- Dojechał na pustynie Bonneville!
- Pociągnął Scramblera 1200 X do odcina na 5-tym biegu!
- Samotna tułaczka po USA - vlog
Tygodniowa samotna tułaczka po Stanach Zjednoczonych trwa w najlepsze. Żeby jednak zdecydowanie lepiej poznać i przybliżyć sobie historię kultowej rodziny motocykli Triumph, czyli Bonneville, nie tylko zaplanowałem poznanie okolic Los Angeles, wybierając się na pierwsze testy tydzień wcześniej, ale przede wszystkim ruszyłem tam, skąd zaczerpnięta została sama nazwa modelowa.
Triumph swoje nowości z rodziny Bonneville zamierzał zaprezentować w wyjątkowych warunkach, bo nieopodal Los Angeles. Oczywiście Tobiasz nie byłby sobą, gdyby udał się bezpośrednio na światową premierę – postanowił więc połączyć wizytę za oceanem z tygodniową tułaczką na motocyklu. Odebrał Triumpha Scramblera 1200 X i ruszył przed siebie bez większego planu. W tej całej historii nie mogło jednak zabraknąć najważniejszego punktu, który bezpośrednio związany jest z brytyjską marką. Doskonale zapewne wiecie, że sama nazwa Bonneville odnosi się przede wszystkim do wyschniętego słonego jeziora w amerykańskim stanie Utah, na którym od kilkudziesięciu lat bite są rekordy prędkości najróżniejszych pojazdów. Dokładnie tak samo nazywa się jedna z najbardziej rozpoznawalnych i klasycznych rodzin motocykli Triumpha.
Po wyjeździe z Los Angeles i odbiorze motocykla Tobiasz podróżował w kierunku pustyni Bonneville, bo to właśnie tam w pewnym sensie rozpoczęła się historia klasycznych motocykli z Wielkiej Brytanii, które przełamały obowiązującą wówczas kanwę. Trzeba przyznać, że chociaż linia była do bólu prosta, to pod arystokratycznym przydomkiem kryły się trzy główne cechy: dwa cylindry, wyprostowana pozycja oraz sportowe zapędy. Jaka jest zatem geneza powstania rodziny Bonneville?
Najważniejsze informacje:
- Pojechał do świątyni prędkości – do odciny na pustyni Bonneville.
- Samotna tułaczka po Stanach Zjednoczonych. Tobiasz kontynuuje zwiedzanie i dociera do pustyni Bonneville.
- Triumph prezentuje nowe motocykle z serii Boneville.
Obejrzyj koniecznie:
Wbrew pozorom stworzenie takiej rodziny motocykli nie było w pełni zasługą producenta z Hinckley. Jak wiemy, sukces ma wielu ojców i w tym przypadku – mimo że był on połowiczny – w dużej mierze przyczynił się do tego, że brytyjscy inżynierowie rozpoczęli prace nad zupełnie nowym motocyklem o nazwie Bonneville. Musimy jednak cofnąć się nieco wcześniej, aż do 1956 r., kiedy na słonej pustyni w stanie Utah konstruktorzy, inżynierowie i potężne marki prześcigały się w tworzeniu coraz szybszych pojazdów. Nie miało większego znaczenia, czy miały one dwa, trzy czy cztery koła – liczyła się jak najwyższa prędkość maksymalna oraz możliwość sklasyfikowania pojazdu w odpowiedniej kategorii i sięgnięcia po tytuł najszybszego.
Apetyt na rekordy miał również Johnny Allen, który z powodzeniem podjął próby ustanowienia nowych rekordów prędkości dla motocykli z silnikami o pojemności 500, 650 oraz 750 cm3. Choć mówimy o jednośladzie, to kształty tego bolidu znacznie odbiegały od motocykli dostępnych wówczas na rynku – była to maszyna od podstaw stworzona do pędzenia po powierzchni wyschniętego słonego jeziora.
Pojazd nosił nazwę Texas CeeGar, a kluczowym elementem z punktu widzenia brytyjskiego producenta był napędzający go silnik Triumpha zasilany metanolem. W klasie 500 cm3 pochodził on z Tigera T100, a w pozostałych z Thunderbirda. Johnny Allen rozpędził się do 319 km/h w niższej klasie pojemnościowej, a następnie pokusił się o ustanowienie światowego rekordu prędkości, który wówczas należał do Niemca Wilhelma Herza, osiągając 345 km/h. Próby tej nie uznały jednak organizacje AMA oraz FIM, które dopatrzyły się szeregu uchybień. Ten – jakby nie patrzeć – szczątkowy sukces okazał się jednak zapalnikiem do rozpoczęcia produkcji wyjątkowego modelu, który grubą czcionką zapisał się na kartach motocyklowej historii.
Triumph T120 Bonneville 650. W hołdzie Allenowi
W ten sposób w gamie brytyjskiego producenta w 1959 r. zadebiutował model T120 Bonneville 650 zaprojektowany przez słynnego Edwarda Turnera. Triumph w bardzo sprytny sposób przekuł szczątkowy sukces Allena i wypromował zupełnie nowy model, który – choć wyglądał wyjątkowo klasycznie – oferował dwucylindrowy silnik, wyprostowaną sylwetkę oraz sportowe osiągi.
W ramie motocykla zamontowano mocniejszą jednostkę napędową o pojemności 649 cm3 i mocy około 47 KM. Co istotne, zastosowano oddzielnie zabudowaną skrzynię biegów z własnym smarowaniem. Inżynierom udało się jednak zawrzeć w T120 sporo wyścigowych genów – przede wszystkim motocykl ten osiągał prędkość maksymalną znacznie przekraczającą 100 mil na godzinę, a nawet rozpędzał się do 115 mph, czyli około 185 km/h. To właśnie te sportowe parametry w połączeniu z klasycznymi liniami sprawiły, że w gamie Triumpha pojawiła się prawdziwa kura znosząca złote jaja.

Fani dwóch kółek z całego świata natychmiast zakochali się w nowym jednośladzie Triumpha, a w rekordowym 1967 r. tylko w Stanach Zjednoczonych sprzedano około 28 000 egzemplarzy. Jeśli sukcesu nadal byłoby wam zbyt mało, to dodatkowo na Triumphie T120 TT jeden ze swoich najsłynniejszych skoków przez fontannę pod kasynem Caesars Palace w Las Vegas wykonał Evel Knievel. Od tamtego momentu można śmiało powiedzieć, że Bonneville jest nieustannie obecny w historii motoryzacji – chociaż oczywiście nie brakowało poważnych zawirowań. Z pewnością jest to jednak ta seria, która rozsławiła brytyjskiego producenta na całym świecie.
Triumph ogłosił nowe modele Bonneville T100, T120 oraz T120 Black na rok modelowy 2026, tym samym potwierdzając rozpoczęcie kolejnego rozdziału marki. Dziś te trzy modele są kontynuacją tradycji, ewolucji oraz najpiękniejszych cech motocykli, które przez dekady kształtowały historię brytyjskiego producenta. Na szczęście zadbano o zachowanie tego rdzennego DNA i płynne połączenie go z najnowocześniejszą technologią. Zachowany ponadczasowy styl oraz emocje towarzyszące jeździe są oparte na oryginalnych przedstawicielach gamy Modern Classic.
Raj dla fanów prędkości – pustynia Bonneville
Wyschnięte jezioro Bonneville w stanie Utah co roku odwiedzane jest przez maniaków prędkości z całego świata. Na powierzchni twardej niczym beton – choć w rzeczywistości jest to sól – zawodnicy co rusz prześcigają się w ustanawianiu nowych rekordów szybkości. Do przekroczenia magicznej, wręcz nieosiągalnej bariery doszło już w 1970 r., gdy specjalnie zbudowany pojazd przekroczył prędkość 1000 km/h. Z każdym kolejnym rokiem słona pustynia przeżywa prawdziwe oblężenie, na które zjeżdżają się fani motoryzacji z całego świata. Regularnie dochodzi tam do prób bicia rekordów, a także organizowane są wyścigi dla samochodów i motocykli. Oczywiście, chcąc liczyć się w stawce i realnie namieszać, trzeba posiadać specjalnie przygotowany i przebudowany jednoślad. W tym celu nie tylko podnoszona jest moc, ale przede wszystkim zwiększany jest rozstaw osi, a ogrom pracy poświęca się aerodynamice.

Dno wyschniętego jeziora Bonneville niemal w całości jest idealnie płaskie. To jedno z nielicznych miejsc w Stanach Zjednoczonych, gdzie w tak bezpiecznych warunkach można rozpędzać pojazdy do absurdalnych prędkości. Jezioro Bonneville znajduje się nieco ponad 160 km na zachód od miasta Salt Lake City. Około 20 000 lat temu znajdowało się tu ogromne jezioro o głębokości nawet 305 m, które jednak całkowicie zniknęło około 14 000 lat temu, gdy resztki wody wydostały się przez przełęcz Red Rock Pass. Matka natura sprawiła, że pozostałością po nim jest solne podłoże, które latem twardnieje na tyle, że można po nim nie tylko jeździć, ale osiągać nieprawdopodobne prędkości.
Prawdziwa historia – ten film musi zobaczyć każdy fan motocykli
W internecie natkniecie się na całe mnóstwo filmów przedstawiających wyścigi oraz próby bicia rekordów na pustyni Bonneville. O tym miejscu z pewnością słyszał każdy fan motoryzacji, jednak dla motocyklistów istnieje jedna szczególna pozycja filmowa, którą po prostu trzeba obejrzeć. Prawdziwa historia – bo taki tytuł nosi film – opowiada dzieje Nowozelandczyka Burta Munro, który marzy o tym, by własnym motocyklem zbudowanym w przydomowym garażu wystartować w wyścigu na wyschniętej pustyni. Za ostatnie pieniądze leci do Stanów Zjednoczonych i po wielu perypetiach udaje mu się wystartować w zawodach Bonneville Salt Flats.
To nie tylko opowieść o wyjątkowej pasji do motocykli i dążeniu do wyznaczonego celu, ale przede wszystkim niebywała okazja, by poznać klimat pustyni Bonneville. Tobiaszowi udało się na szczęście dotrzeć do tego kultowego miejsca na Triumphie Scramblerze 1200 X. Nie zamierzał próżnować – odkręcił manetkę do końca, aby poczuć przyczepność powierzchni wyschniętego jeziora.
Chodził po pustyni i szukał elementów niezbędnych do dalszej jazdy. Motocyklowy vlog z USA
Odkryj więcej z Jednoślad.pl
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.






