Tanie kaski motocyklowe: (Nie)bezpieczna zabawka

Tysiące posiadaczy skuterów w Polsce nieświadomie zamiast kasków kupują zabawki, które są jeszcze gorsze, niż kompletny brak hełmu. Dlaczego? Skuterowo.com wyjaśnia.

Niska cena, to główny argument wielu skuterowców wybierających obowiązkowy względem prawnym hełm jako swojego towarzysza każdego kilometra, pokonywanego jednośladem. Często jednak nabywcy tego typu sprzętu nie zdają sobie sprawy, że ryzykują własnym zdrowiem lub życiem. Oszczędność ta jest zatem pozorna. Na największym serwisie aukcyjnym w Polsce aż roi się od ofert mieszczących się w granicach od 18.90 do 50 PLN. Aż dziw bierze, że żaden z importerów tego typu "produktów" nie ma wyrzutów sumienia, że przez jego działalność i niedomówienia zagrożone jest ludzkie istnienie. Mało tego. Nawet niektóre marki skuterów w Polsce takie hełmy dorzucają gratis, w prezencie.

 

REKLAMA

RZUĆ WYZWANIE MIASTU Z BMW G 310 R

Obudź się z uśmiechem na twarzy bo każdy dzień z BMW G 310 R to szansa na spróbowanie czegoś nowego. Kompletny pakiet ma wszystko, czego potrzebujesz – w tym nowoczesne światło do jazdy dziennej. Dzięki zoptymalizowanemu silnikowi z Ride by Wire i sprzęgłem z funkcją Anti-Hopping pojazdem jeździ się intuicyjnie i zwinnie, niezależnie od tego, czy wybierasz się do pracy, na randkę czy poza miasto. Przekonaj się o zwrotności, łatwości obsługi i sportowym charakterze G 310 R i każdego dnia stawiaj sobie nowe, większe wyzwania.

Dlaczego tani kask aż tak bardzo jest niebezpieczny? Nie posiada on atestu. Przez to nie wiadomo w jaki sposób absorbuje siłę uderzenia. Być może jego zachowanie w razie wypadku stwarza dodatkowe zagorzenie. Wśród wielu przypadków bywały i takie, że zewnętrzna pokrywa hełmu podczas rozpadu tworzyła ostre "szpice" wbijając się w ciało. Mało tego, często w prezentowanych modelach z najniższej półki jako warstwę ochronną wybiera się zwykłą gąbkę, która po pierwsze intensywnie chłonie pot, a po drugie praktycznie w ogóle nie chroni głowy użytkownika.

Dlaczego jazda w kasku za 20 PLN jest bardziej niebezpieczna niż jazda bez niego? Dlatego, bowiem kierowca jadący bez kasku byłby bardziej ostrożny. Hełm wątpliwej jakości i bez certyfikatu, tudzież homologacji stwarza tylko pozory bezpieczeństwa. W rezultacie efekt jest taki sam jak w przypadku jazdy w plastikowej misce.

W takim razie dlaczego dopuszcza się taki sprzęt do użytkowania? To kwestia ułomnych przepisów. De facto nikt nie zabroni produkcji i sprzedaży kasków - zabawek. Każdy ma prawo taki kupić i chodzić w nim po ulicy, lub też spać. Jednak nikt nigdy nie powie, czy napisze, że prezentowany kask to jedynie jego atrapa, która nie powinna brać udziału w ruchu drogowym. Z drugiej strony nikt w Polsce nie egzekwuje posiadania certyfikowanych produktów. Nikt chyba nie spotkał się z Policjantem kontrolującym nalepki certyfikatu ECER, obowiązującego na terenie Unii Europejskiej.

NAXA, producent homologowanych kasków i akcesoriów dedykowanych jednośladom jednoznacznie stwierdza:

Kupowanie produktów "kaskopodobych" to nieodpowiedzialność. Często zdarza się, że sami rodzice swoim pociechom prezentują takie hełmy. Nie są świadomi tego, że produkt bez atestu bezpieczeństwa to narażanie młodego kierowcy na utratę życia. Wszyscy bezwzględnie powinniśmy zasięgnąć informacji na temat interesującego nas produktu. Sprzedawca ma obowiązek poinformować nas o ewentualnym fakcie niezdatności do eksploatacji kasku na drogach publicznych.

Co wskazuje na fakt posiadania przez dany produkt certyfikatu? Po pierwsze to naklejka o oznaczeniu ECER. Znajduje się ona najczęściej na tylnej powłoce kasku. Informacja ta też powinna być zawarta w instrukcji obsługi. Innym wyraźnym sygnałem jest cena. Żaden produkt o wartości 19 czy 50 PLN na pewno nie jest kaskiem w pełnym tego słowa znaczeniu.

Zobacz jak rozprasza uderzenie certyfikowany kask:

Ale o co chodzi, przecież i tak policja mi nic nie zrobi. Policja może i nie, ale wyobraź sobie, że podczas zderzenia z samochodem z prędkością 40 km/h taki kask rozpada się na kawałki, a jego szczątki wbijają się w Twoją szyję. Nieciekawa perspektywa. Dlatego warto użyć nieco wyobraźni przed zakupem i zamiarem oszczędzania na podstawowym wyposażeniu, które ma dbać o nasze zdrowie i życie. W końcu nikt nie chce żałować, że zaoszczędził 200 PLN. Prawda?

Więcej o kaskach.

Fot.: Allegro.pl/Skuterowo.com

Inne publikacje na ten temat:

13 opinii

  1. Tornada i Dragony to już tradycja, podobnie jak ludzie kupujący takie kaski. Osobiście jakiś czas temu wolałem kupić używane, 12 letnie AGV za 200zł niż tani crap. AGV-ka mimo wieku wyglądała jak nowa, po wypraniu tak samo pachniała, a że nie była powypadkowa to też leżała w miarę. Niedawno kupiłem nowy, markowy kaska za 220zł i z niego również jestem zadowolony. Tym, co się rzuca w oczy w porównaniu z tanimi tandetami to po 1-wsze komfort noszenia kasku, dostosowanie materiału do kontaktu ze skórą, jakość wykonania i kompozytów skorupy. Użytkowałem przez jakiś czas taki tani kask – był po prostu do dupy, a nie na głowę. I to jest chyba najlepsze podsumowanie.

  2. Nie no kolega w Tornado zarył o asfalt i nic się nie stało ani jego głowie, ani Tornado.W sumie Tornado wg mnie trochę lepsze od Tigera czy jakiegoś za 20zł, aczkolwiek lepiej za 200 choćby Naxa mieć.

  3. A ja miałem kask od Tigera który mój ojciec dostał go przy zakupie skutera ale kupiłem nowy kask otwarty firmy Awina za 100zł i widoczność jest o wiele lepsza niż w kaskach które są droższe.

  4. Nalezy wykonac test tych tanich kaskow, a potem pisac ze sa niebezpieczne.Brak certyfikatu to przede wszystkim nie zaplacenie przez producenta ogromnych sum za wspomniany.Starsi uzytkownicy pewnie pamietaja kaski produkowane w NRD bylo tego u nas sporo i nie pamietam aby byla informacja ze ktos w nim zginal.Byle jaka WSK-a jezdzila szybciej niz wiekszosc dzisiejszych squtow.

  5. ad rem -o ile sie nie myle to kask przez to ze peka pochłania sile uderzenia, a w tescie on dziala jak płyta pancerna więc nie wiem jak czuje sie glowa, ktora zostanie urwana bo kręgi napewno nie wytrzymaja.

  6. Mieszkam w Niemczech jest tu sporo mozliwosci zakupu kaskow w sklepach jak i przez internet.Ceny sa powalajace jak wiekszosci produktow,ja mam kask kupiony w sklepie za jedyne 75euro jest bardzo wygodny ale niestety malo praktyczny poniewaz pełny.Jest w nim blenda co jest dobrym wynalazkiem.

  7. Mam kask z firmy BTM, na skuterze wszystko OK, tylko się troszeczkę wyciera pleksi, natomiast jak z kumplem jechałem na Yamaha YZF 600R Thundercat to przy 140km/h wszystko klekotało, a przy 200km/h miało się wrażenie, że się zaraz rozleci… W skrócie: Ten chiński wynalazek nie polecam nikomu…

  8. Posiadałem Awinę po roku się wyrobił że można okręcać go na około głowy więc kupiłem Uvex Jet 100 i powiem iż komfort podobny tylko że nie zmienia wymiarów wewnętrznych.
    Pierwszy testowałem na schodach i powiem że nic nie strzeliło
    więc na pół roku jest dobrym zakupem -czyli na jeden sezon jak ktoś ma sezony ja takich nie obchodzę.

  9. też skusiłem się na te kaski za 20 zł kupiłem trzy ale szybko je odesłałem i kupiłem w promocji otwarty za 61 zł i zamkniecty za 110 zł firmy g-mac. Dziś mam wrażenie, że była to decyzja ŻYCIOWA.
    Sam kask za 20 zł to kawał plastiku rozmiar uniwersalny w srodku jakis steropia nic się nie trzyma śmierdzi nie sam owicie, szumi jak w tym jedziesz i nic nie widać. Generalnie kask ten chroni tylko przed mandatem.

  10. Ja posiadam dwie otwarte Awiny za 66 zł sztuka i uważam że była to odbra decyzja. W jednym jeźdże codzienie a drugi zostaje w domu żeby wozić babcię do kościoła (naprawdę! 🙂 ) Nic nie śmierdzi, dobrze się trzyma jedyne zastrzeżenie to szybka kiepskiej jakości – ale i tak zasuwam ją tylko w deszcz 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button