Najlepszy motocykl zabytkowy (youngtimer) na dzisiaj – nasze TOP 7. Chcesz kupić? Nie czekaj, będzie drożej

Szukasz unikatowego motocykla zabytkowego do jazdy na co dzień? Te Youngtimery mogą Ci się spodobać

W skrócie
  • W tym zestawieniu znajdziesz naszym zdaniem pięć najlepszych youngtimerów dostępnych na rynku.
  • Chcesz kupić któryś z tych motocykli? Śpiesz się! Ich ceny z roku na rok są coraz wyższe, a samych motocykli w ogłoszeniach jest coraz mniej.
  • Więcej tekstów motocyklowych znajdziesz na naszej stronie głównej, jednoslad.pl!

Czas leci i zabytkami stają się inne motocykle niż te z lat wojennych i zimnowojennych. Do tego grona dołączają już motocykle, które mieliśmy na plakatach lub wzdychaliśmy do nich na zlotach i bazarach jeszcze 20 lat temu. Ale to dobrze, bo są to zabytki, które mogą dostarczać frajdy na co dzień!

Z prawnego punktu widzenia, motocykl zabytkowy to taki, który ma przynajmniej 25 lat i nie jest już produkowany od co najmniej 15 lat. Ale wychodzi na to, że wiele motocykli jeżdżących po naszych drogach zasługuje już na miano zabytkowego. Oczywiście, kryterium wieku jest obowiązkowe, ale jest jeszcze inne. Naszym zdaniem zabytkowy motocykl jest nie tylko stary. Jest także agregatem klimatu i technologii z poprzedniej epoki, dającym doświadczenia z jazdy, jakich nie jest w stanie dostarczyć żaden inny obecnie produkowany motocykl.

Wszystko w nim jest z innej ery – ramy, zawieszenia, silniki, hamulce i charakterystyka ich działania. Może i pod wieloma względami są mniej wydajne od tych nowoczesnych, ale to tworzy ich urok. Są odstępstwem od wszechobecnej doskonałości, czymś innym, już niespotykanym. A to już dostarczają motocykle które mają ok. 30 lat, a czasem i więcej. Ale co ważne, większość z nich jest jeszcze na tyle cywilizowanymi sprzętami, że mogą cieszyć na co dzień.

Motocykle zabytkowe na dzisiaj. Najważniejsze informacje:

  1. Młode motocykle zabytkowe, czyli Youngtimery wciąż świetnie sprawdzają się w dzisiejszych warunkach. Nic nie stoi na przeszkodzie, by jeździć nimi na co dzień.
  2. Za cenę 30-40 letniego motocykla czasem można kupić motocykl 10-15 letni, który jest znacznie wydajniejszą konstrukcją. Ale trafienie oryginalnego i zadbanego zabytka jest warte wyższej ceny i to nie tylko ze względów emocjonalnych – to także świetna inwestycja, te motocykle już nie będą tanieć.
  3. Choć te motocykle są już w miarę nowoczesne, to z dostępem do części na pewno nie jest tak łatwo jak do nowych motocykli. Na szczęście wciąż jest ich sporo, po prostu trzeba wiedzieć, jak ich szukać.

1. BMW K1. Motocyklowy statek kosmiczny

Można odnieść wrażenie, że przynajmniej połowa modeli BMW prędzej czy później będzie szanowanymi zabytkami. Ilość nowatorskich rozwiązań i technologii stosowanych przez Bawarczyków swoje w tej sytuacji robi. A mało, który model był tak przełomowy jak BMW K1. Co prawda nie był to najszybszy ani najmocniejszy motocykl świata, ale to z niego zrodziły się ekspresy jak Suzuki Hayabusa, Honda CBR 1100XX czy Kawasaki ZXR 1100. Beemka bowiem, z niespotykanym wcześniej zaangażowaniem podeszła do kwestii aerodynamiki i stabilności przy wysokich prędkościach. Każdy milimetr nadwozia podyktowany był temu by stawiać jak najmniejszy opór aerodynamiczny.

BMW K1
Oryginalna sylwetka K1 była nieco wyszydzona w latach 80. i 90. Dziś wraca do łask, bo ponownie kochamy klimat retro techno.

Przez to przy mocy 100 KM i masie 234 kg na sucho, K1 osiągał 240 km/h i to w 1988 roku. Co prawda nie był to rekord, ale było to niesamowicie dużo. Ale istotniejsze było to, jak ten motocykl zachowywał się przy naprawdę wysokich prędkościach. Był wtedy po prostu niewzruszony, dosłownie jak by jechał po szynach. To przede wszystkim zasługa aerodynamiki, ale też długiego rozstawu osi. Wówczas żaden motocykl nie mógł się równać z K1 pod tymi względami. Wiele lat później też nie. Zresztą można odnieść wrażenie, że BMW wypuściło ten motocykl odrobinę za wcześnie. Dość kontrowersyjna stylistyka, która dziś już nabrała uroku, nietypowa konwencja motocykla i bardzo wysoka cena sprawiły, że z salonów nie wyjeżdżało ich wiele. Dziś jednak jest genialnym pomnikiem motocyklowej historii, którym wciąż da się cywilizowanie jeździć na co dzień – w końcu na pokładzie jest i wtrysk i ABS i bardzo wytrzymały silnik.

2.Ducati Monster 900: włoska robota!

Mówi się, że Ducati już wyjeżdżając z fabryki jest skazane na bycie kolekcjonerskim rarytasem. Co prawda tyczy się to najczęściej sportowych modeli, ale te już osiągają zawrotne ceny. Z pierwszym Monsterem jest trochę inaczej. Wciąż można go kupić za rozsądne pieniądze i mieć przy tym kawał solidnej motocyklowej historii. Monster to motocykl, o którym śmiało można powiedzieć, że w 1993 roku uratował włoską markę przed poważnymi kłopotami finansowymi.

Monster 900 uratował Ducati z tarapatów, a przy okazji rozbujał rynek. To ona rozpoczął trend na usportowione nakedy. Poza tym to kawał surowej i charakternej maszyny.

Nie dość, że Bolończykom udało się stworzyć relatywnie tani motocykl, który obdarzony jest duszą Ducati, to jeszcze stworzyli nowy segment wśród nakedów. W końcu bowiem, golasy przestały być ociężałymi kanapowozami. Ducati sięgnęło po sportowy silnik i podwozie o ostrej, usportowionej charakterystyce i stworzyło dynamicznego i zwinnego nakeda, który pozwalał na mnóstwo zabawy. Tym samym rozbujał cały rynek – Japończycy szybko podchwycili tę koncepcję i według niej stworzyli wiele świetnych modeli m.in Hornety, serie Z, GSR, czy FZ. 

3. Kawasaki ZXR 750. Klasa sama dla siebie

W drugiej połowie lat 80. motocykle dziś znane jako Superbike dopiero raczkowały. Chcąc kupić drogowy motocykl sportowy z prawdziwego zdarzenia do wyboru miałeś Honda RVF RC30 lub później RC45 lub Suzuki GSX-R 750 ew. 1100. Te pierwsze były piekielnie drogie i niedostępne dla nawet zamożnego zjadacza chleba. Zostawały więc tylko te drugie, co nie było złym wyborem. A właściwie to były jedynym.

Wściekła zieleń, dwie okrągłe lampy i kwadratowy zadupek. Esencja pierwszych superbike’ów w najlepszym wydaniu!

Odpowiedź od konkurencji nadeszła dopiero w 1989 roku i była zielona. Wściekle zielona i równie wściekle szybka. Kawasaki ZXR 750 świetnie wstrzeliło się w moment, bo było motocyklem bardzo lekkim, bardzo mocnym i robiącym wrażenie swoim wyglądem. Względem i tak fenomenalnego Suzuki GSX-R 750, było znacznie świeższe wizualnie, bardziej agresywne i mocniejsze. A przy tym przy relatywnie niskiej cenie, oferował ogromny potencjał sportowy – w pełni regulowane zawieszenia, trwały i podatny na przeróbki silnik, sztywna, potężna aluminiowa rama i sportowa pozycja… To zdecydowanie pociągało i pociąga nadal. Co prawda to mocno subiektywne stwierdzenie, ale pierwsze ZXR 750 to japoński sport, który najlepiej się zestarzał.

4. Honda CBR 900 RR Fireblade SC 28. Japoński rarytas

Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że Fireblade SC 28 to prawdziwa legenda. Co ciekawe, Honda nie zastosowała tu rewolucyjnych wodotrysków technologicznych. Postawiła na zupełnie inną kartę – lekkość. Pierwsza CBR 900 RR Fireblade była wręcz przerażają lekka. Na sucho waży jedynie 185 kg, co czyniło ją raptem 1 czy 2 kg od sportowych sześćsetek.

Znaleźć oryginalne SC 28 w ludzkiej cenie nie jest już łatwo. Bum popularności tego motocykla jako Youngtimera trwa już od jakiegoś czasu.

Od innych konkurentów ze swojej klasy pojemnościowej, waży natomiast o ponad 30 kg mniej. To właśnie ten model ukształtował filozofię Hondy w produkcji sportowych motocykli – zamiast najwyższej mocy i prędkości maksymalnej, Japończycy postawili na zwinność, lekkość i prowadzenie, które uczyniło z Fireblade jednego z najlepszych drogowych sportów swoich czasów. No i ta nazwa – Fireblade, w końcu coś bardziej wymyślnego niż kilkuliterowe akronimy.

5. Honda Gold Wing 1200. Jeżdżąca szafa zawsze w cenie

Honda Gold Wing budzi różne emocje. Jedni śmieją się z jego kredensowatości, inni uznają go za absolutny szczyt komfortu i wzór turystycznej limuzyny. I każdy ma całkowitą rację. Owszem, gabaryty tego motocykla są gargantuiczne, a właściciele skutecznie często zmieniają go w definicję blichtru i tandety. Ale pierwszy z kredensowych Goldasów, w dodatku w wersji Aspencade z dwukolorowym malowaniem jest na swój sposób przepiękny.

Jeszcze nie teraz, ale kto wie, może jak będziemy starzy, to odbije nam i zaczniemy rozglądać się za starymi Goldasami. Ale trzeba przyznać, że 1200 to piękny mebel!

Pufiaste kanapy, kanciaste radio Panasonic, kineskop zamiast przedniej lampy i cała aura wypasu i przepychu lat 80. tworzą niesamowite połączenie, które czyni z niego bardzo dobrego kandydata na członka zabytkowej kolekcji. I wcale nie musi skończyć jako mebel – pomimo beznadziejnych hamulców i pływającego zawieszenia, wciąż jest to motocykl, na który po prostu wsiadasz i jedziesz w podróż.

6.Yamaha XJR 1200. Takich motocykli już nie będzie

Duże japońskie nakedy to jeden z najwspanialszych gatunków motocykli, jakie powstały. Leniwy i potężny silnik z masą momentu obrotowego, kanapowe zawieszenia i wszechobecna aura relaksu sprawia, że jeździ się na nich cholernie przyjemnie. A jednym z najznakomitszych przedstawicieli tego gatunku jest Yamaha XJR 1200.

Yamaha XJR 1200 SP to jeden z najlepszych muscle nakedów. W tym malowaniu świetnie nawiązuje do wyścigowej historii Yamahy.

To potężny motocykl i jednocześnie bardzo autentyczny. Teoretycznie prosty, ale z drugiej strony z bardzo wysokiej półki. Ciężko słowami ująć klimat, jaki towarzyszy jeździe na XJR, ale jeśli lubisz oldskulowy klimat i wyluzowane toczenie się po mieście i nie tylko, to lepiej trafić nie można.

7. Kawasaki GPZ 900R. Top Gun wyznaczył trendy na lata

Od zawsze kluczem do stworzenia motocyklowej legendy było uczynienie go „naj” w jakiejś fantazyjnej kategorii np. najmocniejsze, najdroższe czy najszybsze. Zazwyczaj stawiano na tę ostatnią i Kawasaki nie wyłamało się z tej konkurencji. Tworząc swojego flagowego sportowca w 1984 roku, postawiło właśnie na jak najwyższą prędkość. I udało się, w momencie premiery GPZ był najszybszym motocyklem na świecie osiągając 243 km/h. Oprócz tego był także niesamowicie sprawnym motocyklem sportowym. Ale to nie są atuty, które uczyniły go tak sławnym i legendarnym jak jest.

Maverick daje okejke, że GPZ to sprzęt godny uwagi. Potrzebujesz lepszego potwierdzenia?

Osiągi były bowiem niczym w porównaniu z „fajnością” jakiej nabrał po wystąpieniu w „Top Gun” u boku Toma Cruise’a. Gdy ten film wyszedł, niejeden chciał być kozakiem jak Maverick i niejeden chciał jeździć takim samym motocyklem. Zresztą dziś nic się pod tym względem nie zmieniło. Wciąż dostępne są komplety naklejek upodabniające „giepezetę” do Maverickovego egzemplarza. Choć niektórzy zdecydowanie bardziej fascynują się rolnictwem niż lotnictwem i wolą GPZ w okleinie producenta kombajnów (Tobiasz, nie gniewaj się, to z zawiści i zazdrości).

Inne publikacje na ten temat:

1 opinia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button