Motul Europa Tour – etap II: smak renifera

Skandynawia widziana z siodła motocykla to coś czego nie da się zapomnieć

W skrócie
  • Motul Europa Tour trwa
  • W tym odcinku ekipa dociera do punktu kulminacyjnego
  • Śmiałkowie poznają dlaczego tak ważne jest odpowiednie przygotowanie do takiej wyprawy
  • Poznają także smak gulaszu z renifera

Motul Europa Tour to wielki finał konkursu organizowanego przez tę znaną na całym świecie olejową markę. Udział w wyprawie biorą dziennikarze motocyklowi, a także przede wszystkim laureaci konkursu organizowanego przez markę Motul. Wystarczyło kupić bańkę oleju i nagrać wideo o swojej pasji motocyklowej, by stać się uczestnikiem tej arcyciekawej motocyklowej przygody.

Etap drugi wyprawy rozpoczął się w szwedzkiej miejscowości Lulea. To był bardzo ambitny, czwarty dzień Motul Europa Tour. Śmiałkowie mieli w planie nawinięcie na koła ponad 650 kilometrów drogą ciągnącą się nieustannie na północ przez terytoria Szwecji, Finlandii oraz Norwegii. Bardzo wczesna pobudka i o 7:30 kawalkada Versysów ruszyła w dalszą drogę. Trasa tym razem odbiła już od wybrzeża północnej części Morza Bałtyckiego i prowadziła przez dziką fińską Tajgę. Las, las, niekończący się dziki las usiany co jakiś czas skalnymi formacjami. Polskie oko nie jest przyzwyczajone do takich widoków, więc wrażenie egzotyki nie ustępowało nawet na chwilę.

Gulasz z renifera

Po drodze miał miejsce pamiętny dla wielu postój połączony z obiadem. Głównym daniem okazał się gulasz z renifera, który, według podniebienia i kubków smakowych Tobiasza smakuje jak nieco słodkawa wołowina (podobno pycha!). Ten dzień odznaczył się bardzo sprawną i bezproblemową jazdą, a jej meta znajdowała się w norweskiej miejscowości Alta – położonej nad jedną z zatok Morza Norweskiego, która leży już poza kołem podbiegunowym. Tu słońce nie zachodzi wcale pomiędzy 16 maja a 26 lipca oraz nie wschodzi między 24 listopada a 18 stycznia. Obecnie robi się ciemno ok. godziny drugiej na mniej więcej godzinę. Wrażenie podobno jest niesamowite.

Przeczytaj też:

MOTUL Europa Tour – Etap 1: skandynawski Golden Gate

Skandynawska egzotyka

Efekt podbiegunowej egzotyki wzmocniony został miejscem, w którym przyszło ekipie zanocować. To dwuosobowe jurto-namioty, które położone są tuż obok pola usianego budami dla psów. To właśnie owe psiaki są główną atrakcją tego miejsca, oferując przejażdżki saniami w zimie oraz na specjalnych wózkach w lecie.

Kolejny, piąty dzień wyprawy to moment kulminacyjny. Pobudka o 6:30, prysznic, śniadanie i z psiego hotelu w miasteczku Alta motocykliści ruszyli na ostatnią „prostą”. Do celu, czyli przylądka Nordkapp zostało już tylko 250 kilometrów. Temperatura spadła na trasie z ok. 13 do 8 stopni Celsjusza. Ekipa miała ogromne szczęście, bo w drodze na Nordkapp ani razu im nie dolało (Co to za wycieczka na Nordkapp bez mokrych skarpet?). Ten dzień to trasa „tam i z powrotem”, czyli na Nordkapp i znów do psiaków w Alcie – kolejne 500 kilometrów z wizytą na najdalej wysuniętym europejskim cyplu, który dostępny jest na kołach.

Bądź zawsze na bieżąco dzięki Jednoślad.pl News

Po grubych setkach kilometrów przemierzanych przez bezkresne lasy i sporadyczne miejscowości, przyszedł czas na zmianę otaczającego krajobrazu. Miejsce drzew zajęły ciągnące się pustkowia i pagórkowaty teren. Zrobiło się pusto i bardziej wietrznie. Temperatury również powędrowały w dół. 

Nordkapp zdobyte! Jakie wrażenia?

Miejsce jest oczywiście kultowe z wielu względów (zwłaszcza dla nas motocyklistów). Czuć więc było w ekipie atmosferę wielkiego podniecenia. Z jednej strony to kolejny, choć bardzo urokliwy nadmorski klif. Z drugiej strony świadomość obecności na końcu kontynentu – i to tym najbardziej wyludnionym i niedostępnym budzi ciężkie do opisania uczucia. Kto był, ten wie. Kto nie był, niech koniecznie wpisuje na „bucket list”. Niespodziewaną totalnie atrakcją był duży samolot wojskowy, który nie wiedzieć jak wynurzył się zza wysokiego klifu tuż za parkingiem dla odwiedzających to miejsce.

Nikt tego momentu nie zdołał uwiecznić, ale scena była mocno hollywoodzka i pan Tobiasz chwilę się ogarniał po całym zajściu, otrzepując ciarki z pleców. Nie zabrakło nagrań i zdjęć ze słynnym globusem oraz chwili na kontemplacje ogromu świata i maleńkości istoty ludzkiej.

Droga powrotna do Alty w końcu pokazała na czym polega jazda motocyklem przez Skandynawię. Dwieście kilometrów w deszczu pozwoliło poczuć smak północnej Norwegii letnią porą. Ekipa na własnej skórze poczuła jak ważne jest odpowiednie ubranie podczas takiej eskapady. Porządna odzież przeciwdeszczowa, bielizna termoaktywna oraz grzane manetki Versysów 1000 i osłony dłoni zadbały o niezbędny komfort. Na miejscu, czyli u piesków, wyszło słońce, więc wieczór spędzono w bardzo pogodnej atmosferze.

Przeczytaj również:

Jak się przygotować do motocyklowej podróży na Nordkapp?

Droga powrotna wiedzie przez chyba najbardziej spektakularną Norwegię, więc najlepsze wciąż przed nimi. Czekamy na kolejne relacje i trzymamy kciuki za powodzenie misji. Wszak zdobycie szczytu to jedno, ale by zakończyć ekspedycję pełnym sukcesem, trzeba wrócić z trofeum do bazy. Jest szansa, że jeszcze im porządnie doleje…

Piotr Ganczarski

Z wykształcenia inżynier mechaniki i budowy maszyn. Motocykle są jego życiowym przekleństwem i chorą miłością. Buduje, przerabia i remontuje jednoślady. Zarówno te nowsze, jak i starsze. Fan motoryzacji i podróżowania na różne sposoby. Oprócz tego lubi pohasać na rowerze i przeczytać dobrą książkę.

Inne publikacje na ten temat:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button