MZ ETZ 250: stało się to czego się obawiał. Ma dość

Socjalistyczne motocykle z DDR są wspaniałe. Potrafią jednak dać w kość...

Motocykle z DDR i PRL mają wiele wad, jednak niewątpliwie posiadają kilka zalet, o których specjaliści nie tylko od dwóch kółek (myślę o socjologach i psychoanalitykach) mogliby napisać naprawdę ciekawe książki. Problem jednak opiera się o bardziej złożone kwestie. Zakup motocykla MZ ETZ 250 może okazać się bardzo problematyczny, a dla wielu maniaków dwóch kółek, to po prostu droga w jednym kierunku. Ku upadkowi.

Szczerze mówiąc, to mam dość. Chcę normalnie zacząć żyć i nie budzić się rano z myślą: muszę sprawdzić, co nowego pojawiło się na Marketplace czy OLX. Jestem typowym Januszem, łowcą okazji. Człowiekiem, który idąc spać, zamiast przykryć się kołdrą używa do tego warstw cebuli. Całkiem mi z tym dobrze, ale czasami po prostu odczuwam mdłości i lęki. Boję się włączać wcześniej wspomniane aplikacje. Boję się, że po po raz kolejny wpadnę jak śliwka w kompot. Sam zakup motocykla nie jest większym problemem. Dużo bardziej problematyczne jest zarobienie na to wszystko pieniędzy. Żyjesz tak od okazji do okazji z przekonaniem, że to ostatni raz. Nie, tak nie jest.

Jestem chory i gdybym był swoim mężem poprosiłbym lekarza pierwszego kontaktu o skierowanie do psychiatry, psychologa, a nader wszystko wybłagałbym go o receptę na kaftan bezpieczeństwa. Potem drogą sądową odebrałbym sobie prawa obywatelskie i jakoś by to było. Z chorobą motocyklową jest trochę tak, jak z uzależnieniami od innych używek – po jakimś czasie Ci przechodzi. Przynajmniej do momentu „przypadkowego” włączenia strony na której można kupić motocykle. Wtedy znowu wpadasz jak kamień do głębokiego jeziora. Kamienie mają to do siebie, że nie potrafią pływać.

Dlaczego ja o tym? Zauważyłem, że moja choroba w ostatnim czasie się pogłębia. Jeżdżę różnymi motocyklami i dosyć często mam tak, że sprzęt zrobi na mnie tak dobre wrażenie, iż odczuwam potrzebę jego zakupu (mówię o nowych motocyklach testowych). Jednak z tym nauczyłem się walczyć. Na szczęście (dla mnie) nowego motocykle kosztują sporo w porównaniu do youngtimerów i i nie za bardzo mogę sobie na nie pozwolić. Poza tym moje ograniczenia bankowe są najlepszym panaceum na wszystko. Ostatnio jednak przegrałem po raz kolejny…

Naprawdę momentami nie mam już siły…

Wpadł do mnie mój kolega Barry (Barry na używkach, Motogen.pl) i nakręciliśmy wspólnie odcinek o jego Hondzie XL 125S, a w ramach współpracy ja wystąpiłem w jego produkcji o mojej ETZ MZ 250. Jak się domyślacie, wsiadłem na swój sprzęt na którym jechałem z tysiąc razy i stało się to czego się obawiałem. Wróciły wspomnienia wakacyjnych wypraw – zapach spalanej mieszanki w rumuńskim krajobrazie Karpat jest czymś niesamowitym. Przypomniały mi się naprawy na poboczu i rozmowy z ludźmi, którzy nas zaczepiali po drodze.

Bądź zawsze na bieżąco dzięki Jednoślad.pl News

Potem przez moją głowę przeleciały wspomnienia z targów EICMA w Mediolanie – tam miałem na sobie koszulkę z napisem MZ 250. To sprawiało, że byłem często zaczepiany – nie tylko przez odwiedzających, ale i „ważnych” kolesi w garniturach, którzy dziwili się, że ktokolwiek jeszcze pamięta o starych dwusuwach z DDR.

To wszystko było zapalnikiem. Zwariowałem, oszalałem i wszedłem na portale aukcyjne. Misja w głowie była jasna i klarowna. Chociaż może to było bardziej pytanie. Dlaczego, do cholery jasnej nie mam wszystkich modeli MZ? Są przecież TS-ki. ETZ-ety. Jest kultowa Jaskółka, jest model 251. Te motocykle jeszcze nie są jakieś bardzo drogie, chociaż do najtańszych nie należą. Te sprzęty, to nadal świetna inwestycja i przede wszystkim kawał motocyklowej historii. Poza tym, to motocykle, które po prostu jeżdżą i to bez kompleksu wschodniej strony muru berlińskiego.

To w końcu skończy się źle i sam sobie będę winny

Być może kupiłbym je wszystkie i był znowu przez chwilę szczęśliwy i zatankowany, ale wiem, że to droga donikąd. To wiadro nie ma dna i nie można go napełnić. Gdzieś na spodzie jest dziurka, która sprawia, że po chwili znowu wymyślę sobie przypowieść o konieczności zakupu „czegośtam”. Czy ma to sens? Pocieszać się mogę w tym, że jednoślady tego typu nie tracą na wartości. Z drugiej strony posiadanie większej ilości motocykli wiąże się ze stałymi wydatkami i to może doprowadzić do szaleństwa – szczególnie Twoją drugą połowę. Zakup motocykla do 5 tysięcy złotych może gwałtownie nie wpłynie na jakość Twojego budżetu domowego, jednak cykliczne zakupy na pewno nim zachwieją.

Origine Vega. MZ ETZ 250

Obecnie walczę z potrzebą zakupu motocykla i ten tekst jest w pewien sposób autoterapią. Próbuję sobie wytłumaczyć, że to bezsensu. Że mnie nie stać, że muszę kupić-zrobić za te pieniądze ważniejsze rzeczy. Nie stać mnie na kupowanie kolejnego motocykla, nie stać mnie na remont kolejnego truchła. Nie mam na to czasu. Z drugiej strony to takie wspaniałe. Ten moment kiedy przywozisz sprzęt do domu, zrzucasz go z przyczepy, zaczynasz czyścić, żeby zobaczyć z czym tak naprawdę masz przyjemność jest niedopisania. Jeszcze wspanialsza jest chwila, w której po kilku drobnych zabiegach odpalasz swój zakup, mimo że kupiłeś go w stanie „do remontu, nie działa – wał się obraca”.

Przyjaciel to najgorszy wróg

Może i byłoby mi w życiu łatwiej, gdybym nie miał przyjaciół, którzy toczą w swoich głowach takie same bitwy. Niestety, świat jest skonstruowany tak, że otaczamy się ludźmi podobnymi do siebie. To z kolei przekłada się na prosty mechanizm. Przyjaciel powinien Tobą wstrząsnąć i powiedzieć basta! Mordo, ogarnij się i pojedź za ciężko zarobione pieniądze na wakacje z rodziną. Niestety nie mam takich przyjaciół. Zamiast tego prowokują mnie do odwrotnych działań. Muszę być jednak uczciwy. Ja też ich nakręcam. I tak żyjemy sobie w towarzystwie wzajemnej adoracji, gdzie zamiast się sprowadzać na ziemię nakręcamy się jeszcze bardziej i pędzimy przez życie z głową w chmurach

MZ ETZ 250 na torze. Wyzwanie Motul. Klasyczne motocykle

Potrzebujesz przykładu dla zobrazowania sytuacji? Proszę bardzo. Dzisiaj rano natrafiłem na ogłoszenie CBX-a 1000 (sześciocylindrowego), pokazuje ziomkowi, a ten zamiast powiedzieć „puknij się w łeb” mówi. „Ty, ten sam koleś ma też Benelli. Zawsze chciałem mieć Benelli!”. Inny ziomo kiedy już się chwilowo uspokoiłem się z zakupami przylazł do mojego domu i oznajmił, że właśnie kupił za dwa tysiące Jawę 350 z papierem i to w oryginale.

Tych momentów nie da się porównać do niczego. Życzę nam wszystkim przed nadchodzącymi świętami, żebyśmy mieli tylko takie problemy. Życzę Wam wielu remontów i samych pozytywnych zaskoczeń z dokonanych zakupów. Życzę nam (!), żeby nasze drugie połowy nie wystawiły nam walizek i zrozumiały, że na naszą parszywą chorobę nie ma leku. Kochajcie nas (żony, mężowie) bo każdego dnia w głębi duszy cierpimy i toczymy sami ze sobą wojny, których wygrać nie umiemy. Niech kompresja będzie z Wami.

-Wons

Czytaj dalej

Inne publikacje na ten temat:

10 opinii

  1. Szanowny Panie, pozwolę sobie nie zgodzić się z Panem, czerpiąc wiedzę z autopsji. Jeśli tylko ten typowy Janusz (ja, Pan czy nam podobny) dysponuje miejscem by przechowywać swoje „cuda” to dla historii motoryzacji jest kimś wyjątkowym i za jakiś czas ta historia go doceni. Można oczywiście wziąć wypłatę i iść do baru, jednak jak sam Pan widzi, starych motocykli jest już coraz mniej, a za chwilę ich nie będzie, zatem zakup ts w oryginale za 2 tz jest o tyle sensowny, że ona już w chwili kupna warta 3-5 razy więcej… A więc chcąc sobie sprawić porządny motor do jazdy, przeznaczamy pewien budżet, następnie za niewielką część kupujemy jakiś starszy japoński wytrzymały sprzęt, a potem tłumaczymy żonie jak niepewne są czasy, jak ważne jest inwestowanie, czytamy głośno, niby przypadkiem ogłoszenia z wysokimi cenami, aż sama rzuci pomysł, a wtedy trzeba jej przyznać, no Ty to masz głowę.. u mnie zadziałało….

    1. To zależy od poziomu żony. Moja jest inteligentna i atrakcyjna. Przy niej zmądrzałem, a inwestycje prowadzę na nieruchomościach. Na nostalgiczne rozpamiętywanie złomu z młodości, do którego nie ma części, nie mam czasu, bo podróżuję z rodziną.

  2. Uwielbiam motocykle i grzebanie przy nich. Zapach garażu, spalin, mieszanki…ech nawet moje dzieci już mówią że w garażu ładnie pachnie. Lubię też minimalizm i prostotę. Zawsze mam jeden motor. To dobre dla finansów i użytkownika. Nie myślę, który naprawić i zabrać na przejażdżkę. Co jest ważniejsze? Mieć czy być?
    Znam wielu, którzy mają kilka i wiecznie których „projekt” jest na tapecie. W tym wszystkim brakuje tylko czasu na jeżdżenie. A przecież w jeżdżeniu motorem najważniejsze i największą satysfakcję daje JEŻDŻENIE.

    1. No ja akurat przynajmniej tak samo jak jeżdżenie cenie posiaduchy garażowe i dłubanie. Może nawet bardziej

  3. Motocykle to są zabawki, którymi zabawa kosztuje nie tylko w momencie zakupu, ale przez cały okres eksploatacji. Można to określać mianem psychozy, czy nałogu, ale jakiś nałóg trzeba mieć, (żeby nie zwariować od życia), a ten jest destrukcyjny bardziej dla portfela niż dla zdrowia.

  4. ETZ 250 chętnie bym kupił ale ceny są lekko mówiąc zaporowe…za cenę MZ kupisz np. Bandita 600/1200 w dobrym stanie co spowoduje na pewno większego banana na twarzy, chociaż będzie brakować charakterystycznego dęk dęk…
    W sumie to czekam na jakiś filmik Wąsa z oblatania GSF1200 1 gen.

  5. Można spędzić życie w poszukiwaniu idealnego kwiatu…. I nie będzie to życie stracone.
    Dzięki tej pasji wiesz ze żyjesz Brachu!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button