim zdaniem jest to troszeczkę bez sensu i to właśnie powoduje, że ludzie tak niechętnie udają się do szkół nauki jazdy, żeby legalnie podróżować na motocyklu większym niż takim o pojemności 125 cm3. To jest taka jedna z dziwnych biurokratycznych sytuacji, z którymi mamy do czynienia w Polsce. Ja jestem bardzo serdecznym zwolennikiem rozwiązania amerykańskiego, czyli ona wygląda mniej więcej w taki sposób, że przychodzi się na egzamin, tam się Ciebie pytają: „Nauczyłeś się jeździć? Potrafisz jeździć?”, „dobrze, to pokaż mi, że potrafisz jeździć”. Pokazujesz, że faktycznie potrafisz jeździć, znasz przepisy i za chwilę dostajesz prawo jazdy i te koszty są nieporównywalnie mniejsze niż w Polsce, bo chyba egzamin kosztuje coś w okolicach 40 dolarów, ale musicie mnie poprawić, bo też sytuacja zależy w jakim stanie i w jakim okresie. W Polsce bardzo dużo było waszych komentarzy na temat kosztów, zrobienia prawa jazdy kategorii A i niektórzy z was mówili, że po dwóch poprawkach, po pełnym przeszkoleniu i przeegzaminowaniu zniknęło im z kieszeni 1600 pln, bo w między czasie jeszcze podrożały koszty badań lekarskich i wynoszą one chyba 200 złotych, więc, żeby załatwić jedną dodatkową kategorię w prawie jazdy, trzeba iść po kartę kandydata na kierowcę, trzeba iść do lekarza, zapisać się do szkoły, zdać wewnętrzny egzamin teoretyczny, poprzedzony oczywiście wykładami. Potem jeździć określoną liczbę godzin na tym motocyklu po mieście i nauczyć się oczywiście 8-mki. I uczycie się tak naprawdę zdawać egzamin, a nie jeździć na motocyklu, bo nauczyć się jeździć na motocyklu możecie tylko i wyłącznie we własnym zakresie, po prostu połykając kolejne kilometry i nabywając właśnie doświadczenia. Ono jest najważniejsze. To tyle dzisiaj w ramach serii „Szybcy i Wolni”, w ramach mojego vloga, do śledzenia, którego bardzo serdecznie Ciebie zachęcam. Pamiętaj, że subskrybując ten kanał Twój motocykl będzie dużo lepiej pracować. Ha! Dzięki bardzo, pozdrawiam i już wkrótce widzimy się po raz kolejny.

Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
6%
Interesujące
63%
heh...
6%
Że co?
13%
Grrrr!
6%
Smutne
6%
O autorze
Zdjęcie profilowe Leszek Śledziński
Leszek Śledziński
Zaczynałem jak każdy. Od Komara przez Simsona, chiński skuter... aż do spełniania swoich marzeń. W Jednoślad.pl Tworze swoje moto vlogi, testuje motocykle i motorowery oraz informuję o najważniejszych zmianach w prawie.
9 Komentarze
  • Zdjęcie profilowe Wombat
    19 maja 2016 at 14:37

    ale jak udowodnić że mogłeś i czynni korzystałeś z prawa jazdy B lub nawet przysługującemu mu 125 na jednoślady?
    Po A idą zarówno ci ze stażem lat x na kołkiem i lat x za kierownicą 50 i 125cm jak i ci kompletnie zieloni.
    Dla zielonych to kompletnie nowy kurs… dla tych wprawionych to szykana/strata pieniędzy i czas.. itd. Ale jak ich rozróżnić.
    Tu jest tylko opcja ^zaufać wszystkim^ i za 150zł niemal dawać te uprawnienia po pisemnej deklaracji że umiemy jeździć.
    Tylko że przy naszej ilości palantów na drogach… sie okaże że każdy polak w ramach oszczędności przy robieniu A ^od lat jeździ^ i ma na to zaświedczenie od wyjka i zdjęcie rodzinne 1938 jak stał już koło motocykla.

    .
    Dla mnie zawsze kosmiczną bzdurą było to że na egzamin na A (mając lata) możesz podjechać jednośladem 50 czy 125 cm, położyć go kompletnie i legalnie w majestacie prawa wrócić do domu 170kg motocyklem rozwijającym ponad 100km/h.
    A postawienie gdzieś granicy to jak zwykle kwestia umowna.
    125 jedzie niewiele lepiej jak odblokowane 50/70 (no ale to nielegal) wiec teoretycznie skok z 45km/h motoroweru do 90-110km/h motocykla 125 jest spory. Ale tak realnie to dobra 70 jedzie tak (jak nie lepiej) jak chińska 125.
    Potem 125-250/300 różnica znowu nie jest duża, 300-400 znowu ten skok nie jest ogromny.. itd. Tak drobnymi kroczkami można dojść do litra – a gdzieś się zatrzymać trzeba (nie czarujmy się).
    To 125 to fajny kompromis. Już nie zmula, pozwala na spore dystanse – a jednocześnie jak się bardzo nie postarasz to nie wyskoczy spod ciebie na gume jak np 700 czy litr. Zwłaszcza jak to CVT.

  • 19 maja 2016 at 16:19

    Jest jeszcze gorzej, 20 lat kierowca zawodowy B, od roku kierowca 125cc, powinna być możliwość automatycznej przesiadki na np 300cc z ew dodatkowym kursem doszkalającym kilka godzin, ja nie potrzebuję maszyny 100KM. Poza tym inne zasady powinny być dla skuterów inne dla motorów. Wg mnie dla skuterów do ~~=300 nie powinno być wymagań dodatkowego prawka, skoro teraz jade na „B” maxi-skuterem 180kg 125cc prędkość max 110 to czy taka duża jest różnica az wymagająca prawka A dla skutera 300cc gdzie prędkość max to 160 ???
    Niestety przepisy są tylko dla wyciągania KASY.

  • Zdjęcie profilowe anonim
    19 maja 2016 at 15:44

    Obejrzałem i… muszę przyznać, że z większością się nie zgadzam.
    Prawo jazdy to żaden luksus i cena nie może być zaporowa a państwu powinno zależeć na jak największej ilości przeszkolonych obywateli, bo będzie bezpieczniej jak świadomość wzrośnie – nawet jak nie będą jeździli po zrobieniu uprawnień. Tu 100% zgodności z Leszkiem.
    Jestem ^starym kierowcą^ B, wystartowałem w 1991 roku jako 17 latek i cały czas, nieprzerwanie, jeżdżę.
    W zeszłym roku zacząłem przygodę z dwoma kółkami od skutera 125 (pół roku), przerobiłem motocykl 125 (pół roku), robienie prawka A (dwa miesiące) i zakup nieco mocniejszej maszyny (skuter 300ccm). To może z własnych obserwacji opowiem:
    1. szkolenie teoretyczne nie jest kretyńskim pomysłem. Owszem, kierowca np. B może się doszkolić sam i przygotować do egzaminu teoretycznego, bo jeszcze jakąś tam wiedzę szczątkową ma (każdy inną). Ale przepisy się zmieniają, ludzie jeżdżą na pamięć, a na kursie na A pełna sala kierowców z B wielokrotnie milczała jak zaklęta, kiedy prowadzący o coś pytał. ZAPOMNIELI. A niektórzy nigdy nie wiedzieli i dowiadywali się nowych rzeczy. Odkurzyć wiedzę nie zaszkodzi, ale dopuszczenie kursu eksternistycznego jest OK.
    2. ćwiczenie ósemek na placu, to nie jest kretyński pomysł. Wielu motocyklistów ^od lat^ dosiadających swoich maszyn nie jest w stanie wykonać tego prostego manewru, a on się przydaje. Oj przydaje. Pokazuje, czy ktoś panuje nad tym co robi jadąc wolno, czy niekoniecznie. Może wywrotka podczas wolnej jazdy nas tak skutecznie nie zabije, jak gleba przy 130, ale wyłożyć się w korku pod koła ciężarówki też można.
    3. nabywanie doświadczenia TYLKO w czasie jazdy przez nabijanie kilometrów. Tak? Czy raczej utrwalanie niewiedzy i błędów? Z jazdą motocyklem jest tak, jak z pływaniem, czy jazdą na nartach. Można to robić dobrze, a można się tylko utrzymywać na wodzie, lub tylko ślizgać z górki. W sytuacji trudniejszej – mogiła. Brak podstaw przekazanych przez dobrego instruktora jest być może do odrobienia przez utalentowanego kierującego. Ale nie każdy ma talent i zdolność samokształcenia. Spora część wymaga pomocy i pokazania, o co chodzi. Obserwuję 125 śmigające po mieście i widzę, ile ci ludzie jeszcze NIE POTRAFIĄ. I się nie nauczą. I gdyby nie kurs na A, ja też bym się tych podstaw nie nauczył. Na plac przyjechałem swoim motocyklem z nabitymi kilkoma tysiącami kilometrów i przekonaniem, że umiem, jest OK, będzie super. I nic nie umiałem, nie było super, a nawet się zastanawiałem, czy to aby dobry pomysł, to całe silenie się na A. Moje doświadczenie, to jazda w zasadzie tylko po mieście. Zdaję sobie sprawę, że wraz z przybywającymi kilometrami już mi tych umiejętności aż tyle nie przybywa. Żeby się otrzaskać, trzeba zmieniać sprzęty i warunki w jakich się jeździ, może pojechać na tor i poćwiczyć pod okiem instruktorów. Latając na skuterze dom-praca-dom i nabijając dziesiątki tysięcy kilometrów będę się cofał w rozwoju – jeśli chodzi o nabyte umiejętności – w stosunku do tego, czego się nauczyłem na kursie A. Używając czy skuterów, czy samochodów, czy to motocykli do przemieszczania się na stałej trasie z punktu A do punktu B zaczynamy tracić umiejętności.
    Wracając do meritum – szkolenie nikomu nie zaszkodzi. Problemem pozostaje forma (zajęć i kwalifikacje instruktorów), cena (głównie egzaminu, bo przecież jak cena kursów będzie znacząco leciała w dół, to uczący będą coraz gorsi i sprzęty też coraz słabsze – cudów nie ma, na czymś się oszczędza), oraz sam egzamin. To jest problem bardzo ogólny, co zrobić, żeby egzaminy sprawdzały faktyczne umiejętności, a szkolenia nie uczyły TYLKO pod egzamin. Dotyczy nie tylko praw jazdy.

  • Zdjęcie profilowe jas13
    20 maja 2016 at 09:46

    Skąd kolega redaktor wytrzasnął tak optymistyczną kalkulację
    Kurs obecnie to rząd 1200-1600pln zależnie od szkoły, średnio 1300pln
    Badania 200pln, czasem promocja OSK 100pln.
    Dodatkowa jazda 80-100pln/h, czasem na placu 60-70pln, ale to rzadkość.
    Egzamin to drobne 210pln za pełny, oddzielnie teoria 30pln, praktyka 180pln.
    Prawko w WK coś koło 80pln.
    Łącznie w wariancie optymistycznym 1300+200+210+80=1790. Ale ponieważ życie jest życiem,
    to przy ewentualnych poprawkach i dodatkowych jazdach to finalnie będzie to kwota w granicach
    2000-3000pln, głównie w tyłek daje 180pln za każdą powtórkę praktyki, teoria raz zdana jest ważna bezterminowo.
    Leszku: na egzaminie ludzie często uwalają 8-kę i wolny slalom, czasami są problemy z szybkim slalomem, ale na mieście również nie jest lekko.

  • Zdjęcie profilowe jas13
    20 maja 2016 at 09:51

    Zulus: koledzy ze „stażem”, na placu mają problem z ósemką i wolnym, oraz co dziwne z mijaniem przeszkody, bo przeciwskręt to dziwny dla nich twór. Co bardziej zabawne, również często lecą na mieście, bo wychodzi przyzwyczajenie do nieużywania kierunkowskazów przy manewrach zmiany pasu lub skrętu, o zatrzymaniu się przed stopem nie wspominając.

  • Zdjęcie profilowe anonim
    anonim
    20 maja 2016 at 10:32

    Uwalanie egzaminu przez starych kierowców na mieście jest dla mnie zrozumiałe. Ciężko zapanować nad własnymi nawykami i jechać WZORCOWO, jak zazwyczaj śmiga się inaczej. Przepisy przepisami, wymagania egzaminu swoje, a codzienność na ulicach to jeszcze coś innego. Ale kładzenie egzaminu przez starych motocyklistów na placu jest po prostu obciachem. Są tak pewni swoich umiejętności, że wykładają się na głupotach. Ale co można powiedzieć? To, że ktoś jeździ od lat, nie oznacza jeszcze, że umie jeździć. Tak samo jak to, że się udało zdać egzamin, nie czyni z nas świetnych kierowców.

  • Zdjęcie profilowe jas13
    20 maja 2016 at 13:26

    Zulus: Masz słuszność, zdanie egzaminu niezależnie od formuły, nikogo nie czyni mistrzem kierownicy, a jedynie potwierdza opanowanie podstawowych umiejętności.
    Co do wykładania się „starych wyg” na manewrach jest proste do wytłumaczenia, wielu jeździ wolne manewry z wystawionymi szeroko kapciami, a na egzaminie zakaz podpierania.
    Co prawda wielu z kat. B, którzy są cofani na egzamin za punkty, oblewa….na łuku 😉

  • Losean
    31 maja 2016 at 00:18

    42 dni od wniosku, przez kurs i egzaminy, po odbiór blankietu w Szczecinie. Chyba rekord 😉

  • robal_pl
    6 sierpnia 2016 at 10:16

    Głupotą jest egzamin na placu. I poziom zdawalności na poziomie 30% (reszta Europy coś ok 70%). Bo im trudniejszy egzamin tym więcej ludzi będzie jeździć bez prawka, jak się wkurzą po szóstym niezdanym egzaminie i oleją to.