Po co nam kask motocyklowy na skuter i quad?

O tym, że kask musi nosić każdy, kto jeździ na skuterze kodeks drogowy mówi już od dawna. W tym roku art. 40 został rozszerzony również na quady. Oczywiście są też sytuacje kiedy kierujący i jego pasażerowie nie muszą mieć kasku – chodzi o motocykle fabrycznie wyposażone w pasy bezpieczeństwa oraz quady posiadające nadwozie i pasy. Jednak rzadko kiedy zastanawiamy się, po co nam tak naprawdę kask i czy rzeczywiście chroni nas przed urazem w razie wypadku.

Jeszcze po wojnie noszenie hełmów ochronnych było dobrą wolą kierowcy jednośladu. Jednak nawet dobra wola nie zawsze wystarczała, bo takie wyposażenie po prostu było bardzo często nieosiągalne. Poza tym – wiatr we włosach, poczucie wolności... po co się ograniczać? Tym bardziej, że pierwsze kaski w niczym nie przypominały obecnych hełmów. Najczęściej było to tak zwane „orzechy”, bardziej przypominające wojskowe nakrycia kłowy. Jednak w czasie wypadków kierowcy najczęściej „przelatywali” przez kierownicę, a pierwszy kontakt z powierzchnią ziemi odbywał się właśnie za pośrednictwem głowy. W większości wypadków ten uraz kończył się oczywiście śmiercią.

Rządzący wpadli więc na pomysł, by ochronić osoby jeżdżące jednośladami. Dlatego prawnie zmuszono ich do używania hełmów ochronnych. I rzeczywiście – skutki były zgodne z oczekiwanymi – liczba śmiertelnych wypadków motocyklistów i motorowerzystów znacznie spadła. Hełm okazał się doskonałą ochroną. Tak że po uderzeniu głową o jezdnię czy inny pojazd albo drzewo, o wiele rzadziej dochodziło do uszkodzeń czaszki.

Jednak rozwiązanie idealne paradoksalnie okazało się być przekleństwem motocyklistów i motorowerzystów. Dlaczego? Otóż kask, który swoją sztywnością zabezpiecza głowę, jednocześnie sprawia, że jest ona o wiele cięższa niż bez ochrony. Tymczasem zupełnie bez zabezpieczenia pozostaje kręgosłup szyjny. I tak oto w czasie uderzenia w przeszkodę, bezwładna głowa z całej siły przechyla się do przodu. Podobnie z resztą wygląda sytuacja w czasie uderzenia głową o ziemię, inny pojazd lub drzewo czy ścianę. Kask, który jest o wiele większy niż głowa, w nienaturalny sposób odgina ją. Jakie są efekty tego „zbawiennego” rozwiązania? Człowiek zazwyczaj przeżyje takie uderzenie, ale jest o wiele większe niebezpieczeństwo, że dojdzie do przerwania rdzenia kręgowego, a więc do paraliżu. Zyskując życie taki kierowca płaci równie wysoką cenę, jaką jest dożywotni paraliż.

REKLAMA

Poznaj Suzuki Hayabusa. Maszyna doskonała powraca

Odkryj legendę na nowo. Suzuki Hayabusa powraca. Nowe wcielenie mechanicznej doskonałości. Doznania zarezerwowane dla najbardziej śmiałych. Odważysz się?

Advertisement

Od wielu lat naukowcy i inżynierowie pracują nad znalezieniem rozwiązania, które pozwoli zniwelować to zagrożenie. Jednak póki co nie ma sensownego pomysłu na rozwiązanie tego problemu. Nie oznacza to, że odradzamy korzystanie z kasków. Absolutnie nie. Kask trzeba nosić i to nie podlega dyskusji. Przecież chodzi o nasze życie. Należy tylko zawsze mieć świadomość, że kask nie jest złotym środkiem i że nie zabezpieczy on nas przed skutkami wypadków. Dlatego traktujmy go jako narzędzie, które jest pomocne w prowadzeniu, a nie jako gwarancję bezpieczeństwa.

I to co najważniejsze – musimy jeździć z głową.

Inne publikacje na ten temat:

6 opinii

  1. troche dziwne to pytanie a jakbyś miał jakis wypadek spadł by ci quad na głowe bez kasku to lipa by byla a z kaskiem to mniej obrazen by chyba bylo

  2. Pasy to też średni pomysł. Wyobraźmy sobie wypadek, gdy skuter nam się składa na bok. Ja wolałbym mieć kask i ubrania motocyklowe, niż być przypiętym do pasów i polecieć razem ze skuterem.

  3. Miałem wypadek facet wymusił pierwszeństwo skuter wlókł kilka metrów a ja pierdyknołem głową w płot .Gdyby nie kask to dzisiaj by mnie tu nie było albo bym był jak warzywko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button