Aktualnie czytasz:
Koniec motocyklizmu za rogiem
10

O tym dlaczego motocykle reprezentują wszystko to, czego nienawidzą młodzi ludzie. 

Całość poniższego to moja mocno subiektywna opinia. Dajcie znać w komentarzach czy się z nią zgadzacie i jaki jest Wasz pogląd na sprawę! 

Jedną z najbardziej rewolucyjnych nowości we współczesnej ofercie Harley’a bez dwóch zdań był model Street 750, zaprezentowany w 2013 roku na targach EICMA. Street otworzył się na zupełnie nową klientelę – osoby młodsze, które chcą wejść do świata H-D. Oczywiście, ze strony purystów Street 750 spotkał się ze sporą krytyką, głównie z powodu przeniesienia produkcji do Indii. Jednak marka z Milwaukee była w stanie zachować ducha H-D w nowej formie, co pozytywnie wpłynęło na sprzedaż, ale także na rozwój rodziny Street.

Jednak nie oszukujmy się – Harley nadal posiada spore problemy z interesowaniem „nowej” generacji motocyklistów, czego dowodem słabe wyniki sprzedaży z czwartego kwartału 2017. Czy do końca chodzi o samego Harley’a? Moim zdaniem problemem jest fakt, że jako tako „nowa generacja” nie istnieje.

Motocyklowe SUVy, cruisery i motocykle segmentu premium kierowane są do ustatkowanych, zamożnych tradycjonalistów. Bez względu jak ich nazwiemy (w Stanach będą to baby boomers) i bez względu na to jak lukratywną są grupą, ciężko opierać przyszłość firmy na osobach 50+. Z drugiej strony jak inaczej prosperować, jeśli wśród kolejnej generacji nie ma klientów jako takich?

Warto zaznaczyć, że w Polsce wygląda to nieco inaczej i pokolenie klasyfikowana jako millenialsi w praktyce jest w tej samej grupie. To klienci nowych motocykli, który wychowali się na PRL-owskich produkcjach, a teraz stać ich na zakupy nowego lub porządnego, używanego motocykla i tego korzystają. W Polsce zresztą jako tako zainteresowanie motocyklami ze strony nastolatków także nie jest dramatycznie niskie, a nasz rynek nadal (w odróżnieniu od Niemiec, Włoch czy USA) uznawany jest jako „rozwijający się”.

Papier lakmusowy branży

W moim wywodzie tradycyjny Harley-Davidson jest dla nas reprezentacją branży. H-D ucieleśnia wszystko to, co mnie ciągnęło do motocykli: wolność, bycie „poza systemem”, nie przejmowanie się niczym, jechanie w stronę horyzontu. Jak bardzo sprzedaje się taki wizerunek w 2018 roku?

W sierpniu 2016 roku amerykańska agencja EPA pozwała markę za sprzedaż ponad 300 000 urządzeń pozwalających na zwiększenie mocy, ale przede wszystkim – o zgrozo – na wydostawanie się większej niż deklarowana ilości spalin. Umowa ugodowa to 12 milionów dolarów i 3 miliony przekazane na walkę z zatruciem powietrza. Nawet wielu motocyklowych dziennikarzy, tych samych, którzy palą gumę na prasowych prezentacjach, krytykuje Harley’a przyrównując „aferę” do dieselgate.

Dlatego właśnie moje postrzeganie motocyklizmu, zbieżne z tym co oferuje Harley, nie sprzedaje się w świecie pseudo-ekologicznej nagonki, konkursu w bycia ofiarą i szukania winnych za swój los. Nie sprzedaje się nigdzie, nawet w samej branży.

Pisarz Simon Sinek w świetnym wywiadzie (powyżej) mówił, parafrazując, że zachodni świat stracił całe pokolenie. Pokolenie, któremu wmówiono, że mogą sięgać gwiazd, że każdy jest unikalny i niesamowity. Pokolenie, które już na studiach zaciągnęło ogromne kredyty (USA) by po tych samych studiach zderzyć się z prawdziwym życiem. Życiem, w którym nie ma nagród za uczestnictwo, a za błędy się płaci. Cała generacja ludzi musiała znaleźć sobie winnego swojej niedoli. A winnym jest, co w sumie logiczne, pokolenie wcześniejsze i wszystko to, co reprezentuje. Tradycję, walkę o swoje i kapitalistyczne pojmowanie równych szans.

Harley na jego nieszczęście reprezentuje filmowy amerykański sen. A we współczesnym (dodam dla ścisłości: zachodnim!) świecie nic nie kole tak w oczy jak amerykański sen.

Między sierpem a młotem

Rynek na którym musi operować Harley obecnie:

  • trzon klienteli: starzejący się, musi mieć Harley’a, ma pieniądze, nie będzie żył wiecznie
  • klient „niezdecydowany”: dorosła osoba, która chce kupić motocykl, ale nie musi być nim Harley. Bardziej pragmatyczny
  • nie-motocyklista: Harley to reprezentacja wszystkiego złego, co na tym świecie

Jeśli przyjmiemy pod uwagę powyższe ramy, to rzeczywiście robi się nieciekawie. I uwierzcie mi, Harley jest tylko reprezentacją. Na jego przykładzie najlepiej pokazać trend, który jest taki sam dla praktycznie wszystkich marek. Pod „Harley” moglibyśmy wpisać „BMW” (G 310 R zamiast kupować młodzi, kupują żony właścicieli R 1200 GS) czy „KTM” (tutaj sytuację ratują rynki azjatyckie i połączenie z Bajajem).

Pisałem o tym kilkukrotnie, ale przywołam jeszcze raz: kilka lat temu na konferencji „Technology & Design” w Mattighofen Stefan Pierer mówił, że największym zagrożeniem dla motocyklizmu są: 1) wojujący eko-terroryści, 2) zerowe zainteresowanie nowej generacji motocyklistów. Na przykładzie Harley’a mamy jedno i drugie.

Dołóżmy do tego, że w grupie „klient niezdecydowany” są motocykliści, którzy co do zasady Harley’a nie chcą, chociażby przez to, że H-D nie posiada w ofercie pojazdu dla nich. Tutaj płynnie wracamy do modelu Street 750 i próby naprawienia sytuacji.

Jak żyć?

Moim zdaniem Harley (czytaj: każda marka motocyklowa) powinna w pierwszej kolejności skupić się na ofercie. Nowa generacja uważa, że motocykle są za drogie? Zróbmy dla nich tańsze motocykle współgrające z wizerunkiem marki (Street 750 dobrym przykładem, także KTM 390 Duke). Zachodnioeuropejski nastolatek mieszka w mieście i nie rozważał zakupu motocykla? W takim razie należy uruchomić program dzielenia się pojazdami (dobry przykład: Gogoro i niedługo Honda), jako taniej alternatywy na dojazdy do pracy / szkoły. Młodzi uważają, że motocykle nie są przyjazne środowisku? Zróbmy dla nich zajebiste motocykle elektryczne, nawet jeśli utylizacja baterii litowo-jonowych jest wielokrotnie mniej ekologiczna niż nieduży V-Twin.

Harley, jak inne marki, boją się zniechęcić swojego trzonowego klienta. Ale nawet taka konserwa jak ja kupiłaby niedużego, elektrycznego Harley’a (czy BMW, KTM, Triumph itp) jeśli motocykl ten zgrywałby się z wizerunkiem marki. Jeśli oferowałby świetne właściwości jezdne, porządne przyspieszenie i dawał mi wszystko to, co może dać Street 750.

Moim zdaniem Harley może zachować swojego ducha. Może zaoferować niesamowity, jedyny w swoim rodzaju sprzęt, który z drugiej strony będzie dostępny i ciekawy dla szerokiego grona klientów. LiveWire to dobry start, ale to za mało. Trzeba wskoczyć na głęboką wodę. Zrobić coś, czego nie było. Urwać głowę nastolatkom i 60-latkom na Road Glide’ach.

Motocyklom muszą być cool na nowo. A nasze wybory konsumenckie, osób zainteresowanych motocyklami, są pierwszym krokiem w kierunku zmuszenia producentów do wzięcia się w garść.

Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
5%
Interesujące
68%
heh...
16%
Że co?
11%
Grrrr!
0%
Smutne
0%
10 Komentarze
  • Ryszard
    20 lutego 2018 at 08:04

    Człowieku, ilu ludzi w Polsce stać na motocykl za 100 tysięcy zł? Jak dużą to grupa? Plus koszty utrzymania. 1procent społeczeństwa lub mniej. Chyba mniej. Nie tędy droga. Natomiast takie firmy jak Bajaj, Benelli, Hyosung mają w Europie środkowej dość duże perspektywy. Za mało tu miejsca na gruntowną dyskusję. Faktem jest, że nie ma dużego zainteresowania motocyklami wśród polskiej młodzieży. Pozdrawiam.

  • MaxStone
    20 lutego 2018 at 11:08

    Młodzi Polacy nie kupią motocykla, bo ich najnormalniej nie stać. Ewentualnie kupią złoma z lat 90′ po pięciu glebach, trzech szlifach i dzwonie za 3000 PLN. Ja miałem shadow z 1983 i więcej przy nim dłubałem niż jeździłem, potem był xvs1300 kosztujący kilka takich shadowek i gdyby nie Skępe babsko na drodze, nadal bym ujeżdżał tego sprzeta. Po wypadku 300 kg Cruiser jest poza moimi możliwościami zdrowotnymi, więc celuje w cb1100ex, t120 lub z900rs. Tylko wydać ponad 50000 na motocykl? Ubrać się, wyposażyć, ubezpieczyć… I do sedna, ja mam 40 lat i taki wydatek jest dla mnie kosmiczny. Co ma powiedzieć 20 latek? Tata, daj mi 60000 na motocykl?! Sprzęty są za drogie!!!

  • Bartosz
    20 lutego 2018 at 11:52

    To nie mlodzi ludzie nie chcą HD tylko HD ich nie chce bo jak inaczej mozna zrozumieć to że motocykle entry jak Sportster kosztuja ponad 40tys.?

    Do tego jeszcze wielkosc tych motocykli. Czlowiek majacy 190cm na Sportstera nie wejdzie a na nowa Dyne to juz w ogole go nie stac bo ta kosztuje od 60tys.

    Mlody wysoki czlowiek nie ma pieniedzy na motocykl za 100tys a tanich motocykli dla 190+ nie ma w ofercie.

    • Zdjęcie profilowe Michał Mikulski
      20 lutego 2018 at 12:53

      H-D Street 750 i Street Rod 750 to rząd wielkości 30k za pierwszego i 35k za drugiego, więc przy rozsądnym finansowaniach można ogarnąć H-D za kilkaset złotych miesięcznie z ubezpieczeniem. Oczywiście to tylko przykład i rzeczywiście H-D jako marka premium posiada motocykle droższe, ale nikt mi nie powie, że 390 Duke czy MT-07 jest drogie.

      A w kwestii wzrostu i motocykli dobierania do wzrostu, to idąc tym tropem z moim 170 cm nie powinienem jeździć 1090 ADV R (siedzenie na 890 mm i 200+ kg), a jeżdżę bez problemu. Dobieranie motocykla pod wzrost to dziwny i bezsensowny mit, zwłaszcza w dobie akcesoryjnych podnóżków i mocowań pod kierownice.

      Młody wysoki człowiek ma PEŁNĄ ofertę na nowe motocykle od 8k do 150k zł. Tak samo jak młody niski człowiek.

  • EV_NOW
    20 lutego 2018 at 16:08

    Motocykle spalinowe są trupem. Nawet jeśli redaktor powtarza bzdury o kosztach ekologicznych utylizacji, o której nie ma pojęcia, nic to nie zmieni.
    Przyszłość to elektryka czym szybciej to producenci pojmą tym większe maja szanse na przeżycie. Ludzie potrzebują sprawnego pojazdu osobistego a nie pierdzącego dwu szklankowego generatora smrodu i hałasu.

    • Motocyklista
      20 lutego 2018 at 22:07

      Moim zdaniem klepiecie wszyscy bzdury razem z redaktorem. Motocykle to nie byle pierdziawka do podwożenia do pracy, to PASJA i tak to rozpatrywać należy. A elektryczne g to niech pozerzy itp kupują. Motocykle muszą mieć wibracje, wydźwięk i zapach spalonej benzyny.

  • Zdjęcie profilowe ANDRE
    22 lutego 2018 at 06:48

    Już lecę i kupuję! O nie! Najpierw muszę wziąść kredyt!Niestety na spłatę mnie nie stać! Pomarzyć można!

  • Yarecki
    23 lutego 2018 at 11:58

    Pojazdy elektryczne to może jest przyszłość, ale nie terażniejszość. Obecne technologie akumulatorów są g… warte, drogie i niebezpieczne. potrzeba jeszcze wynalazku, który to zmieni i wtedy elektryka może się upowszechnić. Teraz robi się to na siłę robiąc hybrydy. Motocykle elektryczne pewnie przyjmą się z czasem, bo eko terroryści wylobbują zakaz produkcji spalinowych. Może dożyjemy czasów gdzie żeby pojeździć motocyklem spalinowym lub samochodem z kierownicą (czyt. nieautonomicznym) trzeba będzie pojechać na tor i wtedy będziemy wspominać: kiedyś to były czasy…