Yamaha MT-09 SP: o co chodzi w wersji SPecjalnej najlepiej sprzedającego się motocykla w klasie?

Dopasiony hypernaked z serii Dark side of Japan. Jak jeździ?

W skrócie
  • Yamaha MT-09 SP 2022: mocna karta w ofercie Japończyków
  • Czym różni się wersja SP od podstawowej MT-09?
  • Zmodyfikowany silnik i przekonstruowana rama to nie koniec zmian w najnowszej odsłonie Yamahay MT-09 SP
  • Wysokiej klasy zawieszenie i świetnie działająca elektronika: jak sprawdzają się podczas jazdy?

Yamaha, tworząc mroczną serię hypernakedów spod znaku Dark side of Japan, otworzyła nowy rozdział w historii uniwersalnych motocyklowych golasów o sportowym zacięciu. Dopracowany, dynamiczny design w połączeniu z bardzo żywiołowymi napędami silników z serii Cross Plane, zdobył Japończykom rzeszę zagorzałych fanów, którzy wracają po więcej. Jak na tym tle prezentuje się najnowsza odsłona modelu MT-09 w dopasionej wersji SP?

Szaleństwo zaczęło się w 2013 roku za sprawą zupełnie nowej i rewolucyjnej jak na ówczesną ofertę Yamahy, pierwszej odsłony modelu MT-09. Europejscy motocykliści szybko pokochali ten sprzęt przede wszystkim za nowoczesny i zadziorny wygląd oraz skonstruowany od podstaw trzycylindrowy silnik w układzie Cross Plane, który odznaczał się dzikością. Ta maszyna po prostu była szalona. Jednak diabeł w tym wypadku nie tkwił wyłącznie w napędzie, ale także w podwoziu, które potrafiło zachowywać się nieobliczalnie. Szczególnie przód potrafił płatać figle i czasami ciężko było ustalić co dzieje się na styku opony z asfaltem oraz czy ten styk jest w ogóle zachowany. Wszystko to wpływało na nieobliczalny charakter motocykla, który wielu osobom właśnie przez to przypadł do gustu. Właściciele Yamahy MT-09 nie mogli narzekać na brak charakteru, ale jej nieprzewidywalność była także jej wadą. Jeśli nie możesz w pełni zaufać podwoziu, to po prostu ciężko puścić wodze fantazji i bawić się jazdą na limicie.

Yamaha MT-09 SP: hypernaked na bogato

Yamaha podjęła próbę wyłagodzenia tej sytuacji w 2017 roku, kiedy to model MT-09 przeszedł solidny lifting. Zmianie od strony konstrukcyjnej uległy m.in wkłady rur przedniego zawieszenia. Każda z nich także pełniła teraz osobną funkcję. Zwiększyła się także możliwość regulacji, a w silniku pojawiło się sprzęgło antyhoppingowe. Modyfikacje te pomogły, ale nie wyleczyły całkowicie konstrukcji. To co dla jednych było plusem, dla innych nadal objawiało się jako wada. Wszystkie te historie nie przeszkodziły „dziewiątce” być stale sprzedażowym hitem, co najlepiej świadczy o tym jak „badacze rynku” dobrze odczytali potrzeby współczesnych motocyklistów.

Minęły kolejne cztery lata i znów nadszedł czas na odświeżenie modelu. Tu pozwolę sobie na dygresję dotyczącą czasu przeciekającego przez palce. Niby 4 lata to szmat czasu, a kiedy to minęło? Osobiście nie zdążyłem się jeszcze przyzwyczaić do nowoczesnej mordki wcielenia MT-09 z 2017 roku, a tu już zaprezentowano jeszcze bardziej futurystycznego z „mordki” następcę. Tym razem nasz bohater pozbył się pary oczu na rzecz jednej, chyba zaczerpniętej z Minionków gałki ocznej. Ta oczywiście wyposażona została w podwójne diody LED, które okraszono dwoma paskami świateł do jazdy dziennej. pyszczek nowej MT-09 jest wyjątkowo skromny pod względem gabarytów. To, w połączeniu z bardzo nowoczesną formą oraz dość pękatym zbiornikiem paliwa w jaki ciężko mu przejść płynnie, powoduje, że Yamaha MT-09 w najnowszym wcieleniu wydaje się trochę nieforemna wizualnie. Nie są z tego powodu obce głosy krytyki twierdzące, że ktoś chyba przesadził w ewolucji.

Jakież też było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem po raz pierwszy testową sztukę MT-09 w wersji SP w obecnym sezonie. Ktoś pokusił się o doposażenie jej w akcesoryjną owiewkę w postaci montowanej bezpośrednio do robociej główki niewielkiej i gustownie skrojonej szyby. Nie widziałem wcześniej dziewiątki z tym dodatkiem i powiem wszem i wobec, że jestem pod wrażeniem jak tak niewielki detal może zmienić odbiór motocykla pod względem wizualnym. Teraz MT-09 wygląda o niebo lepiej. Może nawet nie lepiej, bo nie jestem w obozie przeciwników designu nowych wcieleń modeli z serii MT. Wygląda po prostu bardziej foremnie. To oczywiście rzecz gustu, dlatego warto dodać, że mała szybka daje naprawdę sporo pod względem komfortu jazdy z prędkościami autostradowymi. Napór pędu powietrza jest (wiadomo) nadal odczuwalny, ale jego struga odchylona jest z tułowia i nie próbuje już zrzucić cię z siedzenia jak ma to miejsce na każdym motocyklowym golasie.

Bądź zawsze na bieżąco dzięki Jednoślad.pl News

Podobieństwa i różnice

Przeczytaj też:

Yamaha MT-07 2021 kontra MT-09 2021: czy 0,7 litra wystarczy do dobrej zabawy?

Zostawmy wygląd Yamahy MT-09, a skupmy się na samej wersji SP. Ta od podstawowej tak naprawdę różni się niewiele. Diabeł jednak, jak to zwykle bywa, tkwi w szczegółach. Wersja SP to przede wszystkim zawieszenie z wyższej półki. Z przodu pracuje odwrócony widelec Kayaba z pełną regulacją oraz rurami zawieszenia krytymi czarną powłoką DLC. Nie tylko wygląda to premium, ale po prostu działa i daje większe możliwości personalizacji, lub też dostosowania motocykla do różnych warunków – np. codzienna miejska jazda i weekendowy track day. Korki zawieszenia sygnowane są dodatkowo oznaczeniem modelu. Z tyłu jest jeszcze bardziej tłusto, bo standardowy element resorująco-tłumiący zastąpiono bijącym już  z daleka po oczach Ohlinsem – oczywiście z pełną regulacją i zewnętrznym zbiorniczkiem gazu. Łatwo dostępne pokrętło pozwala szybko dostosować podstawową twardość.

Dalsze zmiany nie są już tak spektakularne, ale za to widoczne dla oka. Podwójne przeszycia kanapy, której obszycie wykonano z dwóch rodzajów materiału, klamki i osprzęt kierownicy wykończony w gustownej czerni, zarezerwowane tylko dla wersji SP malowanie Icon Performance i na koniec szczotkowany i kryty klarem wahacz. Wśród wyposażenia znalazł się także niewystępujący w wersji standardowej tempomat, który gwizdnięto z Tracera 9. Za te wszystkie zmiany i dodatki Yamaha każe sobie dopłacić równe 7500 zł. Powiem szczerze, że samo zawieszenie będzie pewnie więcej warte gdybyś chciał uzupełniać je osobno. Oferta więc wydaje się kusząca i podejrzewam, że przy zakupie Yamahy MT-09 skłaniałbym się chyba właśnie do tej wersji – choć sam schemat malowania nie trafia w 100% w moje gusta. Wersja SP będzie też więcej warta na rynku wtórnym, więc taką dopłatę można po części potraktować jako inwestycję.

A jak jeździ Yamaha MT-09 SP. Główna różnica to wspomniane zawieszenie i faktycznie robi ono swoją robotę. Nie tylko wyglądem, ale przede wszystkim czułością. Jego prawdziwy potencjał pewnie można docenić dopiero na torze, gdzie nie zajrzałem z testową sztuka. Wystarczyło jednak pokręcić pokrętłem od tylnego amortyzatora by poczuć w momencie różnicę w ustawieniach. Fajnie jest mieć taką możliwość, nawet jeśli nie masz zamiaru odwiedzać torów wyścigowych. W ogóle zachęcam do pokręcenia śrubkami i pokrętłami w zawieszeniu Twojego motocykla – jeśli tylko masz taką możliwość. Czasem nawet nie wiesz, że Twój sprzęt może jeździć jeszcze lepiej. Tylko zapisz sobie ustawienia wyjściowe – tak na wszelki wypadek.

Silnik CP3 niezmiennie zachwyca

To czym wyróżnia się Yamaha MT-09 to na pewno silnik. W najnowszej odsłonie dostał niecały kieliszek więcej pojemności, co pomimo dopasowania do najnowszych norm homologacyjnych, pozwoliło dodać 5 KM i 6 Nm do wykręcanych osiągów. Najważniejszym jednak jest fakt, że MT-09 nie straciło pazura, dalej od niechcenia podnosi przednie koło przy przebijaniu na dwójkę i ma genialny zakres użytkowych obrotów. Motocykl jeździ z cieszącą duszę lekkością, dysponując zapasem potencjału. Niemal zawsze i na każdym biegu. Trójeczka CP3 potrafi oczarować, zwłaszcza w zestawieniu z dobrze działającym quick shifterem i i wyrwaną żywcem z Yamahy R1 elektroniką. IMU 6-osiowe potrafi w genialnie płynny sposób trzymać pieczę nad zabawą. Slide Control System i Lift Control są regulowane. Można je także wyłączyć.

Podczas typowo miejskiej jazdy i przeciskania się w korkach brakuje trochę większego skrętu kierownicy. Zawracanie w ciasnym miejscu też spowoduje wymuszenie jednego „tył-przód” więcej. Poza tym ergonomia jest na wysokim poziomie a akcesoryjna szyba daje dużo do komfortu już na miejskiej obwodnicy – dodatkowo poprawiając dla wielu kontrowersyjny wygląda robociej główki ukrytej gdzieś między rurami przedniego zawieszenia. Fajnie za to, że sety podnóżków można ustawiać w dwóch pozycjach bez konieczności inwestycji w nietanie sety akcesoryjne. Dzięki temu możesz poprawić możliwości sportowe przekręcając je wyżej. Fajnie.

Fabryczne opony Bridgestone S22 świetnie spełniają swoje zadanie, dając dużo kontroli i informacji. MT-09 w takim zestawieniu jest bardzo przewidywalna, a gdy nastąpi nieprzewidziane, elektronika w płynny i błyskawiczny sposób wkracza do akcji. Tak objawia się XXI wiek w motocyklach konsumenckich. Średnie spalanie to ok. 5 litrów na setkę. Przy dynamicznej jeździe łączącej miasto i drogi ekspresowe to bardzo rozsądny wynik. Zapewne możesz zajrzeć w okolice czterech litrów i nie będzie to specjalnym wyczynem, tylko jak na takim motocyklu jeździć w tak łagodny dla konsumpcji sposób? Nie sposób!

Dużo motocykla w motocyklu

To co jest zdecydowanie mocną stroną Yamahy MT-09 SP to fakt, że za cenę 54 400 zł dostajesz bardzo dobrze wyposażony motocykl, postawiony na wysokiej klasy zawieszeniu, które w połączeniu z dopracowaną geometrią całkowicie nowej ramy i bardzo żywiołowym napędem, tworzą mocną pod wieloma względami propozycję wśród obecnej na rynku konkurencji. MT-09 SP to przysłowiowy pewniak, który po prawie 10 latach obecności na rynku, wyzbył się słabych stron. A jeśli wciąż nie jest w stanie przekonać Cię do siebie swoim wyglądem, to zerknij na stworzoną na tej samej bazie retro-wyścigówkę w postaci najnowszej odsłony modelu XSR 900. Szukasz czegoś jeszcze bardziej funkcjonalnego? Jest i Tracer 9 oraz Tracer 9 GT. Yamaha na bazie silnika CP3 stworzyła ciekawą ofertę motocykli, w której wielu powinno odnaleźć spełnienie swoich motocyklowych potrzeb.

Ja czekam już tylko na ukoronowanie serii w postaci sportowej Yamahy R9 oraz dual-sporta na sterydach, czyli modelu Super Tenere 900. Czy się doczekam?

Piotr Ganczarski

Z wykształcenia inżynier mechaniki i budowy maszyn. Motocykle są jego życiowym przekleństwem i chorą miłością. Buduje, przerabia i remontuje jednoślady. Zarówno te nowsze, jak i starsze. Fan motoryzacji i podróżowania na różne sposoby. Oprócz tego lubi pohasać na rowerze i przeczytać dobrą książkę.

Inne publikacje na ten temat:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button