Pojechał obnażyć SCAM, wrócił z nadzieją. Nowa OSA M50e będzie produkowana w Polsce

Czy na pewno legendarna Osa M50e wraca do produkcji? Pojechał to sprawdzić

W skrócie
  • Wiele osób jeszcze o tym nie słyszało, ale pod Warszawą prowadzone są prace nad skuterem elektrycznym OSA M50e. Za projekt odpowiada WFE - Warszawska Fabryka Elektryków.
  • Osa M50e: dlaczego motorower, a nie skuter 125?
  • Jaka będzie nowa Osa?
  • WFE Osa M50e: ślepa strategia biznesowa?
  • To nie jest fabryka, do warsztat pasjonatów!
  • Nowa Osa będzie produkowana w Polsce?
  • Przetestowaliśmy Osę M50e. Mieliśmy możliwość objeździć dwie prototypowe sztuki.
  • WFE Osa M50e. Dane techniczne:
  • Więcej niesamowitych historii motocyklowych znajdziesz na naszej stronie głównej: www.jednoslad.pl

Sam nie wiem ile razy pisałem artykuł o wielkich powrotach legendarnych polskich motocykli. Początkowo wierzyłem. Później miałem nadzieję. Dzisiaj jestem przekonany że to historie mchu i paproci – jednocześnie nadal mając, gdzieś z tyłu głowy nadzieję, że cholernie się mylę. W takich kwestiach chce się mylić. Właśnie dlatego wybrałem się z dziennikarską ciekawością do Warszawskiej Fabryki Elektryków (WFE). Tam powstaje nowa, a przy okazji elektryczna Osa M50e.

Bazowanie na sentymencie, to jedna z najprostszych, najbardziej przyziemnych i jednocześnie najlepiej działających form reklamy. To co było kiedyś, jest przez nas wspominane ze szczególnym rozrzewnieniem. Zresztą, nasze umysły bardzo lubią konfabulować i zaginać historyczną czasoprzestrzeń – oczywiście na swoją modłę. Taka jest prawda i nikomu jej tłumaczyć nie muszę. Kiedy słyszysz o skuterze OSA M50, to od razu przed oczami stają Ci pozytywne obrazy. Tymczasem OSA M50 wcale pozytywnym skuterem nie była. Była technologiczną wtopą, z której po chwili zakłady WFM zrezygnowały – silnik praktycznie nie posiadał chłodzenia, co notorycznie doprowadzało  do przegrzewania, a w następstwie do zacierania. Oczywiście takie kwiatki wychodziły w cyklu miejskim, ale przecież to do takich warunków pracy tworzone są skutery. M50 została zatem zastąpiona modelem M52 i jakoś to dalej się kulało.

Nie można natomiast zabrać kultowej Osie urody. To piękny skuter, który zarówno kiedyś, jak i dzisiaj może się podobać. Obłe kształty, przepiękna przednia lampa, głęboki błotnik, zegar, kierownica, siedzenie i… odwłok! Naprawdę patrzenie na ten jednoślad, to czysta przyjemność. Nawet po zdjęciu karoserii, Osa wygląda spektakularnie: silnik przekręcony o 90 stopni i niesamowite użebrowanie cylindra (wręcz w lotniczym stylu), to robi robotę.

Osa miała jeden problem: była nieco ponad nasze siły i możliwości. Brakło naprawdę niewiele, aby była czymś więcej niż motoryzacyjnym epizodem naszego kraju. Takie były czasy i dzisiaj nie ma co się pastwić nad jej niedoskonałościami – to był miś na miarę naszych czasów, a model M52 pozwolił już tak naprawdę się cieszyć jazdą na skuterze. Z drugiej strony przecież we wszystkich przekładach historycznych znajdujemy informacje, że Polska była potęgą w zakresie produkcji małolitrażowych motocykli dwusuwowych. Produkowaliśmy olbrzymie ilości jednośladów, więc mimo wszystko uważam, że pewne sprawy powinny być rozegrane bardziej profesjonalnie.

OSA M50e WFE. Najważniejsze informacje:

  1. Osa M50e jest motorowerem napędzanym silnikiem elektrycznym
  2.  Za zasilanie skutera będzie odpowiadać akumulator o pojemności 45 Ah (2,1 kWh) lub 75 Ah (3,6 kWh)
  3. Obecnie zasięg Osy M50e wynosi minimum 150 kilometrów.
  4. Nowe Osy M50e marki WFE to nadal pojazdy prototypowe – cały czas skutery te ulegają modyfikacjom.
  5. Producent zapewnia, że Osa może być również skuterem homologowanym jako pojazd 125 – o większych osiągach i na prawo jazdy kategorii B.

WFE, czyli Warszawska Fabryka Elektryków

Tak czy inaczej, to właśnie na modelu M50 chce bazować WFE (Warszawska Fabryka Elektryków). Oczywiście tylko pod kątem wyglądu i nazewnictwa. Z oryginalnej nazwy (WFM) usuniętą trzecią literę i zastąpioną ją sufixem “E” (WFE), który ma informować o “elektryczności” tego skutera. I faktycznie wizja elektrycznej Osy elektryzuje. Wiadomo, że w polskim Internecie powstanie cała masa krytycznych komentarzy na temat tego pojazdu. To można wywróżyć bez fusów: napędzanie jednośladu silnikiem elektrycznym prawie zawsze się tak kończy. Sam byłem negatywnie nastawiony, ale to w tym przypadku jest bez znaczenia.

W artykule auto-swiat.pl czytamy:

 Nie jest to niestety WFM, bowiem prawa do nazwy są zastrzeżone, zatem pojazd nie będzie miał loga Osy i nie będzie się tak nazywać. Od razu jednak widać, że to na niej był wzorowany.

Przekopałem sieć na temat informacji dotyczących elektrycznej Osy i pooglądałem materiały na temat tychże jednośladów. Chciałem podejść do tematu pozytywnie: osoby, które prezentują te jednoślady robią to naprawdę z pasją i fajnym podejściem za co należy się plus. Jednak po dłuższej analizie miałem problem z uwierzeniem w ten projekt.

Wszystko zaczyna się od modelu biznesowego, który w mojej opinii jest najsłabszym punktem programu. Nowa osa ma być motorowerem. Kto dzisiaj do cholery jasnej jeździ motorowerem, skoro prawie każda osoba pełnoletnia ma prawko i po trzech latach od jego pozyskania może legalnie jeździć normalną 125-tką? No właśnie. Dzieciaki? Te raczej średnio garną się do robienia prawka AM, co nie jest moją opinią, a można to wyczytać ze zwykłej statystyki. Proszę zapiąć pasy: w 2013 r. wydano 13 praw jazdy kat. AM, w 2014 – 62; w 2015 – 77, w 2016 – 136, w 2017 r. 156. W blisko 40 milionowym państwie poniżej 200 nastolatków zdobywało uprawienia do jazdy motorowerami. Jak widzicie w każdym kolejnym roku liczba wydawanych praw jazdy kategorii AM rosła – wzrost jest jednak żenująco niski. Oczywiście pozostaje ogromna liczba osób, uprawnionych do jazdy motorowerem, które skończyły 18 lat przed 2013 rokiem. Te jednak najczęściej posiadają prawko kategorii B od co najmniej trzech lat i mogą korzystać z dobrodziejstw pojazdów 125.

Osa M50e: dlaczego nie skutery 125?

Ograniczenie prędkości maksymalnej dla motorowerów do 45 km/h to również spore utrudnienie, szczególnie dla chcących poruszać się w aglomeracji miejskiej. Samochody jeżdżą zdecydowanie szybciej, co sprawia, że kierowca motoroweru jest zawalidrogą i często wyprzedzanym użytkownikiem drogi – to z kolei prowadzi do dużej ilości niebezpiecznych sytuacji. Na tym polu motocykle 125 wypadają o niebo lepiej.

Powyższy akapit napisałem dwa tygodnie temu i… wrzuciłem do szuflady, gdyż wpadłem w wir znęcania się nad projektem, o którym tak naprawdę nie miałem zielonego pojęcia. Wysnuwanie tez bez dokładnej weryfikacji zawsze przychodzi łatwo. Z drugiej strony w konstruktywnej krytyce nie ma nic złego. No właśnie w konstruktywnej. Aby krytyka była konstruktywna, musi być oparta o wiedzę i dokładne prześwietlenie tematu. Właśnie dlatego postanowiłem napisać do WFE i spróbować umówić się na spotkanie i organoleptyczne sprawdzenie nowej Osy. Udało się. Miałem nawet możliwość przejażdżki, ale o tym za chwilę.

Elektryczna OSA WFE M50

Tak czy inaczej zadałem pomysłodawcom projektu pytanie: “dlaczego nie chcecie robić skuterów elektrycznych, które miałyby być odpowiednikiem spalinowych 125-tek” Otrzymałem odpowiedź: “a nie chcemy?”. Dostałem obuchem w łeb. Dotychczas media nie poruszyły tego tematu lub po prostu nie wspomniały o jednośladach 125 w odniesieniu do Osy. Pomysłodawcy uznali jednak, że łatwiej będzie zacząć od motorowerów, gdyż na tej gałęzi rynku siedzi mniej srok. Cóż, ma to jakiś sens, lecz nadal uważam, że elektryczny odpowiednik skutera 125 miałby zdecydowanie większe wzięcie i bardziej rozpalał serca Polaków. W trakcie spotkania wytłumaczono mi, że pojazdy elektryczne i ich silniki nie mają takich ograniczeń jak pojemność komory spalania. Wystarczy odpowiednio dosterować istniejący układ, aby jednostka elektryczna osiągała wartości takie jak silniki 125. Ma to sens. Szczególnie jeśli pod względem konstrukcyjnym nie wymaga to przeprowadzania większych zmian. Liczę na to, że kolejne prezentacje będą dotyczyć jednośladów homologowanych jako pojazdy 125.

Osa WFE: ślepa strategia biznesowa?

Najbardziej zagadkowy wydawał mi się kurs biznesowy jaki obrała firma WFE. Jak widzicie projekt ten wykorzystuje nie tylko design kultowej Osy, ale również nazwę. Legendarna Osa produkowana była przez Warszawską Fabrykę Motocykli, w skrócie: WFM. Z kolei producentem elektrycznej Osy ma być Warszawska Fabryka Elektryków. Bardzo duże tu konotacji historycznych, tylko co dalej? Jaki kierunek obierze producent w przyszłości? Inwestując czas i pieniądze w budowanie wizerunku marki opartej o legendarny pojazd, należałoby pomyśleć jak przekłuć już zainwestowane pieniądze w przyszłość. Czy zatem kolejne modele będą również bazować na Osie lub innych jednośladach WFM? Nie było ich przecież zbyt dużo. To jednak melodia przyszłości, o której my fani motoryzacji póki co nie musimy myśleć. Tak naprawdę powinniśmy trzymać kciuki za to co jest teraz i wierzyć w to, że kurs marki WFE został objęty we właściwym kierunku.

Elektryczna OSA WFE M50

Trzeba przyznać, że nowa Osa M50e wygląda obłędnie. Nadwozie wygląda jak zdjęte z kultowej M50-tki, z tą różnicą, że nie jest wykonane z blachy, a jest dużo lżejszym laminatem. O nowoczesności jednostki świadczą światła (LED), nowoczesny wyświetlacz i układ hamulcowy. Wygląd jest jednym z najmocniejszych elementów tego skutera. Jak jest z resztą? O tym za chwilę

Zanim pojechałem do WFE napisałem:

Mam wrażenie, że tzw. Corporate Identity w tym przypadku mocno leży lub nawet nikt o nim nie pomyślał na etapie tworzenia marki. Dziwi mnie również fakt, że WFE promuje swoje pojazdy jakąś totalnie pokrętną drogą, nie wykorzystując do tego portali motocyklowych, ani social mediów w profesjonalnym podejściu do tematu. Ciężko w tym przypadku jednak mówić o profesjonalizmie, skoro nawet na stronie internetowej WFE nie ma nic oprócz linków do sociali, których nikt nie śledzi, filmu reklamowego, który jest każdy w stanie zrobić telefonem w ciągu jednego dnia i krótkiej informacji pt: “Chcesz zostać inwestorem?”.  Również informacja o wolumenie produkcyjnym, wynoszącym 4 sztuki miesięcznie brzmi absurdalnie. Rozumiem, że ma to być manufaktura i istnieją manufaktury, które odniosły spektakularny sukces, w które zainwestowały ogromne konsorcja. Znamy jednak niechlubną historię Nortona i wielu innych kombinatorów, którym się nie udało. Nie mówię, że w tym przypadku tak będzie. Ufam, że tak nie będzie.
Moje obawy dotyczą również wolumenu produkcyjnego, który ma wynosić… 4 sztuki miesięcznie.

To nie jest fabryka, do warsztat pasjonatów

Oczywiście zapytałem się ich o te sprawy. Gadaliśmy otwarcie i wyłożyliśmy wszystkie karty na stół. Panowie prosili o spokojne podejście do tematu ponieważ skutery o których dzisiaj mówimy, to nadal prototypy, a nie wersje finalne. To sprawia, że publikowanie na stronie informacji dotyczących danych technicznych, ceny itd. póki co wydaje się bez sensu – projekt cały czas ewoluuje i zmienia się w takim tempie, że dzisiaj podane informacje mogłyby być przekłamaniem lub wprowadzaniem w błąd opinii publicznej. Taką tezę przyjmuję. Zasłona milczenia dotyczącej strony internetowej ma również sens pod kątem obsługi strony. Ekipa WFE liczy zaledwie kilka osób: zamiast tracić czas na codzienne wrzucanie newsów, poświęcają go na rozwój produktu. Szczerze mówiąc to również do mnie przemawia. To przecież pojazd jest tutaj najważniejszy i prace nad nim, a nie strona www czy zdjęcia na Instagrama. Zresztą wielokrotnie przekonywałem się, że cisza i znaki zapytania bywają świetną katapultą rozgłosu. Zresztą, gdyby nie to, to prawdopodobnie olałbym temat i nigdy się nie pojawił w ich bazie dowodzenia.

Trzeba pamiętać, że można zapisać się do newslettera i w ten sposób otrzymywać pakiety informacji – to dla osób mocno zainteresowanych tym tematem.

W mojej opinii zakładom WFE obecnie bliżej jest do warsztatu customowego, który robi dobre projekty niż do klasycznej fabryki motocyklowej i to właśnie jest powód produkcji czterech skuterów miesięcznie. Osoby odpowiedzialne za ten projekt sprecyzowały, że moce przerobowe dotyczą chwili obecnej. Sytuacji na teraz. Jeśli jednak dojdzie do wdrożenia skutera do seryjnej produkcji i znajdzie się inwestor, który uwierzy w projekt, to moce te wzrosną. Chodzi o to, że ułożenie siatki sprzedażowej, określenie zainteresowania rynku umożliwi zatrudnienie kolejnych osób i przedefiniowania produkcji. To również do mnie trafia. Działanie na “hura” w takich przypadkach bardzo często kończy się długami i katastrofą.

Elektryczna OSA WFE M50

A skoro jesteśmy przy katastrofie. W sieci pojawiły się informacje, że Osa, produkowana w ilości 4 sztuk miesięcznie i będzie kosztować około 30 tysięcy złotych. Wzięło się to z informacji, która obiegła internet że nowa Osa ma być tańsza niż Vespa Elettrica, która kosztuje 34 500 złotych. Zapytałem zatem o cenę, gdyż ta wydawała mi się irracjonalna. Przecież chiński skuter elektryczny kupisz w kwocie od 6 do powiedzmy 15 tysięcy złotych. Są to skutery sprzedawane przez polskich importerów, którzy konfigurują dany model, homologują, brendują go swoimi logotypami, wystawiają gwarancje i zapewniają zaplecze serwisowe. To wbrew pozorom masa pracy i zobowiązań. W przypadku Osy i niskiego wolumenu produkcyjnego koszty będą wyższe, ale właściciele zapewnili mnie, że nie będzie to kwota 30 tysięcy złotych. Ma być taniej. Ile? To się okaże. Aby dokonać finalnej kalkulacji muszą zostać zakończone wszystkie prace i testy prototypów, a jak się wszyscy domyślamy nie są to proste sprawy.

Nowa Osa będzie produkowana w Polsce?

Tak! I to jest najważniejsza informacja tego artykułu. Oczywiście, komponenty takie jak silnik, zawieszenie, zegary czy manetki będą pochodzić z Chin, ale to chyba nikogo nie dziwi. Ważne, że karoseria, ramy itd. powstają w naszym kraju. Możemy jęczeć, że silnik jest chińskiej produkcji, ale ustalmy: najwięksi gracze na rynku również kupują podzespoły w Kraju Środka i jest to całkowicie normalne. WFE wykorzystuje akumulatory LG Chem.

Elektryczna OSA WFE M50

Tak zaawansowana produkcja w naszym kraju ma sporo zalet: inwestorzy nie tylko będą mogli trzymać rękę na pulsie, ale przede wszystkim pomysłodawcy. Bezwładność takiej firmy jest zupełnie inna niż firmy, która zajmuje się tylko importem: Naprawy serwisowe czy obsługa gwarancyjna w miejscu powstawania daje możliwość obserwacji zużywania się jednostki i ewentualnego reagowania na takie aspekty.

Dobrym przykładem jest np. uszkodzenie laminatu karoserii. Wyobraź sobie, że w wyniku uderzenia pęknie podłoga lub ułamie się jej kawałek. W normalnym podejściu do sprawy, byłbyś zmuszony wymienić element (jeśli w ogóle byłbyś w stanie go kupić) lub zakleić na własną rękę. W przypadku Osy, kokon (nadwozie) naprawi producent używając do tego oryginalnej formy. Nadwozie znowu będzie wyglądać jak nowe.

Pogadajmy o technice. Taka jest nowa Osa M50e

Nowa Osa została zbudowana na bazie stalowej ramy, którą opracowano i wyspawano w Polsce. Do ramy dokręcany jest kompozytowy odwłok, który odpowiada za 90% sukcesu. Osa nadal jest piękna, wręcz elegancka. Widziałem trzy kolory: niebieski, żółty i szary. W sieci widziałem również czerwony i czarny. Osa posiada oświetlenie LED, a przednia lampa wyposażona jest w soczewkę. Całość wygląda spektakularnie – karoseria jest wręcz identyczna jak w starej Osie. To oznacza jedno: ten wygląd jest ponadczasowy.

Osa M50e będzie ważyć poniżej 100 kilogramów (obecnie mówi się o 95 kg). Testowana sztuka nie była jednak wyposażona ani w układ ABS, ani w CBS, więc tutaj pewnie będzie trzeba coś dorzucić. Z drugiej strony prace nadal trwają, więc nie wykluczam urwanie kilku kg z podstawowej masy własnej. Za napęd odpowiada silnik elektryczny o mocy maksymalnej 4 kW. Jednostka osiąga moment obrotowy wynoszący aż 150 Nm i zasilana jest akumulatorami LG Chem o pojemności 45 Ah (2,1 kWh) lub 75 Ah (3,6 kWh). Producent zapewnia, że na pełnej baterii przejedziemy 75 kilometrów, a większym wydaniu nawet 150 kilometrów.

Elektryczna OSA WFE M50

Wydaje się zatem, że każdy będzie chciał posiada Osę z większym akumulatorem. Tutaj jest pewien “myk”. W przypadku mniejszej baterii, będzie można ją wyjąć i naładować np. w domu lub zamienić na naładowaną – bateria waży 12 kilogramów. W przypadku większego akumulatora nie będzie to już możliwe – nie jest wymienny, a jego masa wynosi 22 kilogramy! Obie baterie naładujemy napięciem 220 dzięki zewnętrznej ładowarce. Czas ładowania to 4 godziny.

Całe nadwozie to jeden element!

Tutaj zatrzymajmy się na chwile. Nadwozie nowej Osy, to jednoelementowa karoseria. Zwróćcie uwagę na zdjęcie powyżej. Wyraziłem szczere powątpiewanie czy ma to sens z serwisowego punktu widzenia. Chłopaki uświadomili mnie, że aby je zdjąć wystarczy odkręcić kierownicę i cztery śruby łączące laminat z ramą. Po zdjęciu karoserii, wszystkie elementy skutera zostają odsłonięte i gotowe do serwisu. Wydaje się to sensowne. W pierwszym prototypie na środku znajdowało się łączenie (na środku, w najniższym punkcie) i po serii testów okazało się, że nie jest to najlepsze rozwiązanie – obudowa pracowała, i hałasowała.

Elektryczna OSA WFE M50

Warto również wspomnieć, że pierwszy model posiadał blaszaną karoserie. Takie wykonanie wydaje się bardziej adekwatne i przede wszystkim wytrzymałe – niestety cięższe o ponad 20 kilogramów, a to ma spore znaczenie dla przebiegów między ładowaniem. Tutaj dochodzimy do jednego z najważniejszych elementów, a więc do odporności baterii na rozładowywanie. Nowa Osa pokonuje na mniejszej baterii 75 kilometrów, a na większej minimum 150 km. Ekipa WFE zapewniła mnie, że rekord to 176 kilometrów na jednym ładowaniu. To mi wystarcza do miasta.

Jak jeździ nowa Osa?

Pamiętajmy, że nadal mówimy o pojazdach prototypowych. Miałem okazje przejechać się na dwóch sztukach, których prowadzenie było niemal identyczne, co sprawie, że nabieram wiary w powtarzalność produkcji. Osa prowadzi się pewnie, jest zaskakująco stabilna jak na skuter (12-calowe koła) i świetnie hamuje. Tak naprawdę układ hamulcowy to jeden z najjaśniejszych elementów motocykla. Co prawda testowane sztuki nie posiadały układu ABS oraz CBS, ale sam układ zasługuje na bardzo dobre oceny. Szkoda, że dźwignie hamulców nie mają regulacji wysokości. Co prawda dla mnie były spasowane idealnie, ale jestem chłopem mierzącym 186 cm, niższe reprezentantki płci pięknej mogą mieć problem z wygodnym dosięganiem do dźwigni hamulca. Pozycja za kierownicą jest wygodna, a samo siedzenie wystarczające do jazdy po mieście.

Skuter przyspiesza bardzo dynamicznie do prędkości 45 km/h co daje pewną przewagę nad spalinowymi odpowiednikami z silnikiem czterosuwowym. Z drugiej strony Osy, którymi jeździłem nie posiadały blokady i rozpędzały się do ponad 70 km/h. To świetny znak. Ważnym aspektem wydaje się niska masa i łatwość w manewrowaniu, szczególnie jeśli chcielibyśmy mówić o skuterze dla początkujących. Zwróciłem uwagę na brak uchwytu, za który mógłbym pewnie złapać podczas wrzucania skutera na stopkę centralną.

Jak będzie? Co czeka projekt Osa?

Totalnie nie mam pojęcia. Przed moją wizytą w WFE szczerz powątpiewałem w ten projekt. Po wizycie nabrałem apetytu i widzę, że ma to sens. Chłopaki z WFE powiedzieli, że byłbym idiotą gdybym nie podchodził do tego sceptycznie, bo każdy z nas widział obiecanki-cacanki w przeszłości. Czy jest to scam? Raczej nie, chociaż do takich konkluzji mógłbyś dojść, szczególnie jeśli wyobrażasz sobie potężnie zorganizowany startup lub kulawe konsorcjum, które zwietrzyło biznes na sentymencie. Do takich wniosków dochodziłem przez to co już widziałem w swoim życiu. Pamiętacie plany wskrzeszenia motocykli WSK, czy nawet Sokoła? To wszystko sprawiło, że na takie projekty zacząłem patrzeć z przymrużeniem oka – szczególnie, że bardzo często takie inicjatywy były swojego rodzaju polityczną kartą przetargową. To dodatkowo zaczęło wzbudzać we mnie obrzydzenie.

Elektryczna OSA WFE M50

Tymczasem elektryczna Osa to projekt tworzony przez trzech gości. W dodatku pasjonatów starej, spalinowej motoryzacji. Projekt Osa nie jest owocem “okrągłego stołu”, a prezentu weselnego, który stworzył przyszły małżonek dla swojej narzeczonej. Prezent tak się spodobał (nie tylko drugiej połowie), że powstały kolejne sztuki. Nowa Osa, to swojego rodzaju romantyczny obraz starań grupki zapaleńców, którzy chociaż mają jeszcze masę roboty do wykonania to idą przed siebie z wiarą, że to się uda. Nowa Osa to nadal dla mnie zagadka, ale bez przykrych pobudek.

Do WFE:
Panowe, życzę Wam dużo zacięcia i siły. Wielu osób pozytywnie nastawionych do Waszego projektu i mało kłód pod nogi. Robicie coś ekstra. Coś co niestety wymaga ogromu pracy, natchnienia i biznesowego zacięcia, ale mam nadzieję, że coś z czego będziecie w przyszłości dumni. Dziękuję.

Tobiasz.

Więcej już niebawem na naszym kanale na YT.

Elektryczna OSA WFE M50

WFE Osa M50e. Dane techniczne:

MOC CIĄGŁA 3 kW
MOC MAKSYMALNA 4 kW
MAKSYMALNY MOMENT OBROTOWY 150 Nm (na kole)
NAPIĘCIE BATERII 48.1 V
POJEMNOŚĆ BATERII 45 Ah (2,1 kWh) i 75 Ah (3,6 kWh)
OGNIWA LG Chem
CZAS ŁADOWANIA 4 h*
ŻYWOTNOŚĆ BATERII 1000 cykli (pojemność resztkowa 80 proc.)
PRĘDKOŚĆ MAKSYMALNA 45 km/h
MASA BATERII 12 kg i 22kg
OPONA – PRZÓD 110/100 12”
OPONA – TYŁ 110/100 12”
HAMULEC – PRZÓD 180 mm tarcza
HAMULEC – TYŁ 120 mm bęben
ROZSTAW KÓŁ 1350 mm
DŁUGOŚĆ/SZEROKOŚĆ/WYSOKOŚĆ 1870 mm/610 mm/1000 mm
WYSOKOŚĆ SIODŁA 750 mm
MASA WŁASNA (Z BATERIĄ) 95 kg
ZASIĘG 75 km i 150 km

Tobiasz Kukieła

Dziennikarz motoryzacyjny, fotograf, reportażysta. Na motocyklach jeździ od dzieciaka i cały czas odczuwa potrzebę rozwijania swoich umiejętności jeździeckich. Jest złomiarzem z powołania - zdecydowanie częściej kupuje motocykle niż je sprzedaje. Czy to jego problem?

Inne publikacje na ten temat:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button