Prawo jazdy: Dlaczego polscy motocykliści jeżdżą bez uprawnień?

"Ja jeżdżę od 6 lat bez prawka i nic się nie stało". "Trzeba być frajerem, żeby iść na egzamin". "Zrobię prawo jazdy A jak będzie normalny egzamin". "Prawo jazdy jest tylko to, żeby państwo zarabiało". "Nie mam uprawnień, ale umiem jeździć lepiej od tych, co mają".

Znacie te cytaty? Słyszał je każdy, kto choć raz uczestniczył w dyskusji na temat jazdy bez uprawnień na motocyklu. Takie podejście prezentujemy do prawa jazdy w Polsce. To nieco kwestia naszej mentalności, która kreowała się z pokolenia na pokolenie. Jej genezą jest oczywiście także nasza historia, lata komuny i pielęgnowane do dziś patologiczne tradycje z tego okresu.

Państwo biurokratyczno-komercyjne.

W Polsce zdobycie uprawień to najbardziej zbiurokratyzowana procedura w całej Europie. W naszym kraju trudniej jest tylko o pozwolenie na broń i apostazję. Prędzej weźmiesz ślub, zarejestrujesz spalarnię toksycznych odpadów czy farmę wiatrową niż dostaniesz prawo jazdy dowolnej kategorii. To wina wspomnianych biurokratycznych tradycji, zgodnie z założeniem - im więcej wypadków, tym zdobycie uprawnień powinno być trudniejsze. Jednak jesteśmy odosobnieni w tym poglądzie na tle innych krajów Unii. Tam już dawno temu zrozumiano, że za brak bezpieczeństwa na drogach odpowiadają: mentalność (edukacja), zbyt niskie mandaty, infrastruktura drogowa, stan techniczny pojazdów, społeczne poszanowanie prawa i fukcjonariuszy oraz wychowanie komunikacyjne społeczeństwa. Patrząc na Polskę z lotu ptaka można uznać, że wszystkie te zagadnienia są skrajnie zaniedbane. Jednak przerwanie tego błędnego koła jest nie na rękę przede wszystkim środowisku egzaminacyjnemu. Im trudniej zdobyć uprawnienia, tym więcej obywatel zapłaci w kasie WORD. O ile w ogóle będzie chciał zdobyć prawo jazdy. Stąd Polacy często decydują się na "jazdę na dziko" przy aplauzie społecznym i ogólnej akceptacji.

W Polsce jazda bez prawa jazdy to synonim bohaterstwa.

Tak, bo osoby te uważają, że oszukały państwowy system. "Nie dałem się sfrajerzyć i im zarobić". To jest częste usprawiedliwienie, które jest u nas dobrze tolerowane. Połowicznie jestem w stanie je zrozumieć ze względu na powyższe (chora strategia rządzących). Jednak nie zmienia to faktu, że jazda bez uprawnień to skrajna głupota i brak odpowiedzialności. Celowo nie wspominam tutaj o samym fakcie posiadania umiejętności jazdy motocyklem czy samochodem. Mam na myśli wyłącznie kwestie formalne. Już dziesiątki razy mówiłem o konsekwencji wynikających z de facto braku ubezpieczenia oraz braku pewnej sprawiedliwości społecznej. Po jednej stronie stoją ci, którzy poświęcili mnóstwo czasu i pieniędzy na legalne zdobycie uprawnień, a z drugiej ci, którzy od lat jeżdżą bez egzaminu. Bezkarnie.

REKLAMA

Zontes U1 125: Poczuj wszechstronność i moc

Poznaj nowy Zontes U1 125 z najbogatszym wyposażeniem w klasie. Odkryj moc systemu oświetlenia full LED. Poczuj osiągi silnika 14.6 KM. Doceń niesamowitą wszechstronność. Przyjrzyj się z bliska każdemu detalowi.

[trending]

Państwo nie egzekwuje prawa.

To strategia Policji, której priorytetem jest wyłącznie prędkość. Kiedy ostatnio zostałeś zatrzymany do rutynowej kontroli, tak po prostu, bez powodu? Ja nigdy. Szacuje się, że w Polsce prawdopodobieństwo kontaktu z drogówką wynosi 1:5 w skali roku. To zachęca do powszechnego łamania prawa, bowiem ryzyko wpadki jest niezwykle niskie. Statystyczny Janusz wychodzi z założenia, że dużo bardziej opłacalne jest jeżdżenie bez prawa jazdy. Nawet jeśli trafi się kontrola, to i tak wysokość mandatu jest śmiesznie niska jak na tę skalę wykroczenia.

Ja nigdy nie byłem w stanie zrozumieć jak za tak fundamentalne przewinienie można zaproponować w mandacie grzywnę w wysokości 300-500 zł? Jest to stawka obowiązująca od 18 lat! Dziś taka suma nie robi wrażenia nawet na najgorzej opłacalnych, niewykwalifikowanych pracownikach. Jak zmieniłoby się podejście kierowców jeżdżących na "nielegalu" gdyby ta suma wynosiła 5000 zł? Co stoi na przeszkodzie? Przecież modyfikacja taryfikatora mandatów to kwestia wydania tylko jednego rozporządzenia. Jednym, autorytarnym podpisem ministra rozwiązujemy problem 250 000 polskich kierowców, którzy codziennie jeżdżą na naszych drogach bez troski o plastik. Tylko, że te 250 000 ludzi to także wyborcy...

Inne publikacje na ten temat:

System szkolenia kierowców oraz ich egzaminowania należy zbudować od nowa.

Polskie rozwiązanie jest patologiczne. Drakońsko trudny i kosztowny egzamin versus śmiesznie niskie kary. Mało tego - "legalny" kierowca ma się jeszcze w przyszłości spodziewać dodatkowych utrudnień - limity prędkości dla nowicjuszy, zielony listek, kontrolne szkolenia itd. Po co temu się poświęcać, skoro można być poza systemem? Zauważcie - polski system szkolenia jest non stop łatany. Nowe egzaminy, wymagania, profile na kierowców, prawo jazdy AM dla nastolatków, bezsensowne pytania teoretyczne, placyki, sprawdzanie płynu do spryskiwaczy... I nadal jest źle. Nadal najniższa w UE zdawalność i najwięcej wypadków - czyli niska efektywność. Dlaczego nikt nie zdecyduje się na zrównanie tego wszystkiego z gruntem? Popatrzmy na system czeski, niemiecki, brytyjski... każdy inny. Ułatwmy ludziom zdobywanie uprawnień ograniczając biurokrację (i dzięki temu także koszty). Zdecydujmy się na edukację od małego, której współcześnie brak w szkołach podstawowych. Dodatkowo zróbmy jak choćby u północnych sąsiadów, którzy przyjęli strategię prostych egzaminów i wysokich mandatów za wszelkie przewinienia na drodze. Mamy nieudolny taryfikator, który w tym roku zyskał pełnoletność. Wreszcie co ze stanem technicznym pojazdów? Dlaczego ten fakt jest ignorowany w raportach o stanie bezpieczeństwa na polskich drogach? Dlaczego policja nie kontroluje tego co porusza się po naszych asfaltach? Nie przyjmuje tutaj argumentu "jeździmy złomem, bo jesteśmy biedni". Ten tok rozumowania zmienia każdy kiedy zapytam "a co jeśli Twoje dziecko zostanie zabite dlatego, bo ktoś miał łyse opony?" Ciekawe czy też da się tę śmierć uzasadnić biedotą.

Bierność polskich władz ma swoją genezę w braku zaangażowania. To przez upolitycznienie, partykularyzm i nepotyzm. Nikomu nie zależy na rzeczywistym podniesieniu bezpieczeństwa. Targetem są pieniądze pompowane w system szkoleniowy, kasę WORD oraz kieszenie Wojewodów. Na bezpieczeństwie nie zależy także samej policji, bo jej działania są pozorne. Służby nie posiadają nawet odpowiedniego sprzętu do egzekwowania prawa. W dodatku kontroluje się wyłącznie pojazdy przekraczające prędkość. Jeśli nie masz prawa jazdy, ale jeździsz wolno to możesz czuć się "bezpiecznie".

Inne publikacje na ten temat:

28 opinii

  1. Bardzo trafnie to wszystko opisane… Myślę że mandat 5000zl za jazdę bez prawka szybko zmienił by fakty w Polsce. I owszem nasze Word to maszyny do robienia pieniędzy a sam egzamin to jeden wielki moszmar

  2. Witam nie zgodzę się z kolegą co 6 lat jeździ bez prawka, egzamin sprawdza czy osoba ma obycie z motocyklem.
    Równie dobrze ktoś kto jeździł skuterem 50cc po 2latach np. Powinien jeździć hsyabusa. Skoro jeździł 2 kółkami to teraz może.

    1. Irytuje mnie ta dyskusja.Jestem zawodowym kierowca w ubiegłym roku zatrzymano mi prawo jazdy na wszystkie kategorie w związku z punktami. Jeżdżę też motocyklem ale niestety powrotny egzamin zdawałem tylko na kategorie która potrzebna jest mi do pracy. Nie chciałem ryzykować i motocyklem postanowiłem zdawać później.Paradoksalne jest to że jeżdżę motocyklem 30 lat żadnego wypadku, wykroczenia czy mandatu i nagle instruktor na egzaminie oblewa mnie za za coś idiotycznego na placyku. Jestem wręcz wściekły bo ktoś kto ma 30 lat udowadnia mi ze nie umiem jeździć motocyklem. Paradoksalnie jest to że prawo jazdy na motocykl straciłem za punkty które zebrały się na samochodzie w pracy. Moze i zasłużyłam na te punkty ale jak drogowa cz inspekcji dowie się do ciężarówki to zawsze coś znajdą a do tego szefostwo zawsze karze się spieszyć i efekt gotowy. Nie rozumiem dlaczego zabieram jest prawo jazdy np na motocykl czy traktor w takich sytuacjach. Zabawne jest to że pan egzaminator miał 30 lat i pewnie w życiu przejechał kilometrów tyle co kot naplakal motocyklem i tylko teoria człowieka niszczy. Przyjechalem motocyklem prawie całą Europa ale teraz zostałem uziemiona. Polska parodia i sposób egzaminach nie ma nic wspólnego że zdrowym rozsądkiem. Nabijanie kasy państwu tak to wygląda niestety.Robia wszystko żeby człowiekowi utrudnić życie w tej i każdej innej dziedzinie zycia

    2. Tia. Egzamin sprawdza obycie z motocyklem, dobre, kon by sie usmial :). Chyba nie zdawales nigdy egzaminu na motocykl. Egzamin sprawdza znajomosc procedury egzaminacyjnej. Calosc trzeba zdac z pamieci. Pierwszy blad zapomnialem przeprowadzic motocykl 5m do przodu, drugi blad juz z nerwow zapomnialem lancucha sprawdzic (za pierwszym razem sprawdzilem). Nie bylo znaczenia ze potem sprawnie i bezblednie zrobilem caly plac (egzamitor stwierdzil, ze jak chce to moge dokonczyc). Wczesniej z rok czy 2 jezdzilem bez prawka wiec z motocyklem bylem obyty, prawko na samochod mialem od wielu lat. To co jest teraz (A1, A2, A) to juz w ogole totalna abstrakcja, jezdzic mozesz umiec ale bulic musisz i tak i to wielokrotnie.

  3. W naszym kraju kierowca winien tego ze brak normalnych drug budowa logistyczna drug to jakis syf nic nie przemyslane ilosc km drug na liczbe samoho….. to jakis zart polska tylko obywatel winny na zachodzie mniej wypadk… bo drogi inne i logistyka budowy drug inna i drogi tansze polska wal na wale egzaminy na prawko to dramat tak poj…..

  4. Artykuł trafiający w samo sedno. Dodam tylko, że patologiczny jest także sposób szkolenia przyszłych kierowców. Uczenie jazdy pod instrukcję. Trzy obroty kiery, patrz czy koniec lusterka zgrywa się z tyczka i zdasz egzamin. Nietypowa sytuacja na drodze i klops. Kierowcy po polskiej szkole jazdy ze świeżym prawkiem to największe zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu. Albo cioty prowokujące niebezpieczne sytuacje albo wariaci, którzy wyrwali się z kretyńskiego systemu tabelek i schematów szalejący po drogach. Cały ten system trzeba rozpier……ć. Wszystkich w szkołach jazdy i WODRACH w szczególności (co do jednego) wysłać na bezrobocie i zacząć od zmiany Kodeksu Drogowego który jest wisienką na torcie tej patologii.

  5. Powinno być „dlaczego w Polsce jeżdżą motocykliści pez uprawnień”, bo określenie „polscy motocykliści” dotyczy wszystkich polskich motocyklistów, którzy w przeważającej większości jednak uprawnienia posiadają…
    Taki tytuł to fuszerka, czy celowy zabieg marketingowy?

  6. Ha ha mało tego po co komu egzamin na prawo jazdy na motor zasady są proste tak się wszyscy obawiali że przy kategorii B nagle wszyscy kupią 125 piątki i będzie masą z nimi wypadków a tu nic takiego przecież to logiczne nikt nie będzie jeździć nawet na skuterze wiedząc że nie potrafi to raz dwa przepisy każdy zna na pewno ten co ma chodź by kat B a na motorze na kursie nie nauczą jeździć nikogo bo to każdy co jeździ wie że to nie auto to trzeba czuć i uczyć się cały czas PŚ w nie których krajach na kat B możesz nawet tira prowadzić ale też nikt tym nie pojedzie co nie umie bo wie że to jest duże inaczej się cofa a już nie mówię że z naczepą a tego wszystkiego to czas się samemu nauczyć

  7. Bez przesady. Egzamin nie jest jakoś super problematyczny. Zdałem za pierwszym razem tylko po kursie i to nie prowadzonym jakoś wybitnie, bez wcześniejszego kontaktu z motocyklem. Jeśli ktoś kto uważa się za motocykliste i jeździ bez prawka ileś tam lat a nie potrafi zrobić slalomu czy zmieścić się w ósemce to chyba coś jest nie tak z jego umiejętnościami. Mamy samych mistrzów prostej. Później dojeżdżam turystykiem do takiego cwaniaka na sporcie, który nie potrafi złożyć się na rondzie i jedzie jak pipa. 500zl mandatu to rzeczywiście mały problem, ale spowodowanie wypadku czy kolizji bez prawka to już większe koszty bo OC nie działa w tym momencie. Poza tym strach pojechać gdzieś dalej, bo w razie kontroli nie można zdaje się kontynuować jazdy bez uprawnień i trzeba szukać kierowcy zastępczego albo kombinować.

  8. Jeżeli od kilku lat jeździsz motocyklem 125 i nie potrzebujesz do tego dodatkowych uprawnień, to po co robić uprawnienia na motocykl 350? Przecież jeździ się nimi tak samo. Wniosek jest taki, że spokojnie można wprowadzić prawo, które zezwala na jazdę motocyklem każdemu posiadającemu kat. B

  9. Też jestem bohaterem!!! Oszukałem system dwa razy 🙂 Przygotowałem się do każdego egzaminu na tyle dobrze, że zdałem zarówno B i A za pierwszym razem 🙂 Pewnie nie lubią mnie w WORDzie

    1. I tak powinno być: chcesz zdać to ucz się i ćwicz.
      Jak zaczynałem kurs to myślałem że to nie dla mnie. Zawarłem poślafy i dałem radę za pierwszym podejściem. A wzeszłym roku na prawko „A” zdawała moja dziewczyna. I co? Za pierwszym podejściem! Dodam że do puki nie poszła na kurs to motocykl oglądała z tylnej kanapy. Da się? Da się! Tylko trzeba wiedzieć czego się chce.
      LwG

  10. Bez jaj z tym mega trudnym egzaminem, do teorii w której większość pytań jest albo łatwa, albo intuicyjna, albo sprawdza znajomość elementarnych zasad, można przygotować się samemu i „pyknąć egzamin z marszu” i ze świstkiem w ręku pójść do szkółki. Egzamin praktyczny to też raczej banał… co jest trudnego, pokazanie gdzie motocykl ma zbiorniczki płynu hamulcowego? „8” na placu małym nakedem, slalomy, hamowanie, to są podstawy panowania nad maszyną, jak ktoś nie ogarnia takich rzeczy nie daje jakiejkolwiek rękojmi że nie zrobi sobie i innym krzywdy na ulicy

    1. Na moim egzaminie praktycznym koleś wjechał w ósekme i wyjechał drugą stroną…o czymś to świadczy.
      Motocykl nie jest dla wszystkich.

  11. Droga Redakcjo,

    Dlaczego jeździmy bez prawa jazdy? Powodów jest wiele, ale większość z nich sprowadza sie do absurdalnie trudnego i kosztonego procesu zdobycia uprawnień.

    Do tego aby po drodze publicznej prowadzić pojazd mechaniczny wystarcza pełnoletność. Będąc pełnoletnim mogę przy pomocy sutera podróżować. Nikt nie weryfikuje mojej znajomości chociażby podstawowych wytycznych zawartych w Kodeksie Ruchu Drogowego. Ustawodawca wyszedł z założenia, że kierując pojazdem o maksymalnej prędkości 45 km/h mogę być totalnym ignorantem – zagrożenia nie stwarzam.

    Kilka lat temu pozwolono wsiadać na motocykle osobom które posiadają uprawnienia do kierowania samochodem od conajmniej 3 lat. Znów ustawodawca wykazał się przekonaniem, że moc silnika ograniczona do 15 KM i pojemność nie większa niż 125 ccm to gwarancja tego, że zagrożenia nie stwarzam. Bzdura…i to kompletna. Bo o ile kierowca samochodu zna przepisy to umiejętności prowadzenia jednośladu zdobywa na drogach publicznych, w otoczeniu innych uczestników ruchu drogowego. Czy to bezpieczne? Nie i chyba każdy motocyklista który obserwuje jak swoje doświadczenie uzyskuja prowadzący 125tkę nieraz złapał się za głowę.
    Dlaczego nie mamy tutaj wymaganego prawem egzaminu prakycznego? Tak, praktycznego. Takiego który by weryfikował to czy motocyklista panuje nad maszyną.

    Dochodzimy do uprawnień pozwalających prowadzić po drodze publcznej „duzy motocykl”.
    Popatrzmy jak to wygląda np w Niemczech:
    Kategoria A1 pozwala nam zdobyć w wieku 16 lat uprawnienia do jazdy motycklem o pojemności 125 ccm i mocy nie wiekszej niż 11kW.
    A2 to kategria pozwalająca nam jeździć na motocyklach o mocy ponad 35kW. Mając skończone 18 lat możemy się ubigać o uprawnienia na tę kategorię. Oczywiście wymagany jest kurs i egzamin zarówno praktyczny jak i teoretyczny.
    Co ciekawe, jeśli posiadamy kategorię A1 od co najmniej 2 lat wystarczy, że zdamy egzamin praktyczny. To on ma potwierdzić, fakt, że potrafimy opanowac większą maszynę. To wszystko.
    Chcemy zdobyć uprawnienia do kierowania motocyklem a juz posiadamy uprawnienia do kierowania samochodem? Z automatu odpada nam połowa wymaganych zajeć.
    A to kategoria pozwalajaca nam legalnie dosiadać motocykli o mocy wiekszej niż 35kW. Aby ją zdobyć musimy mieć ukończone 24 lata. No chyba, że od co najmniej dwóch lat posiadamy kategorię A2, wtedy automatycznie możemy przesiąść się na „odblokowane „ maszyny.

    To sprawia, że na drodze jest sporo więcej motocyklistów, którzy mają wieloetnie doświadczenie budowane na coraz mocniejszych maszynach. Nie ma też wymogu ponawiania drogich kursów – szczególnie, że nie jest to przecież konieczne.

    Tymczasem jak jest w Polsce?
    Aby zdobyć uprawnienia na A2 wymagany jest kurs i egzamin. Aby zdobyc „pełne” A wymagany jest kurs i egzamin – nawet jesli juz posiadamy A2. Posiadamy już uprawnienia do kierowania samochodem? To nie szkodzi, i tak jesteśmy zobowiązani do odbycia i zapłacenia za cały kurs. A na chwile obecną uprawnienia do kierowania motocyklem to na gotowo circa 2000 tysiące złotych.
    Każda okazja jest dobra aby skasować za kurs i egzamin. Dlaczego nie moge podejść do egzaminu bez uczestniczenia w kursie? Przecież Kodeks Ruchu Drogowego to powszechnie znany dokument i w teorii jego znajomość powinna wystarczyć do zdania egzaminu teoretycznego.
    Egzamin praktyczny? Podobnie, dlaczego nie mogę podejść do niego bez wpłacenia szkole jazdy odpowiedniej kwoty? Ba, szkoła jazdy nawet nie może skasowac mniej jesli stwierdzi, że świetnie jeżdżę wymagane minimum musi zostać opłacone.

    Rządzący chcą pozbyć się 250 000 osóbjeżdżących bez uprawnień? To żaden problem – wystarczy pozwolic tym osobom podejść do egzaminu bez konieczności pompowania pieniążków w kieszeń szkół jazdy. Materiały do nauki teroii są powszechnie dostępne. Umiejętności praktyczne zweryfikuje właśnie egzamin.

    Mentalność jako problem? Tak, po części tak. Tyle, że to tez problem mentalności władzy ustawodawczej. Dal nich problem nie istnieje. A natychmiastowe rozwiązanie w postaci umożliwienia podejścia do egzaminu to automatyczne przyznanie sie do błędu. To jak z narkomanią w Polsce przed 1989 rokiem – oficjalnie jej było.
    Tutaj naprawdę trzeba postawic grubą kreskę, zlikwidowac obecny problem poprzez ułatwienie przejścia na „legal” tym którzy i tak już jeżdżą a nastepnie kompletna restrukturyzacja systemu nauczania i egzaminowania.

    Jeszcze w 2017 portal jednoślad.pl informował o projekcie nowelizacji ustawy, który po 5 latach jazdy 125ccm dawał by uprawnienia do kategorii „A”. Niestety, w tym temacie zapadła cisza… A szkoda.

    1. Dlaczego nie moge podejść do egzaminu bez uczestniczenia w kursie? Przecież Kodeks Ruchu Drogowego to powszechnie znany dokument i w teorii jego znajomość powinna wystarczyć do zdania egzaminu teoretycznego.

      ależ możesz zdawać egzamin teoretyczny w WORD bez zapisywania się na kurs ! Faktem jest, że jego zdanie nie spowoduje, że kurs będzie tańszy, ale pozwala zaoszczędzić trochę czasu.

  12. Gratuluję wszystkim jeżdżącym bez uprawnień. Co też Polak wymyśli żeby zaoszczędzić parę stówek…do czasu głupiej kolizji nawet nie ze swojej winy. A tak w ogóle co Was bohaterowie powstrzymuje przed przystąpieniem do egzaminu? Pewno strach przed testem umiejętności. Bo zazwyczaj tak jest że krowa która dużo ryczy mało mleka daje.
    Nawiasem każdy, ale to każdy kierowca powinien przejść weryfikację po 20-tu latach za kółkiem. Byłoby mniej baranów i cwaniaczków na drodze. LwG (tym co posiadają uprawnienia)

  13. Już to pisałem. problem leży w PATOLOGICZNYM systemie egzaminowania praktycznego i jeszcze bardziej patologiczny system nauki jazdy. Zarówno WORD-om jak i szkołom jazdy opłaca się wielokrotnie oblewać kursantów. Tu nie chodzi o żadne bezpieczeństwo, bo życie dość brutalnie tę teorię obala, a o kasę. Kasa, kasa i jeszcze raz kasa.

  14. Sam zdawałem egzamin na kategorię A w lipcu obecnego roku, posiadając kat. B od 15 lat, oraz po bardzo długiej przerwie w prowadzeniu jednośladu. Egzamin teoretyczny zaliczałem z marszu po 3 dniach przeglądania dostępnych w necie pytań – nie musiałem tracić czasu na siedzenie na zajęciach w OSK. W ramach przygotowania do egzaminu praktycznego rzetelnie wyjeździłem 20 godzin na Gladiusie, i opanowałem manewry na placu w stopniu, który umożliwił zdanie praktycznego za pierwszym podejściem. Całość, zajęła ok. 4 tygodni, bez specjalnego napinania się. Co do głosów, że egzamin praktyczny, zwłaszcza jego część na placu jest trudny… zgadzam się. Jednak jeśli ktoś potrafi te wszystkie manewry wykonać poprawnie (a da się je wykonać), to znaczy że posiada podstawy panowania nad motocyklem i dobrą bazę, aby uczyć się dalej. Wbrew pozorom, łatwy egzamin może prowadzić do wypuszczania na drogi motocyklistów, nie kontrolujących pojazdu, a przez to łatwo zrobić krzywdę sobie i innym. Każdy kij ma dwa końce, nic nie jest tylko czarne albo białe. Oczywiście nie twierdzę że w WORD-ach każdy egzamin przebiega idealnie i każdy egzaminator zachowuje się normalnie – ale przecież wszystko jest rejestrowane na kamerach – uważasz, że powinieneś zdać? Co stoi na przeszkodzie aby się odwołać? Pozdrawiam i życzę cierpliwości i sukcesu na egzaminach.

  15. Ja tam nie moge powiedziec zeby byl trudny egzamin mam wszystkie kategorie poza A. Kupilem kodeks i pare ksiazek o czasie pracy itp. Przeczytalem ze zrozumieniem i poza tym ze egzamin teor. To byla tylko formalnosc mam jako takie pojecie o kontroli policyjnej, zachowaniu sie w dziwnych sytuacjach itp. Jazdy to co innego ale ze jezdze bo to chcialem w zyciu robic to juz z racjo pacji poszly bez problemu. Co do motoru nie mam prawka bo nie uwazam zebym poprostu dorosl do tego pojazdu. I nie jezdze motocyklem. Nie uwazam za kozackie jezdzenie bez papieru bo tak i mozna byc kozakiem ze ukradne cos w sklepie. Chce jezdic to dla mnie jest proste robie uprawnienia kupuje sprawny pojazd oplacam ubezpieczenie i juz zostaje tylko delektowac sie jazda. Pozdrawiam wszystkich ktorzy czerpia przyjemnosc z jazdy swoim ulubionym pojadem.

  16. Witam spoko art. dobrze, że coraz więcej osób, myśli w sposób normalny. Sam mam wszystkie kategorie prawa jazdy, oprócz A… ale spokojnie nie jeżdżę motocyklem. Powiem tak to była droga przez mękę najpierw prawko C, oczywiście wcześniej B, później kwalifikacja wstępna, absurdalnie długie kosztowne szkolenie w zasadzie nic niewnoszące ale obowiązkowe jeśli się chce jeździć zawodowo, samo prawko nie wystarcza do jazdy zawodowej, dobra dalej zrobiłem prawko D, dwa lata później. Trochę jeździłem zawodowo, mocno się sparzyłem całą branżą, następnie zachciało mi się kat E, czyli z automatu robiąc C+E , dostałem też D+E, w międzyczasie skończyły mi się uprawnienia i badania i musiałem wyłożyć znowu kasę na szkolenie i badanie, obłęd. Koszty były bardzo wysokie a merytoryka, i jakość szkoleń wątpliwa. Na WORD-ach nie zostawiam suchej nitki, przestarzała instytucja niedopasowana do współczesnych realiów, no ludzie sprawdzanie oleju na egzaminie z c+e, przecież przystępując do c+e trzeba mieć najpierw B , później C, tam też tą całą „ szopkę” ze sprawdzaniem płynów trzeba robić. Najtrudniej zmienić mentalność Polaków, niektórym wydaje się, że ruch drogowy to jakaś corrida, i mają 7 żyć jak kot. Ale w PL była komuna 44 lata dodając 6 lat wojny 50 lat niewoli. Tak, że i tak już się zmienia na plus ale potrzeba kolejnych lat zmian, żeby ten ruch drogowy ucywilizować.

  17. Bardzo zawsze chciałem mieć motocykl. Pierwsze kroki skierowałem do szkoły jazdy bo nigdy wcześniej nie jeździłem na motocyklu. Nie ukrywam jednak, że będąc posiadaczem kat. B myślałem też nad zakupem 125 tki. Po przeczytaniu jednak wielu komentarzy o tym, że moc tych motocykli staje się szybko niewystarczająca zdecydowałem się na zrobienie prawka. Dlaczego? Przecież mogłem tak jak niektórzy kupić motocykl i jeździć bez uprawnień?! Dlatego, że po pierwsze, jeśli miałem zainwestować w moto to nie chciałbym od razu się wywalić i zniszczyć swojego sprzętu. Po drugie wyjeżdżając na ulice stajesz się normalnym uczestnikiem ruchu więc warto mieć już jakieś umiejętności nabyte od profesjonalistów i nie ryzykować od razu swojego lub czyjegoś życia lub zdrowia. Poszedłem więc na kurs, wywaliłem nie swój moto kilka razy na zwykłych, wolnych manewrach i raz na szybkim (no z gladiusem to się w ogólne nie dogadywałem więc przesiadłem się na MT-7). Przeżyłem, motocykl też, bo te szkoleniowe obudowane są z każdej strony gmolami. Będąc w Koszalinie pojeździłem sobie dodatkowo po torze pod okiem innego instruktora otrzymując szereg rad i wskazówek. Korzystając z urlopu kupiłem przy okazji kompletny strój motocyklowy. Gdy wróciłem do Warszawy wyjeździłem resztę godzin, a następnie dokupiłem 2 godziny do standardowych 20 i zdałem egzamin za pierwszym razem w Warszawie i to bez żadnego błędu. Po odebraniu prawka, tego samego dnia odebrałem motocykl od umówionego sprzedawcy. Na początek XJ6 Diversion F i już za mną ponad 100 km, teraz serwis i czekam do sezonu. Moim zdaniem jazda bez uprawnień to stwarzanie ryzyka dla siebie i dla innych. Jak jesteście tacy zaj….iści motocykliści, ale bez prawka to dlaczego nie zrobicie uprawnień? Dla Was to powinna być przecież formalność…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button