Aktualnie czytasz:
Jazda motocyklem zimą: Jak to jest z tym końcem sezonu
15

Czy chcemy czy nie, zima zbliża się wielkimi krokami. W południowe rejony Polski już zawitała, zabieliła krajobraz i uziemiła tamtejszych motocyklistów – możliwe, że na dobre. Jak co roku piszemy zatem teksty o tym jak przygotować motocykl do zimy, itp. I wtedy pojawiają się oni – prawdziwi motocykliści!

I czytam te same od lat komentarze typu: „Co wy gadacie, ja jeżdżę cały rok”, „Trzeba być twardym, nie miękkim”, „Dopóki temperatura nie spadnie do… to ja latam”, „Nie ma złej pogody jak są dobre ciuchy” itd… Czytam to i zastanawiam się – po co to wszystko? Czy taki komentarz pokazuje, że jego autor jest twardzielem i zdobywa nim +30 punktów do motocyklowego fejmu? Czy może chodzi o to, żeby pokazać, że w redakcji nie pracują prawdziwi motocykliści, tylko przestraszone siusiumajtki, którzy w deszcz się boją jeździć, jak jest chłodno boją się jeździć, a jak jest niebo zachmurzone – to w sumie też – bo może spaść deszcz i może się ochłodzić…

Według mnie sprawa jeżdżenia motocyklem poza sezonem jest baaaardzo indywidualna. Otóż, kiedy nie miałem samochodu, a posiadałem „tylko” dwa motocykle (Fazera 600 i XT 600), to wyznawałem zasadę, że nawet przy dużym mrozie nic mi nie będzie, jeżeli będę dobrze ubrany i będę robił tzw. krótkie ruchy po mieście, szczególnie jak było sucho. Znajomi patrzyli się na mnie jak na UFO, kiedy meldowali mi smsem, że właśnie widzieli mnie na mieście. Tak to ja – z dumą odpowiadałem. Pytanie czy jest to jakiś powód do dumy? Czy marznięcie na motocyklu na przekór wszystkiemu i wszystkim coś komuś udowadnia, albo czy może wręcz coś udowadniamy sobie? Czy jeżeli jeżdżę motocyklem cały rok – oprócz ataków zimy, gdzie na ulice wyjeżdżają pługi śnieżne – to jestem lepszym motocyklistą?

Hmm… Według mnie nie. Przyznaję, że jeździłem, bo nie miałem samochodu, że jazda (dwoma autobusami) do pracy oddalonej od miejsca zamieszkania prawie 20 km, skutecznie mnie odstraszała. 1,5 h w korkach, ściśnięty na stojąco wśród ludzi vs 30 minut ostrożnej jazdy motocyklem, hamując silnikiem i głaszcząc tylko przedni hebel… Ale z perspektywy patrzę na to jako na niezłą głupotę. To, że nigdy się nie przewróciłem na Fazerze, a tylko raz – parę lat później na DRZ – wyjechałem rano z Warszawy jesienią, wracałem nocą z Zielonki zimą – to jest w sumie cud. Teraz, gdy do pracy mam właściwie taki sam dystans i po praktycznie identycznej trasie – wybieram samochód i nawet nie myślę o jeździe motocyklem. Czy to tchórzostwo, albo oznaka bycia nieprawdziwym motocyklistą? Myślę że nie – myślę, że to kwestia całkowicie indywidualna.

W sobotę, świeciło pięknie słońce – postanowiłem wyciągnąć XX-a z garażu. Pomyślałem, że zatankuję go na zimę, napompuję opony. Oczywiście do stacji pojechałem okrężną drogą, żeby się przejechać – ostatni raz w tym roku. I co? Super przyjemność? Ano nie… Mróz, mokro na asfalcie, bo ten posolony. Brud, syf, dusza na ramieniu przy hamowaniu… No i niedźwiedzia przysługa jaką wykonałem mojemu motocyklowi. Co z tego, że zatankowany i koła napompowane, skoro pobrudził się solą… Musiałem go jeszcze spłukiwać pod domem. Zastanawiam się cały czas, czy zrobiłem to wystarczająco dokładnie…

Więc jeżeli ktoś jeździ cały rok motocyklem czy skuterem, wcale mu nie gratuluję. Po prostu jeździ, podejmuje ryzyko na własną odpowiedzialność. Jeździ najprawdopodobniej nie dlatego, że jest twardzielem, ale dlatego że nie ma innego wyjścia. To jego wybór, jego indywidualna sprawa.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich motocyklistów – i tych co już zimują swoje sprzęty, i tych którzy jeszcze z tym zwlekają.

Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
0%
Interesujące
0%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%
O autorze
Zdjęcie profilowe Michał Brzozowski
Michał Brzozowski
Motocyklami jeżdżę od 2000 roku. Choć przez lata pojawiały się kolejne pasje i zainteresowania, to jednak jednoślady z silnikiem zawsze opierały się nowościom i w moim sercu do tej pory mają pierwszeństwo. Obecnie reprezentuję barwy Szybkiej Turystyki (CBR1100XX) na zmianę z Supermoto i Enduro (DRZ450E SM).
15 Komentarze
  • Zdjęcie profilowe anonim
    anonim
    14 listopada 2016 at 22:31

    Słuszna uwaga. Gdybym miał szansę dostać się samochodem do pracy w 20-30 minut, też bym się nie wygłupiał zimą na dwóch kołach. Szkoda zdrowia, szkoda sprzętu. Ale nie mogę, a nie chcę tracić 1-1,5h na dojazd w jedną stronę. Dlatego ostrożnie, klnąc swoją głupotę przy każdym uślizgu po zbyt gwałtownie odkręconej manetce, usiłuję się prześlizgać ile tylko się da, aby do wiosny :-)))

  • Rider
    14 listopada 2016 at 23:08

    Ja mam w domu dwa samochody i co z tego? Dojazd autem zajmuje mi 1-1,5 godziny w jedną stronę. Junkersem pół godziny. Pracuje w ścisłym centrum Warszawy więc miejsca postojowe są płatne 30 zł za 8 godz. Dlatego jeżdżę moto jak tylko śnieg nie zalega. Zima to koszmar ale pomaga ćwiczyć dobre nawyki jazdy w złych warunkach. Oby do wiosny!

  • Zdjęcie profilowe Wombat
    15 listopada 2016 at 08:18

    jutro w mazowieckim na popadywać śnieg i to grubo. Ale że ma być na plusie to skończy się pluchą w ciągu dnia.

  • Zdjęcie profilowe jas13
    15 listopada 2016 at 08:59

    Na dzień dzisiejszy mamy późną listopadową jesień, do zimy jeszcze chwila 😉

  • Zdjęcie profilowe anonim
    15 listopada 2016 at 10:16

    Powiedz to oponom mojego Smyka. Może je przekonasz, będę wdzięczny 🙂

  • Zdjęcie profilowe Druid
    15 listopada 2016 at 10:33

    Eeee… tam… to front ciepły Wombacie. Spadnie w nocy parę płatków, a do rana wszystko deszczyk pięknie spłucze… :)))
    +++
    Wyobrażasz sobie tę scenę Zulusie? Wombat klęczący przed Smykiem i gadający coś do opony? 😀

  • Choq007
    15 listopada 2016 at 10:37

    Witam, świetny artykuł. Miewam podobne dylematy wiec ostatnio wpadłem na pomysł kupna skutera śnieżnego ( tak po waszym teście) albo krosowki i zestawu „gasiennicowego” 🙂 pozdrawiam

  • Zdjęcie profilowe anonim
    15 listopada 2016 at 10:42

    Nie, bo pisałem do jas13 :-)))

  • Zdjęcie profilowe eadem
    15 listopada 2016 at 12:23

    Leszek napisał:

    Phi. Prawdziwi riderzy śmigają cały rok!

    Powiedz to mojej włoskiej zołzie, bo ona najchętniej by cały rok stała 😛

  • Zdjęcie profilowe Leszek Śledziński
    15 listopada 2016 at 12:54

    Phi. Prawdziwi riderzy śmigają cały rok!

  • Zdjęcie profilowe
    15 listopada 2016 at 13:06

    Uuuu…. nie obrażaj włoszczyzny, to temperamentna nacja jest;)))

  • Zdjęcie profilowe anonim
    15 listopada 2016 at 16:35

    Leszek – prowokator :-)))

  • Zdjęcie profilowe jas13
    15 listopada 2016 at 17:27

    Jak ktoś chce ganiać zimą, może zawsze założyć np. Michelin CityGrip Winter, Heidenau K66, IRC Urban Snow.

  • maniek75
    19 listopada 2016 at 07:11

    w obecnym klimacie, gdzie zima w Polsce (śnieg) jest max przez kilka tygodni, nie widze problemu jazdy przez cały rok, pod warunkiem, że temperatura jest powyzej 0 i jest suchy asfalt. Obecnie zdarzają się czesto okresy ocieplenia w zimie, gdzie temperatura oscyluje koło 10 stopni w ciągu dnia (tak jak w grudniu zeszłego roku).Końcówka listopada 2016r również nastraja optymistycznie:-)

  • MizantropZ
    21 listopada 2016 at 12:47

    W sumie to za główny środek transportu uznaję moto, a za pomocniczy auto. Jak tylko mogę (w miarę sucho, bez śniegu, bez większych zakupów czy kogoś) jadę jednośladem. Reszta wypadków to po prostu ładowanie akumulatorów w samochodzie.