- Jedne motocykle są po prostu kolejnymi modelami w ofercie, a inne potrafią wywrócić branżę do góry nogami.
- Poznaj 10 motocykli, których nie trzeba lubić, ale warto je znać.
- Bez tych modeli projektowanie motocykli wyglądałoby zupełnie inaczej.
Są motocykle, które znają wszyscy, bo były szybkie. Są takie, które przebiły się do popkultury. Są też maszyny, bez których cała branża wyglądałaby inaczej. W tym zestawieniu poznasz motocykle, które każdy powinien kojarzyć, bo zmieniły sposób myślenia o jednośladach, zbudowały całe segmenty albo stały się punktami odniesienia dla kolejnych generacji maszyn.
1. Honda Super Cub

Honda Super Cub to motocykl, który najlepiej pokazuje, że wpływ nie zawsze mierzy się mocą. Pierwszy C100 zadebiutował w 1958 roku i miał silnik o pojemności 49 cm3 i mocy 4,5 KM. Dziś brzmi to skromnie, ale geniusz tkwi w prostocie. Super Cub był i nadal jest tani, lekki, prosty w obsłudze, oszczędny i przyjazny dla ludzi, którzy wcześniej nie myśleli o motocyklu jako o codziennym środku transportu. W 2017 r. Honda świętowała przekroczenie progu 100 milionów wyprodukowanych Super Cubów, co dobrze pokazuje skalę tego zjawiska.
Trzeba znać Super Cuba, bo to nie jest tylko kolejny mały motorek z Azji. To jednoślad, który zmotoryzował miliony ludzi i zmienił sposób, w jaki świat patrzy na lekkie motocykle. Niska rama z przekrokiem, półautomatyczna skrzynia, skuteczne owiewki i idiotoodporna obsługa sprawiły, że Super Cub nie straszył początkujących. Nie trzeba było mieć skóry, brody i garażu pełnego narzędzi. Wystarczyło wsiąść i jechać.
Jego wpływ widać w całej kategorii tanich, prostych jednośladów użytkowych. Super Cub pokazał, że motocykl może być codziennym narzędziem, a nie tylko hobbystyczną zabawką. Dla wielu ludzi był pierwszym krokiem do niezależności. Właśnie dlatego warto go znać niezależnie od tego, co masz w garażu.
2. Harley-Davidson Sportster

Harley-Davidson Sportster to jeden z tych motocykli, które na stałe wpisały się do kultury motocyklowej. Zadebiutował w 1957 roku jako odpowiedź Harleya na lżejsze i bardziej sportowe motocykle z Wielkiej Brytanii. Pierwszy XL Sportster miał silnik V2 OHV o pojemności 883 cm3 i moc 40 KM. Model szybko zdobył popularność i trafił także do świata customów oraz wyścigów.
Trzeba znać Sportstera, bo przez dekady był jednym z najbardziej rozpoznawalnych Harleyów. Nie był największy, nie był najbardziej luksusowy i nie był najwygodniejszy w gamie. Miał jednak zupełnie inny zestaw zalet i wartości. Był podatny na przeróbki, miał właściwe proporcje i dawał właścicielom poczucie, że dostają prawdziwego Harleya w bardziej przystępnym, surowszym opakowaniu.
Sportster stał się bazą dla chopperów, bobberów, flat trackerów i cafe racerów w amerykańskim stylu. Dla jednych był pierwszym Harleyem, dla innych najlepszym Harleyem, a dla jeszcze innych motocyklem, który należało natychmiast rozebrać i zbudować po swojemu. Nie każdy musi lubić tę szkołę jazdy, ale każdy powinien rozumieć, dlaczego Sportster stał się tak ważny.
3. Triumph Bonneville T120

Triumph Bonneville T120 to brytyjska klasyka w najczystszej postaci. Pierwszy model pojawił się w 1959 roku, a jego nazwa nawiązywała do rekordowych przejazdów na solnych równinach Bonneville. T120 miał rzędowy silnik o pojemności 649 cm3 i mocy 46 KM. To maszyna, która mocno zapisała się w świadomości amerykańskich motocyklistów dzięki osiągom, stylowi i obecności w kulturze popularnej. Do tego ostatniego przyczynił się Steve McQueen, choć Bonneville był też wyborem Elvisa Presleya.
Trzeba znać Bonneville’a, bo to jeden z motocykli, które zdefiniowały wygląd klasycznego jednośladu. Dwa cylindry, smukły zbiornik, prosta rama, chrom, nisko poprowadzona linia i dźwięk, który pasował do skórzanej kurtki oraz kawiarni przy krętej drodze. To właśnie wokół takich motocykli rosła kultura cafe racerów i romantyczny obraz brytyjskiego motocyklizmu.
Bonneville jest ważny także dlatego, że jego duch przetrwał znacznie dłużej niż sama epoka. Współczesne motocykle modern classic, niezależnie od marki, często próbują złapać dokładnie ten klimat – prostotę, odpowiednie proporcje i poczucie mechanicznej szczerości. Można powiedzieć, że T120 jest jednym z motocykli, przez które do dziś wielu producentów projektuje nowe maszyny tak, żeby wyglądały jak stare.
4. Honda CB750 Four

Honda CB750 Four to motocykl, który w 1969 roku pokazał konkurencji, że czasy spokojnego rozwoju właśnie się skończyły. Czterocylindrowy silnik o pojemności 750 cm3 miał moc 67 KM, a Honda od początku projektowała ten model jako duży, nowoczesny motocykl zdolny zmienić postrzeganie japońskiej marki z producenta popularnych jednośladów w producenta jakościowych, mocnych maszyn.
Trzeba znać CB750, bo to jeden z najważniejszych motocykli drogowych w historii, który zapoczątkował wyścig zbrojeń i zmusił europejskie marki do pracy. Rzędowa czwórka, elektryczny rozrusznik, przedni hamulec tarczowy, dobra kultura pracy i wysokie osiągi dostępne dla normalnego klienta stworzyły zupełnie nowy standard. Nagle stary porządek, w którym europejskie i brytyjskie motocykle dyktowały reguły gry, zaczął się rozpadać.
CB750 nie była tylko szybka. Była kompletna. Honda pokazała, że motocykl może być mocny, nowoczesny, dobry jakościowo i wygodny w codziennym użytkowaniu. Bez CB750 trudno wyobrazić sobie późniejsze japońskie czterocylindrówki, motocykle typu UJM i całe pokolenie maszyn, które zdominowały ulice w latach 70. i 80.
5. BMW R 80 G/S

BMW R 80 G/S to motocykl, od którego bardzo często zaczyna się rozmowa o dużych adventure. Dziś ten segment jest ogromny, ale w 1980 roku pomysł połączenia motocykla drogowego, turystycznego i gotowego do jazdy w terenie nie był jeszcze tak oczywisty. R 80 G/S miało boksera o pojemności 797 cm3 i mocy 50 KM, wał napędowy, 21-calowe przednie koło oraz charakter, który łączył drogę z terenem.
Trzeba znać R 80 G/S, bo bez niego współczesny parking pod alpejskim hotelem wyglądałby zupełnie inaczej. To właśnie ten motocykl pomógł zbudować mit maszyny, która pojedzie do pracy, w trasę, na koniec świata i jeszcze kawałek dalej, gdy asfalt zacznie się kruszyć. Nie był potężny, nie miał rozbudowanej elektroniki i nie wyglądał jak statek kosmiczny. Miał za to pomysł, który stworzył cały segment.
Wpływ G/S-a jest widoczny w każdym dużym adventure z kuframi, wysoką szybą i obietnicą, że dojedzie wszędzie. BMW nie wymyśliło wypraw motocyklowych, ale stworzyło narzędzie, które z czasem stało się jednym z najważniejszych kierunków rozwoju rynku. Jeżeli ktoś chce rozumieć, skąd wzięła się moda na wielkie turystyczne enduro, musi znać ten model.
6. Honda Gold Wing

Honda Gold Wing zaczynała inaczej, niż wielu osobom się dziś wydaje. Pierwsza GL1000 z 1975 roku nie miała jeszcze fabrycznego fotela z oparciem pasażera, wielkich kufrów i całego wyposażenia kojarzonego z późniejszymi generacjami. Honda opisywała ją jako flagowy, szybki motocykl turystyczny na rynek amerykański. Miała płaski, czterocylindrowy silnik 999 cm3, wał napędowy i zbiornik paliwa umieszczony pod siedzeniem.
Trzeba znać Gold Winga, bo to motocykl, który przesunął granicę komfortu na dwóch kołach. Z czasem stał się synonimem długodystansowej turystyki. Kolejne generacje dokładały owiewki, kufry, systemy audio, lepszą ochronę przed wiatrem, udogodnienia dla pasażera i rozwiązania, które wcześniej bardziej kojarzyły się z samochodami niż motocyklami.
Gold Wing jest ważny, bo udowodnił, że motocykl może być luksusowym środkiem podróżowania. Nie tylko maszyną do generowania adrenaliny, nie tylko pojazdem do miasta, nie tylko weekendową zabawką. To sprzęt, który stworzył segment luksusowych turystyków. Można z niego żartować, że to kanapa na kołach, ale prawda jest taka, że bardzo niewiele motocykli miało tak duży wpływ na turystykę jednośladową.
7. Suzuki GSX-R750

Suzuki GSX-R750 z 1985 roku to motocykl, który przeniósł klimat wyścigów endurance na ulicę. W czasach, gdy sportowy motocykl mógł być po prostu szybkim drogowym sprzętem z owiewką, GSX-R wyglądał jak maszyna, która tylko przez przypadek dostała lusterka, oświetlenie i tablicę rejestracyjną. Miał aluminiową ramę, silnik chłodzony olejem i powietrzewm, agresywną pozycję i dużą moc.
Trzeba znać GSX-R750, bo to od niego wielu motocyklistów zaczyna opowieść o prawdziwych motocyklach sportowych z homologacją drogową. Ten motocykl wyglądał, siedział i jechał jak sprzęt zbudowany z myślą o torze. Był lekki, bezkompromisowy i bardzo mocno nastawiony na osiągi. Nagle okazało się, że motocykl z salonu może mieć geny maszyny wyścigowej.
GSX-R750 dał początek całej dynastii i zmienił oczekiwania wobec sportowych motocykli. Sama moc przestała już wystarczać. Zaczęły liczyć się masa, konstrukcja, pozycja, hamulce, aerodynamika i poczucie, że siedzimy na czymś ostrym. Jeżeli ktoś chce rozumieć, skąd wzięła się kultura japońskich sportów, musi znać ten model.
8. Ducati 916

Ducati 916 to motocykl, który powinien znać każdy, kto choć trochę interesuje się włoskimi maszynami, designem albo superbike’ami. Model zaprojektowany przez Massimo Tamburiniego miał silnik o pojemności 916 cm3, moc 114 KM, suchą masę 195 kg i wygląd, który zachwyca do dziś. Ducati samo opisuje 916 jako połączenie stylu, wyrafinowania i osiągów, a Tamburini projektował ten motocykl z obsesją połączenia lekkości oraz proporcji.
To jeden z tych motocykli, które są ważne nawet wtedy, gdy stoją wyłączone. Jednostronny wahacz, wydechy pod siedzeniem, smukły tył, ciasno opakowana mechanika i rama kratownicowa stworzyły obraz superbike’a, który na stałe wszedł do kanonu. Ducati nie tylko zbudowało szybki motocykl. Zbudowało obiekt pożądania i dzieło sztuki.
Wpływ 916 widać w późniejszych motocyklach sportowych, ale też w sposobie mówienia o motocyklach jako o projektach. Tu osiągi i wygląd nie były osobnymi tematami. Wszystko miało działać razem – sylwetka, aerodynamika, pozycja, detale i emocje. 916 to dowód, że motocykl może być jednocześnie narzędziem do ścigania i pięknym przedmiotem.
9. Yamaha YZF-R1

Yamaha YZF-R1 z 1998 roku wjechała na rynek jak ktoś, kto spóźnił się na imprezę, ale od razu stał się jej główną gwiazdą. Miała silnik o pojemności 998 cm3, moc 150 KM i suchą masę 177 kg. Yamaha podkreśla, że pierwsza R1 stworzyła nową kategorię, pakując bardzo mocny silnik w ultralekkie opakowanie porównywalne wagowo z maszynami klasy 600. Ważnym rozwiązaniem była też kompaktowa konstrukcja silnika z piętrowo ułożoną skrzynią biegów.
To motocykl, który pod koniec lat 90. zmienił wyobrażenie o klasie superbike. Przed nim duży superbike mógł być szybki, ale często wymagał kompromisu w postaci rezygnacji z poręczności. Yamaha połączyła osiągi litra z lekkością supersporta.Efekt był piorunujący i trochę przerażający, bo pierwsza generacja miała opinię motocykla ostrego, nerwowego i wymagającego respektu.
R1 trzeba znać także dlatego, że później stała się jedną z najważniejszych nazw w świecie sportowych motocykli. Od pierwszej generacji, przez epokę crossplane, aż po współczesne wcielenia inspirowane MotoGP, R1 jest dla Yamahy czymś więcej niż tylko kolejnym modelem.
10. Suzuki GSX1300R Hayabusa

Suzuki Hayabusa to motocykl, który kojarzą nawet ludzie niespecjalnie interesujący się motocyklami. Pierwsza generacja z 1999 roku miała silnik o pojemności 1298 cm3, moc 175 KM, 138,2 Nm momentu obrotowego i suchą masę 215 kg. Suzuki projektowało ją jako „Ultimate Sport Bike”, z bardzo dużym naciskiem na aerodynamikę, stabilność i osiągi na publicznych drogach. Ostatecznie stała się motocyklem turystycznym.
Trzeba znać Hayabusę, bo jest symbolem końcówki szalonej epoki walki o prędkość maksymalną. Jej kształt był dziwny, obły, kontrowersyjny i absolutnie podporządkowany aerodynamice. Nie każdy uważał ją za piękną, każdy czuje wobec niej respekt. Ten motocykl miał przecinać powietrze i robić to z taką skutecznością, że reszta świata musiała zareagować.
Hayabusa jest ważna także dlatego, że stworzyła własny mit. Dla jednych była królową autostrad, dla innych bazą do tuningu, dla jeszcze innych symbolem przesady. To motocykl, który przekroczył granice i stał się zjawiskiem. Każdy motocyklista powinien wiedzieć, czym była i jest Hayabusa, bo bez niej trudno zrozumieć kulturę hypersportów i fascynację prędkością przełomu wieków.
Podsumowanie
Nie trzeba kochać wszystkich tych maszyn. Można śmiać się z Gold Winga, nie rozumieć kultu Harleya, bać się Hayabusy, wzruszać ramionami na Super Cuba albo uważać, że Ducati 916 jest ładniejsze niż wygodne. Jednak trzeba je znać, bo każdy z tych motocykli zostawił ślad większy niż plama oleju pod starym klasykiem. Te modele w dużej mierze nadały branży kształt, jaki znamy do dziś.
Przeczytaj również:
Odkryj więcej z Jednoślad.pl
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.





