Motocykl, który się nie przewraca. Czy to już zaszło za daleko?

Technologia i przyszłość jednośladów

W skrócie
  • Motocykl z systemem samobalansowania: mrzonka, niepotrzebny gadżet, czy wizja jutra?
  • Yamaha pokazała zaawansowany prototyp motocykla, który sam utrzymuje równowagę przy niskich prędkościach

W zeszłym roku Yamaha zobowiązała się do wyeliminowania wypadków motocyklowych za pomocą projektu opartego o trzy etapy. Pierwszy ma skupiać się na umiejętnościach, drugi na łączności, a kolejny na technologii. To ten ostatni brzmi najbardziej kontrowersyjnie. O co tu tak naprawdę chodzi?

Większość wywrotek motocyklowych to paciaki przy manewrach zwane potocznie parkingówkami. To w takich warunkach motocykl, czy tez inny jednoślad, jest najbardziej niestabilny i robi wszystko by jego środek ciężkości znalazł się jak najniżej, czyli, by maszyna położyła się na ziemi. Wszystko przez brak efektu żyroskopowego jaki towarzyszy ruchowi obrotowemu kół a także elementom obracającym się w silniku. To właśnie to zjawisko powoduje, ze gdy puścisz kierownicę w motocyklu o poprawnej geometrii podwozia, to maszyna, zamiast się od razu przewrócić, pojedzie prosto jak po sznurku. Wpływ na to mają jeszcze inne czynniki jak wyprzedzenie przedniego zawieszenia, ale na potrzeby tego rozważania możemy je pominąć. Brak siły utrzymującej motocykl w pionie powoduje, że ten staje się dużo bardziej podatny na przechylanie. A wtedy wystarczy chwila nieuwagi, by nie zdążyć zareagować i po chwili podnosić maszynę z chodnika. To właśnie nad eliminacją tych niezbyt przyjemnych w skutkach doświadczeń pracują obecnie inżynierowie Yamahy. Większa część ich wysiłków obejmuje zatem opracowanie systemów samobalansujących w celu zwiększenia stabilności przy niskich prędkościach. Producent motocykli zaprezentował już nawet prototyp jednośladu zdolnego do samobalansowania, oparty o dostępny na japońskim rynku sportowy model R25.

Koniec z parkingowymi paciakami?

Zaawansowany motocyklowy system wspomagania stabilizacji (AMSAS) wykorzystuje sześcioosiową bezwładnościową jednostkę pomiarową (IMU) współpracującą z dwoma siłownikami, z których jeden zapewnia niewielkie przekazywanie napędu na przednie koło, a drugi dokonuje drobnych korekt układu kierowniczego. 6-osiowe IMU to urządzenie znane już z bardziej zaawansowanych motocykli wyposażonych w rozbudowane układy systemów elektronicznych wspomagających jazdę. Jest stosowany m.in. w układzie Cornering ABS, czyli systemie pozwalającym na bezpieczne hamowanie na granicy przyczepności nawet w głębokim pochyleniu motocykla w zakręcie.

System działa nie tylko podczas jazdy z małą prędkością, czyli podczas manewrów parkingowych, ale siłowniki włączają się również, gdy motocykl rusza. Ma to pozwolić w obu przypadkach na zwiększenie stabilności i umożliwić motocyklistom poruszanie się w tempie marszu bez kłopotliwych podparć lub upadków, niezależnie od poziomu umiejętności. Wydaje się, że to rozwiązanie może być także pomocne podczas powolnej jazdy w korkach. Pytanie tylko czy jest nam naprawdę potrzebne? Przecież największy fun w jeździe w gęstym ruchu to manewrowanie, utrzymywanie balansu i ładowanie się na żyletki między puszki. Cóż, być może nie dla wszystkich.

Lider projektu, Akitoshi Suzuki: „Podczas ruszania lub zatrzymywania, siłownik napędu zamontowany na przednim kole pomaga w utrzymaniu stabilności, a od tego momentu, do około 5 km/h, sterowanie przejmuje siłownik układu kierowniczego przymocowany do drążków”.

Napęd elektryczny jest zamocowany bezpośrednio na piaście przedniego koła i przypomina silniki znajdujące się w pralkach, lub te służące do napędu rowerów elektrycznych. Jest co prawda od nich mniejszy, ale nadal potrzebna będzie tu spora miniaturyzacja by miało to rację bytu. Umożliwia on motocyklowi utrzymywanie się w pozycji pionowej podczas postoju, wykorzystując dynamikę wahadła odwróconego, podobnie jak w przypadku balansowania miotłą do góry nogami na dłoni.

Jak chodzenie po linie

Z kolei napęd kierownicy jest zamocowany bezpośrednio do półki zawieszenia na wysokości główki ramy. W Yamasze R25 jest częściowo zasłonięty osłoną zbiornika. Wykonuje niewielkie ruchy kierownicy podobne do tych, jakie robi jeździec próbujący utrzymać motocykl trialowy w bezruchu. Trochę jak akrobata z batutem podczas chodzenia po linie. Obecny system, według lidera projektu, stanowi półmetek w kierunku wprowadzenia takich systemów do motocykli dla klientów, ale nadal trzeba wykonać sporo pracy w celu uzyskania finalnego rozwiązania gotowego do zaoferowania konsumentom.

“Od teraz będziemy pracować nad zmniejszeniem rozmiarów różnych komponentów, ponieważ chcemy rozwijać to w platformę nie tylko dla motocykli, ale również taką, która będzie dostosowana do szerokiej gamy innych zastosowań mobilności osobistej, takich jak rowery” – powiedział Suzuki.

Przeczytaj też:

Yamaha XSR 125 Legacy: motocyklowy luksus na prawko B [cena, opinia, dane techniczne]

Yamaha ma już pewne doświadczenie w systemach samobalansujących. W 2017 roku opracowała utrzymujący równowagę jednoślad elektryczny o nazwie ‘Motoroid’. W jego wypadku system samobalansowania działał poprzez aktywne przesuwanie środka ciężkości i nazywał się AMCES, czyli System Kontroli Aktywnego Centrum Masy. Działał poprzez przemieszczanie pakietu akumulatorów, zawieszonego pod ramą, w lewo lub w prawo, pozwalając motocyklowi stać na kołach i pozostawać w pozycji pionowej bez zewnętrznego wsparcia. Takie rozwiązanie mogłoby również reagować na wagę i styl jazdy kierowcy, aby utrzymać optymalny balans.

System opracowywany obecnie przez Yamahę ma na celu wyeliminowanie wypadków spowodowanych błędami kierowcy podczas jazdy z niskimi prędkościami, pozwalając kierowcy skupić się na wykrywaniu potencjalnych zagrożeń, posiadając jednocześnie więcej czasu na podjęcie właściwej decyzji w celu uniknięcia nieprzyjemnego i zawsze bardzo wstydliwego paciaka. Obecnie system jest zamontowany we wspomnianym modelu YZF-R25, ale ponieważ rama motocykla nie wymaga żadnych modyfikacji, teoretycznie można go zamontować na dowolnej maszynie produkcyjnej. A Wy co o tym sądzicie? Przydatna technologia, czy kolejny upośledzający motocyklistów gadżet?

Piotr Ganczarski

Z wykształcenia inżynier mechaniki i budowy maszyn. Motocykle są jego życiowym przekleństwem i chorą miłością. Buduje, przerabia i remontuje jednoślady. Zarówno te nowsze, jak i starsze. Fan motoryzacji i podróżowania na różne sposoby. Oprócz tego lubi pohasać na rowerze i przeczytać dobrą książkę.

Inne publikacje na ten temat:

1 opinia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button