Harley-Davidson Street Bob 114: jak ja nienawidzę chopperów i cruiserów. Szkoda tylko, że to wszystko nieprawda...

Zaskakujące jak wiele w postrzeganiu motocykli może zmienić przejażdżka...

W skrócie
  • W naszym redakcyjnym garażu pojawił się Harley-Davidson Street Bob. Przetestowaliśmy go, oto nasze wrażenia z jazdy!
  • Więcej testów motocykli znajdziesz na naszej stronie, jednoslad.pl

Opowiem Wam dzisiaj historię o 33 letnim człowieku, który wie, że niczego nie może być pewien - nawet swoich upodobań i gustów. To trochę straszne, trochę przerażające, ale jednak cholernie podniecające, bo przecież gdyby życie nas nie zaskakiwało na każdym kroku, to byłoby nudne jak cholera. Opowiem Wam jak to się stało że polubiłem się z arcydziwnym motocyklem. Przed Wami Harley-Davidson Street Bob 114.

Kiedy dowiedziałem się, że mam przetestować pomarańczowy motocykl z wysuniętym kołem do przodu i sterczącą do góry kierownicą, poczułem się jak podchmielony delikwent zaproszony na scenę w trakcie koncertu disco-polo. "Niby fajnie, ale szczerze to nie wiem czy fajnie". Tak czy inaczej towarzyszyły temu emocje, których nie umiem wytłumaczyć. A to już dobry omen.

Z innej strony, jeżdżę na motocyklach od 20 lat, jakieś pojęcie tam mam i wiem, że Harrasy są naprawdę zaskakująco fajne, nawet jeśli są pomarańczowe, a kierownica sterczy jak widły wbite w snopek siana. Wsiadłem na maszynę, wcisnąłem przycisk rozrusznika, coś kliknęło, coś zarumotało pod moimi czterema literami i nareszcie usłyszałem klang silnika dwucylindrowego. Nie powiem, poczułem się trochę jak Lorenzo Lamas. Z tą różnicą, że wyglądałem na tym motocyklu jak skończony idiota - właśnie oddałem Pan Americę i miałem na sobie ubranie ADV oraz kask z daszkiem. Co za różnica, jak koncert disco polo to na całego!

Dlaczego nie mogę, a chciałbym Cię mieć Harleyu?

Przez lata ciężko pracowałem na wizerunek offroadowca i gdybym tylko sobie sprawił Street Boba, to musiałbym ciągle odpowiadać na pytania pt. "na cholerę Ci to pomarańczowe ustrojstwo". To byłoby trochę niewygodne, a ja z roku na rok staje się coraz bardziej wygodnicki. No i tutaj buch, pałą w łeb. To nie jest wygodny motocykl. To nie jest kanapowiec dla statecznego pięćdziesięciolatka. To jest żelazo dla ludzi, którzy chcą być Lorenzo Lamasami i patrolować świat z pokładu motocykla. Co z tego, że jest niewygodnie i co z tego, że raczej nikogo nie zabierzesz w podróż? Przecież jedziesz uratować niewiastę z rąk obrzydliwego bandyty.

REKLAMA

SCORPION EXO 520 AIR

Zobacz co oferuje najlepszy kask motocyklowy w segmencie.

No i właśnie ja nie jadę na ratunek niewiaście, bo żona i córka czekają w domu, więc na nic wydawałoby mi się ten motocykl. No nie do końca. Mój przykład chociaż średnio romantyczny, to maksymalnie opisuje, to co przeżywam. Pewnie słyszeliście o pandemii. Pewnie słyszeliście też o problemach gospodarczych, utracie wartości pieniądza i całej masie problemów, z którymi boryka się świat w roku 2021? Tak się składa, że jestem jedną z tych osób, które stoją po szyję w tym bagienku: bo prowadzę działalność, bo buduję chatę w najgorszych możliwych czasach w XXI wieku, bo mieszkam w Polce.

Co to ma do rzeczy? Sprawa jest prosta: muszę co jakiś czas skoczyć do urzędu, księgowej, do hurtowni itd. Najczęściej te sprawy się nawarstwiają, a ja nie mam ochoty się pojawiać w tych miejscach - no może moja księgowa jest wyjątkiem, bo to równa babka. Tak czy inaczej. Odwlekałem te sprawy w  nieskończoność, bo nienawidzę tracić czasu w urzędach. Street Bob sprawił, że załatwiłem je od razu. Po prostu miałem ochotę się przejechać, a potrzebowałem pretekstu żeby oderwać się od pracy.

I możecie spędzić cały dzień kłócąc się, który motocykl jest lepszy, który lepiej przyspiesza, hamuje. Guzik mnie to obchodzi. Załatwiłem wszystkie sprawy z uśmiechem, mimo że wisiały nade mną już od paru tygodni. Przyjemność z jazdy tym motocyklem rekompensuje dużo. Zresztą wpadasz do urzędu uśmiechnięty i zrelaksowany. W ten sposób załatwisz zdecydowanie więcej.

To dlaczego go nie kupię? Może i kupię, ale chwilowo musiałbym sprzedać wszystkie swoje motocykle z garażu - wtedy pewnie by mi starczyło na pierwszą ratę kredytu. Cóż, ten motocykl do tanich nie należy: na stronie internetowej Harleya, znajdziemy informację, że ceny tego motocykla rozpoczynają się od 16 240 Euro. Oznacza to, że za Street Boba trzeba zapłacić ponad 75 tysięcy złotych. No jest to trochę pieniędzy, ale w sumie gdyby posiadanie tego motocykla było moim największym marzeniem, to chyba bym się skusił.

Wygoda podróży

Street Bob nie jest motocyklem turystycznym. Oczywiście, przejechanie dwustu kilometrów bez przystanku jest możliwe, ale pod warunkiem, że nie będzie to jazda autostradowa. Wysoko podniesione dłonie sprawiają, że jesteś żaglem i bez ustanku walczysz z podmuchami wiatru. Na szybkich przelotach łapałem kierownicę nisko, przy samym środku lewą ręką przez co mogłem się nieco bardziej skulić, a to sprawiło, że wiatr dokuczał mi jakby mniej. Fakty pozostają takie: to bulwarówka i w tych warunkach tym motocyklem jeździ się najlepiej.

Street Bob jest motocyklem minimalistycznym. Mało elektroniki, mało gadżetów, mało wyświetlaczy, za to bardzo dużo motocykla w motocyklu i to cieszy. Cieszy ogromny silnik Milwaukee-Eight 114 V-Twin, który naprawdę fajnie się odpycha, nieźle pracuje i ładnie brzmi. Tak naprawdę ogromny moment obrotowy (155 Nm) sprawia, że start spod świateł masz ochotę rozpocząć slajdem i zostawić za sobą długą, czarną krechę - w końcu piec ma pojemność 1868 cm3. Pewnie znajdą się osoby, które będą marudzić na niewielki zbiornik paliwa, ale szczerze? Mam to gdzieś. Do turystyki służą inne motocykle, a ten orzech wpasowany między siedzenie kierowcy, a wysoką kierownicę podkreśla wyjątkowość tej maszyny. Sorry, to ostatnie zdanie zabrzmiało trochę jak bełkot marketingowca, ale przyznajcie: coś w tym jest!

Uliczny Bobie, czemu mi to zrobiłeś?

Uderzyła mnie jedna sprawa. Street Bob chociaż nie jest lekki (gotowy do jazdy waży 297 kg), to jest bardzo łatwy w okiełznaniu. Naprawdę nisko położy środek ciężkości jest nieoceniony sprzymierzeńcem w trakcie miejskich wojaży - przeciskanie się w korkach jest możliwe i łatwe. Oczywiście 297 kg to nie jest też mało, szczególnie kiedy chcemy nim manewrować z prędkościami minimalnym lub po prostu szarpnąć do tyłu. Wymaga to nieco wprawy, ale nie demonizowałbym tej kwestii. Jest po prostu dobrze. Ponarzekać mogę nieco na hamulec przedni. Czuć, że mamy tylko jedną tarcze hamulcową. Wielka klama hamulca i ogromna pompa potęgują wrażenie, że wydolność tego zestawu jest stykowa.

Harley Davidson Street Bob 114 2021

Przerażające jest to ile tydzień testowy z motocyklem potrafi zmienić w postrzeganiu motocykla. Bardziej przerażający jest tylko fakt, że gdzieś na świecie są, były lub będą motocykle, którymi z różnych powodów nigdy się nie przejadę i nigdy nie będę mieć okazji zweryfikować swojej opinii w oparciu o rzeczywiste wrażenia. Zaskakujące jest to ile możemy tracić przez swoją niewiedzę. Dlatego jeśli nigdy nie jechaliście tego typu motocyklem i nie musi być to akurat Street Bob, niech będzie to nawet Sporster (obojętnie) to spróbujcie, korzystajcie z jazd testowych i sami przekonajcie się czym są motocykle z USA. Być może utwierdzicie się w przekonaniu, że to nie Wasz świat, ale może całkowicie upadniecie na łeb i zmienicie postrzeganie motocykli. Myślę, że sprawdzić warto zaryzykować.

Street Bob 114 2021 spala około 6 litrów paliwa na setkę, nie posiada kontroli trakcji, posiada za to ABS. Czy to wszystko jest istotne? Może i tak. Dla mnie to bez większego znaczenia. Elektronika, systemy, niskie spalanie, moc - jest to zawsze wartość dodana. Jednak najważniejsze jest to, że mając w garażu sporo motocykli do wyboru, wybieram Street Boba, a potem szukam głupiego pretekstu do przejażdżki i znikam na dłuższy czas. Oto drodzy czytelnicy moja recenzja. Nic mniej, nic więcej.

 

 

Inne publikacje na ten temat:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button