Motul Europa Tour: wszystko co dobre ma swój koniec…

Relacja z ostatnich dwóch dni naszej podróży. Motul Europa Tour: Nordkapp!

Motul Tour, to jeden z najbardziej nieszablonowych projektów motocyklowych w naszym kraju. Tym razem Motul zabrał nas na wyprawę motocyklową na Nordkapp. Oto czwarta część relacji z naszej podróży! 

Ostatnie dwa dni naszej wyprawy motocyklowej Motul Europa Tour to powolny i bardzo mozolny powrót do Szwecji, do miejscowości Nynashamn – tam czekał na nas prom, którym mieliśmy wrócić do Polski. Zanim jednak dotarliśmy na łajbę, mieliśmy okazję i przyjemność przeżyć kilka nietuzinkowych przygód.

Obejrzyj nasz najnowszy film!

Przedostatni dzień był jednym z najdłuższych kilometrowo przepraw podczas całego wyjazdu na Nordkapp. Do przejechania mieliśmy 640 kilometrów. Z hotelu w miejscowości Mo i Rana wymeldowaliśmy się o 8 rano i praktycznie od razu wskoczyliśmy na motocykle. Na szczęście deszcz i chłód zniknął za nami i na widnokręgu pojawiło się słońce, które dawało sporą ulgę wszystkim motocyklistom – temperatura nadal wynosiła 10-15 stopni. Jeśli ktoś zapytałby się mnie o najbardziej ekstrawaganckie miejsce, które odwiedziliśmy tego dnia to bez chwili zastanowienia powiedziałbym: Radom! Tylko taki szedzki Radom! A tak naprawdę w nazwie nad literką A powinno znajdować się kółeczko, które pewnie ma jakiś wpływ na wymowę tego słowa. Tak naprawdę to mało istotne.

Motul Europa Tour. Prawdziwa skandynawska pustka!

Ten dzień był o tyle ciekawy, że mimo iż nie jestem w stanie sprecyzować jednego konkretnego i niesamowitego miejsca, to praktycznie trasa naszego przejazdu przez cały czas wiodła przez naprawdę urokliwe miejsca: lasy, jeziora, pagórki – widoki były niesamowite! Dodatkowo pikanterii dodawały nasze spostrzeżenia. Kilka razy w ciągu całego wyjazdu mieliśmy możliwość poczuć się naprawdę oddaleni od cywilizacji – łapaliśmy się na tym, że przez około dwie godziny minęliśmy jeden samochód.

Bądź zawsze na bieżąco dzięki Jednoślad.pl News

Niby nic nadzwyczajnego dla podróżników odwiedzających tereny Ameryki Południowej czy Azji, natomiast dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z podróżami i do tej pory miały przyjemność jeździć po Polsce czy Europie środkowo-zachodniej to wydarzenie naprawdę robiące spore wrażenie!

Przedostatni dzień naszej podróży zakończyliśmy w miejscowości Sundsvall – spaliśmy dokładnie w tym samym hotelu, w którym spaliśmy na początku naszej podróży.

Czas kończyć Motul Europa Tour. Zapraszamy śmierdzące śledzie

Ostatni dzień nie był jakoś szczególnie wymagający pod kątem odległości czy specyfiki dróg. Mieliśmy do przejechania nieco ponad 400 kilometrów i mieliśmy to szczęście, że poruszaliśmy się skandynawskimi autostradami. Może i nadal nie było jakoś bardzo szybko, ale równe tempo sprawiło, że dosyć szybko i sprawnie pojawiliśmy się na promie. Zupełnie inną kwestią byłą temperatura. Zrobiło się ciepło, a nawet gorąco. Na wyświetlaczach naszych motocykli zagościła informacja o 30 stopniowym upale. Warunki do jazdy zmieniły się diametralnie.

Moglibyśmy już kończyć tę relację, gdyby nie jeszcze jeden krótki, ale bardzo kolorowy moment naszej wycieczki – gwóźdż programu, a raczej śledź! Jacek, nasz przewodnik zaprosił nas na śmierdzące śledzie. Osobiście byłem nieco przerażony taką specyfiką lanczu, ale już trudno – czego się nie robi dla przygody. Nie cierpię śledzi, zatem w smaku kiszone śledzie okazały się tak samo niesmaczne jak zwykłe śledzie. Natomiast zapach towarzyszący tej biesiadzie był nie do podrobienia. Trzeba zaznaczyć, że prawdopodobnie w procesie kiszenia, w puszcze wytwarzają się gazy. To oznacza, że otwarcie puszki przypomina otwieranie wytrzęsionego napoju gazowanego. Oczywiście zostałem oblany tym łakociem i do końca dnia oprócz normalnych zapachów podróżnika motocyklowego towarzyszył mi okropny odór kiszonego śledzia. Polecam serdecznie.

Wszystko co dobre…

Niestety wszystko co dobre kiedyś musi mieć swój koniec. Zupełnie tak jak nasza wyprawa motocyklowa. Wkrótce odwiedziliśmy port i po krótkim poszukiwaniu wjazdu na prom mogliśmy zaokrętować nasze motocykle. Nie wspominałem o tym wcześniej, ale jeśli zamierzasz wybrać się w podróż motocyklową do Skandynawii i planujesz przepłynąć Bałtyk promem, tak jak my, to powinieneś się nauczyć obsługi pasów transportowych i sprawdzić jak zapiąć motocykl – można to poćwiczyć na przyczepie motocyklowe. Obsługa ma to gdzieś, więc każdy skazany jest na siebie. Poza tym obsługa promu dała nam po jednym pasie, dopiero kiedy poprosiliśmy o kolejne te pojawiły się przy po motocyklach – z doświadczenia wiem, że jeden pas nie jest wystarczający do zapięcia motocykla.

Podróż promem minęła nam bez większych ekscesów. Brak zasięgu internetu, sieci komórkowej oraz urodziny naszego laureata – Wiesława, sprawiły, że nie tylko mogliśmy poimprezować, ale po wszystkim odespać poprzednie dni – do brzegu dopłynęliśmy dopiero o godzinie 12! Czasu na spokojny sen było co nie miara!

Inne publikacje na ten temat:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button