Aktualnie czytasz:
Kolejne obowiązkowe systemy bezpieczeństwa od 2018 roku. eCall, aktywny tempomat, a potem czarna skrzynka?
4

UE planuje wprowadzenie obowiązku montażu systemy eCall we wszystkich nowych samochodach już od marca 2018 roku. Oznacza to oczywiście wzrost cen samochodów, choć nieduży, oraz kolejny sposób na kontrolę kierowców. Zwłaszcza jeśli połączymy te informacje z planem wprowadzenia obowiązku instalacji systemu ISA, który będzie automatycznie ograniczał prędkość w terenie zabudowanym. Kiedy przyjdzie czas na motocyklistów? 

O systemie ISA pisaliśmy szeroko wcześniej, także w kontekście motocyklistów. Dla przypomnienia: Europejska Rada Bezpieczeństwa Transportu złożyła wniosek do Komisji Europejskiej, który zakłada wprowadzenie obowiązku instalowania ogranicznika prędkości (ISA) we wszystkich nowych pojazdach sprzedawanych od 2020 roku (póki co mowa tylko o samochodach).

ZOBACZ TAKŻE: Obowiązkowe tempomaty, które nie pozwolą przekroczyć prędkości? UE pracuje nad ogranicznikiem prędkości

W tym tygodniu blog Autokult (polecam!) informował o planie wprowadzenia obowiązku instalowania systemu eCall, który od kilka lat funkcjonuje w samochodach – poczynając od klasy premium, jak to w przypadku nowych technologii bywa, eCall „zszedł” do compaktów i segmentu miejskiego. Powód konieczności wyposażania aut w eCall? Oczywiście dbanie o nasze bezpieczeństwo.

Dla niezorientowanych, eCall pozwala przez naciśnięcie jednego guzika zawiadomić odpowiednie służby o zdarzeniu drogowym. System łączy nas np. z numer 112, a także lokalizuje nasz pojazd – np. w przypadku poważnego wypadku. Według unijnych ekspertów eCall ogranicza śmiertelność o nawet 60%, pozwalając na szybszą reakcję służb ratowniczych.

I, jakby nie patrzeć, powyższe jest jak najbardziej OK.

Pełna inwigilacja

Ponoć jednak każdy w życiu potrzebuje krytycznego, wiecznie węszącego podstęp człowieka – choćby tylko po to, żeby być czujnym i w gotowości. Więc pozwólcie, że dziś ja będę tą osobą.

Wyobraźmy sobie, że jest 2030 rok. W UE funkcjonuje obowiązkowy, zunifikowany „system bezpieczeństwa”. W jego skład wchodzi pełen autopilot, który dostosowuje prędkość do ograniczeń. Do tego ciągłe połączenie pojazdu z internetem i ciągła lokalizacja, która oczywiście dba o nasze bezpieczeństwo (eCall) i na to wszystko jednolity sposób komunikacji między pojazdami (dla płynności działania systemu i możliwości wdrożenia pojazdów autonomicznych). Ta nasza wyimaginowana „czarna skrzynka” przesyła strumień informacji o naszych zachowaniach drogowych, gdy np. przełączymy się w tryb manualny. Do bazy mają dostęp ubezpieczyciele, którzy regulują wysokość składki względem tego jak jeździmy. Mają także odpowiednie służby, które wiedzą kiedy łamaliśmy przepisy.

Brzmi abstrakcyjnie? Takie rozwiązania można wprowadzić jeszcze dziś, technologia już dawno nie jest ograniczeniem. Zresztą, wystarczy zebrać sobie pojawiające się co 2-3 miesiące informacje dotyczące właśnie pomysłów UE w przeróżnych tematach związanych z transportem.

Pracuj, płać podatki, nie podskakuj

W tych wszystkich akcjach „dbania o bezpieczeństwo” czy „dbania o środowisko” zawsze warto zadać sobie proste pytanie: kto na tym zarabia? Prześledzenie ścieżki przepływu pieniędzy w cale nie jest takie trudne, wystarczy nieco poszperać. Moim zdaniem jednak jest granica sprzedawanie swoich prawa i prywatności w zamian z wygodę.

Dla mnie, osobiście, wszystko powyższe jest daleko poza granicą komfortu. Pytanie brzmi: gdzie jest ta granica dla Was?

Źródła: Autokult, pokoleniezero.pl

 

Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
20%
Interesujące
13%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%
4 Komentarze
  • Łukasz
    16 grudnia 2017 at 14:31

    W imię większego bezpieczeñstwa i braku wypadków na drogach jestem w stanie poświęcić swoją prywatność. Także taka „czarna skrzynka” to dobry pomysł. I pamiętajcie, uczciwy i prawy człowiek nie ma nic do ukrycia. Nie to żebym się z takiego stanu rzeczy cieszył ale potencjalne korzyści przewyższają wady.

    • Michał
      16 grudnia 2017 at 20:35

      No to chyba pomyliłeś strony…

      • Łukasz
        18 grudnia 2017 at 13:04

        No chyba nie. Ja na prawdę bardzo bym chciał by wypadków było mniej. Nie jestem kryminalistą, przepisy znam i przestrzegam (bo po to są), więc jeśli w ten sposób mogę uratować setki lub tysiące istnień za cenę „tylko” inwigilacji, to moim zdaniem warto. Jak pisałem, korzyści przewyższają wady, ludzie powinno żyć a nie ginąć w wypadkach powodowanych przez debili