Poznaj moje Kymco Vitality i moja historię: Wbrew stereotypom

Po zachęcie do opisania swojej historii skuterowej przez rozpoczęty właśnie cykl Poznaj moją historię postanowiłem również i ja podzielić się swoimi wspomnieniami.

O dziwo moja historia jest dosyć zbliżona do tej opisywanej wczoraj w Skuterowo.com. Z zamiarem zakupu jednośladu zmagałem się od kilku ładnych lat i ciągle napotykałem opór rodziny jak i w pewnym momencie małżonki. Padały argumentu typu "a po co ci to? Masz przecież samochód, szkoda pieniędzy, gdzie będziesz go stawiał i niezapomniane - przecież możesz zginąć..." Tak przez lata przeglądałem ogłoszenia motoryzacyjne i wzdychałem do ciekawych ofert.

Jednak po fakcie odebrania auta służbowego i rozpoczęcia przygody z komunikacją miejską dostałem potężnego "kopa", aby zakupić skuter.

Opór się wzmagał, pewnego dnia znalazłem ciekawą ofertę sprzedaży używanego Kymco Vitality. Jako osoba zielona w temacie skuterowym zabrałem się za wertowanie storn internetowych poświęconych tematyce (w moim przypadku Kymco) jednośladów. Natrafiłem na kilka forum, gdzie tematem przewodnim nie była eksploatacja maszyn. Tam tylko pytania - a jaki wydech polecacie, jakie sprzęgło, sprężynki itd. Oczywiście po lekturze tych wpisów nie trudno było wywnioskować, że autorzy mają nie więcej nic naście lat .

W pewnym momencie natrafiłem na Skuterowo.com, poczytałem, przeanalizowałem i postanowiłem zakupić nagle i gwałtownie wbrew wszystkim dokoła skuter - Kymco Vitality.

Pojechałem, przejechałem się kawałeczek i po wstępnych oględzinach (chyba były one tylko po to abym lepiej się poczuł - totalnie nie znałem się na skuterach) podpisałem umowę i wróciłem do domu.

Wbrew obawom kupiłem skuter. Kupiłem i nie żałuję.

Powrót z Tarchomina na Bródno był genialnym doznaniem i wywołał ultra wielki uśmiech na mojej twarzy. Oczywiście domownicy ofochali się na kilka dni, jednak po pewnym czasie gdy dostrzegli zalety podróżowania skuterem po zatłoczonej stolicy zmienili nastawienie.

Wybór który padł na Vitalke w maju tego roku okazał się trafny. Mimo kilku latek i przebiegu ponad 9 000 km nie przysparza żadnych problemów, za to dostarcza wielkiej frajdy i radości w pokonywaniu kolejnych kilometrów.

Dojazd z mojej dzielnicy do centrum miasta zamiast 50-60 min komunikacją miejską, czy ponad 1h samochodem zajmuje ok 18-20 min.

Dla mnie sezon już się zakończył, skuter czeka na nadejście wiosny, czyściutka, przykryta i samotna - oby do wiosny.

PS. Popieram w zupełności społeczność Skuterowo.com i wszystkich, którzy " W korkach nie stoją".

Fot.: Skuterowo.com

Inne publikacje na ten temat:

4 opinii

  1. No niestety, argumenty przeciw skuterom potrafią być naprawdę różne. I choć niektóre z nich są jak najbardziej realne, jak np. możliwe obrażenia podczas wypadku, to mimo wszystko chyba warto. Choć prawdziwe jest stwierdzenie, że lepsza od skutera byłaby jakaś 125 lub 250, bo w awaryjnej sytuacji można tym „uciec”, a skuterem z jego osiągami tak nie bardzo.

  2. Znam to odwodzenie od kupna skutera doskonale. Bo szkoda pieniędzy, bo się wywalisz, bo to, tamto… Szwagier mówi, że on by wolał tico sobie kupić zamiast skutera, że ono pali tylko litr więcej itd. Guzik prawda, potrafi zjarać 5-6l, ubezpieczenie jest 7 razy droższe i niestety – nawet najmniejszy, najpiękniejszy, najbardziej filigranowy samochód stoi w korkach! I powiększa rzeszę klnących i trąbiących kierowców… Ja do miasta wybieram się tylko na skuterze lub komunikacją.
    Tak więc, Mario, głowa do góry! Jesteśmy tu po Twojej stronie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button