Suzuki GSX-S1000 zrobili niewiele, żeby zrobić dużo. Stary-nowy litrowy naked. Czy warto?

Przetestowaliśmy nowego streetfightera Suzuki. Przed Wami GSX-S1000 2021

W skrócie
  • Suzuki GSX-S1000 chociaż nie jest całkowicie nową konstrukcją, to stylistycznie jest całkowicie nowym motocyklem.
  • Silnik, który znajdziesz w ramie, to stary dobry znajomy: jednostka pochodzi z Suzuki GSX-R 1000 K5
  • Więcej testów i informacji motocyklowych znajdziesz na naszej stronie, jednoślad.pl

Nowy Suzuki GSX-S 1000 nie jest całkowicie nowy. Wiedzą to niemal wszyscy, ale czy to oznacza, że litrowy naked bike z Hamamatsu nie ma prawa zaskoczyć nawet bardziej doświadczonego użytkownika? Oto nasze pierwsze wrażenia z jazdy!

Nie będę ukrywać - motocykle takie jak Suzuki GSX-S1000 całkowicie nie są moim światem. Litrowy silnik daje całą masę mocy, której po prostu nie potrafię należycie wykorzystać. Z jednej strony kupując tego typu sprzęt otrzymujesz sprzęt, który silnikowo idealnie spisałby się w trasie (gdyby nie brak ochrony przed wiatrem), z drugiej pozwala na bardzo dynamiczne i sprawne przemieszczanie się z miejskiego punktu A, do punktu B - z tym że w bardzo zakazanych rejestrach prędkości, bo jeśli zamierzasz jeździć przepisowo, to podobnie szybko na miejsce zawiezie się każda 125-tka.

No i pozostają kwestie torowe. Chociaż nie jestem asfaltowym wykidajłę, to śmiem twierdzić, że torowanie po ciasnych i dosyć krótkich polskich torach przyjdzie Ci łatwiej na słabszych i lżejszych motocyklach. Czy oznacza to, że Suzuki GSX-1000 S został stworzony bez sensu? Oczywiście, że tak! Czy to źle?

REKLAMA

SCORPION EXO 520 AIR

Zobacz co oferuje najlepszy kask motocyklowy w segmencie.

Warto mieć dla samego posiadania

Gdybym zaczął się dopatrywać we wszystkim sensu, to już dawno przestałbym jeździć na motocyklach, zająłbym się intratną deweloperką i zmieniłbym podejście do życia. Tak jednak nie robię, bo motocykle to coś więcej niż konie mechaniczne i moc maksymalna. Czasami warto mieć potężny silnik dla samego posiadania. Bo czemu nie? Kto Ci tego zabroni?

Fakty pozostają takie, że litrowe nakedy mogą poszczycić się ogromną ilością fanów na całym świecie. Jest w nich coś magicznego, niewytłumaczalnego. Coś co sprawia, że teoretycznie chociaż są bezsensu, to praktycznie ciężko się od nich oderwać. Osobiście mam też z nimi taki problem, że zachęcają mnie bardziej do robienia niegrzecznych rzeczy na drodze niż klasyczne sporty - te szepty pt. odwiń, strzel z klamy, przypal kapora dobiegają z tyłu ucha jakby ze zdwojoną siłą. Próbuję z tym walczyć, ale czasami jest naprawdę ciężko.

Suzuki GSX-S1000: zrobili niewiele, żeby zrobić dużo

Nowy GSX-S1000 to w przeważającej ilości miejsc stary, poczciwy GSX-S 1000 z tą różnicą, że nareszcie wygląda tak, że Twój sąsiad z zachwytem zapyta co to za sprzęt, a nie będzie sobie stroić żarty, że kupiłeś kolejnego Komarka. To cieszy. Obłe kształty ustąpiły miejsca ostrym, dynamicznym rysom, które nadają tego, czego poprzednikowi zdecydowanie brakowało. Mowa oczywiście o charakterze. Poza tym patrząc na niego z boku dostrzeżemy tak popularne w ostatnim czasie skrzydełka (z poziomu estetyki: majstersztyk), poza tym w oczy rzucają się nieco trójkątne boczne osłony, które nawiązują do lotnictwa.

To ciekawe, że Suzuki tak chętnie nawiązuje w swojej stylistyce do samolotów. Linia np. Katany według wielu internetowych szpeców od motocykli ma nawiązywać do legendarnego samolotu Concorde. Co prawda dzisiaj już mało kto o nim pamięta, ale w latach świetności tego superszybkiego samolotu na świecie pojawiła się pierwsza generacja Katany. Dzisiaj linia tego motocykla - z przodkiem opadającym ku dołowi (ha! Czy coś może opadać ku górze?) jest znakiem rozpoznawalnym tego sprzętu.

Przeczytaj również:

Nadciąga kolejny kryzys. Brak magnezu szczególnie mocno dotknie produkcję motocykli

Tak samo jest w przypadku GSX-S1000, chociaż moje nielotnicze oko nie wskaże modelu na którym konstruktorzy się wzorowali. Tak czy inaczej podobieństwa stylistyczne widać i dobrze. Całość prezentuje się znakomicie, a nawet tak trochę niesuzukowo - przepraszam za nieudolne słowotwórstwo, ale GSX-S1000  2021 całkowicie nie wygląda jak Suzuki.

Zapomnieli o tylnej lampie?

Przynajmniej w części przedniej, ponieważ o ile widać, że w tym miejscu inżynierowie sporo się napracowali, to na tył już im nie starczyło czasu. Lampa tylna całkowicie rozczarowuje i jakby totalnie nie pasuje do linii tego sprzętu. Z drugiej strony, sztuka którą jeździłem wyposażona była w kozacki element maskujący tylne siedzenie, co dodawało tylnej części zawadiackiego kształtu. To akurat lubię.

Finalnie jednak powstał motocykl, który jest ostry, stylistycznie wściekły i agresywny. Moim zdaniem to bardzo dobry ruch, tym bardziej, że reszta partii pt. budowanie motocykla, została rozegrana całkowicie w stylu Suzuki.

Silnik: stary dobry znajomy

Chodzi o to, że nowy GSX-S1000 nie jest do końca nowy. Mamy ten sam silnik, chociaż zmodernizowany, to samo zawieszenie i tą samą ramę. Zmian faktycznych jest niewiele, ale może i dobrze. Jednostka napędowa, którą pamięta GSX-R K5 została sprawdzona pod każdym kątem, prześwietlona przez całą masę użytkowników i samego producenta.

Ciężko spodziewać się w niej problemów wieku dziecięcego, co dla mnie osobiście jest niezwykle istotne. Dlaczego? Raz w życiu pozwoliłem sobie na zakup nowego motocykla i po pierwszej jeździe w silniku zaczęło coś brzęczeć. Sprzęt pojechał na reklamacje, na której od razu silnik był rozkręcany. Nawet nie wiecie jak to boli. Miało być jak nigdy wyszło jak zawsze. Właśnie dlatego w mojej opinii lata bytności na rynkach służą: nie tylko producentowi i zmniejszeniu kosztów sprzedaży, ale przede wszystkim klientom, którzy nie muszą się martwić na zapas, a finalnie jeszcze zapłacą za nowy motocykl mniej, ponieważ rozwój technologiczny jednostki był tańszy.

GSX-S1000: coś tam jednak zmienili

To nie jest jednak tak, że nowy GSX-S otrzymał silnik bez żadnych zmian. Coś podłubali, coś zmienili, ale przede wszystkim dołożyli działający quickshifter i fajnie - lubię to! Co ważne z dobrodziejstw tego ustrojstwa możecie korzystać nawet przy mozolnej jeździe, a wcale nie jest to aż tak oczywiste.

Wiem z drugiej strony, że nie po to się kupuje litra żeby nim wolno jeździć, ale wyobrażam sobie, że nowy naked z Hamamatsu będzie dosyć często wybierany przez osoby, które zmieniają klasę pojemnościową motocykla i będą chciały powoli przyzwyczajać się do emocji, który daje ich nowy sprzęt. No i tutaj Suzuki napakowało całą masę elektroniki, która przyjdzie takim motocyklistom z pomocą. Na pokładzie znajdziesz nie tylko 5-stopniową regulację kontroli trakcji z możliwością jej wyłączenia, ale i kilka trybów oddawania mocy.

Przeczytaj również:

Latający motocykl? Doczekaliśmy się! Zobacz jak lata i co potrafi

Oznacza to, że chociaż ten motocykl jest swoistą fabryką adrenaliny, to bez większego problemu można go ogarnąć. Zresztą jeśli ktoś ma trochę oleju w głowie, to naprawdę nie musi się jakoś bardzo starać, żeby ogarnąć ten motocykl.

Moment obrotowy to podstawa

Maksymalny moment obrotowy chociaż według danych technicznych uzyskiwany o tysiąc obrotów wyżej niż w poprzednim modelu sprawia, że spokojnie można tym sprzętem jeździ w dolnej partii obrotowej i robić to z wysoką kulturą. Zresztą wyhamowałem do 35 km/h i odkręciłem na szóstym biegu gaz. Co się stało? Nic niespodziewanego - motocykl po prostu przyspieszył bez większych problemów. Z drugiej strony wleczesz się za ciężarówką i chcesz ją wyprzedzić? Wystarczy redukcja o dwa lub trzy biegi w dół i odwinięcie manetki, a proces katapultowania rozpocznie się w tempie atomowym. Taką charakterystykę ma oczywiście każdy litr, ale nie każdy jest aż tak uniwersalny.

Warto również zwrócić uwagę na masę i gabaryty. Naked o wadze 214 kilogramów może i nie jest najlższejszym w historii ale faktyczne doznania są takie, że masz wrażenie, że siedzisz na 600-tce. Poza tym niewielkie gabaryty, specyfika ramy i kąta główki (65 stopni) sprawiają, że nieomal jesteś pewien, że nie siedzisz na litrze - to ważne, szczególnie jeśli zamierzasz latać po zatłoczonym mieście.

Silnik: stary, dobry znajomy

Finalnie w ramie znalazł się czterocylindrowy silnik, chłodzony cieczą (DOHC) o pojemności 999 cm3 i mocy maksymalnej 152 KM (przy 11 000 obr./min). Jednostka generuje 106 Nm przy 9250 obr./min. Jak widzicie odnotowano przyrost mocy i momentu względem poprzednika, jest to jednak bardziej marketingowa kosmetyka niż faktyczny progres.

To na co na pewno zwrócicie uwagę to dźwięk silnika - jest naprawdę świetny. Ważny w tym przypadku jest fakt, że wraz z postępem ekologicznym nie stracił on swojego charakteru. Nadal dudni basowo a z dolotu dobiega do uszu charakterystyczny dźwięk. Ponadto motocykl otrzymał nieco większy zbiornik paliwa i szerszą kierownicę. To wszystko sprawia, że nowego GSX-S1000 możemy rozpatrywać w kategorii streetfighter.

Trochę dziegciu musi być

Pewnie jesteście ciekawi wad modelowych? Obiektywnie rzecz postrzegając nie dopatruje się w tym motocyklu jakiś szczególnych wad oprócz nudnej jak flaki z olejem lampy tylnej. Subiektywnie sprawa ma się nieco inaczej. Gdybym kupił ten sprzęt i miałby mi służyć jako pojazd daily, to zwróciłbym uwagę na zbyt twarde zestrojenie zawieszenia. Oczywiście przednia Kayaba 43 mm jest regulowana, zupełnie tak jak zawias tylny, ale nadal - z komfortem ten układ ma niewiele wspólnego. Ja wiem, że taka charakterystyka sprawdzi się podczas wściekania i torowania, ale mieszkam na peryferiach świata i nierówności jest tutaj sporo. Dodatkowo podczas jednej z nocnych przejażdżek zwróciłem uwagę na to, że przednie światła drogowe (czyt. długie) świecą zdecydowanie zbyt wąską linią. Bardzo słabo oświetlają pobocze.

I znowu: jeśli mieszkasz i jeździsz po dużym mieście to żaden problem. Dla mnie, wieśniaka zamkniętego w lesie to istotna kwestia.

Tak czy inaczej Suzuki nareszcie zaprezentowało światu coś nowego, chociaż nie do końca. Mamy sprawdzony i zmodernizowany sprzęt w całkowicie nowej szacie i z nowymi bajerami. Osobom zawiedzionym tym faktem przypomnę, że za tego nakeda trzeba zapłacić 56 900 zł co jest świetnym wynikiem. Gdybyśmy mówili o całkowicie nowym sprzęcie to podejrzewam, że szóstka z przodu byłaby więcej niż najniższym wymiarem kary. Mi się podoba, a tytułem końca dodam, że jest to jedyne Suzuki jakim jeździłem, które sprawiało, że na ulicy podchodzili do mnie ludzie i pytali co to za motocykl...

 

 

Inne publikacje na ten temat:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button