Co lepsze? Stary czy nowy: Suzuki V-Strom 1000 vs 1050 i 1050 XT - porównanie

Lepsze wrogiem dobrego? Suzuki DL 1000 V-Strom - prawie 20 lat na rynku!

W skrócie
  • Suzuki V-Strom 1000, czy V-Strom 1050? Którego wybrać?
  • Rodzina turystycznych motocykli do wszystkiego Suzuki nosi bardzo dobrą sławę. Dlaczego?

Suzuki V-Strom 1000 to jeden z tych motocykli, które potrafią być bardzo niepozorne. Niewiele przy pierwszym kontakcie zapowiada, że ten motocykl potrafi aż tak wiele. A jak na tym tle wypada najnowsze wcielenie dużego V-Stroma? Postanowiliśmy porównać pierwszą i najnowszą wersję turystycznego motocykla Suzuki.

A wszystko zaczęło się od sportu. V-Strom od sportu? Tak, zdecydowanie tak! Nowoczesny litrowy silnik w układzie V2 nie mógł ot tak trafić prosto do motocykla turystycznego. No dobra, mógł, ale to właśnie najczęściej sportowe silniki, po odpowiednim ugrzecznieniu okazują się najlepszymi kompanami podczas wszelkiego rodzaju wojaży - w odpowiedniej motocyklu rzecz jasna. Dlatego napęd V-Stroma 1000 najpierw zadebiutował w motocyklu Suzuki TL 1000 S , a później w jego bardziej ekstremalnej wersji TL 1000 R. Motocykle te, choć na pewno nie pozbawione charakteru, nie zawojowały rynku. Konstrukcje miały swoje bolączki i, mimo ogromnego potencjału, nie przeważyły szali fanów motocykli sportowych budowanych we włoskim stylu na stronę Suzuki. Trzeba w tym momencie dodać, że misja przejęcia westchnień kierowanych w stronę Ducati i spółki nie powiodła się żadnej z japońskich marek. Nawet Honda ze swoim VTR 1000 nie była w stanie przekonać motocyklistów, że sportowe V2 musi pochodzić z Japonii.

Suzuki DL 1000 V-Strom: konkurencyjny nawet dzisiaj

Misja misją, ale baza w postaci litrowej jednostki napędowej, która, choć wymagała dopieszczenia, była bardzo solidną konstrukcją, nie pozwalała zakopać programu w czeluściach archiwum. Zwłaszcza, że w owym czasie, tj. na początku XXI wieku, coraz większą popularnością zaczynały cieszyć się motocykle łączące bardzo dobre właściwości turystyczne z nutą offroadowej przygody. Suzuki wyjęło więc szybko asa z rękawa i skonstruowało zupełnie nowy motocykl turystyczny, jakiego w ofercie marki jeszcze nie było. Z resztą w 2002 roku nikt z producentów nie miał w swej ofercie motocykla o takiej specyfikacji. Mówi się, że Suzuki DL 1000 V-Strom powstało do walki z Honda XL1000V Varadero. I z pewnością jest w tym sporo prawdy, ale "wiadro" jest konstrukcją znacznie bardziej konserwatywną. V-Strom już na dzień dobry rozdawał karty wytrzymałą aluminiową ramą, nowoczesną jednostką napędową z układem wtrysku z dwoma przepustnicami, czy świeżym i niebanalnym wyglądem, który z resztą nadal nie trąci myszką. Suzuki V-Strom 1050 A

Pierwszy V-Strom 1000 potrafił onieśmielić kierowcę już po pierwszym odkręceniu manetki gazu. Dane techniczne w postaci mocy i momentu maksymalnego mają się nijak do rzeczywistości kiedy w grę wchodzi dość brutalny charakter litrowej V2-ki. Pochodzący z motocykla sportowego napęd, pomimo "ucywilizowania" w postaci zmniejszenia mocy maksymalnej i poprawy osiągów w użytecznym zakresie oraz elastyczności, nadal nie stracił swych genów. Ten motocykl na pewno nie należy do potulnych misiów kanapowców. Na szczęście V-Stroma trzeba poprosić o pokazanie pazurków. Nie narzuca się ze swym potencjałem, dlatego przy bardziej stonowanym obchodzeniu się z manetką gazu jest przyjaznym i komfortowym motocyklem turystycznym, który potrafi oczarować swoimi manierami oraz odwdzięczyć się umiarkowanym apetytem na paliwo. Jego warte podkreślenia atuty to na pewno duży zasięg oraz elastyczny napęd. Co prawda część z użytkowników V-Stroma 1000 podkreśla, że czasem przy manewrach takich jak przejazd przez rondo czy ciasne agrafki, ciężko dobrać odpowiedni bieg do płynnej i spokojnej jazdy, ale w końcu to duża V2-ka, nie czterocylindrowy ponton. Jeśli twój V-Strom faktycznie nadmiernie szaprie przy niskich obrotach, to warto zastanowić się nad synchronizacją przepustnic w układzie zasilania.

Suzuki V-Strom już od pierwszej wersji stawiał na wysoki komfort. Pozycja za sterami oraz ilość miejsca na pokładzie sprawiają, ze podróżowanie tym okrętem to sama przyjemność. Dotyczy to zarówno kierowcy i pasażera. Ten stan rzeczy nie zmienił się po dziś. V-Strom to ciągle wygodny i właściwie komplety motocykl turystyczny, który jest od dawna marką samą dla siebie. Przez lata poprawiono jednak ergonomię, a w obecnej wersji dzielona kanapa daje jeszcze więcej komfortu i dodatkowo zapewnia lepsze podparcie kierowcy.

A jak Suzuki V-Strom radzi sobie poza asfaltem? Ważący sporo ponad 200 kg jednoślad nie może pretendować do miana króla bezdroży. Z prostej przyczyny - nie można wymagać od klientów umiejętności powożenia jakie posiadają wyłącznie bardzo zaawansowani riderzy. Dlatego V-Strom nigdy nie starał się udowadniać, że ma dużo wspólnego z rajdem Dakar czy innymi ekspedycjami w dzicz. Jego 19-calowe przednie koło, spory prześwit, podwyższone zawieszenie oraz prezencja i pozycja za szeroką kierownicą, które nawiązują do motocykli enduro należy bardziej traktować jako podnoszące funkcjonalność udogodnienia. Siedzisz wyżej niż na klasycznym motocyklu, co powoduje, że widzisz więcej. Nie strasznie ci także żadne progi zwalniające, nierówności czy miejskie krawężniki. A po założeniu bardziej bitnych terenowo opon spokojnie możesz wybrać się takim sprzętem nad dzikie jezioro, wycieczkę szutrówkami, czy wyprawę do Kirgistanu. Po prostu nie pchaj się tam, gdzie walka z masą takiego konia przestaje być przyjemnością. No chyba, że lubisz doznania z pogranicza sado-maso.

To że V-Strom 1000 jest motocyklem kompletnym turystycznie najlepiej pokazują tysiące relacji z wypraw do niemal każdego zakątka globu, w których brał udział właśnie ten motocykl. Nie ma co jednak ukrywać, że większym żywiołem tego motocykla są alpejskie serpentyny niż przeprawa przez Syberię. Niektórzy z riderów sięgają także w pełni świadomie po jego mniejszą alternatywę w postaci Suzuki DL 650 V-Strom. Czasem mniej znaczy więcej - zwłaszcza jeśli jest to nieco bardziej ambitny terenowo wojaż. Nie zmienia to faktu, że Suzuki V-Strom jako rodzina motocykli to sprzęty stworzone do jazdy turystycznej nie tylko po autostradach i bocznych krętych drogach - oczywiście w granicach rozsądku.

Suzuki V-Strom 1050 kontra V-Strom 1000

A jak na tle poprzednich generacji modelu prezentuje się najnowsze wcielenie dużego Suzuki V-Strom? W roku 2020 przyszedł czas na gruntowne odświeżenie V-Stroma 1000. Światło dzienne ujrzał zupełnie zmieniony stylistycznie V-Strom 1050. Suzuki zrezygnowało z używania pełnego symbolu DL w materiałach dotyczących prezentacji modelu. I tak wszyscy nazywają te motocykle po prostu V-Stromami odczytując samą nazwę na różne sposoby. Niezależnie od tego jak nazwiemy nową odsłonę podróżnego Suzuki, mamy do czynienia z całkowicie zmienionym imidżem modelu. To moim zdaniem najładniejsze i najbardziej kozackie wcielenie V-Stroma, które teraz prezentuje się naprawdę charakternie. Na ten motocykl po prostu przyjemnie się patrzy. Po przedniej lampie w kształcie jajka w modelach 2013-2019 przyszedł czas na coś zupełnie nowego. Tu Suzuki zastosowało sprytny zabieg korzystając z przedniego światła zaprojektowanego dla modelu Katana. Trzeba przyznać, że nowy reflektor pasuje do tego motocykla świetnie, dodając mu - wraz z przemodelowanym kaniastym nadwoziem bardziej wyrazistego charakteru. Jego kolejną cechą jest fakt, że prostokątna lampa bardzo dobrze nawiązuje do kultowego modelu Suzuki DR 800 BIG, który zapisał się w historii nie tylko jako dzielny motocykl turystyczny typu dual-sport, ale także jako największy produkowany seryjny silnik jednocylindrowy w motocyklach. Do wyglądu zbliżonego do maszyny mającej swoje korzenie w rajdzie Dakar dołączyły też szprychowe bezdętkowe koła w wersji XT nowego V-Stroma oraz schematy malowań nawiązujących do legendy offroadowych rajdów. To właśnie z wersją XT wiązano spore nadzieje, że będzie to następca Suzuki DR BIG. V-Strom 1050 XT nosi pewne konotacje będące nawiązaniem do tego modelu, ale tak naprawdę to po prostu V-Strom 1050 w bardziej wypasionej wersji i nieco mocniej akcentującej wizualnie adventure`owe korzenie serii V-Strom. Suzuki V-Strom 1050 XT 2020

Suzuki V-Strom 1050: ewolucja tego co dobre

Co zatem naprawdę się zmieniło w Suzuki najnowszej odsłonie Suzuki V-Strom 1050? Oprócz mocno odświeżonego wyglądu, największe zmiany poczyniono względem zestrojenia napędu. Mimo zmian cyferek w nazwie modelu pojemność silnika się nie zmieniła i nadal wynosi 1037 cm³. Zmieniono za to nieco parametry mocy i momentu oraz przebieg ich krzywych. Najnwosza wersja posiada 107KM oraz 100Nm momentu obrotowego. Ten jest uzyskiwany nieco wyżej, przez co zmienił się też trochę charakter motocykla. Silnik został przez te oraz inne zabiegi dostosowany do wymogów najnowszych norm homologacyjnych Euro5. Zmieniono m.in. układ rozrządu, sterownik ECM, układ wydechowy oraz układ chłodzenia. Dopracowano także elektronikę. Już wersja podstawowa czyli V-Strom 1050 A oferuje płynnie działającą i regulowaną kontrolę trakcji, dwa tryby pracy systemu ABS,  Suzuki Easy Start System, Low RPM Assist System oraz zawiadowanie pracą silnika poprzez system ride-by-wire, a także Suzuki Drive Mode Selector, czyli odpowiednio skonfigurowane tryby jazdy. Jeśli komuś będzie mało, to Suzuki zaprasza do zapoznania się ze znacznie bardziej bogato wyposażoną wersją XT. Tutaj jest już naprawdę tłusto, bo system SIRS, czyli Suzuki Intelligent Drive System (S.I.R.S.) poprawia wygodę i komfort użytkowania, ale wpływa także na bezpieczeństwo w sytuacjach kryzysowych. Suzuki V-Strom 1050 TCX Scorpion Revit

Co dodatkowo czeka na pokładzie Suzuki V-Strom 1050 XT?

  • Tempomat działający w zakresie prędkości 50-160 km/h
  • Motion track brake system
  • Hill hold control system
  • Slope dependent control system
  • Load dependent control system

Jednostka sterująca IMU wykorzystuje 6-kierunkowy, 3-osiowy żyroskop. Pozwala to mierzyć wartości obrotowe wokół osi poziomej, poprzecznej i wzdłużnej na podstawie prędkości kątowej i wartości  przyspieszenia. Efektem jest wysokowydajny pakiet sterujący pracą silnika i układu hamulcowego, który potrafi także dostosować swoją pracę do warunków jazdy (solo, z pasażerem, czy z bagażami).

Suzuki V-Strom 1050XT 2020. Czy elektronika faktycznie pomaga, gdy brakuje przyczepności?

Suzuki V-Strom 1050 XT, oprócz rzucających się w oczy malowań, to także regulowana szyba, dodatkowe gmole ochronne, osłony dłoni i osłona silnika dodatkowe gniazdo 12V pod siedzeniem (gniazdo USB obok wyświetlacza jest standardem dla obydwóch wersji V-Stroma 1050), czy centralna podstawka, kierunkowskazy led, tylna lampa z białym kloszem i lusterka o innym kształcie.

Warto pamiętać, że Suzuki w swoich motocyklach konsekwentnie podąża drogą ewolucji. Po co zmieniać coś co przez lata dopracowane zostało niemal w każdym aspekcie. Dlatego np. rama oraz wahacz pozostały niezmienione w nowym V-Stromie 1050. Wystarczy przestudiować opinie użytkowników Suzuki V-Strom, by się przekonać o wartości tego modelu. Suzuki V-Strom 1050XT 2020

Duży V-Strom: stary czy nowy?

Wszystko sprowadza się do tego, że V-Strom ma bardzo dobrą i mocną opinię wśród motocyklistów. Odzwierciedla się to w cenach używanych motocykli. Za zaszanowanego DL 1000 V-Strom nawet z pierwszych roczników trzeba położyć ok. 15 tysięcy złotych. To niemało biorąc pod uwagę, że mowa jest o niemal 20-letnim motocyklu. Za roczniki 2006-2009 trzeba nierzadko wyłożyć ponad 20 tysiaków, a egzemplarze z lat 2013-2018 to koszt 25, a nawet 40 tysięcy złotych za bardziej dopasione sztuki. To pokazuje, że utrzymany w nienagannym stanie duży V-Strom to motocykl trzymający cenę. To z koeli może przemawiać za nowym motocyklem.

Ceny nowych modeli V-Strom 1050 w kwietniu 2021 przedstawiają się następująco:

V-Strom 1050XT Travel Pack - 65 500 zł
V-Strom 1050A Travel Pack - 57 800 zł

V-Strom 1050XT - 61 500 zł
V-Strom 1050A - 54 500 zł

Warto także zaznaczyć, że obecnie dostępne są jeszcze sztuki z rocznika 2020, które można nabyć korzystając z wyprzedażowej promocji, wtedy za V-Strom 1050XT 2020 zapłacisz 58 000 zł, a za wersję V-Strom 1050A 2020 49 900 zł.

Co ja bym wybrał? Wszystko zależy od budżetu jakim się dysponuje. Jeśli nie możesz poszaleć, to wiedz, że używana, ale zaszanowana sztuka, to skuteczny i wciąż bardzo konkurencyjny sprzęt, który niezawodnie sprawdzi się w większości sytuacji w jakich można wyobrazić sobie duże Suzuki DL. Jeśli jednak masz możliwość finansową by przymierzać się do roczników z drugiej połowy drugiej dekady XXI wieku, to tu już warto by się zastanowić czy nie skierować swoich myśli w stronę fabrycznie nowego motocykla, na który niejednokrotnie będzie można dodatkowo uzyskać ciekawe warunki finansowania zakupu. Ptaszki donoszą nam, że już niebawem pojawi się specjalny program finansowania motocykli Suzuki, który ma objąć także właśnie ten motocykl. Wybór nowego V-Stroma może być tym bardziej trafny, biorąc pod uwagę niską utratę wartości pojazdu, a 2-letnia gwarancja to rzecz jaką także ciężko pogardzić.

Jedno jest pewne: zawsze warto wybrać się do najbliższego dealera Suzuki i samemu sprawdzić jak jeździ interesująca nas wersja Suzuki V-Strom.

Suzuki V-Strom 1050 (XT) okiem Tobiasza:

Nieoficjalnie mogę powiedzieć, że byłem pierwszą osobą w Polsce, która miała przyjemność jeździć Suzuki V-Stromem 1050 XT. Oczywiście nie mam takiej pewności, ale miałem przyjemność być jedynym dziennikarzem z Polski, który pojawił się na światowej premierze w Hiszpanii. Miałem wtedy spore oczekiwania wobec tego motocykla, bo dosyć dużo jeździłem pierwszą generacją V-Stroma. Zresztą od zawsze podobał mi się też DR BIG 800, a tutaj otrzymałem pomieszanie obu motocykli. Oczywiście, wielu z nas miało apetyt na singla, ale w dzisiejszych czasach to raczej niemożliwe. Jestem wręcz niemal pewien, że zanim Suzuki zaczęło projektować wersję 2020 i postanowiło osadzić ją na stylistycznej bazie Bigosa, to zrobiło poważne badania rynkowe. Oczekiwania klientów dzisiaj są zdecydowanie inne niż 30 lat temu. I bardzo dobrze, zdecydowanie wolę silniki dwucylindrowe w tego typu motocyklach. Martwił mnie tylko jeden fakt. Moc i charakter silnika. Zanim wsiadłem na 1050 XT bacznie przyjrzałem się danym technicznym. Silnik ten sam co w poprzedniku, moc o 6 KM większa niż w wersji 2019, 1 Nm mniej momentu niż w poprzednim modelu – pomyślałem sobie, że nawet tego nie poczuję. Zresztą to i tak niezły wynik – konkurencja musiała rozwiercać swoje silniki, aby otrzymać tą samą lub nieco wyższą moc. Ale wpatrywałem się dalej w tabelę i nagle mnie zmroziło. Maksymalną wartość momentu obrotowego osiągamy o 2000 obr./min wyżej. Czy oznaczało to koniec zabawy? I tak i nie. Podczas prób szutrowych od razu poczujesz, że sprzęt trudniej jest wytrącić gazem z trakcji i np. postawić go bokiem. No i może miałoby to większe znaczenie, gdyby nie fakt, że na boku motocykla nie widnieje napis „The new DR BIG”. To V-Strom 1050 XT, a więc motocykl, który zawiezie Cię na koniec świata, ale raczej z przyjemnością objedziesz serpentynami pasmo górskie niż walniesz trasę na azymut. No i dobrze – takie motocykle też są potrzebne.

Rynek motocyklowy jest już tak nafaszerowany terenowymi bolidami o mocy zdecydowanie przewyższającej nasze potrzeby, że fajnie wsiąść na motocykl, który po prostu dowiezie Cię na miejsce. Poza tym mam wrażenie, że V-Strom jest jednym z nielicznych motocykli w swojej klasie, który niczego nie udaje. Za co można go polubić? Przede wszystkim za łatwość prowadzenia, co może mieć decydujące znaczenie jeśli rozglądasz się za swoim pierwszym litrowym turystykiem. Można go również polubić za to, że chociaż jest szybki i mocny, to sprawia, że w trakcie jazdy można się zrelaksować i wyciszyć. Można go również polubić za wygląd. A co z elektroniką? Jest, ale tak nienachalna, że praktycznie jej nie zauważysz. No i za to piątka z plusem.

Inne publikacje na ten temat:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button