Kupił motocykl-okazję. Skończyło się oszustwem. Ciężko uwierzyć, że ludzie nadal się nabierają

Kupujesz motocykl? Zawsze dokładnie sprawdzaj dokumenty

W skrócie
  • Zakup motocykla to nie jest prosta sprawa, szczególnie kiedy Twoimi decyzjami kieruje serce.
  • Zawsze dokonuj oględzin motocykla z osobą, która podejdzie do tego na chłodno i fachowym okiem oceni faktyczny stan pojazdu, a ponad wszystko dokładnie sprawdzi dokumenty.

Pojechał kupić motocykl, który miał być okazją. Motocykl kupił, ale wkrótce okazało się, że sprzęt nie posiada dokumentów, a co gorsza sprzedający przestał odbierać telefon i zwrot motocykla okazał się być niemożliwy. Brzmi absurdalnie, ale taka sytuacja wydarzyła się naprawdę. 

Kilka miesięcy temu doszło do zaskakującej transakcji. Do naszego znajomego motocyklisty napisał inny motocyklista z ofertą sprzedaży motocykla (a jakże!) w okazjonalnej cenie. Nie byli znajomymi, a połączyła ich internetowa grupa motocyklowa. Kupujący napisał post, że poszukuje motocykla, a osoba chętna do sprzedaży napisała do niego na tzw. privie, że posiada taki motocykl w bardzo przystępnych pieniądzach, z jednym zastrzeżeniem: motocykl nie był od dawna odpalany i wymagał gruntownego serwisu. Tytułem wstępu chcemy podkreślić jeszcze jedną rzecz: nie będziemy zdradzać nazwy modelu motocykla i danych osób, które brały w tym udział, bo nie chodzi nam o to, żeby rozpalać internetowe dramy – chcemy zwrócić uwagę na problem, i ostrzec osoby nieco bardziej ufne.

W tym momencie sprawa nie wygląda jeszcze na podejrzaną. W sieci jest przecież pełno ogłoszeń dotyczących motocykli, które stoją niejeżdżone od dawien dawna, a właściciel tego nie ukrywa i sprzedaje jednoślad z prostej przyczyny: nie ma czasu na przepalanie czy zabawy serwisowe. Tak czy inaczej: motocykl prezentował się obiecująco. Niewielki przebieg, owiewki w całości i niska cena. Czego chcieć więcej? Szczególnie, że zainteresowany w tamtym czasie poszukiwał bazy do zbudowania torówki.

Jedynym problemem wydawało się położenie sprzedającego i motocykla. Sprzęt znajdował się po drugiej stronie kraju, co wymagało sporej logistyki – temat jednak był do przejścia, zważywszy na okazjonalną cenę motocykla. Sprzedający umówił się na parkingu supermarketu z kupującym, co już może w pewien sposób wydawać się podejrzane, ale zainteresowany jeszcze nie poczuł żadnego zagrożenia. Po przyjeździe na miejsce okazało się, że sprzęt faktycznie istnieje, jest w stanie o jakim mówił sprzedający, a same zdjęcia dobrze oddają stan pojazdu. Technicznie wszystko wyglądało w porządku. Motocykl odpalał, ale pracował bardzo kulawo – wszystko wskazywało na problem z gaźnikami, ale to nie stan techniczny jest tutaj tematem do rozważań.

“Dokumenty doślę pocztą…”- nie daj się nabrać

Kiedy doszło przyklepania umowy i sakramentalnego powiedzenia “biorę”, okazało się, że sprzedający “zapomniał” wziąć dokumentów i zaproponował, że wyśle je pocztą, wraz z podpisaną umową (dane motocykla trzeba było wpisać przecież z umowy). Sfrustrowany kupujący, który przejechał niemal przez całą Polskę postanowił zaufać sprzedającemu – inaczej patrzy się na problem kiedy przejedzie się 50 kilometrów, a zupełnie inaczej kiedy pokonana trasa to 400 kilometrów. Do tego dochodzi “okazjonalna” wartość sprzętu, na który polował od dłuższego czasu. Tak mniej więcej brzmi wzór na wpakowanie się w problemy.

Na dokładkę, motocykl nie miał założonej tablicy rejestracyjnej. Sprzedający tłumaczył to uszkodzeniem ramki i zdjęciem tablicy w obawie przed zgubieniem. Rejestrację wraz z dokumentami obiecał dosłać w późniejszym terminie.

Motocykl został zapłacony, zapakowany na przyczepę, a panowie rozstali się w dobrych humorach. Po kilku dniach okazało się, że sprzedający ma problem z odnalezieniem dokumentów. Zgubę tłumaczył przeprowadzką i poprosił jeszcze o kilka dni cierpliwości, po których na pewno miał wysłać papiery. Po kolejnych kilku dniach okazało się, że wyjechał za granicę i odezwie się po powrocie. Jak pewnie już zdążyliście się zorientować nigdy się nie odezwał, a sam numer telefonu na jakiś czas przestał być aktywny. Po kilku tygodniach pojawił się sygnał, ale były właściciel motocykla przestał odbierać, nie odczytywał wiadomości i nie odpisywał na messengerze. Dokumenty wraz z tablicą rejestracyjną nigdy nie zostały dostarczone do nowego właściciela, a sam motocykl stał się swoistym zgniłym jajem, który tak naprawdę stracił jakąkolwiek wartość.

Kupujcie motocykle pod okiem specjalistów

Szczęśliwie dla nowego właściciela okazało się, że nie jest kradziony i nie widnieje w żadnym systemie motocykli, które policja chciałaby bardzo odzyskać, chociaż w przypadku niewielkiej wartości samego motocykla, to może byłoby dobrze gdyby widniał w systemie – być może ktoś odzyskałby utracony sprzęt.

Zakup motocykla to sprawa ważna dla każdego motocyklisty. Niestety nie jest to prosta czynność, szczególnie, że zbyt często kupujemy jednoślady sercem. Takie podejście do tematu potrafi skutecznie ułatwić oszustowi zadanie. Właśnie dlatego, dzisiaj wspominamy o tym problemie, ponieważ zdajemy sobie sprawę, że wielu z Was jest w okresie poszukiwań wymarzonego sprzętu. Przypomnimy i podkreślimy jedną bardzo ważną rzecz: na oględziny zabierajcie doświadczone osoby, specjalistów którzy nie będą się napalać razem z Wami, a podejdą do transakcji na chłodno i zachowaniem zdrowego rozsądku. Tutaj nie chodzi tylko o pieniądze, one są mało ważne. Ważne natomiast jest to, że kupując motocykl bardzo często spełniacie swoje marzenia, a wszelkiego rodzaju rozczarowania mogą sprawić, że zaczniecie motocykle i motocyklistów postrzegać źle. Budować mylny obraz całej społeczności, w której jest cała masa dobrych osobników.

Poza tym, ułański zakup może doprowadzić do różnych perturbacji prawnych i nieprzespanych nocy, a tego byśmy przecież nie chcieli.

Inne publikacje na ten temat:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button