Sezon motocyklowy rozpoczął się na dobre, jednak doskonale wiem, że zdecydowana większość z naszych czytelników nie skupia się wyłącznie na sprawdzaniu w kalendarzu najbliższych imprez rozpoczynających sezon w waszej okolicy, ale również na znacznie dalszych wyjazdach i najróżniejszych podróżach. Dziś przygotowałem dla was 10 najważniejszych gadżetów, które zawsze zabieram ze sobą na wyprawę motocyklową i nieraz już uratowały mnie z opresji.
Na wszystkie sytuacje i zdarzenia w trasie oczywiście nie da się być przygotowanym, jednak po to mamy internet, relacje z podróży innych fanów dwóch kółek, a także własne doświadczenie, aby z tego przede wszystkim skorzystać. Na wiele losowych sytuacji możemy być jednak odpowiednio przygotowani i chociaż nie w każdej z nich poradzimy sobie w zupełności, to będziemy w stanie usunąć choć część tych nieprzyjemnych skutków. Wiem również doskonale o tym, że nie każdy z was posiada potężny motocykl turystyczny czy adventure z kompletem trzech aluminiowych kufrów, więc znalezienie odpowiedniej przestrzeni, aby zabrać ze sobą kilka czy kilkanaście dodatkowych przedmiotów, nie zawsze jest takie proste. Na szczęście jednak na motocyklowym rynku dostępnych jest tak wiele rozwiązań dedykowanych typowo do jazdy jednośladami, że nie tylko są one znacznie lżejsze i mniejsze aniżeli przed laty, ale również stosunkowo tanie.
Na przestrzeni tych kilkunastu lat jazdy motocyklem nauczyłem się, że na początku zabieramy wszystkiego zbyt dużo i w efekcie są to tylko zbędne kilogramy, z których nigdy nie skorzystałem. Z czasem każdy kolejny wyjazd uczył mnie jednak czegoś zupełnie innego – z brakującą koszulką jestem w stanie szybko sobie poradzić, robiąc prowizoryczne pranie czy korzystając z pralki na kempingu, natomiast związane ręce mam w przypadku, jeżeli nie zabrałem ze sobą chociażby trytytek. Takich rzeczy jest jednak zdecydowanie więcej. Oto lista 10 przedmiotów, które warto ze sobą zabrać, wybierając się na wyprawę motocyklową.
Najważniejsze informacje:
- Rozpoczął się sezon motocyklowy 2026 – nie zapomnij o przygotowaniu motocykla do trasy.
- 10 przedmiotów, bez których nie ruszam się w dalszą podróż na motocyklu.
- Uniwersalne gadżety za grosze, które pomogą w najróżniejszych sytuacjach awaryjnych na wyprawie motocyklowej.
Bez tego nie ruszam się pod namiot:
Sprzęt motocyklowy, który uratował mi życie wiele razy. Bez niego nie ruszam się z domu
1. Zestaw naprawczy do opon
Zwykły, najprostszy zestaw do opon bezdętkowych to koszt około 100 zł, ale zdążyłem się już przekonać, że w trasie jest po prostu niezbędny, a szczególnie może się przydać w krajach, gdzieś drogi są o znacznie gorszej jakości nawierzchni. Po pozbyciu się dodatkowego etui tak naprawdę nie zajmuje on zbyt wiele miejsca. W przypadku przebicia opony w wyniku najechania na gwóźdź czy niewielkiego rozdarcia będziemy w stanie poradzić sobie z taką usterką w zaledwie kilka minut, bez konieczności ściągania opony, wzywania assistance czy szukania wulkanizatora. Z tą prostą naprawą poradzi sobie niemal każdy, bez względu na to, czy posiada jakąkolwiek wiedzę z zakresu mechaniki, a do jej wykonania nie potrzebujemy żadnych dodatkowych narzędzi – wystarczy to, co znajduje się w zestawie.

2. Apteczka, ale z dodatkowym wyposażeniem
O konieczności posiadania małej, zwykłej, prostej apteczki mówi się przy okazji niemal każdego artykułu związanego z bezpieczeństwem na motocyklu. Chociaż nie jest to element obowiązkowy w Polsce, zdecydowanie zaleca się, aby mieć przy sobie niewielką apteczkę, która zawiera absolutne minimum do udzielenia pierwszej pomocy. Jeżeli wybieracie się dalej, rekomenduję, aby ten prosty zestaw uzupełnić o kilka podstawowych leków, które mogą przydać się w podróży – niech będzie to chociażby węgiel, coś na gorączkę, ból gardła czy przeziębienie. Pamiętajcie jednak o tym, aby kontrolować daty ważności. To nie tylko ratunek w sytuacjach trudnych i kryzysowych, ale bardzo szybko przekonacie się, jak często skorzystacie chociażby z plastra, bandaża czy nożyczek.
3. Trytytki, izolacja, kawałek kabla – zestaw MacGyvera
Podstawowy zestaw „MacGyvera” nie zajmie wam dużo miejsca, ale gwarantuję, że podczas jakiejkolwiek, nawet najprostszej naprawy – i nie mówię tutaj tylko o motocyklu, ale też np. o problemach z kurtką czy materacem – coś z tego zestawu może się przydać. To rzecz absolutnie podstawowa i warto mieć ją ze sobą nawet podczas krótkiej przejażdżki. W takim przypadku nie powiecie mi, że w waszym motocyklu brakuje miejsca, żeby to zabrać, bo w internecie znajdziecie mnóstwo poradników, gdzie i jak można to schować, aby nie było widoczne, ale jednocześnie zawsze było pod ręką. Mowa między innymi o ramie pomocniczej, instalacji elektrycznej czy po prostu przestrzeni przy zestawie narzędzi. Warto również zabrać ze sobą izolację i kawałek kabla, a także popularną taśmę, dzięki której będziecie w stanie zrobić niemal każdą prostą naprawę – czy to pękniętego elementu, czy prowizorycznego zabezpieczenia. W wielu sytuacjach po prostu ratuje to wyjazd.

4. Podstawowy zestaw narzędzi, ale nie do końca taki podstawowy
Podstawowy zestaw narzędzi to chyba zbyt proste określenie, bo spotkałem się już z takimi sytuacjami, gdy motocykliści kupowali najprostszy i najmniejszy komplet, jednak na próżno było w nim szukać elementów, dzięki którym możliwe byłoby chociażby odkręcenie przedniego czy tylnego koła. To absolutna podstawa – przed dalszym wyjazdem warto poświęcić kilka chwil w garażu, aby sprawdzić, jakich kluczy dokładnie potrzebujecie, aby móc demontować najważniejsze podzespoły w waszej maszynie. Dopiero po takim krótkim, samodzielnym „szkoleniu” możemy ten podstawowy zestaw uzupełnić o dodatkowe klucze nasadowe i odpowiednie rozmiary, aby mieć pewność, że na trasie będziemy w stanie odkręcić koło, zdjąć owiewki czy dostać się do jednostki napędowej.

5. Awaryjna racja żywnościowa – ratuje przed głodem i spadkiem morali
Kiedy jest dzień wolny od pracy, przekonałem się już o tym kilkukrotnie, że w Polsce jest na tyle dobrze, że bez problemu zjemy ciepły, całkiem smaczny obiad na stacji benzynowej czy w sklepie na rogu. W przypadku awarii nagle stajemy jednak przed zupełnie innym problemem. Racja żywnościowa to bardzo ogólna nazwa, jednak osoby, które wybierają się dalej i zabierają ze sobą palnik gazowy, doskonale wiedzą, o co chodzi. Ja zawsze staram się mieć jakąś prostą przekąskę, która nie zepsuje się pod wpływem ciepła, ale pozwoli chociaż w minimalnym stopniu uzupełnić siły.
Niektórzy z moich kolegów wożą ze sobą „chińskie zupki”, które mogą sobie przygotować, inni stawiają na różne żele energetyczne czy batony, które również nie zajmują dużo miejsca. Doskonale pamiętam moment, kiedy 15 sierpnia zerwał się wentyl i stanęliśmy z Kamilem na jakiejś wsi. W okolicy nie było jakiejkolwiek możliwości żeby coś zjeść, więc właśnie wtedy czekając na pomoc zjedliśmy to, co mieliśmy pod ręką – zupkę chińską, która smakowała wybornie. Jej smak pamiętam do dziś.

6. Powerbooster, czyli urządzenie 3 w 1
Urządzenie trzy w jednym to bardzo dobre rozwiązanie, które również mam w swoim kufrze. Przede wszystkim nie tylko pozwoli na awaryjne odpalenie motocykla, gdy akumulator odmówi posłuszeństwa, ale może też działać jako latarka oraz powerbank. W jednym prostym urządzeniu mamy więc trzy bardzo ważne funkcje. Z doświadczenia wiem, że mimo dużej pojemności warto postawić na produkty renomowanych producentów, dzięki czemu mamy pewność, że nawet po długim czasie nieużywania urządzenie zachowa odpowiedni poziom energii. Warto również rozważyć zakup sprzętu wyposażonego w panele słoneczne. Dzięki temu, śpiąc przez kilka dni „na dziko”, za każdym razem będziecie mieli możliwość jego doładowania bez konieczności korzystania z instalacji motocykla.
7. Stalowa linka z kłódką – zapomnij o zwiedzaniu z kurtką w ręce
To patent prosty jak świat, którego nauczyłem się od znacznie bardziej doświadczonych motocyklistów. Początkowo byłem do niego sceptycznie nastawiony, ale dziś wiem, że to rozwiązanie jest po prostu genialne. Każdy z nas zna to uczucie, kiedy chce coś pozwiedzać i zostawić cały motocyklowy strój, ale niestety nie bardzo ma jak. Stalowa linka rozwiązuje ten problem. Przekładamy ją przez rękaw kurtki, nogawkę spodni oraz kask, a następnie spinamy całość do motocykla. Gwarantuję wam, że jedna linka o długości około metra spokojnie wystarczy, co przetestowałem już podczas podróży promem zarówno do Szwecji, jak i na Korsykę. Bardzo często korzystam z tego rozwiązania również wtedy, gdy chcę iść coś pozwiedzać, a kufry są załadowane do maksimum i nie mam zamiaru nosić ze sobą kurtki czy kasku.

8. Elektryczna pompka do opon – pozycja obowiązkowa dla fanów jazdy w terenie
Po kilku problemach z przebitymi oponami zauważyłem, że naboje będące w zestawach naprawczych bardzo często są niewystarczające. Owszem, pozwolą wam jakoś dojechać do najbliższego wulkanizatora czy stacji paliw, ale to rozwiązanie tymczasowe. Istnieje jednak sposób, aby całkowicie się od tego uniezależnić. Na rynku znajdziecie małe, naprawdę niewielkie i lekkie kompresory do opon, które bez problemu będą w stanie napompować nawet 2,8 bara w tylnym kole. Nie jest to pozycja obowiązkowa, ale bardzo przydatna – szczególnie wtedy, gdy zjeżdżacie z asfaltu. W takich sytuacjach często obniżamy ciśnienie, a później konieczne jest jego ponowne podniesienie. Wtedy taka niewielka pompka okazuje się nieoceniona.
9. Pas transportowy ratunkiem na każdą opresję
Im dalej się wybieramy, tym więcej scenariuszy trzeba brać pod uwagę. Pamiętać należy nie tylko o swoim komforcie, ale także o ewentualnych awariach czy nawet drobnych upadkach. Zwykły pas transportowy zabieram ze sobą za każdym razem. Może on posłużyć nie tylko do przymocowania uszkodzonego kufra, zabezpieczenia bagażu czy przewiezienia opony dla znajomego, ale także do holowania zepsutego motocykla. Wieczorem natomiast można wykorzystać go w zupełnie inny sposób i np. zrobić prowizoryczną „suszarkę” na pranie. Wszystko zależy od waszej kreatywności. To element na tyle wytrzymały, niewielki i uniwersalny, że przyda się w wielu różnych sytuacjach.
10. Czołówka – ręce zostaw w spokoju
Tak, możecie powiedzieć, że latarkę mamy już w innych urządzeniach – i oczywiście będziecie mieli rację. Mimo to nadal nie można zapominać o czołówce. Zakładając ją na głowę, macie dwie wolne ręce, dzięki czemu bez problemu naprawicie motocykl, rozłożycie obozowisko po zmroku czy przygotujecie coś do jedzenia. Najważniejsze jest jednak to, że światło zawsze pada dokładnie tam, gdzie patrzycie. Dzięki temu nie tracicie energii w innych urządzeniach i macie pełną swobodę działania.
Przeczytaj koniecznie:
Te motocykle mają ponad 15 lat. Mechanicy: „są nie do zajechania”
Ciąg dalszy poniżej reklamy
Odkryj więcej z Jednoślad.pl
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.






