Motocykle rodem ze świata magii. Zniknęły, zanim pojawiły się w salonach

W skrócie
  • Są motocykle, które zostają wyprzedane, zanim pojawią się w salonach.
  • Klienci są skłonni wydać dużo i szybko nie tylko za limitowane edycje.
  • Poznaj 5 motocykli, które wyprzedały się w mgnieniu oka.

Są motocykle, które trafiają do salonów, stoją w nich tygodniami i spokojnie czekają na klienta. Można je obejrzeć, porównać z konkurencją, zapytać o finansowanie, dobrać akcesoria i wrócić po kilku dniach z decyzją. Są też takie maszyny, przy których taki scenariusz po prostu nie istnieje. Pojawiają się w komunikacie prasowym, rozpalają wyobraźnię i po chwili okazuje się, że cała pula została już zarezerwowana. Poznajcie 5 przykładów takich maszyn, ale mamy tu jednego rodzynka, który wcale nie był limitowany…

MV Agusta Superveloce 75 Anniversario

Ciąg dalszy poniżej reklamy

MV Agusta Superveloce 75 Anniversario była motocyklem przygotowanym z okazji 75-lecia włoskiej marki. Już sama bazowa Superveloce wyglądała jak maszyna zbudowana dla kolekcjonerów, bo łączyła klasyczną stylistykę z nowoczesną techniką i bardzo charakterystycznym stylem MV Agusty. Jubileuszowa odmiana poszła jednak o krok dalej. Producent przygotował tylko 75 egzemplarzy, a sprzedaż miała potrwać 75 godzin.

Plan był prawie doskonały, ale szybko okazało się, że popyt znacznie przewyższa dostępność. Cała seria została zarezerwowana w ciągu kilku sekund od uruchomienia zapisów. To jeden z tych przypadków, w których trudno mówić o normalnej sprzedaży motocykla. Kto był gotowy i zdążył zareagować, miał szansę na egzemplarz. Kto postanowił poczekać, musiał obejść się smakiem i czekać, aż motocykl pojawi się w ofercie któregoś z domów aukcyjnych..

Cena wynosiła 25 tys. euro, czyli w prostym przeliczeniu około 106 tys. zł. Nie była to wysoka kwota, ale w przypadku tak krótkiej serii cena przestaje być jedynym punktem odniesienia. Klienci nie kupowali tu wyłącznie motocykla z trzycylindrowym silnikiem i owiewką w stylu retro. Kupowali jubileuszową edycję marki, która od dekad buduje swój wizerunek wokół sportu, włoskiego wzornictwa i bardzo emocjonalnego podejścia do motocykli.

W stosunku do bazowej Superveloce 800 wersja 75 Anniversario wyróżniała się specjalnym malowaniem, jubileuszowymi detalami, certyfikatem autentyczności i wyjątkową konfiguracją. Nie była to rewolucja techniczna, tylko dopracowana edycja kolekcjonerska. MV Agusta nie musiała udawać, że stworzyła zupełnie nowy motocykl. Wystarczyło, że nadała znanej konstrukcji odpowiedni kontekst, ograniczyła produkcję do symbolicznej liczby egzemplarzy i pozwoliła klientom zrobić resztę.

Ciąg dalszy poniżej reklamy

Triumph Bond Edition

James Bond, brytyjski producent i motocykl z terenowym sznytem to połączenie, które trudno było zignorować. Najpierw pojawił się Scrambler 1200 Bond Edition, a później Tiger 900 Bond Edition. Oba modele nawiązywały do filmu „No Time To Die” i oba zostały przygotowane w limitowanych seriach.

W każdym przypadku mowa o 250 egzemplarzach. Triumph informował, że edycje Bond Edition sprzedały się w dniu premiery. To oznacza, że klient, który chciał spokojnie poczekać na pojawienie się motocykla u dealera, miał bardzo małe szanse na zakup nowego egzemplarza. Teraz pozostają już tylko poszukiwania na aukcjach i liczenie na szczęście.

Ceny zależały od rynku i konkretnego modelu, ale w prostym przeliczeniu można mówić o okolicach 70–80 tys. zł. Niedawno jedna sztuka została sprzedana na aukcji za 120 tys. funtów. W przypadku Scramblera 1200 Bond Edition punktem wyjścia była wersja 1200 XE, natomiast Tiger 900 Bond Edition bazował na odmianie Rally Pro. To ważne, bo Triumph nie wybrał przypadkowych motocykli. Obie konstrukcje dobrze pasowały do filmowego klimatu. Scrambler miał bardziej surowy i klasyczny charakter, a Tiger dokładał do tego wyprawowo-przygodowy potencjał.

Ciąg dalszy poniżej reklamy

Wyjątkowość tych wersji polegała na detalach i całej historii zbudowanej wokół motocykla. Pojawiły się grafiki 007, czarne wykończenia, numerowane tabliczki, certyfikaty autentyczności i elementy przygotowane wyłącznie dla tej serii. Mechanicznie nadal były to znane Triumphy. Klientom wystarczył jednak fakt, że Triumph to ulubiona marka Jamesa Bonda w czasach Daniela Craiga, a „No Time To Die” to ostatnia część przygód Bonda z tym aktorem w roli głównej.

Indian Jack Daniel’s Scout Bobber

Indian Motorcycle ma w USA status marki z ogromną historią, a Jack Daniel’s jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli amerykańskiej kultury. Połączenie tych dwóch światów było więc naturalnym przepisem na kolekcjonerską serię, która nie będzie długo czekała na klientów.

Zamówienia ruszyły 13 marca 2018 r., w samo południe. Po 10 minutach cała seria była już wyprzedana. Powstało 177 egzemplarzy, a liczba ta nie była przypadkowa. Nawiązywała do historii destylarni Jack Daniel’s. Właśnie takie detale często decydują o sile limitowanej edycji. Nie chodzi tylko o to, że motocykli jest mało. Chodzi również o to, żeby liczba, malowanie i dodatki układały się w spójną opowieść.

Ciąg dalszy poniżej reklamy

Cena wynosiła 16 999 dolarów, czyli w prostym przeliczeniu około 62 tys. zł. Jak na limitowanego Indiana z mocnym tłem marketingowym nie była to kwota, która mogła skutecznie ostudzić zainteresowanie zdecydowanych klientów. Scout Bobber już w standardowej wersji miał atrakcyjny, niski i surowy wygląd, więc specjalna edycja nie musiała naprawiać słabej bazy. Ona tylko podkręcała to, co w tym motocyklu i tak działało.

W stosunku do bazowego Scouta Bobbera wersja Jack Daniel’s otrzymała specjalne malowanie, numerowane detale, oznaczenia nawiązujące do Jack Daniel’s oraz elementy przygotowane we współpracy z firmą Klock Werks. Konstrukcyjnie nadal był to Scout Bobber, ale limitowane edycje rządzą się własnymi prawami. Klient nie oczekuje, że producent stworzy od podstaw nowy motocykl. Oczekuje, że dostanie coś, czego nie będzie miał co drugi właściciel podobnej maszyny.

Yamaha YZF-R1M

Yamaha YZF-R1M jest ciekawym przypadkiem, bo nigdy nie była klasyczną limitowaną serią z liczbą egzemplarzy wpisaną w nazwę i certyfikatem podkreślającym kolekcjonerski charakter. To był po prostu topowy wariant Yamahy R1, czyli motocykl seryjny, ale dostępny w ograniczonych alokacjach. Mimo to zainteresowanie było tak duże, że pierwsze pule znikały błyskawicznie.

Ciąg dalszy poniżej reklamy

W Wielkiej Brytanii pierwsza alokacja na 2015 r. miała sprzedać się w mniej niż godzinę, a kolejna pula również została rozdysponowana bardzo szybko. To pokazuje, że R1M nie potrzebowała filmowego tła, limitowanego malowania ani współpracy z marką z innej branży. Wystarczyło, że była najbardziej zaawansowaną wersją jednego z najważniejszych superbike’ów na rynku. Dla klientów szukających motocykla mocno związanego ze światem toru była to wystarczająca rekomendacja.

Cena w Europie oscylowała w okolicach 23–24 tys. euro, czyli około 100 tys. zł. W przypadku R1M nie najważniejsza była jednak sama cena, tylko różnica względem zwykłej R1. Yamaha przygotowała motocykl, który miał być bliżej wyścigowego podejścia do jazdy, ale nadal pozostawał maszyną dostępną dla klientów indywidualnych. To właśnie ten balans sprawił, że R1M od początku wzbudzała tak duże zainteresowanie.

Najważniejsze różnice obejmowały elektroniczne zawieszenie Öhlins, karbonowe elementy nadwozia, zaawansowaną elektronikę, system zbierania danych i bardziej torowy charakter. Motocykl przez wiele lat pozostawał bez zmian, a obecnie można go kupić już tylko w wersji torowej, ponieważ nie spełnia wymagań normy emisji spalin Euro 5+.

Ciąg dalszy poniżej reklamy

KTM 1290 Super Duke RR – 2021

W przypadku motocykla KTM 1290 Super Duke RR z 2021 r. Austriacy przygotowali limitowaną serię 500 egzemplarzy i uruchomili sprzedaż online. Cała pula rozeszła się w 48 minut. W praktyce oznaczało to, że dla większości zainteresowanych motocykl stał się niedostępny niemal natychmiast po premierze.

Bazowy 1290 Super Duke R już sam w sobie był motocyklem bardzo mocnym, agresywnym i bezkompromisowym. Wersja RR miała pójść jeszcze dalej. To była wersja dla tych, którzy w standardowym Super Duke’u widzieli świetny punkt wyjścia, ale oczekiwali maszyny jeszcze bardziej skoncentrowanej na dostarczaniu sportowych emocji i agresywnej jazdy.

Cena wynosiła około 26 tys. euro – czyli mniej więcej 110 tys. zł. Super Duke RR trafiał do bardzo konkretnej grupy odbiorców, a więc klientów, którzy chcieli najbardziej ekskluzywnego wcielenia flagowego nakeda KTM-a i wiedzieli, że nie będzie czasu na długie zastanawianie się. Sprzedaż online tylko wzmocniła ten efekt, bo cała akcja dosłownie przypominała wyścig.

W stosunku do standardowego 1290 Super Duke R wersja RR otrzymała m.in. karbonowe elementy, bardziej zaawansowane zawieszenie, ostrzejsze ustawienia i pakiet zmian obniżających masę. Sercem motocykla nadal był potężny silnik V2 o pojemności 1301 cm3, ale cała konstrukcja miała bardziej sportowy charakter. To sprawiło, że 500 egzemplarzy zniknęło szybciej, niż wiele standardowych modeli zdąży trafić na ekspozycję.

Podsumowanie

Powyższe motocykle dobrze pokazują, że jeżeli stworzy się odpowiedni produkt, to wcale nie trzeba pokazywać go w salonach, bo klienci są skłonni kompulsywnie wydać bardzo dużą kwotę pieniędzy. Oczywiście, nie wszystkie limitowane i specjalne edycje motocykli mają tyle szczęścia. Jednak w przypadku tych maszyn kupujący nie mieli wątpliwości, że szybki zakup to gra warta świeczki. Potwierdzają to ceny na kolekcjonerskim rynku wtórnym.

Przeczytaj również:

Zdobądź Triumpha Scramblera, którym jeździł James Bond.


Odkryj więcej z Jednoślad.pl

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Inne publikacje na ten temat:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ciąg dalszy poniżej reklamy
Back to top button