Na wyjazd motocyklowy można się przygotowywać na wiele sposobów. Najczęściej jednak skupiamy się na tym, jakie rzeczy i ubrania powinniśmy zabrać, jak zmieścić je w trzech kufrach, a dopiero w drugiej kolejności myślimy o narzędziach i ewentualnie częściach zamiennych, dzięki którym poradzimy sobie z usterką, która może wystąpić na naszej trasie. Są jednak trzy nieoczywiste rzeczy, o których mało kto pamięta.
Wyjazdy motocyklowe wbrew pozorom nie są tak prostą sprawą, jak mogłoby się wydawać. Oczywiście maksymalnie można sobie cały ten nasz wyjazd ułatwić kupując najnowszy motocykl i pełen pakiet ubezpieczenia oraz Assistance i wtedy możemy podróżować na drugi koniec świata, nawet nie zaprzątając sobie głowy możliwością wystąpienia jakichkolwiek awarii. Nie zmienia to jednak faktu, że na takiej wyprawie motocyklowej może przydarzyć się naprawdę wiele różnych dziwnych sytuacji, do których niejako oczywiście można się przygotować. Jak już wcześniej wspomniałem, zabieramy ze sobą narzędzia, dzięki którym naprawimy podstawowe elementy czy będziemy w stanie zdjąć koło i zawieźć je do wulkanizatora. Nie zapominamy również o apteczce, dzięki której szybko postawimy się na nogi, jeśli złapie nas przeziębienie lub gorączka. Zabieramy kilka części zamiennych, które są bolączką w naszym modelu, a także podstawowy zestaw do naprawy opony bezdętkowej lub zapasową dętkę. To wszystko to oczywiście absolutne podstawy. Są jednak trzy elementy, o których bardzo często zapominamy, a wyjazd bez nich może zakończyć się już po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów.
Najważniejsze informacje:
- Jadąc na wyprawę motocyklową trzeba przygotować się na wszystko i wszystko zabrać. Inaczej wyjazd zakończy się falstartem.
- O tych 3 rzeczach motocykliści zapominają, a później żałują.
- Planując wyjazd motocyklowy warto zrobić własną listę rzeczy, które obowiązkowo trzeba zabrać.
Koniecznie przeczytaj:
Tania alternatywa dla kufrów motocyklowych. Najtańszy kosztuje 300 zł
Zapomniał zapasowego kluczyka. Wyjazd motocyklowy zakończył się na lawecie
Pierwszym elementem, o którym niestety motocykliści bardzo często zapominają, jest zabranie ze sobą zapasowego kluczyka zarówno do motocykla, jak i do kufrów, jeśli jest on inny. To absolutna podstawa, jeżeli wybieramy się bardzo daleko i jest spora doza prawdopodobieństwa, że jesteśmy typem ludzi zapominalskich, którzy na potęgę gubią różne rzeczy. Kręcąc się wokół komina oczywiście sprawa jest zdecydowanie prostsza, bo nawet jeżeli będziemy 100 czy 200 km od domu, a niestety zgubiliśmy ten kluczyk lub złamaliśmy go przy jakiejś błahej wywrotce to zawsze możemy poprosić kogoś, aby podrzucił nam zapasowy zestaw. Sytuacja robi się jednak o wiele trudniejsza, jeżeli właśnie jesteśmy na drugim końcu Europy i niestety tego kluczyka nie mamy.
Wybierając się na swoje motocyklowe wakacje, zawsze, ale to zawsze zabieram ze sobą zapasowy klucz do mojego motocykla. To jednak nie koniec główkowania, bo przede wszystkim trzeba jeszcze znaleźć odpowiednie miejsce, w którym ten kluczyk na pewno się nam nie zgubi, a po drugie będziemy mieli zawsze do niego dostęp. Jeżeli jeżdżę sam to mam takie pewne miejsce w swoim motocyklu, gdzie ten kluczyk mogę bezpiecznie schować, a dla bezpieczeństwa łapię go jeszcze trytytką do jednego z elementów. Oczywiście nie będę wam zdradzać takich tajemnic i nie powiem wam, gdzie w swoim motocyklu mam tę skrytkę, bo byłby to oczywiście łakomy kąsek dla amatorów cudzej własności. To zdecydowanie jedna z najbezpieczniejszych opcji, jednak trzeba pamiętać o tym, że posiadacze motocykli z systemem bezkluczykowym muszą znaleźć takie miejsce, aby ten schowany gdzieś zapasowy zestaw nie pozwalał na włączenie zapłonu i odpalenie motocykla. Jeżeli natomiast jeżdżę z moją drugą połówką to zazwyczaj ten zapasowy kluczyk jest pod jej opieką. Można sobie wówczas pomagać karabińczykami czy brelokami, dzięki którym będziemy czuć, że gdzieś tam jest ten kluczyk schowany chociażby w kurtce czy spodniach i na pewno nam nie wypadnie.

Komplet dokumentów to podstawa. Inaczej wyprawa skończy się na pierwszej granicy
Szykując się do zagranicznego wyjazdu oczywiście zaczynamy planować go o wiele wcześniej. Zazwyczaj jest to zima, bo to najlepszy moment na to, aby móc poświęcić nieco więcej czasu na studiowanie mapy i miejsc, które chcemy zobaczyć. Problem jest jednak taki, że przede wszystkim skupiamy się na całej trasie i zaplanowaniu wszystkiego według własnego widzimisię i o ile dla każdego kierowcy czymś zupełnie naturalnym jest regularne kontrolowanie daty następnego badania technicznego czy daty ważności obowiązkowego ubezpieczenia OC to bardzo często zapominamy o kontrolowaniu swoich dokumentów. Na swoim przykładzie chciałbym tylko dodać, że ze sprawdzaniem ważności kwitów, czyli całego kompletu, nie powinniśmy zwlekać do kilku dni przed wyjazdem. Warto to zrobić dwa, a nawet trzy miesiące wcześniej, aby w przypadku sytuacji, kiedy któryś z nich traci ważność, mieć jeszcze dodatkowy czas żeby pojechać do urzędu i wyrobić nowy dokument.
Jeżeli już jesteśmy pewni, że wszystkie dokumenty są ważne to przede wszystkim nie zapomnijmy ich ze sobą zabrać. Warto mieć takie jedno miejsce w kurtce, które jest łatwo dostępne i zawsze będziemy mieli w nim komplet wszystkich niezbędnych dokumentów. Przed samym wyjazdem zalecam poświęcić te 3 minuty na to, czy na pewno mamy dowód rejestracyjny, dowód osobisty, prawo jazdy oraz ubezpieczenie OC ze sobą, bo przecież nikt nie chciałby, żeby wyjazd zakończył się falstartem już na pierwszej granicy, prawda?

Zapomniał kabla do telefonu. Na stacji paliw zostawił kilkanaście euro
W ferworze całego pakowania i planowania tej trasy zapominamy o wielu rzeczach. Jeżeli już jesteśmy pewni, że cały sprzęt mamy dokładnie schowany w kufrach, a jutro wypada ten dzień wyjazdu to warto również sprawdzić co najmniej dwa razy, czy mamy ze sobą kabel do ładowania naszego telefonu. W praktyce sytuacja zazwyczaj wygląda zawsze tak samo – wsiadamy na motocykl z pełni naładowanym telefonem i do momentu, aż nie pojawi się pierwsze ostrzeżenie o tym, że bateria zaczyna robić się słaba, kompletnie nie przejmujemy się jego obecnością. Nawigacja jest, muzyka gra w tle, a kolejne kilometry nawijane są na koła. No i wtedy zaczyna się pierwszy problem – jesteśmy już gdzieś całkiem daleko od domu i nie znamy okolicy, więc nie wiemy, jak dalej jechać. Do najbliższej stacji paliw jest kilka kilometrów i najpewniej tam będziemy mogli kupić kabel, którego zapomnieliśmy. Problem jest jednak taki, że ten prosty kabelek właśnie na tej stacji paliw będzie najdroższym kablem w waszym życiu. Cała ta sytuacja przysporzy wam sporo stresu i niepotrzebnie wydacie kilkanaście euro. Co więcej, zazwyczaj takie kable będą miały problem z szybkim naładowaniem waszego telefonu podczas jazdy na motocyklu, gdzie ekran cały czas się świeci, a w tle uruchomionych jest kilka aplikacji.

I warto zawsze zabrać ze sobą co najmniej dwa kable – jeden, czyli ten fabryczny będący kompletem razem z kostką do gniazdka, no i drugi, którego będziemy używać podczas jazdy na motocyklu. Przed wyjazdem warto również poświęcić kilka chwil na sprawdzenie, czy ładowarka zamontowana w waszym motocyklu będzie w stanie naładować wasz telefon, czy jedynie podtrzyma poziom baterii. Róbcie wszystko, aby po prostu podczas trasy tego typu niespodzianek było jak najmniej.
Odkryj więcej z Jednoślad.pl
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.






