Yamaha T-Max 2017: Bo skuter musi budzić jakieś emocje - Opinie, Forum i Dane Techniczne Jednoślad.pl

Yamaha T-Max 2017: Bo skuter musi budzić jakieś emocje

Łapię się na tym, że w niektórych przypadkach zamiast mówić o motocyklu w kontekście kupy żelastwa i danych technicznych, bardziej koncentruję się na emocjach, na tym jak każda taka maszyna dopisuje kolejne wersy nowych doświadczeń.

Yamaha T-Max ma coś w swoim spojrzeniu, co powoduje, że nabieramy respektu do tej konstrukcji. Mam wrażenie, że obok tego skutera ciężko jest przejść obojętnie. Bez względu na miejsce w którym się znajduję czuję, że jestem wytykany palcami i każdy chce podejść bliżej, zaspokoić swoją ciekawość. Nie dziwię się, odświeżony T-Max stał się jeszcze bardziej dostojny i budzący respekt. Bez względu czy patrzycie na niego z przodu, z tyłu czy profilu.

Yamaha woła na pokład, a warunkiem wstępu jest jedynie posiadanie zbliżeniowego kluczyka w kieszeni. To daje poczucie wolności, które potęguje każde przekręcenie manetki gazu. Sam decyduje o tym jak chcę jechać i jakich emocji dziś szukam. Mogę dostojnie podróżować bez celu lub śpieszyć się. Wiecie, że to jest jeden z nielicznych skuterów, którym nie boję się wyprzedzać? 45 KM i 53 Nm dają mi pewność siebie na drodze kiedy tego oczekuję - zarówno od silnika jak również od skrzyni biegów. Mam wrażenie, że nowy T-Max jest bardziej responsywny w środkowym zakresie obrotów i lepiej reaguje na gaz, choć czas sprintu od zera do setki się nie poprawił - wynosi 6 sekund. Nie mierzyłem w ile osiąga maksymalne 180 km/h, ale kolega z Niemiec coś wspominał o 40 sekundach.

Bez zmian jest pewność prowadzenia. Czuję się tutaj jakbym dosiadał motocykl, a nie skuter. Tutaj nie ma kompromisów, wszystko jest podporządkowane balansowi, osiągom i bezpieczeństwu, bez względu na prędkość.

REKLAMA

Poznaj Junaka M12 Vintage 125 na prawo jazdy B

Bądź oryginalny i wyróżnij się na drodze z Junakiem M12 Vintage 125. Niezawodny silnik z wtryskiem paliwa. Szprychowe, duże koła. System hamulcowy CBS. Do tego matowe malowanie i potężna doza komfortu zarówno podczas jazdy po mieście, jak również wszędzie tam, gdzie poniesie wzrok. Spełnij swoje marzenia o nowym Junaku. Już za 9 199 PLN.

Zatrzymajmy się i spójrzmy jeszcze raz na tę masywną sylwetkę, można czuć się zaskoczonym patrząc do kartoteki z której dowiadujemy się, że całość waży 213 kg. W stosunku do ilości miejsca, pojemności silnika i mocy to naprawdę niewiele.

Najbardziej podoba mi się to, że lifting T-Maxa wprowadził o wiele więcej agresji do tej sylwetki. Wszystkie kształty są też niezwykle spójne, gdziekolwiek byście nie spojrzeli. Najbardziej imponuje mi ta wąska kierownica. Nie wiem dlaczego, ale skojarzyła mi się ze skuterami wodnymi od Yamahy. Najważniejsze jest to, że jest komfortowa i ergonomiczna pod kątem zarówno prowadzania, jak również obsługi całego wyposażenia. T-Max jest teraz jeszcze bardziej napakowany elektroniką i prócz ABSu otrzymał także kontrolę trakcji. Najwięcej nowości jest jednak schowanych głęboko pod skorupą. Teraz skuter może komunikować się z Wami poprzez specjalną aplikację. W skrócie Yamaha jest cały czas online i raportuje gdzie się znajduje, czy nie zmieniła lokalizacji, ile posiada paliwa, nawet archiwizuje wszystkie trasy. Szaleństwo.

Schodząc na ziemię pewnie zwrócicie także uwagę na hamulce. Ich nie trzeba było poprawiać, a jednak to zrobiono. Jest także nowy, bardziej inteligentny sterownik ABSu. Patrząc wyżej zauważycie przedni widelec upside-down o sportowych nastawach. To on i jego kąt w dużej mierze odpowiada za tak jednoznaczne wrażenia z jazdy. Z tyłu z kolei jest ukryty pod wahaczem monoabsorber.

To nie jest komfortowe, kanapowe zawieszenie, ale nie miało takie być. T-Max w zamyśle konstruktorów to maszyna nastawiona na innego rodzaju emocje. Dlatego mam wrażenie, że więcej tutaj ducha seri R. Nie chcę żebyście mnie źle zrozumieli, znajdziecie tutaj komfort, potężną kanapę, ogrom miejsca na nogi i typową praktyczność skutera. Jednak tkwi w nim dusza motocykla. To bardzo interesujący jak dla mnie kompromis, zbyt rzadko jednak spotykany w segmencie rollerów.

Kończę kolejny rozdział nowych doświadczeń na dwóch kołach. Niestety mam wrażenie, że powiedziałem o T-Maxie wiele, jednak wciąż za mało. Ta Yamaha przytłacza mnie swoim przepychem i tym, że nie jestem w stanie powiedzieć o niej niczego złego. Z kolei narzekanie na cenę jest po prostu bez sensu. Tak, ten skuter jest wart tych 50 000 zł i każdego jednego westchnięcia do niej.

Inne publikacje na ten temat:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button