Bezpieczeństwo: dlaczego kask (nie)powinien być zakładany przez motocyklistów?

Dawno temu były takie czasy, kiedy to motocykliści zakładali na głowę tak zwaną "pilotkę", zaś oczy chronili specjalnymi goglami. Dziś nie można sobie wyobrazić sytuacji, że siądziemy na jednoślad bez odpowiedniego kasku. Czy jednak jest to rzeczywiście tak dobry wynalazek, jak twierdzą osoby tworzące prawo?

Przepisy dotyczące obowiązkowego zakładania kasku ochronnego w czasie jazdy skuterem czy motocyklem są tak stare, że większość z nas nie pamięta czasów, kiedy można było jeździć inaczej. Tymczasem jeszcze nasi rodzice mogli hulać na swych jednośladach mając na głowie gustowną pilotkę i idealnie dopasowany szal.

Wraz ze wzrostem ilości motorowerzystów i motocyklistów rosła też liczba wypadków - najczęściej tych śmiertelnych. W większości przypadków za śmierć kierowcy i pasażera odpowiadał uraz głowy. Niczym niechroniona czaszka stawała się najsłabszym miejscem delikwenta. Analizy obrażeń nakazały lekarzom bić na alarm i lobbować za zmianą przepisów. W końcu w Kodeksie Drogowym znalazł się przepis, który zobowiązywał wszystkich jeżdżących na jednośladach do zakładania hełmu ochronnego.

Na początku wszyscy byli zachwyceni. Kas rzeczywiście ratował życie. W przypadku zderzenia człowiek bez ochrony głowy nie miał najmniejszych szans na przeżycie. Teraz okazało się, że te szanse drastycznie rosną. Dzięki zastosowanemu rozwiązaniu, motocykliści coraz częściej wychodzili cało z takich wydarzeń, jak na filmie poniżej.

REKLAMA

Zontes U1 125: Poczuj wszechstronność i moc

Poznaj nowy Zontes U1 125 z najbogatszym wyposażeniem w klasie. Odkryj moc systemu oświetlenia full LED. Poczuj osiągi silnika 14.6 KM. Doceń niesamowitą wszechstronność. Przyjrzyj się z bliska każdemu detalowi.

Kłopot zaczął pojawiać się gdzie indziej. O ile kask chronił głowę, o tyle wystawiał na gigantyczne przeciążenia kręgosłup szyjny. Już na powyższym filmie widać, że tak silne uderzenie w samochód nie mogło pozostać bez wpływu na pasażer. I chociaż przeżył, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie sparaliżowany.

Z tym właśnie problemem zaczęli spotykać się lekarze z urazówki. Motocykliści i motorowerzyści wprawdzie byli w stanie przetrwać wypadek, ale kręgosłup szyjny pozostawał bez jakiejkolwiek ochrony. Jego uszkodzenie to zaś bezpośrednia przyczyna paraliżu. Wizja wegetacji do końca życia była na tyle silna, że przyczyniła się do powstania miejskiej legendy o "pętli śmierci", którą motocykliści mają zakładać na szyję by w razie wypadku uniknąć paraliżu.

Fakty są takie - wprowadzenie przepisu zobowiązującego do noszenia kasku znacznie zmniejszyło ilość śmiertelnych ofiar wypadków motocyklowych. Jednak drastycznie wzrosła liczba osób z trwałym uszczerbkiem na zdrowiu. Lekarze niechętnie komentują tę zależność. Wielu z nich mówi o wyborze mniejszego zła.

Sytuacja nie jest tak drastyczna w przypadku skuterów i małych motocykli. Jako że osiągają o wiele mniejsze prędkości to i ewentualne uszkodzenia ciała będą o wiele mniejsze. W takim przypadku jazda w kasku ma praktycznie same plusy. I choć zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie zwolennikiem drastyczniejszych rozwiązań, to musimy pamiętać o tym, że życie mamy tylko jedno.

Inne publikacje na ten temat:

3 opinii

  1. Dodam troszkę historii: Obowiązek jazdy w kasku, wcześniej zwanym popularnie hełmem ochronnym, został wprowadzony już w 1963 r., lecz dotyczył motocykli o pojemności od 350 cm3 wzwyż, czyli w praktyce głównie SFM Junak. W kolejnym roku rozszerzono ten obowiązek najpierw o jednoślady o pojemności pow. 175 cm3 (np. SHL Gazela, WSK 175, skuter OSA), a następnie od 140 cm3 wzwyż.
    Do 1966 r. objęto tym wymogiem wszystkie motocykle, ale tylko w teorii, bowiem obowiązek w przypadku jednośladów w przedziale pow. 50 do 140 cm3 zależał od tego w jakim województwie i kiedy został zarejestrowany. Dlatego też bywało przez wiele lat tak, że ujeżdżający WSK 125 zarejestrowaną w 1963 r. nie musiał jeździć w kasku, a zarejestrowaną w 1967 r. już bezwzględnie tak. Od 1984 r. obowiązkiem tym objęto wszystkich jeżdżących na motocyklach, z wyjątkiem dzieci do lat 7, pod warunkiem że kierowca nie przekracza 60 km/h.
    Jeśli chodzi o motorowery, to wymóg jazdy w kasku został dla nich wprowadzony od stycznia 1992 r., w tym samym czasie kiedy weszły przepisy o jeździe na światłach mijania w sezonie jesienno-zimowym. Dzieci do 7 lat dalej nie musiały go nosić, ale pod warunkiem, że jednoślad nie przekraczał 40-tki. Od stycznia 1998 r., wraz z wejściem w życie nowej ustawy, jazda w kasku bezwzględnie obowiązuje wszystkich. Potem dodano tylko wyjątek o pasach bezpieczeństwa (np. jak w BMW C1).

    Ciekawostką jest fakt, że w wielu stanach USA (np. w Illinois) nie ma obowiązku jazdy w kasku.

    http://www.americanmotorcyclist.com/Rights/State-Laws.aspx

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button