Bo prawdziwa wartość motocykla nie leży w pięknym lakierze i chromie. Szkoda, że o tym nie pamiętamy…

Zakup zabytkowego motocykla to prawdziwa przygoda. Wystarczy podejść do tego inaczej niż wszyscy

W skrócie
  • Motocykle zabytkowe to bardzo specyficzna grupa pojazdów - ich wartość uzależniona jest od całej masy czynników.
  • Stan techniczny oraz stopień oryginalności najczęściej jest decydujący. W mojej opinii, jeszcze ważniejsza jest historia danego pojazdu.
  • Warto jest poznać historię konkretnego modelu. Czasami potrafi ona doskonale wyjaśnić braki lub niedoskonałości - te historie potrafią zwalać z nóg!
  • Więcej historii motocyklowych znajdziesz na naszej stronie głównej, jednoslad.pl!

O motocyklach zbytkowych możemy pisać w najróżniejszym tonie: niektórzy traktują je jako obiekty muzealne, dla innych są to pamiątki rodzinne, jeszcze inni kupują je jako swojego rodzaju inwestycję finansową. Są też tacy, którzy po prostu na motocyklach jeżdżą. Wyobrażam sobie, że części z Was po głowie chodzi zakup motocykla zabytkowego, który miałby pełnić więcej funkcji niż pełni klasyczny mebel postawiony w sypialni. Właśnie dlatego warto poznać jego historię – bo to ma prawdziwy wpływ na jego wartość.

Prawda jest taka, że niejeżdżone pojazdy spalinowe przestają być pojazdami, a stają się klasycznym elementem wystroju wnętrza. Taka meblościanka potrafi być dosyć kosztowna i całkiem bezsensowna. Oczywiście, jeśli stary motocykl jest rodzinną pamiątką, czy sprzętem który zapisał się w Twojej historii, to nabiera zupełnie innego sensu. Bywa też tak, że motocyklowa meblościanka jest wynikiem setek godzin pracy właściciela i ten chce na nią po prostu patrzeć każdego dnia. Pozostają również motocykle niezwykle unikatowe i rzadko występujące w przyrodzie – ich specjalne traktowanie jest więcej niż zrozumiałe. Wszystkie te sprawy łączy jeden aspekt – historia! Historia, którą warto poznać.

Nie mówię tu oczywiście o historii modelu, datach wprowadzania zmian konstrukcyjnych czy danych technicznych. Mówię jasno i wyraźnie o historii dotyczącej konkretnej sztuki. Wiem, że bardzo często kupujemy motocykl z ogłoszenia, bez papierów i z zawiłą historią. Rozpracowywanie tej historii może okazać się niezwykłą przygodą, którą zapamiętamy do końca życia i to właśnie ta przygoda sprawi, że jedna z tysiąca Wuesek będzie posiadać prawdziwą wartość.

Jestem nieco zmęczony polskim rynkiem pojazdów zabytkowych, który niczym wydmuszka napompowany jest… niczym. Masa pseudozabytkowych motocykli, powtarzających się w nieskończoność, bez większej historii i finezji konstruktorskiej. Pisałem to już pewnie setki razy w swoich artykułach, ale bardzo bym chciał, aby podłe i niezwykle często występujące w przyrodzie produkcje nie kosztowały tyle, ile kosztują naprawdę konkretne i unikatowe maszyny. Potrzebujesz przykładu? Proszę bardzo. W momencie pisania tego artykułu, na OLX znalazłem ponad 50 motorowerów Simson z czego modele pt. “piękny”, “jedyny w swoim rodzaju”, “odnowiony” kosztowały od 14 do 20 tysięcy złotych (!). Nie dalej niż dwa tygodnie temu miałem okazję kupić oryginalny, pięknie zachowany, a przy okazji powojenny motocykl o pojemności 125 cm3 z 1938 roku w cenie Simsona. Jak to możemy zestawić ze sobą? Wróćmy jednak na ziemię. Patologie polskiego rynku motocyklowego opisywałem już wielokrotnie.

Co ma wartość, a co nie?

Niestety nasza proletariacka natura sprawia, że bardzo często podniecamy się starymi motocyklami, które obiektywnie rzecz ujmując nie mają większego znaczenia dla świata. Wiem, że ukłuje Was to w serca, ale spośród polskich jednośladów zaledwie kilka modeli na chwilę obecną może być traktowana jako naprawdę wartościowy sprzęt. Reszta to zwyczajnie przewartościowany i o zgrozo produkowany w milionach sztuk szmelc bez żadnej wartości historycznej. I to jest ten moment, w którym zaczynacie odczuwać potrzebę wyłączenia tego artykułu i skrytykowania autora, ale poczekajcie jeszcze chwilę.

AWO SIMSON 425

Jak zwykle ważna jest perspektywa. Bo zupełnie czymś innym będzie zakup i renowacja Rometa Ogara, jeśli takowym dojeżdżałeś 30 lat temu do szkoły, a zupełnie czymś innym traktowanie go jako pełnoprawnego pojazdu zabytkowego, mimo że takie prawa ten sprzęt posiada. Pamiętam jak dziś, kiedy w programie Top Gear, prowadzący robili sobie jaja z naszego rodzimego Poloneza. Wielce prawdopodobne, że autorzy nie posiadali żadnych połączeń z tym samochodem i ocenili go bardzo obiektywnie – jako jedną z największych motoryzacyjnych porażek. To było zaledwie kilka lat temu. Spróbujcie dzisiaj publicznie powiedzieć coś negatywnego na temat tego samochodu w Polsce – wiecie o co mi chodzi? Wróćmy jednak do motocykli.

Motocykle zabytkowe: chrom czy historia?

Powyższe akapity nie powstały przez przypadek. Napisałem je z prostego powodu. Kolana uginają mi się pod ciężarem zażenowania kiedy po raz kolejny słyszę, że Komar, Motorynka, WSK czy inny średniej jakości i produkowany w milionach sztuk motocykl jest eksponatem muzealnym. Wystarczy wejść na popularne serwisy aukcyjne i przekonać się w jak wielkim błędzie są ich właściciele. Bardzo często na serwisach aukcyjnych znajdziemy do sprzedania więcej sztuk tychże zabytków niż 10-letnich motocykli średniej klasy. Zatem ich wartość historyczna jest bardzo niska.

Jeszcze bardziej smutno robi mi się na sercu kiedy widzę całkiem nieźle zachowany egzemplarz motocykla, oczywiście noszący wyraźne znaki użytkowania i wszechobecną patynę, który jest rozkręcany i odrestaurowywany przez ludzi, którzy chromują co się da i polerują jeszcze więcej. Oczywiście, taki sprzęt będzie robił wrażenie podczas okolicznych dożynek, jednak nowy lakier, chromy czy głęboka polerka aluminium zetrze z motocykla jego historię, czyli dokładnie to, co w mojej opinii jest cenne w motocyklu zabytkowym.
I dokładnie taka działalność prowadzi do zacierania wartości motocykla jako takiego.

Fakty pozostają takie, że ów sprzęt będzie w moich oczach warty tyle, ile kosztowała jego renowacja. A może nawet mniej. Bo przecież nadal taniej mogę kupić motocykl okryty patyną. Tutaj właśnie rozpoczyna się przygoda, która przez wiele osób jest totalnie niedoceniana.

Kupujesz motocykl? Kupujesz historię!

Kupując motocykl zabytkowy, kupujesz również i przede wszystkim możliwość poznania jego historii. Przez lata swojej motocyklowej posługi trafiłem na pozytywnych wariatów, którzy sprawdzali umowy, odwiedzali adresy, które znaleźli w dokumentach. Zbierali rachunki: za zakup motocykla, za stare części, za paliwo, ale przede wszystkim rozmawiali z ich byłymi właścicielami – poznawali historię motocykla i ich byłych włascicieli.

Owszem, bywa tak, że starzy właściciele już nie żyją. Bardzo często żyją jednak ich dzieci lub wnukowie. W dzisiejszych czasach odnalezienie ich nie jest jakimś olbrzymim problemem (oczywiście poza wyjątkami). Wspominam o tym dlatego, że w moim mniemaniu poznanie historii motocykla (nawet tak podłego jak WSK czy Komar) sprawia, że owy jednoslad zyskuje na wartości zdecydowanie więcej niż oblanie go w całości wieśniackim chromem.

Wyobraź sobie sytuacje, w której odnajdujesz pierwszego właściciela swojego Junaka, Jawy czy Pannoni. Pokazujesz mu ją, a na jego pomarszczonej twarzy pojawia się uśmiech. Ty w zamian za ten gest masz możliwość rozmowy z osobą, która kiedyś tak jak Ty kochała maszynę i przeżywała na niej niesamowite przygody – oczywiście tego nie możesz być pewien. Zawsze motocykl mógł należeć do zgnuśniałego nudziarza, który pogoni Cię z podwórka. Jest jednak małe “Ale” – motocykle łączą, a widok dobrze znanego staruszkowi motocykla może otworzyć w głowie pewne klapki i to co usłyszysz przerośnie Twoje oczekiwania.

Być może pierwszy właściciel zamiesza w składziku lub kredensie i znajdzie jakieś artefakty, które dla niego nie mają już żadnego znaczenia, a dla Ciebie będą zdobyczą dziesięciolecia? Tego nie wiesz, ale jeśli nie spróbujesz, nigdy się nie dowiesz.

Dlatego ku przygodzie najlepiej jest ruszyć na motocyklu, na temat którego szukasz informacji. Być może do pierwotnego miejsca garażowania wcale nie będzie daleko, a może właśnie będzie i dzięki takiej wycieczce do kart historii Twojego motocykla dopiszesz kolejne rozdziały? Wiem, że jest to nieco romantyczna wizja świata i nie zawsze możemy ją zrealizować, ale znam masę przykładów, w których pasjonaci jak po nitce do kłębka trafiali do celu swojej podróży. Czasami wymagało to wielu zabiegów, ale finalnie opłacało się i to bardzo!

W mojej opinii, to właśnie wiedza, świadomość i historia budują wartość motocykla, a nie jego lakier czy stan techniczny. Odnowionych Wuesek są tysiące, ale Wuesek z zapisaną wielką historią życia zdecydowanie mniej. Jeśli kiedykolwiek się przełamiesz i uda Ci sie dotrzeć i porozmawiać z byłym właścicielem, to pamiętaj, żeby szybko losy motocykla spisać – tak aby niczego nie zapomnieć. Za parę, paręnaście lat te wspomnienia będą warte dużo. A wspominany przeze mnie chrom i lakier będą nakładane kolejny raz – to bez znaczenia!

 

 

Tobiasz Kukieła

Dziennikarz motoryzacyjny, fotograf, reportażysta. Na motocyklach jeździ od dzieciaka i cały czas odczuwa potrzebę rozwijania swoich umiejętności jeździeckich. Jest złomiarzem z powołania - zdecydowanie częściej kupuje motocykle niż je sprzedaje. Czy to jego problem?

Inne publikacje na ten temat:

2 opinii

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button