Aktualnie czytasz:
Prawo jazdy: Dlaczego polscy motocykliści jeżdżą bez uprawnień?
26

„Ja jeżdżę od 6 lat bez prawka i nic się nie stało”. „Trzeba być frajerem, żeby iść na egzamin”. „Zrobię prawo jazdy A jak będzie normalny egzamin”. „Prawo jazdy jest tylko to, żeby państwo zarabiało”. „Nie mam uprawnień, ale umiem jeździć lepiej od tych, co mają”.

Znacie te cytaty? Słyszał je każdy, kto choć raz uczestniczył w dyskusji na temat jazdy bez uprawnień na motocyklu. Takie podejście prezentujemy do prawa jazdy w Polsce. To nieco kwestia naszej mentalności, która kreowała się z pokolenia na pokolenie. Jej genezą jest oczywiście także nasza historia, lata komuny i pielęgnowane do dziś patologiczne tradycje z tego okresu.

Państwo biurokratyczno-komercyjne.

W Polsce zdobycie uprawień to najbardziej zbiurokratyzowana procedura w całej Europie. W naszym kraju trudniej jest tylko o pozwolenie na broń i apostazję. Prędzej weźmiesz ślub, zarejestrujesz spalarnię toksycznych odpadów czy farmę wiatrową niż dostaniesz prawo jazdy dowolnej kategorii. To wina wspomnianych biurokratycznych tradycji, zgodnie z założeniem – im więcej wypadków, tym zdobycie uprawnień powinno być trudniejsze. Jednak jesteśmy odosobnieni w tym poglądzie na tle innych krajów Unii. Tam już dawno temu zrozumiano, że za brak bezpieczeństwa na drogach odpowiadają: mentalność (edukacja), zbyt niskie mandaty, infrastruktura drogowa, stan techniczny pojazdów, społeczne poszanowanie prawa i fukcjonariuszy oraz wychowanie komunikacyjne społeczeństwa. Patrząc na Polskę z lotu ptaka można uznać, że wszystkie te zagadnienia są skrajnie zaniedbane. Jednak przerwanie tego błędnego koła jest nie na rękę przede wszystkim środowisku egzaminacyjnemu. Im trudniej zdobyć uprawnienia, tym więcej obywatel zapłaci w kasie WORD. O ile w ogóle będzie chciał zdobyć prawo jazdy. Stąd Polacy często decydują się na „jazdę na dziko” przy aplauzie społecznym i ogólnej akceptacji.

W Polsce jazda bez prawa jazdy to synonim bohaterstwa.

Tak, bo osoby te uważają, że oszukały państwowy system. „Nie dałem się sfrajerzyć i im zarobić”. To jest częste usprawiedliwienie, które jest u nas dobrze tolerowane. Połowicznie jestem w stanie je zrozumieć ze względu na powyższe (chora strategia rządzących). Jednak nie zmienia to faktu, że jazda bez uprawnień to skrajna głupota i brak odpowiedzialności. Celowo nie wspominam tutaj o samym fakcie posiadania umiejętności jazdy motocyklem czy samochodem. Mam na myśli wyłącznie kwestie formalne. Już dziesiątki razy mówiłem o konsekwencji wynikających z de facto braku ubezpieczenia oraz braku pewnej sprawiedliwości społecznej. Po jednej stronie stoją ci, którzy poświęcili mnóstwo czasu i pieniędzy na legalne zdobycie uprawnień, a z drugiej ci, którzy od lat jeżdżą bez egzaminu. Bezkarnie.

Państwo nie egzekwuje prawa.

To strategia Policji, której priorytetem jest wyłącznie prędkość. Kiedy ostatnio zostałeś zatrzymany do rutynowej kontroli, tak po prostu, bez powodu? Ja nigdy. Szacuje się, że w Polsce prawdopodobieństwo kontaktu z drogówką wynosi 1:5 w skali roku. To zachęca do powszechnego łamania prawa, bowiem ryzyko wpadki jest niezwykle niskie. Statystyczny Janusz wychodzi z założenia, że dużo bardziej opłacalne jest jeżdżenie bez prawa jazdy. Nawet jeśli trafi się kontrola, to i tak wysokość mandatu jest śmiesznie niska jak na tę skalę wykroczenia.

Ja nigdy nie byłem w stanie zrozumieć jak za tak fundamentalne przewinienie można zaproponować w mandacie grzywnę w wysokości 300-500 zł? Jest to stawka obowiązująca od 18 lat! Dziś taka suma nie robi wrażenia nawet na najgorzej opłacalnych, niewykwalifikowanych pracownikach. Jak zmieniłoby się podejście kierowców jeżdżących na „nielegalu” gdyby ta suma wynosiła 5000 zł? Co stoi na przeszkodzie? Przecież modyfikacja taryfikatora mandatów to kwestia wydania tylko jednego rozporządzenia. Jednym, autorytarnym podpisem ministra rozwiązujemy problem 250 000 polskich kierowców, którzy codziennie jeżdżą na naszych drogach bez troski o plastik. Tylko, że te 250 000 ludzi to także wyborcy…

System szkolenia kierowców oraz ich egzaminowania należy zbudować od nowa.

Polskie rozwiązanie jest patologiczne. Drakońsko trudny i kosztowny egzamin versus śmiesznie niskie kary. Mało tego – „legalny” kierowca ma się jeszcze w przyszłości spodziewać dodatkowych utrudnień – limity prędkości dla nowicjuszy, zielony listek, kontrolne szkolenia itd. Po co temu się poświęcać, skoro można być poza systemem? Zauważcie – polski system szkolenia jest non stop łatany. Nowe egzaminy, wymagania, profile na kierowców, prawo jazdy AM dla nastolatków, bezsensowne pytania teoretyczne, placyki, sprawdzanie płynu do spryskiwaczy… I nadal jest źle. Nadal najniższa w UE zdawalność i najwięcej wypadków – czyli niska efektywność. Dlaczego nikt nie zdecyduje się na zrównanie tego wszystkiego z gruntem? Popatrzmy na system czeski, niemiecki, brytyjski… każdy inny. Ułatwmy ludziom zdobywanie uprawnień ograniczając biurokrację (i dzięki temu także koszty). Zdecydujmy się na edukację od małego, której współcześnie brak w szkołach podstawowych. Dodatkowo zróbmy jak choćby u północnych sąsiadów, którzy przyjęli strategię prostych egzaminów i wysokich mandatów za wszelkie przewinienia na drodze. Mamy nieudolny taryfikator, który w tym roku zyskał pełnoletność. Wreszcie co ze stanem technicznym pojazdów? Dlaczego ten fakt jest ignorowany w raportach o stanie bezpieczeństwa na polskich drogach? Dlaczego policja nie kontroluje tego co porusza się po naszych asfaltach? Nie przyjmuje tutaj argumentu „jeździmy złomem, bo jesteśmy biedni”. Ten tok rozumowania zmienia każdy kiedy zapytam „a co jeśli Twoje dziecko zostanie zabite dlatego, bo ktoś miał łyse opony?” Ciekawe czy też da się tę śmierć uzasadnić biedotą.

Bierność polskich władz ma swoją genezę w braku zaangażowania. To przez upolitycznienie, partykularyzm i nepotyzm. Nikomu nie zależy na rzeczywistym podniesieniu bezpieczeństwa. Targetem są pieniądze pompowane w system szkoleniowy, kasę WORD oraz kieszenie Wojewodów. Na bezpieczeństwie nie zależy także samej policji, bo jej działania są pozorne. Służby nie posiadają nawet odpowiedniego sprzętu do egzekwowania prawa. W dodatku kontroluje się wyłącznie pojazdy przekraczające prędkość. Jeśli nie masz prawa jazdy, ale jeździsz wolno to możesz czuć się „bezpiecznie”.

Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
14%
Interesujące
64%
heh...
5%
Że co?
3%
Grrrr!
0%
Smutne
11%
26 Komentarze
1 2
  • Paweł
    17 sierpnia 2018 at 08:39

    Też jestem bohaterem!!! Oszukałem system dwa razy 🙂 Przygotowałem się do każdego egzaminu na tyle dobrze, że zdałem zarówno B i A za pierwszym razem 🙂 Pewnie nie lubią mnie w WORDzie

    • JJ
      17 sierpnia 2018 at 15:25

      I tak powinno być: chcesz zdać to ucz się i ćwicz.
      Jak zaczynałem kurs to myślałem że to nie dla mnie. Zawarłem poślafy i dałem radę za pierwszym podejściem. A wzeszłym roku na prawko „A” zdawała moja dziewczyna. I co? Za pierwszym podejściem! Dodam że do puki nie poszła na kurs to motocykl oglądała z tylnej kanapy. Da się? Da się! Tylko trzeba wiedzieć czego się chce.
      LwG

  • PeterP
    17 sierpnia 2018 at 10:43

    Bez jaj z tym mega trudnym egzaminem, do teorii w której większość pytań jest albo łatwa, albo intuicyjna, albo sprawdza znajomość elementarnych zasad, można przygotować się samemu i „pyknąć egzamin z marszu” i ze świstkiem w ręku pójść do szkółki. Egzamin praktyczny to też raczej banał… co jest trudnego, pokazanie gdzie motocykl ma zbiorniczki płynu hamulcowego? „8” na placu małym nakedem, slalomy, hamowanie, to są podstawy panowania nad maszyną, jak ktoś nie ogarnia takich rzeczy nie daje jakiejkolwiek rękojmi że nie zrobi sobie i innym krzywdy na ulicy

    • JJ
      17 sierpnia 2018 at 15:27

      Na moim egzaminie praktycznym koleś wjechał w ósekme i wyjechał drugą stroną…o czymś to świadczy.
      Motocykl nie jest dla wszystkich.

  • Dawid
    17 sierpnia 2018 at 11:15

    Droga Redakcjo,

    Dlaczego jeździmy bez prawa jazdy? Powodów jest wiele, ale większość z nich sprowadza sie do absurdalnie trudnego i kosztonego procesu zdobycia uprawnień.

    Do tego aby po drodze publicznej prowadzić pojazd mechaniczny wystarcza pełnoletność. Będąc pełnoletnim mogę przy pomocy sutera podróżować. Nikt nie weryfikuje mojej znajomości chociażby podstawowych wytycznych zawartych w Kodeksie Ruchu Drogowego. Ustawodawca wyszedł z założenia, że kierując pojazdem o maksymalnej prędkości 45 km/h mogę być totalnym ignorantem – zagrożenia nie stwarzam.

    Kilka lat temu pozwolono wsiadać na motocykle osobom które posiadają uprawnienia do kierowania samochodem od conajmniej 3 lat. Znów ustawodawca wykazał się przekonaniem, że moc silnika ograniczona do 15 KM i pojemność nie większa niż 125 ccm to gwarancja tego, że zagrożenia nie stwarzam. Bzdura…i to kompletna. Bo o ile kierowca samochodu zna przepisy to umiejętności prowadzenia jednośladu zdobywa na drogach publicznych, w otoczeniu innych uczestników ruchu drogowego. Czy to bezpieczne? Nie i chyba każdy motocyklista który obserwuje jak swoje doświadczenie uzyskuja prowadzący 125tkę nieraz złapał się za głowę.
    Dlaczego nie mamy tutaj wymaganego prawem egzaminu prakycznego? Tak, praktycznego. Takiego który by weryfikował to czy motocyklista panuje nad maszyną.

    Dochodzimy do uprawnień pozwalających prowadzić po drodze publcznej „duzy motocykl”.
    Popatrzmy jak to wygląda np w Niemczech:
    Kategoria A1 pozwala nam zdobyć w wieku 16 lat uprawnienia do jazdy motycklem o pojemności 125 ccm i mocy nie wiekszej niż 11kW.
    A2 to kategria pozwalająca nam jeździć na motocyklach o mocy ponad 35kW. Mając skończone 18 lat możemy się ubigać o uprawnienia na tę kategorię. Oczywiście wymagany jest kurs i egzamin zarówno praktyczny jak i teoretyczny.
    Co ciekawe, jeśli posiadamy kategorię A1 od co najmniej 2 lat wystarczy, że zdamy egzamin praktyczny. To on ma potwierdzić, fakt, że potrafimy opanowac większą maszynę. To wszystko.
    Chcemy zdobyć uprawnienia do kierowania motocyklem a juz posiadamy uprawnienia do kierowania samochodem? Z automatu odpada nam połowa wymaganych zajeć.
    A to kategoria pozwalajaca nam legalnie dosiadać motocykli o mocy wiekszej niż 35kW. Aby ją zdobyć musimy mieć ukończone 24 lata. No chyba, że od co najmniej dwóch lat posiadamy kategorię A2, wtedy automatycznie możemy przesiąść się na „odblokowane „ maszyny.

    To sprawia, że na drodze jest sporo więcej motocyklistów, którzy mają wieloetnie doświadczenie budowane na coraz mocniejszych maszynach. Nie ma też wymogu ponawiania drogich kursów – szczególnie, że nie jest to przecież konieczne.

    Tymczasem jak jest w Polsce?
    Aby zdobyć uprawnienia na A2 wymagany jest kurs i egzamin. Aby zdobyc „pełne” A wymagany jest kurs i egzamin – nawet jesli juz posiadamy A2. Posiadamy już uprawnienia do kierowania samochodem? To nie szkodzi, i tak jesteśmy zobowiązani do odbycia i zapłacenia za cały kurs. A na chwile obecną uprawnienia do kierowania motocyklem to na gotowo circa 2000 tysiące złotych.
    Każda okazja jest dobra aby skasować za kurs i egzamin. Dlaczego nie moge podejść do egzaminu bez uczestniczenia w kursie? Przecież Kodeks Ruchu Drogowego to powszechnie znany dokument i w teorii jego znajomość powinna wystarczyć do zdania egzaminu teoretycznego.
    Egzamin praktyczny? Podobnie, dlaczego nie mogę podejść do niego bez wpłacenia szkole jazdy odpowiedniej kwoty? Ba, szkoła jazdy nawet nie może skasowac mniej jesli stwierdzi, że świetnie jeżdżę wymagane minimum musi zostać opłacone.

    Rządzący chcą pozbyć się 250 000 osóbjeżdżących bez uprawnień? To żaden problem – wystarczy pozwolic tym osobom podejść do egzaminu bez konieczności pompowania pieniążków w kieszeń szkół jazdy. Materiały do nauki teroii są powszechnie dostępne. Umiejętności praktyczne zweryfikuje właśnie egzamin.

    Mentalność jako problem? Tak, po części tak. Tyle, że to tez problem mentalności władzy ustawodawczej. Dal nich problem nie istnieje. A natychmiastowe rozwiązanie w postaci umożliwienia podejścia do egzaminu to automatyczne przyznanie sie do błędu. To jak z narkomanią w Polsce przed 1989 rokiem – oficjalnie jej było.
    Tutaj naprawdę trzeba postawic grubą kreskę, zlikwidowac obecny problem poprzez ułatwienie przejścia na „legal” tym którzy i tak już jeżdżą a nastepnie kompletna restrukturyzacja systemu nauczania i egzaminowania.

    Jeszcze w 2017 portal jednoślad.pl informował o projekcie nowelizacji ustawy, który po 5 latach jazdy 125ccm dawał by uprawnienia do kategorii „A”. Niestety, w tym temacie zapadła cisza… A szkoda.

    • das
      18 sierpnia 2018 at 11:43

      Dlaczego nie moge podejść do egzaminu bez uczestniczenia w kursie? Przecież Kodeks Ruchu Drogowego to powszechnie znany dokument i w teorii jego znajomość powinna wystarczyć do zdania egzaminu teoretycznego.

      ależ możesz zdawać egzamin teoretyczny w WORD bez zapisywania się na kurs ! Faktem jest, że jego zdanie nie spowoduje, że kurs będzie tańszy, ale pozwala zaoszczędzić trochę czasu.

    • Zdjęcie profilowe ANDRE
      19 sierpnia 2018 at 21:26

      To był żart Prima aprilisowy, ale pomysł nie byłby głupi.

  • JJ
    17 sierpnia 2018 at 15:17

    Gratuluję wszystkim jeżdżącym bez uprawnień. Co też Polak wymyśli żeby zaoszczędzić parę stówek…do czasu głupiej kolizji nawet nie ze swojej winy. A tak w ogóle co Was bohaterowie powstrzymuje przed przystąpieniem do egzaminu? Pewno strach przed testem umiejętności. Bo zazwyczaj tak jest że krowa która dużo ryczy mało mleka daje.
    Nawiasem każdy, ale to każdy kierowca powinien przejść weryfikację po 20-tu latach za kółkiem. Byłoby mniej baranów i cwaniaczków na drodze. LwG (tym co posiadają uprawnienia)

  • Anonymous
    17 sierpnia 2018 at 17:02

    Pieniądze… Pieniądze… Pieniądze… Lepiej siąść w parku i się browca napić

  • rawla
    17 sierpnia 2018 at 20:09

    Już to pisałem. problem leży w PATOLOGICZNYM systemie egzaminowania praktycznego i jeszcze bardziej patologiczny system nauki jazdy. Zarówno WORD-om jak i szkołom jazdy opłaca się wielokrotnie oblewać kursantów. Tu nie chodzi o żadne bezpieczeństwo, bo życie dość brutalnie tę teorię obala, a o kasę. Kasa, kasa i jeszcze raz kasa.

  • Blafe
    17 sierpnia 2018 at 23:44

    Witam. Pojechałem na egzamin na prawo jazdy A własnym motocyklem. Zdałem za 1 razem. Pozdrawiam.

  • Bolo
    19 sierpnia 2018 at 09:05

    Sam zdawałem egzamin na kategorię A w lipcu obecnego roku, posiadając kat. B od 15 lat, oraz po bardzo długiej przerwie w prowadzeniu jednośladu. Egzamin teoretyczny zaliczałem z marszu po 3 dniach przeglądania dostępnych w necie pytań – nie musiałem tracić czasu na siedzenie na zajęciach w OSK. W ramach przygotowania do egzaminu praktycznego rzetelnie wyjeździłem 20 godzin na Gladiusie, i opanowałem manewry na placu w stopniu, który umożliwił zdanie praktycznego za pierwszym podejściem. Całość, zajęła ok. 4 tygodni, bez specjalnego napinania się. Co do głosów, że egzamin praktyczny, zwłaszcza jego część na placu jest trudny… zgadzam się. Jednak jeśli ktoś potrafi te wszystkie manewry wykonać poprawnie (a da się je wykonać), to znaczy że posiada podstawy panowania nad motocyklem i dobrą bazę, aby uczyć się dalej. Wbrew pozorom, łatwy egzamin może prowadzić do wypuszczania na drogi motocyklistów, nie kontrolujących pojazdu, a przez to łatwo zrobić krzywdę sobie i innym. Każdy kij ma dwa końce, nic nie jest tylko czarne albo białe. Oczywiście nie twierdzę że w WORD-ach każdy egzamin przebiega idealnie i każdy egzaminator zachowuje się normalnie – ale przecież wszystko jest rejestrowane na kamerach – uważasz, że powinieneś zdać? Co stoi na przeszkodzie aby się odwołać? Pozdrawiam i życzę cierpliwości i sukcesu na egzaminach.

  • Jacek
    20 sierpnia 2018 at 13:02

    Ja tam nie moge powiedziec zeby byl trudny egzamin mam wszystkie kategorie poza A. Kupilem kodeks i pare ksiazek o czasie pracy itp. Przeczytalem ze zrozumieniem i poza tym ze egzamin teor. To byla tylko formalnosc mam jako takie pojecie o kontroli policyjnej, zachowaniu sie w dziwnych sytuacjach itp. Jazdy to co innego ale ze jezdze bo to chcialem w zyciu robic to juz z racjo pacji poszly bez problemu. Co do motoru nie mam prawka bo nie uwazam zebym poprostu dorosl do tego pojazdu. I nie jezdze motocyklem. Nie uwazam za kozackie jezdzenie bez papieru bo tak i mozna byc kozakiem ze ukradne cos w sklepie. Chce jezdic to dla mnie jest proste robie uprawnienia kupuje sprawny pojazd oplacam ubezpieczenie i juz zostaje tylko delektowac sie jazda. Pozdrawiam wszystkich ktorzy czerpia przyjemnosc z jazdy swoim ulubionym pojadem.

  • Staś
    18 września 2018 at 13:55

    Absurdalnie trudny egzamin praktyczny? A powinna być tylko jazda po prostej i kręcenie do odcinki.