Dlaczego motocykle są dziś tak drogie? Prawda jest taka oczywista…

Ceny nowych i używanych motocykli są już kuriozalnie wysokie. Na taki stan rzeczy składa się wiele czynników, które nie zawsze zależne są od nas

W skrócie
  • Ceny motocykli w ciągu trzech lat potrafiły wzrosnąć nawet o 15%, w ramach dokładnie tego samego modelu.
  • Wpływ na wyższe ceny motocykli nowych i używanych miała pandemia, a następnie kryzys wywołany wojną w Ukrainie.
  • Choć motocykle nie należą do tanich, ich sprzedaż odnotowała spory wzrost względem lat przedpandemicznych.

Nie da się ukryć, że nasza pasja jest coraz to droższa. I o ile wzrost cen motocykli z generacji na generację ma miejsce od zawsze, tak ostatnie galopy cenowe są już przerażające. Zanim jednak zaczniemy się oburzać, warto dowiedzieć się dlaczego tak się dzieje.

To co ostatnio wyprawia się w cennikach nowych motocykli to istne szaleństwo. Kupienie prostego motocykla klasy 500 poniżej 30000 zł jest właściwie niemożliwe. A przecież to sprzęty z właściwie zerowym wyposażeniem, podstawowych komponentach i niezbyt wyrafinowane technicznie. Dla przykładu we wczesnych latach 2000 za tę kasę można było wyszarpać sportową sześćsetkę. Ale spokojnie, tak daleko z sentymentami nie będziemy się wychylać, w końcu w 2000 roku pensja minimalna wynosiła 700 zł brutto (!), dziś to 3490 zł. Zejdźmy więc na ziemię i cofnijmy się do roku 2014. Wówczas np. Taka Yamaha MT-07 kosztowała ok. 25 000 zł, a dziś? Dołóżmy do tej kwoty 11 tys. zł.

Żeby było ciekawiej, jeszcze trzy lata temu trzeba było dołożyć do tego motocykla raptem 3,5 tys. Zł co jest absolutnie zrozumiałe. Nie ma bowiem nic dziwnego, że kolejne generacje motocykla są droższe. Przecież wymagania wobec nowej wersji rosną. Klienci chcą, by motocykl był szybszy, prowadził się lepiej, palił mniej i miał lepsze wyposażenie. Produkcja coraz to lepszych elementów wymaga bardzie zaawansowanych narzędzi i maszyn, a co za tym idzie, większych kosztów.

Ponadto te wszystkie elementy ktoś musi zaprojektować, przetestować, homologować i promować. A ten ktoś musi być za to wynagrodzony finansowo. Naturalny jest więc wzrost ceny wraz ze wzrostem wyposażenia, osiągów i jakości. Ostatnio boli jednak najbardziej to, że za dokładnie taki sam motocykl trzeba dziś wydać dużo większą sumę niż jeszcze np. 3-4 lata temu. Przykład? BMW R 1250 GS w 2019 roku kosztowało 73,9 tys. Zł, dziś to 81,4 tys., Suzuki V-Strom 52, 9 tys. Zł w 2019 vs 66,9 tys. zł dziś, Honda CB650R 34,2 tys. Zł w 2019 r i 38,9 tys. Zł dziś.

Różnice są spore, a warto wspomnieć, że w tych motocyklach nie zmieniło się dosłownie nic, no może poza paletą malowań. Skąd więc takie różnice? Powodów jest kilka. Co równie smutne, taka sama sytuacja występuje także na rynku motocykli używanych

Covid wciąż jest odczuwalny

Cenowy rollercoaster swoją genezę zdecydowanie ma w początku pandemii koronawirusa. Wprowadzenie środków bezpieczeństwa wymusiło na zarządcach biur i zakładów produkcyjnych gruntowną zmianę sposobu pracy. Odstępy czasowe, by zmiany pracowników nie mijały się, konieczność dezynfekcji wszystkiego – to nie tylko dołożyło kosztów prowadzenia biznesu, ale też bardzo zmniejszyło efektywność zakładów i biur. Co za tym idzie, mniejszy był też zarobek. Dodajmy do tego jeszcze kwarantanny pracowników i i tak już osłabiony biznes, cierpiał jeszcze bardziej.

Przeczytaj również:

Chińskie motocykle: ich popularność, droga do sukcesu i ogromnych (?) zmian jakościowych. Wielki szwindel czy logika?

A mowa tu tylko o wydarzeniach z obrębu jednej firmy czy oddziału. A przecież koronawirus wpłynął na cały świat. Każdy kraj i kontynent miał swoje obostrzenia dotyczące przekraczania granic i wymiany towarów. Konieczność wprowadzenia testów każdego podróżującego i kwarantanny niektórych towarów spowodowała zaburzenie łańcucha dostaw. Mało który motocykl produkowany jest od pierwszej śrubki w obrębie jednej fabryki. Większość komponentów jest dostarczanych skądś – albo z innego miasta albo z innego kraju czy kontynentu. Producent planując produkcję bierze pod uwagę termin dostawy w normalnych warunkach, nikt przecież nie przewidział covidu. A tu zamiast np. tygodnia, na dostawę komponentu musisz czekać trzy tygodnie albo i dłużej. O ile dostawa dojdzie tak obfita, jak ją zamawiano, a nie uszczuplona przez niedostatki produkcji w innych zakładach. Produkcja zatem stoi, pracownikom trzeba płacić, a straty trzeba już liczyć w milionach. Gdzieś to trzeba sobie odbić. Oczywistym jest, że producent odbije to sobie podnosząc ceny finalnego produktu. 

 

Inną sprawą jest to, że niektórzy poddostawcy komponentów, np. elektroniki, po macoszemu zaczęli traktować motocykle, mało istotne z punktu widzenia światowego kryzysu produkcyjnego. Operując ograniczonymi zdolnościami wytwórczymi, siłę produkcyjną w dużej mierze przenieśli na bardziej znaczące zamówienia np. z sektora medycznego czy wojskowego, tym samym nie będąc w stanie wywiązać się z zamówień dla sektora motoryzacyjnego. To i wiele innych przykładów przyczyniło się do ograniczenia efektywności produkcji. Na rynek mogło więc trafić znacznie mniej egzemplarzy konkretnego modelu, a przecież inwestycja w produkcję musi się zwrócić. Nie tylko z chęci jak największego zarobku, ale by w ogóle umożliwić dalsze funkcjonowanie firmy i tworzenie kolejnych modeli. Choć już pandemiczny problem zdaje się być w miarę pod kontrolą, to jej największe skutki zaczynamy odczuwać dopiero od niedawna. Co ciekawe, pomimo rosnących cen, dziś w naszym kraju można odnotować wzrost sprzedaży motocykli względem okresu przedpandemicznego. W 2019 roku zarejestrowano 19103 nowych motocykli. W roku 2022 było to aż 23910 motocykli.

Wojna zbiera swoje żniwa

Wojna to największa tragedia, jaką człowiek może zgotować człowiekowi. Nie ulega wątpliwości, że to zło, które nie powinno mieć miejsca, a największą jej tragedią jest śmierć wielu ludzi. Wojna ma także mniej istotne, materialne konsekwencje. Jeśli mowa o rynku motocyklowym, szczególne znaczenie ma tutaj perła w koronie ukraińskiej gospodarki, czyli produkcja i eksport stali. Do niedawna ukraina była 10. na świecie producentem stali, z której korzystało wielu producentów jednośladów i komponentów do nich. Po wybuchu wojny natomiast, produkcja u naszych sąsiadów spadła o ponad 50%. Dziś co prawda zaczyna powoli wybudzać się ze stagnacji, ale szkody już zostały wyrządzone.

Motori Minarelli

Kiedy rynek jeszcze nie otrząsnął się z sytuacji pandemicznej, kolejny cios przyszedł po rosyjskiej agresji. Ta spowodowała szeroko rozumiany kryzys ekonomiczny i energetyczny. Rosnąca inflacja i koszty utrzymania zakładów oraz firm spowodowane kryzysem energetycznym, choć dotyczą głównie rynku europejskiego, również mocno wpłynęła na całą branżę motocyklową. Wbrew powszechnej opinii, nie wszystko bowiem produkowane jest w chinach i Indiach. Wiele części i motocykli wciąż jest składana lub tworzona na starym kontynencie. 

Ceny używanych motocykli też są kuriozalne

Co istotne, nie tylko nowe motocykle obecnie są bardzo drogie. Żeby wybrać coś z używek, też trzeba mieć grubszy portfel niż kilka lat temu. Oczywiście, wpływ na to ma inflacja, bo dzisiejsze 10 tys. zł może dużo mniej niż jeszcze 4-5 lat temu. To jest zrozumiałe, ale w przypadku wzrostu cen do pewnego stopnia. Tymczasem nierzadko spotykamy się, że ceny motocykli z drugiej ręki są wyższe o ok. 30% niż w okresie przed pandemią. Głównym winowajcą jest właśnie pandemia. W okresie licznych lockdownów i ograniczeń transportowych, rynek niesamowicie zubożał. Do tego jeszcze trzeba dodać utrudniony i droższy transport z Wielkiej Brytanii po Brexicie. A obok Niemiec, Francji i Włoch, był to jeden z częstszych kierunków, z których importowano używane motocykle do Polski. Biorąc pod uwagę fakt, że wiele osób z racji covidowych obostrzeń miało więcej wolnego czasu, postanowiło wrócić lub spróbować motocyklowych aktywności. To znowuż przysporzyło potencjalnych klientów. A jak jest popyt, lecz podaż względem niego za mała, to co robi większość sprzedawców? Wykorzystuje moment i desperację, by podnieść cenę. A to już wywołuje lawinowy wzrost cen. Dziś dochodzi do tego jeszcze droższy transport spowodowany wysokimi cenami paliw. 

Co warto odnotować, import wraca już do żywych i w 2022 roku do Polski sprowadzono aż 71 895 używanych motocykli (+1,7% względem 2021 r.), ale ceny wcale do normy nie wróciły. To chyba dziwić nie powinno. Myśląc z punktu sprzedażowego, nie ma co się spodziewać, że ceny prędzej czy później zaczną spadać. Jedyne co może spaść to tempo ich wzrostu. Trzeba zatem przyzwyczaić się do tego, że liczba złotówek potrzebnych do zakupu motocykla nigdy już nie będzie taka sama lub podobna jak kiedyś. Niewykluczone jednak, że za jakiś czas cenę motocykla względem naszych pensji będzie dzieliła mniejsza dysproporcja. Czego sobie i wam życzymy.

Inne publikacje na ten temat:

1 opinia

  1. Szkoda, że nadal spory procent trafiających do Polski z zagranicy sprzętów używanych, to powypadkowy złom. Lata mijają o Polska nadal jest złomowiskiem Europy.
    Ceny powinien zweryfikować rynek, tak długo jak będzie klient skłonny płacić zawyżoną cenę, tak długo sprzedawcy będą zawyżać.
    Płaca minimalna może i wyższa, ale rachunki za media również, więc portfel raczej chudnie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button