Aktualnie czytasz:
Bajaj Dominar 400: Moje pierwsze wrażenia z jazdy po Indiach
10

Dzisiaj znów wracamy na południe Indii. Piękny, upalny dzień, który wraz z polskimi dziennikarzami pożytkujemy nie na zwiedzanie tych pięknych okolic, ale odkrywanie Bajaj Dominar 400.

Większość z Was może być przerażona na myśl o jeżdżeniu po tym kraju na motocyklu. Uspokoję Was – dostaliśmy do dyspozycji zamknięty tor testowy na którym jesteśmy totalnie sami. Poziom organizacji mnie poraził. Na miejscu gospodarze pomyśleli nawet o zabezpieczeniu medycznym. To miłe, aczkowiek mam nadzieję, że zbędne.

Nie wiem jak to się stało, ale podczas polskiej premiery nie miałem okazji dosiąść Dominara. Jest to motocykl, który Hindusi klasyfikują jako sprzęt niezwykle uniwersalny, który również ma prowokować do podróżowania gdzieś dalej, niż tylko po mieście. Z kolei moje pierwsze skojarzenia raczej pretendują tego Bajaja do miana maszyny miejskiej, dynamicznej, zwinnej, o sportowym charakterze. Zaraz po zajęciu miejsca za kierownicą uderzyła mnie niska odczuwalna masa Dominara. W życiu nie powiedziałbym, że mam pod sobą 183 kg. Sprzęt rozkręca się do odcięcia bardzo spontanicznie. W całym zakresie obrotów brzmienie jest przyjemne dla ucha i nie zauważam zbyt przesadnych wibracji jednostki napędowej. Ta ma 35 KM, jest chłodzona cieczą i zasilana wtryskiem przez co równomiernie oddaje moment obrotowy. Na pokładzie jest też sześciobiegowa skrzynia o krótkich przełożeniach, nie mam możliwości przyczepić się do sposobu jej działania czy precyzji, powiedziałbym, że po japońsku.

Od tych wszystkich technikaliów jednak dużo ważniejsze są po prostu wrażenia z jazdy i czy sprawia ona przyjemność. Mi tak. Sprzęt jest bardzo posłuszny i szybko znalazłem z Dominarem wspólny język. Mam tu na myśli to, że Bajaj bardzo łatwo się prowadzi dzięki zwartej geometrii i rozsądnie skonfigurowanemu zawieszeniu. To czego najbardziej nie lubię to uczucia pływania motocykla przy dynamicznej jeździe. Z drugiej strony przednie lagi czy tylny monoabsorber nie jest przesadnie usztywniony co mogłoby negatywnie wpływać na komfort.

Nawet po zjechaniu z asfaltu Dominar nie zaczyna panicznie reagować na widok sypkiej nawierzchni. Co prawda brakuje mu kontroli trakcji, jednak nie zapomniano o systemie ABS. Tutaj nie trudno jest zablokować przednią oś, mamy do czynienia z ogromną tarczą i muskularnym zaciskiem ByBre. Właściwie jedyna rzecz jaka mi przeszkadza w tym motocyklu to zbyt duży zakres pracy dźwigni tylnego hamulca. Miałem problem z wyczuciem i jego dozowalnością. Nie mniej przód skutecznie nadrabia. Biorę też pod uwagę fakt, że egzemplarze testowe nie były jeszcze w pełni dotarte. Dokonali tego dopiero licznie przybyli Polacy.

Nie mniej szukając szukając tutaj kompromisów jakościowych nie jestem w stanie dziś ich znaleźć. Sprzęt jako tako wygląda, materiały są solidne, ma przyzwoitą dynamikę i dobrze się prowadzi. Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczony Dominarem 400, który nie kosztuje zbyt dużo, a jednocześnie nie musi mieć żadnych kompleksów. Tak samo jak ich właściciele. To rzecz jasna tylko pierwsza randka z tym motocyklem. Jak będzie wyglądać ciąg dalszy tej znajomości? Zasubskrybuj Jednoślad.pl na YouTube.

Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
71%
Interesujące
29%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%
10 Komentarze