Po co komu były ciężkie i wielkie chromowane cruisery? Czy tęsknimy? Nie bardzo…

Te motocykle cieszyły się ogromną popularnością. Nawet nie wiemy kiedy zniknęły

W skrócie
  • Japoński chruiser okapujący chromem na przełomie lat 90-tych i 2000 był szczytem luksusu i bardzo modnym motocyklowym towarem. Dzisiaj japońscy producenci już nie wytwarzają motocykli tego typu.
  • Sprawdzamy ofertę japońskich producentów i ich cruiserowe możliwości.
  • Moda przemija, ale wspomnienia pozostają. To najważniejsze w przypadku motocykli.

Moda na galwanizowane jednoślady z Japonii już dawno minęła. Producenci porzucili idee produkowanie takich motocykli – dzisiaj w walce o lisie kity pozostali praktycznie tylko producenci zza oceanu. Tym tekstem narobię sobie sporo wrogów, ale co mi tam…

Zapewne każdy dorosły człowiek na jakimś etapie życia zorientował się, że pewna jego część, która do tej pory go otaczała z zupełnie nieznanych przyczyn bezpowrotnie wyparowała. To trochę tak jak z ziomkiem, który pije z Tobą przez pół nocy browary na imprezie i nagle orientujesz się, że go nie ma. Zakręcił się i po angielsku wyszedł, podczas gdy Ty zagadywałeś do nowo poznanej blondynki.  Tak, to Ty byłeś niegrzeczny, chociaż…

Japoński cruiser. To było „coś” w latach 90-tych!

Ziomek mógł być bardziej interesujący, mniej marudzić i więcej się bawić. Z drugiej strony, gdzieś z tyłu głowy drapią Cię wyrzuty sumienia, bo wiesz, że znacie się jak łyse konie i za tydzień znowu razem przyleziecie na imprezę, znowu będziecie spożywać napoje wyskokowe i jak nie przytrafi się kolejna przygoda to zmarnotrawicie cały wieczór na rzeczy, które już dawno Wam się znudziły. No cóż, takie jest życie – dokładnie tak mam z dwucylindrowymi japońskimi armaturami, które już dawno się oklepały i znudziły, mimo że jakieś tragiczne nie były. Dzisiaj nawet nie wiem kiedy wyszły po angielsku z imprezy. Tych motocykli w swojej pierwotnej formie żaden japoński producent już nie wytwarza.

Tak naprawdę nigdy nie byłem jakoś szczególnie wkręcony w świat chromowanych chopperów, mimo że na początku mojej motocyklowej przygody bardzo te sprzęty mnie podniecały. Były wielkie, drogie i… niedostępne. Poza tym wyglądały naprawdę kozacko – przynajmniej dla 10-latka, bo kiedy skończyłem 20 lat jakimś dziwnym trafem przestały robić na mnie jakiekolwiek wrażenie.

Bądź zawsze na bieżąco dzięki Jednoślad.pl News

Z chromowanymi cruiserami długo utożsamiany był kult motocyklowej wolności. Dla wielu motocykle te stały się pewnym wyznacznikiem i stanowiły o motocyklowej pozycji. Problem w tym, że skojarzenia mieliśmy jednoznaczne – Harley-Davidson. Japończycy mimo wszystko próbowali odtworzyć coś, co powstało niedaleko Milwaukee i chociaż wyszło im to naprawdę dobrze (niektórzy twierdzą nawet, że kultura pracy silników czy prowadzenie jest znacząco lepsze niż w amerykańskich produkcjach), to nadal było to zaledwie bazowanie na pewnych trendach, a nie ich wyznaczanie.

Pepsi czy Coca-Cola? To bez znaczenia…

Motocykle te stały się wręcz niemodne, a wszechobecny przepych zupełnie mnie odrzucał. Do tego wszystkiego doszły naprawdę mierne właściwości jezdne (w stosunku do maszyn szosowych czy po prostu turystycznych), przeciętna wygoda za kierownicą i specyficzna dynamika silnika, która całkowicie mi nie odpowiadała. To oczywiście jest tylko moje zdanie, ale jakimś cudem dzisiaj japońscy producenci już nie wytwarzają takich motocykli. Owszem, Indian czy Harley-Davidson nadal robią swoje i bardzo dobrze. Okropnie lubię te sprzęty. Dlaczego zatem coś mi nie grało w azjatyckich wcieleniach cruiserów?

Yamaha Virago 535

Inne publikacje na ten temat:

Niejako na to odpowiadam w akapicie powyżej, ale tak naprawdę sam nie wiem. Część z nas może je uważać za niegodne podróbki amerykańskich maszyn, ale to bez większego znaczenia. Guzik mnie obchodzi zdanie innych. Po prostu nie byłem nigdy klientem docelowym takich produkcji i koniec i kropa. To zupełnie tak jak z gośćmi, którzy wychwalają Coca-Colę ponad Pepsi i na odwrót. To bez większego znaczenia. Masz coś takiego w głowie i już.

Kiedy to się stało? Zupełnie nie wiem…

Tak czy inaczej nie zauważyłem konkretnego miejsca w historii ludzkości, w której skończyłaby się ta era. Nikt nie świętuje odejścia chromowanych cruiserów do lamusa i nikt jakoś szczególnie tego nie przeżywa. Założę się, że wielu czytających właśnie dopiero teraz orientuje się, że faktycznie nie wiadomo kiedy te motocykle zniknęły z rynku.

Honda VTX 1300

Dla fanów tej klasy motocykli mam kilka ciepłych słów na pocieszenie. One nie zniknęły, one ewoluowały. Dzisiaj nazywanie cruisera chopperem to po prostu faux pas. Nazywanie go z kolei cruiserem nie wyczerpuje formuły. Honda postanowiła nazywać te motocykle customami i takim jest np. CMX 1100 Rebel, chociaż nie znajdziecie na nim chromu. Z kolei Yamaha całkowicie wycofała się z motocykli tego typu. Najbliżej cruiserowemu stylowi jest XSR 900, który tyle a z cruisera co ja z atlety. Z kolei Suzuki nawet nie aspiruje do udawania, że próbuje wypełnić cruiserową lukę. Co prawda tekst ten piszę jakiś tydzień przed targami EICMA w Mediolanie, więc wszystko na dniach może się zmienić. Wspomnieć jeszcze powinniśmy o Kawasaki. W katalogu znajduje się przecież Vulcan, ale chromu na swoich akcesoriach on nie nosi.

Klasyk to nie cruiser

Dodatkowo w katalogu zielonych jest jeszcze klasyczne do bólu W800, poza tym na rynku znajdziemy klasyczne Royal Enfieldy i przede wszystkim motocykle Triumpha, które solidnie zapełniają półkę w katalogu własnie „motocykle klasyczne”.

Nie jestem jednak przekonany czy chromowane produkcje możemy nazwać motocyklami klasycznymi.  Zostańmy przy określeniu „spaślak”, które zdecydowanie lepiej określa pozycję tamtych motocykli. Klasyki raczej są proste, ponadczasowe w swojej formie, nieprzesadzone i zdecydowanie nie pasują do nich lisie kity, rzemienie, wielkie przednie szyby lightbary i różne inne prestiżowe akcesoria.

Przeczytaj również:

Najgorsze motocykle świata: tych jednośladów się wystrzegaj. Czarna lista TOP9 – najbardziej awaryjne motocykle z jakimi świat miał do czynienia

Poza tym BMW może pochwalić się solidną gamą motocykli heritage, w tym motocyklem R 18. Dodatkowo znajdziemy w katalogu niemieckiego producenta  motocykle z serii „K”, ale te nie mają nic wspólnego z motocyklami klasy „chopper lat 90-tych”.

Zupełnie nie wiem co spowodowało w mojej głowie chęć napisania tego tekstu, ale sam niedawno przypomniałem sobie o motocyklach galwanizowanych zupełnie tak jak kran w łazience i zdałem sobie sprawę, że od dawien-dawna nie testowałem takiego motocykla.

Nie chcę urażać czyichś przekonać religijnych więc nie bierz tego tekstu do siebie. Fakty pozostają takie, że moda przemija i o ile kreszowy dres możesz wrzucić do szafy i o nim zapomnieć, to z motocyklem (nawet niemodnym) zawsze będą Cię łączyć niesamowite emocje – to są wspomnienia i tysiące wspólnie przejechanych kilometrów. Tego nie da się odstawić w kąt i zapomnieć. Motocykle to coś więcej niż moda, a ja po prostu nie mam wspomnień z błyszczącymi spaślakami (oprócz tych w wieku około 10 lat). Właśnie dlatego chciałbym to zmienić – tysiące osób jeżdżących na tych sprzętach nie może się mylić. To tak naprawdę dotyczy każdego rodzaju motocykla i zarazem jest to piękne, jak i przerażające, że tak łatwo jest nam oceniać wybory innych.

Ma ktoś może taniego i ładnego spaślaka do sprzedania? Chętnie kupię!

—————————

*nazywam chromowane cruisery chopperami, gdyż w latach 90-tych do znudzenia nazywano te motocykle chopperami, mimo że nigdy nimi nie były.

Inne publikacje na ten temat:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button