Aktualnie czytasz:
Pierwszy motocykl po zdaniu prawka: Czego nie kupować? Jednoślad.pl radzi…
23

Temat stary jak świat, przewijający się na Forum Jednoślad.pl. Po zdaniu prawa jazdy na motocykl świeżo upieczeni motocykliści intensywnie się rozglądają za pierwszym jednośladem. Czy wybór „litra” to dobry pomysł? Poznajcie naszą opinię.

Wielu z Was robiąc prawko miało już wcześniej do czynienia z małymi skuterami i motorowerami. To dobrze, dzięki temu na pewno było łatwiej zarówno na kursie, jak i egzaminie. W trakcie pierwszych swoich jazd czymś co ma pod bakiem więcej, niż 50 ccm można poczuć nie tylko moc, ale także rosnący apetyt.

Po wyniku pozytywnym i odebraniu plastiku w urzędzie często jest się w takim amoku, że przestaje przez nas przemawiać zdrowy rozsądek. Podobnie było w moim przypadku, kiedy to z dnia na dzień chciałem kupić pierwsze moto i uwolnić się ze wszelkich kagańców. O czym wtedy myślałem? Może nie o stereotypowym „litrze”, ale czymś niewiele mniejszym. Dlaczego?

Na szczęście udało mi się ochłonąć i racjonalnie spojrzeć na kwestię wyboru, ryzyka oraz własnego doświadczenia. Nie wybrałem litrowego monstrum nie ze względu na brak umiejętności, ale ze względu na ograniczone zaufanie względem siebie. Mając na ramie np 120 konie z pewnością prawkiem długo bym się nie cieszył. Być może także i zdrowiem. Po drugie kiedy ja brałem udział w kursie uczyło się i zdawało na Yamaha YBR 250. Na marginesie – naprawdę fajny sprzęt.

Dlatego wydawało mi się, że połówka to będzie w pełni wystarczający sprzęt na najbliższe dwa, może trzy lata przygody. Padło na motocykl Honda CB 500. Dwa cylindry, 170 kg masy i niecałe 60 koni mocy. Lekki i dość praktyczny motocykl, który na rynku wtórnym można było kupić za dość rozsądne pieniądze. Przy tym maszyna jest nie do zajechania, a niewysilony silnik to japoński wytwór nie do zdarcia.

Oczywiście znalezienie używki w dobrej kondycji było bardzo trudnym zadaniem. Nie brakowało także ofert ze skręconym licznikiem, albo sprzętów spawanych z dwóch. Perełkę znalazłem po dwóch tygodniach okupowania wszystkich portali ogłoszeniowych… w Gdańsku, do którego pojechałem pociągiem, a wróciłem na dwóch kołach!

Z perspektywy czasu to był najlepszy wybór jakiego mogłem dokonać. Nie mam na myśli danego modelu czy egzemplarza. Mówię raczej o pojemności i masie, która pozwoliła mi się w pełni „wbić” w motocyklizm.

Dzięki temu też utrwaliłem w sobie wewnętrzne przekonanie, że zakup przysłowiowego litra zaraz po zdaniu prawka jest nierozsądne. Do takiej decyzji trzeba dojrzeć nie tylko mentalnie. Zmiana przepisów nieco sprzyja temu – aktualnie, jeśli nie miałeś innych motocyklowych kategorii to nie zrobisz kategorii A przed 24 rokiem życia. To teoretycznie ma sprawiać, że dostęp do dużych sprzętów mają nieco rozsądniejsi ludzie. Teoretycznie.

Doszedłem także do wniosku, że każdy z nas musi mieć w sobie nieco pokory. Wiem, chęć zaimponowania litrem jest sporą pokusą, jednak nawet 400 ccm da Ci mnóstwo fanu z jazdy i osiągów.

Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
100%
Interesujące
0%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%
23 Komentarze
1 2 3