Co z obiecaną WSK ze Świdnika? Nie sprawdzili podstawowych kwestii

Reaktywacja marki motocykli WSK od początku nie miała sensu. Dlaczego?

W skrócie
  • Władzie Świdnika zapowiedziały reaktywację motocykla WSK.
  • Czy reaktywacje motocykli mają sens? Które marki reaktywowano z powodzeniem, a które okazały się totalną klapą?
  • WSK to marka, która istniała w czasach PRL. To błogosławieństwo dla inwestorów?
  • Motocykle WSK miały posiadać silniki o pojemności 125 cm3 i moc przekraczającą 15 KM. Oznacza to, że tymi jednośladami nie mógłbyś jeździć z prawem jazdy kat. "B".
  • Więcej o motocyklach klasycznych, nowy i informacjach ze świata motocykli przeczytasz na stronie jednoslad.pl

Informacje o rozpoczęciu prac nad reaktywacją marki WSK obiegły w roku 2017 cały kraj. Zapewniano, że prace nad konceptem motocykla są już w zaawansowanym stadium. Odbyła się nawet prezentacja motocykla na zlocie motocykli WSK. Tymczasem, musimy powiedzieć, to czego nie chcemy i nie lubimy: a nie mówiliśmy?

W roku 2017 władze Świdnika podjęły się wskrzeszenia marki WSK. Motocykle z kultowym logotypem na zbiorniku miały powstawać w Polsce i być produkowane w kooperacji z URSUSEM. Proces reaktywacji rozpoczął się blisko cztery lata temu i zakończył się głośną... ciszą.

Reaktywacja tak kultowych marek jak WSK (przynajmniej dla Polaków), to niezwykle trudna sztuka - historia pokazuje, że nawet największym graczom zdarzają się spektakularne wpadki. Wystarczy wspomnieć awantury związane z Nortonem, Brough Superiorem czy Horexem. Ryzyko jest ogromne. Inwestorzy oraz pomysłodawcy nie tylko muszą zaproponować klientom rozwiązania, które przekonają ich do zakupu nowego produktu, a z drugiej strony nie zerwą z tożsamością starej marki. To bardzo trudne zadanie marketingowe. Czasami zwyczajnie łatwiej jest stworzyć markę, która od początku będzie czystą kartą niż weźmie na swoje barki ciężar lat minionych. Te w przypadku motocykli WSK nie są jakieś szczególnie dobre. Oczywiście, pewnie większość z nas patrzy na rodzime pojazdy z pozycji klasycznego boomera i wspomina, to co dobre. Jednak dzisiaj czasy są trochę inne, a my nie jesteśmy zmuszani do zakupu tego, co akurat jest dostępne. Wybór jest spory.

Poza tym kasy przeciętnemu Polakowi raczej zawsze brakuje, jednocześnie nie oznacza to, że nie stać go na zakup nowego motocykla. Jeśli jednak chce już kupić, to raczej zdecyduje się na sprawdzoną, markową jednostkę, która całkowicie spełni jego oczekiwania niż na eksperyment.

REKLAMA

Zontes U1 125: Poczuj wszechstronność i moc

Poznaj nowy Zontes U1 125 z najbogatszym wyposażeniem w klasie. Odkryj moc systemu oświetlenia full LED. Poczuj osiągi silnika 14.6 KM. Doceń niesamowitą wszechstronność. Przyjrzyj się z bliska każdemu detalowi.

Reaktywacja. Marki motocyklowe, którym się udało

Z drugiej strony świat zna ogromne sukcesy reaktywacji marek motocyklowych. Wystarczy tylko wspomnieć takich producentów jak Triumph czy Indian. Zarówno Brytyjczycy, jak i Amerykanie odnieśli gigantyczny sukces. Sęk w tym, że za nimi stoją porządne konsorcja biznesowe, które były swojego rodzaju kołem zamachowym dla rozwoju firm.

Jest jeszcze przypadek Junaka, który (myślę, że mogę powiedzieć to z całą odpowiedzialnością słów), święci sukcesy sprzedażowe - wystarczy spojrzeć na ilość sprzedanych motocykli, czy na fora fanów marki. To mocna i naprawdę spora społeczność. Powiem Wam szczerze, że początkowo podchodziłem do tego z przymrużeniem oka i nie miałem wręcz świadomości o jakiej skali mówimy. To jest naprawdę duży sukces na naszym niewielkim ryneczku motocyklowym. Z drugiej strony Junak musi mierzyć się z przeszłością. Marka dosyć często porównywana jest przez pewną grupę osób do motocykli produkowanych w PRL, a to w pewien sposób jest kotwicą, z którą Państwo zarządzający Almotem radzą sobie zupełnie... niepolsko.

Reaktywacja WSK. Historia to błogosławieństwo czy przekleństwo?

Tu nie chodzi o laurkę dla Almotu (do tej firmy należy Junak). Fakty są takie, że na początku, znana nazwa daje solidnego kopa promocyjnego, ale to wkrótce staje się dużym obciążeniem. To zupełnie tak jak z muzykami, którzy cierpią na kompleks pierwszej płyty.

Reaktywacja motocykla WSK

Powiecie, że w takim razie trzeba robić motocykle w Polsce i sprzedawać Junaka, jako całkowicie polski produkt, a nie produkować motocykle w Chinach? Pewnie, zgadzam się z Wami. Jednak gdybyśmy chcieli tak zrobić, to w mediach zamiast testów motocykli Junak, znaleźlibyśmy kolejną opowieść o upadku marki. Koszty produkcji w Europie są cholernie wysokie, do tego dochodzą sprawy homologacyjne, które kosztują tyle, że nie ma możliwości, aby dany producent utrzymał się, sprzedając nawet tysiąc motocykli rocznie. Chodzi o skalę. Dzięki temu, że motocykle powstają w chinach i opierają się dla różnych producentów na tej samej "bazie" mogą zostać sprzedane w Polsce w cenie 15 tys. zł, a nie 60 tys. zł. To jest najważniejsza kwestia i szczerze? Naprawdę szczerze? Wolę taką sytuację niż pisanie po raz setny, że znowu się nie udało. Zupełnie tak jak w przypadku motocykli WSK: miały być produkowane w Polsce, miały być świetne, miało być jak nigdy. Wyszło jak zawsze.

To też nie jest tak, że Junakowi udało się przez przypadek i ten dyskurs powinien być traktowany jak wybuch supernowej, która błysnęła na niebie i zaraz zgaśnie. Potwierdzeniem tego są nie tylko liczne udane biznesy poboczne Almotu, ale fakt, że coraz mniej osób markę Junak porównuje do kultowego, chociaż niezbyt udanego modelu M10 (gdyby naprawdę był, to wierchuszka nie zdecydowałaby o produkcji w SFM wałów napędowych do samochodów Fiata). Czy można mówić o większym sukcesie?

Junak M10. Polski motocykl, który stał się legendą

To sprawiło już na samym początku, że na wskrzeszenie marki WSK patrzyliśmy przez palce. Oczywiście, trzymaliśmy kciuki z całych sił i mieliśmy nadzieję, że nasze wywody na ten temat będą za parę lat powodem do śmiechu i szyderstw podczas wielkiej gali zorganizowanej z okazji oficjalnej premiery motocykla WSK, ale tak się nie stało. Mieliśmy racje, a to boli. Boli jak potężny kop w przyrodzenie.

Reaktywacja motocykla WSK: nie sprawdzili podstawowych kwestii?

Z okazji tego artykułu poszperaliśmy i dogrzebaliśmy się do tekstu magazynu Bike&Bussines, który w 2019 przeprowadził bardzo ciekawy wywiad, z Michałem Piotrowiczem, Zastępcą Burmistrza Świdnika oraz osoby odpowiedzialnej za referat inwestycji i rozwoju. Czy tamy w nim:

Wykonaliśmy biznesplan i studium wykonalności, które potwierdzają zasadność realizacji przedsięwzięcia, pokazują niszę rynkową na nowy produkt i przedstawiają perspektywy jego rozwoju. W grudniu 2017 r. został odebrany od projektanta wstępny projekt techniczny motocykla studialnego WSK, a w czerwcu 2018 r. – projekt wykonawczy w formacie 3D.

Reaktywacja motocykla WSK

Ciężko to w sensowny sposób skomentować, gdyż słowa "zasadność realizacji przedsięwzięcia" zakopują całkowicie dalszą polemikę. Nie znam się na biznesie, realizacji inwestycji czy projektowaniu motocykli, ale znam się na motocyklach i co nieco słyszałem o sprzedaży motocykli 125. Pewnie słyszeliście, że 125-tką można jeździć z prawem jazdy kat. "B", pod warunkiem, że uprawnienia te posiadasz trzy lata? No dobrze, to było proste. Jednak już tak głośno nikt nie mówi o mocy maksymalnej dla pojazdów o pojemności 125. Oczywiście nowa WSK mogłaby mieć 16 turbin, zmienne fazy rozrządu i najwymyślniejszy sterownik, a całość mogłaby generować i 50 KM mechanicznych, ale maksymalną mocą dla motocykla 125, aby poruszać się na prawko kat. "B" jest 15 KM. To tyle. W wyżej przytaczanym wywiadzie czytamy:

W założeniach nowa WSKa ma być szosowym motocyklem przeznaczonym do jazdy rekreacyjnej, turystycznej i sportowej. Na początek będzie miała pojemność 125 cm3. Wersja sportowa będzie motocyklem jednoosobowym charakteryzującym się nisko umieszczoną wąską, dzieloną kierownicą i osłoną tylnej części siedzenia, o maksymalnej mocy 28 KM i 19-litrowym zbiorniku paliwa. Z kolei wersja turystyczna będzie przeznaczona dla dwóch osób i ma się cechować normalnie umieszczoną szeroką kierownicą, wygodnym dwuosobowym siedzeniem, stałymi podnóżkami dla pasażera i możliwością montażu bocznych toreb podróżnych. Maksymalna moc tej jednostki to 24 KM, a zbiornik pomieści 22 litry paliwa.

Ranking TOP5 najbardziej kultowych polskich motocykli i motorowerów

Kiedy to doczytałem, to od razu podniosłem larum, strzeliłem sobie otwartą dłonią w czoło i rozpocząłem w redakcji dyskusję na ten temat. Szybko zostałem sprowadzony na ziemię, że oczywiście można zastosować ograniczenia w elektronice, w wydechu czy dolocie, a finalnie dzięki temu uzyskamy żądaną moc. Tylko po co projektować statek kosmiczny, aby lecieć nim z Radomia do Łodzi? Jeśli faktycznie "zasadność realizacji przedsięwzięcia" w tamtym okresie była, to całkowicie głupie było mówienie o takiej mocy maksymalnej, bo to już w pewien sposób odstawia na tor boczny znakomitą ilość potencjalnych klientów, którzy mogliby widzieć siebie na motocyklu WSK po rozpoczęciu sprzedaży. Argumentem nie jest również fakt, że w momencie powstawania projektu nie istniało prawo zezwalające na jazdę motocyklem 125 na prawo jazdy kategorii B, ponieważ zostało ono powołane do życia w lipcu 2014 roku.

Inwestycja, która nie miała racji bytu. Motocykle WSK straciły jedyną szansę?

Argumentem nie jest również fakt, że nowa WSK mogłaby brać udział w wydarzeniach sportowych, bo głównym celem producenta jest maksymalizowanie zarobku i minimalizowanie kosztów. WSK z promocją nie miałaby większego problemu, a mój 60-letni wuj jeżdżący na rybki na pobliskie jeziorko w nosie ma wyścigi na torze w Kielcach. Ten nieprzemyślany ruch sprawia, że zaczynam wątpić w zasadność projektu, o którym w swoim czasie mówili wszyscy, bo sam koncept (ze względu na moc silnika) nie miał racji bytu na polskim rynku. Im bardziej wgryzam się w ten temat tym bardziej zaczynam myśleć, że pomysł reaktywacji był elementem kampanii wyborczej i to tyle...

Zapłon CDI w motocyklu WSK 175 i motorowerze Simson S51: Czy to rozwiązanie ma sens?

Gmina nie zamierza sama produkować motocykli, ale chce być animatorem tego projektu i w nim uczestniczyć. Planujemy aktywnie działać w zakresie rozwoju gospodarczego, przedsięwziąć kroki promujące reaktywację marki oraz poszukiwać inwestorów i podmiotów chętnych do współpracy. Produkcją zajmie się podmiot z Lubelszczyzny, który dzięki wprowadzeniu nowego produktu na rynek przyczyni się do rozwoju naszego regionu.

-Dodaje zastępca Burmistrza Świdnika.

Czasami mam wrażenie, że nasi lokalni działacze są totalnie oderwani od rzeczywistości. Oczywistym wydawał się fakt, że gmina nie będzie produkować motocykli, bo nawet najlepszy zarządca gminy, sponsorowany przez kopalnie, lotniska czy spółki nie ma szans na zebranie środków potrzebnych na realizację takiego przedsięwzięcia. Aby rozpocząć produkcję motocykli, musiałby znaleźć się inwestor. Problem jednak polega na tym, że inwestorzy mają pieniądze dlatego, że dociekają, sprawdzają, kombinują i wiedzą. Wiedzą np. że motocykle 125 muszą mieć 15 KM, aby poruszać się z prawkiem "B"...

To tylko tyle i aż tyle.

Zobacz również:

Jak odpalić stary motocykl po roku przestoju? Odpalamy WSK 125

 

Inne publikacje na ten temat:

26 opinii

  1. Tak sobie myślę że ograniczenia tworzą ludzie homologacje też, to w zasadzie tylko zła wola rządzących i decyzyjnych przeszkadza w rozwoju Polski. Zawsze jakiś łach uzurpuje sobie władzę nad Polakami…

  2. Rządzą nami narodowi socjaliści gotowi dopłacać do deficytowych i westycji byle tylko pojawiła się polska flaga na produkcie, to co się tu dziwić, że władze Świdnika podchwyciły trendy i chciały spróbować? Oczywiście pewnie nic z tego nie wyjdzie tak jak z Izerą, ale liczy się że ktoś mógł pochwalić się pronarodowym pomysłem

  3. Mała uwaga do sukcesu Junaka. Jest to produkt podobny do wielu innych chińskich produktów których nazw nawet nie pamiętam. A można było zrobić tak jak zrobiła Jawa. I o nich można powiedzieć że odnieśli sukces wystarczy spojrzeć na zapotrzebowanie! Ale jak to mówią trzeba mieć jaja.

  4. Jeśli ma 24 km to pięknie. Tzn nisza którą wypełniał i częściowo wypełnia benelli 251. Km to jedno a Nm to drugie, o ile wartości byłyby zbliżone to pewnie bym kupił, jeśli Nm=125 cm to dziękuję. Narzekanie na zapas jest niepotrzebne. Zaczekajmy na parametry całkowite.

  5. Jawa nic nie zrobiła, bo nie istnieje. Prawa do marki zostały kupione przez Hindusów i wykorzystane do produkcji hinduskich motocykli na hinduski rynek. Teraz w Czechach pojawił się importer, który zaczął sprowadzać te motocykle do Czech. Tyle w temacie. Prawda jest taka, że produkcja WSK w Polsce to polityczna bzdurą i tyle.

    1. W Czechach są jeszcze producenci silników do motosportu ale to już są jakieś resztki po Jawie. Jawa to teraz marka Indyjskich motocykli a to dlatego ze maka Jawa była znana w Indiach. Teraz ktoś te indyjskie motocykle usiłuje sprowadzać do Europy walcząc z normami emisji. Indyjska TVS produkuje i sprzedaje 3 mln motocykli rocznie więc wprowadzenie produkcji nowych marek jak Jawa czy przejmowanie produkcji Nortona jest dla nich niewielkim kosztem w budżecie firmy.

  6. Moim zdaniem 600 cm miało by sens w jednej propozycji było coś takiego Moto o dość fajnym kształcie i z fajnie rozwiązanym silnikiem za o 12 tys było by to konkurencyjna propozycja

  7. Panie redaktorze tu nie chodzi o moc motocykla jak pan sugeruje.. Mocniejszy motocykl zawsze można zablokować co jest na plus bo potencjalnie wydłuża się jego żywotność… Sam projekt motocykla był g…. wysmiewany i dla tego to upadło… Był zbyt futurystyczny a konstrukcja powinna nawiązywać do starej poczciwej WSK.. Tego chcieli potencjalni klienci

    1. Dokładnie. W sedno . A posiadaczy prawdziwego prawa jazdy kat A zainteresowanych fajna prawdziwa WSK był by ogrom. Ale nie szajsu na chińskich podzespołach.

  8. Do tych wszystkich argumentów dodałbym jeszcze to, że inicjatorzy projektu nie odnosili się w swoich deklaracjach do kwestii norm Euro 5, które wówczas zapowiadano, do wydatków na homologację. A marzycielstwo zastępcy burmistrza było aż nadto widoczne, gdy rzucał słowa o opracowaniu gamy silników nawet do 1 litra! Czy ten facet naprawdę orientował się w kosztach i wymaganiach prawno-technicznych? I jak tu na starcie poważnie traktować takich ludzi. A teraz Pan Jacek Synakiewicz, projektant motocykla, pozuje się na męczennika. Oczywiście w wywiadzie z nim ani słowa o normach, ani słowa o szczegółach, za to pochwała dla wiceburmistrza. Zwróćcie uwagę jak zaczyna z żalem mówić o krytyce jego koncepcji przez innych. Nie wiem, czy facet analizował rynek, czy rozumie potrzebę odbiorców. On się dziwi, że ludzie skrytykowali jego projekt, że chcieli klasycznego wyglądu. A mnie z kolei dziwi, że facet nie pomyślał o przynajmniej dwóch, trzech różnych projektach WSK – jeden nowoczesny, a inny klasyczny, odpowiadający potrzebom różnych odbiorców. Ale on tylko w jedną stronę, bez zbadania rynku. Przy takim podejściu obydwu Panów nie ma się co dziwić, że się nie udało. Wywiad z nim można obejrzeć na YT:

    https://www.youtube.com/watch?v=YiwVKKcPvFk

    1. Jacek Synakiewicz nie rozumie nawet zasad budowy maszyn, działania silników wewnętrznego spalania ani nie raczył przeczytać materiałów na temat opracować DKW dotyczących silników 2T. Zeni naiwnym ludziom swoje kocopoły od 15 lat. I co jakiś czas znajduje frajera który mu cos tak zbuduje – a to silniczek do modelu latającego, który nie lata, a to rzeźbę w aluminium i z ramą do jego XJJS, a to renderingi motocykla JJS albo WSK. Taki stan umysłu to się leczy a nie wywleka na forum publiczne udając wynalazcę.

    2. Widziałem to w innym wywiadzie bajdurzył, ze będzie on z innymi robic go w USA i sprzedawać w UE jako zestaw do samodzielnego złozenia. heeh zapytałem go jak z rejestracją takiego pojazdu- nie raczył odpowiedzieć, a więc..

  9. Skopiować starą WSK założyć do przodu hamulec tarczowy kupić od chinczkow fajny silnik ohc na wtrysku i po problemie dodam że silnik 2t w 125 nigdzie na świecie nie przejdzie

  10. WSK to był największy badziew bloku komunistycznego, nawet ruski lepiej kopiowali
    Niemiecką przedwojenną markę

  11. Fabrykę sprzedającą porządne motocykle i przynoszącą zyski to się tworzy naście lat… jak już jesteśmy przy almocie i chińskich Junakach to Zontes czyli Tayo robiące dla Almotu przez dekadę tworzył paździerz stopniowo poprawiając jakość i nabywając know how doszli sami do nowoczesnych 3setek i 125 a za dwa lata mają mieć trzy-cylindową 8setkę na własnych technologiach… 20 lat po rozpoczęciu zabawy w produkowanie motocykli a tu ktoś ściemniał że cyk i ogarnie temat na przemysłową skalę ot tak… to od razu było śmieszne.

  12. Ten render nie miał szansy przerodzić się w jeżdżący prototyp, bo z założenia nie miał powstać. Pomijając że WSK była g… marką dwusuwów – znaną z tego że dostępną w czasach PRLu – nawet nie obijającą się o podnóżki takich dwusuwów jak MZ czy Jawa nie mówiąc o Suzuki czy Kawasaki z tamtych lat. W tej śmiesznej koncepcyjnej WSK przyjęto zastosowanie silnika dwusuwowego.
    Żeby uspokoić bardziej świadomych, stwierdzono, że to będzie silnik „innowacyjny” czyli nie spalający oleju. W pewnym momencie podciągnięto to pod wymysły pewnego „konstruktora”, który od piętnastu lat żeni publiczności swoje „wynalazki” w animacjach pod nazwą JJS (choć nigdzie nie było słychać by on sam firmował pomysł silnika do WSK swoja osobą). Czyli koncepcji zastosowania silnika 2T, które nie będą działać, bo pan „konstruktor” nie przeczytał lektury z doświadczeń DKW na temat budowy silników T2… A raczej w ogóle nie przeczytał nic na temat zasad budowy maszyn, tylko zajął się wymyślaniem koła od nowa.
    Poza tym najpierw były renderingi JJS, potem wypłynęły gdzieś w necie renderingi WSK… A dopiero później jakiś kmieć z samorządu lokalnego ogłosił, że gmina zbuduje motocykl. Czyli miejscowy ekonom zrobił im biznes-plan, który miał być bombastyczny i zachwycać… Dzieła tego nie opublikowano by nie wystawiać go na wyśmianie, przez ludzi mających wiedzę o biznesie i tworzeniu opracowań analitycznych.

  13. Po pierwsze, na to się nie da patrzeć. Stylistyczny koszmarek.
    Po drugie, 2-suwowy silnik motocyklowy spełniający obecne normy nie istnieje, a w każdym razie nikt go nigdy nie widział.
    Po trzecie, to moto wyprodukowane w EU przy tutejszych kosztach pracy będzie kosztować o wiele za dużo.
    Tyle w temacie.

  14. Autor zapomniał wspomnieć o kwestii nr. 1 decydującej o powodzeniu.: O budowie sieci serwisów, punktów sprzedaży i należytym ich traktowaniu.
    Casus znikających serwisów motocykli z R w nazwie, daje do myślenia.
    A klient, nie będzie jeździł 200 lub 400 km by zrobić przegląd gwarancyjny. Z tąd licha ( niemal żadna) sprzedaż Royal Enfieldów, JAWY w Polsce. I żeby nie wiem jak reklamowali swój towar, to nikt go nie kupi po to by, na drugi koniec Polski jeździć na przeglądy do Poznania, Gdyni, albo Krakowa i szukać części po zagranicznych portalach i ich brak na polskim rynku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button