- Są takie trasy, które każdy motocyklista-podróżnik powinien odwiedzić przynajmniej raz w życiu.
- Techniczne zakręty i zapierające dech w piersiach widoki, które wynagradzają trud - to ich wizytówka.
- Poznaj najpiękniejsze i najtrudniejsze trasy motocyklowe Europy.
Kręta droga nie zawsze oznacza dobrą motocyklową trasę. Czasami zakręty są szerokie, asfalt równy jak stół, a po godzinie jazdy można niemal zapomnieć, że jesteśmy w górach. Są jednak miejsca, w których każdy kolejny kilometr wymaga koncentracji. Ciasne nawroty, strome podjazdy, wąska jezdnia, przepaść tuż za krawędzią asfaltu i pogoda potrafiąca zmienić się w kilka minut. W nagrodę dostajemy jednak widoki i motocyklowe doświadczenia, które na długo zostają w pamięci. Właśnie takie trasy wybraliśmy.
Passo dello Stelvio – Włochy
Stelvio to oczywiście klasyka gatunku, bez której taki przegląd byłby niekompletny. Przełęcz wznosi się na wysokość 2757 m n.p.m. i łączy okolice doliny Vinschgau z Bormio. Najbardziej znana północna strona to ponad 48 ciasnych nawrotów ustawionych jeden nad drugim na stromym zboczu. Cała przeprawa ma ich oczywiście znacznie więcej.
Tu liczy się technika. W wielu nawrotach trzeba mocno zwolnić, patrzeć wysoko w kierunku wyjścia i pilnować się przed wynoszeniem na przeciwległy pas. Na ciężkim adventure z kuframi prawy nawrót pod górę potrafi przypomnieć ćwiczenia z placu manewrowego. Do tego dochodzą samochody, rowerzyści i ogromny ruch w sezonie. Motocykliści wracają jednak dla widoku serpentyn wiszących na zboczu i poczucia, że właśnie zaliczyli jedną z ikon Alp. Adventure Bike Rider określa Stelvio jako trasę jednocześnie ekscytującą i bardzo techniczną.
Passo di Gavia – Włochy
Jeżeli Stelvio wydaje się zbyt turystyczne, wystarczy z Bormio pojechać na Passo di Gavia. Przełęcz ma 2621 m wysokości, ale charakter jest zupełnie inny. Duże fragmenty drogi są bardzo wąskie, pojawiają się miejsca praktycznie jednopasmowe, ciasne serpentyny i nawierzchnia, która nie zawsze przypomina świeżo położony alpejski asfalt.
Właśnie dlatego wielu motocyklistów uważa Gavię za ciekawszą do jazdy niż Stelvio. Tutaj znacznie częściej trzeba myśleć o tym, gdzie minąć samochód, odpowiednio wcześnie redukować przed nawrotem i uważać na nierówności. Nie ma też takiego tłoku jak na słynniejszej przełęczy. W zamian droga prowadzi przez surowy wysokogórski krajobraz, a momentami wygląda bardziej jak stara droga dojazdowa do schroniska niż jedna z najsłynniejszych tras Alp.
Transfogaraska – Rumunia
DN7C przez Góry Fogaraskie stała się motoryzacyjną gwiazdą po programie „Top Gear”, ale motocykliści znali ją znacznie wcześniej. Trasa przecina Karpaty Południowe, dochodząc w rejonie jeziora Bâlea do około 2042 m n.p.m. Motorcycle Diaries podaje około 113 km krętej drogi, a Adventure Bike Rider zwraca uwagę na ogromną liczbę serpentyn, tuneli i wiaduktów.
Najbardziej widowiskowa jest północna część. Serpentyny nakładają się tam jedna nad drugą, a droga szybko zdobywa wysokość. Problemem może być ruch, zmienna pogoda i fragmenty bez solidnych barier oddzielających od stromego zbocza. Transfogaraska jest jednak mniej klaustrofobiczna niż Stelvio. Zakręty mają różne promienie i rytm, więc można naprawdę popracować nad płynnością jazdy. Trasa jest sezonowa i przy planowaniu wyjazdu trzeba zawsze sprawdzić jej przejezdność.
Lysevegen – Norwegia
Droga z Lysebotn do Sirdal wygląda, jakby projektant dostał za zadanie umieścić jak najwięcej zakrętów na jednym zboczu. Na krótkim odcinku znajduje się 27 nawrotów, a różnica wysokości przekracza 900 m. Najbardziej absurdalny element czeka jednak na dole – droga wchodzi w tunel, który sam zakręca wewnątrz góry.
Lysevegen jest wąska i wymaga ciągłego kontrolowania ruchu z przeciwka. Norweska organizacja turystyczna wprost zaleca korzystanie z zatoczek do mijania. Do tego dochodzi nachylenie i fakt, że po wyjechaniu znad Lysefjordu krajobraz nagle zmienia się w niemal księżycowy płaskowyż. To jedna z tych tras, na których 30 km/h potrafi dostarczyć więcej wrażeń niż dwukrotnie większa prędkość gdziekolwiek indziej. Zimą droga jest zamknięta, a termin wiosennego otwarcia zależy od ilości śniegu.
Durmitor Ring – Czarnogóra
Durmitorski prsten to pętla prowadząca z Žabljaka przez masyw Durmitor, okolice kanionu Sušicy, Nedajno, Trsę i przełęcz Sedlo. Całość jest asfaltowa, ale określenie „droga asfaltowa” może stworzyć nieco zbyt optymistyczny obraz tego, co czeka kierowcę.
Duża część trasy jest bardzo wąska i kręta. Przy spotkaniu samochodu z przeciwka czasami trzeba zatrzymać się albo cofnąć do miejsca, w którym można się minąć. Po zimie i ulewach mogą pojawiać się uszkodzenia nawierzchni oraz kamienie, szczególnie w rejonie kanionu Sušicy. Trasa dochodzi do około 1950 m, a sama przełęcz Sedlo leży na wysokości 1907 m. Nagrodą są masywy Durmitoru, głębokie kaniony i niemal całkowity brak miejskiej zabudowy. Oficjalny przewodnik po trasie radzi przed wjazdem zatankować, bo na samej pętli nie ma stacji benzynowych.
D76 przez Combe Laval – Francja
To nie jest szczególnie długa trasa. Odcinek przez Combe Laval w masywie Vercors ma około 16 km. Atrakcja polega tutaj nie na długości, a na tym, że część drogi dosłownie wykuto w ścianie góry.
Miejscami jezdnia zwęża się do kilku metrów. Droga prowadzi przez krótkie tunele i galerie skalne, a od doliny oddziela ją niewysoki mur. Motocykliści zwracają uwagę na sięgającą około 300 m ekspozycję i nawierzchnię, która nie zawsze budzi pełne zaufanie.
To zdecydowanie nie jest miejsce dla osób, które na widok przepaści natychmiast patrzą tam, gdzie zdecydowanie nie powinny patrzeć. Jednocześnie widoki na Vercors są fenomenalne, a sama droga wygląda tak, jakby jej budowniczowie nie przejmowali się zdrowym rozsądkiem.
Col du Télégraphe i Col du Galibier – Francja
Tę parę najlepiej przejechać razem. Télégraphe zaczyna się w lesie, gdzie dostajemy długą serię serpentyn i stosunkowo dobry asfalt. Później pojawia się Galibier i wszystko robi się znacznie poważniejsze. Droga wychodzi ponad granicę drzew, pnie się w kierunku wysokich Alp i zaczyna prowadzić tuż przy stromych zboczach.
Galibier wymaga przede wszystkim umiejętnego pokonywania zakrętów i wyobraźni. Część nawrotów jest ciasna, inne niespodziewanie się otwierają. W sezonie trzeba uważać na bardzo licznych rowerzystów. Na szczycie można już zapomnieć o technice jazdy i patrzeć na masyw La Meije oraz otaczające alpejskie szczyty.
Passo dell’Agnello – Włochy i Francja
Stelvio zna każdy. Passo dell’Agnello jest odwiedzana zdecydowanie rzadziej, choć przełęcz osiąga wysokość 2748 m i prowadzi przez równie spektakularne krajobrazy Alp. Włoska strona od Casteldelfino wspina się w kierunku granicy z Francją drogą, która momentami ma charakter niemal jednopasmowy.
Najpierw pojawiają się ciasne nawroty pomiędzy drzewami, a później asfalt wychodzi wysoko ponad linię lasu. Jest wąsko, stromo i zdecydowanie mniej tłoczno niż na najbardziej znanych alpejskich klasykach.
Na górze dostajemy panoramę z masywem Monviso i rozległymi dolinami po obu stronach granicy. Trzeba tylko pamiętać, że przy takiej wysokości pogoda potrafi błyskawicznie się zmienić z przyjaznej w ekstremalną.
Podsumowanie
Wszystkie te drogi mają jedną wspólną cechę. Nie trzeba jechać szybko, żeby były wymagające. Ciasny nawrót pod górę na Stelvio, samochód pojawiający się na jednopasmowym fragmencie Gavii czy kilka metrów asfaltu przy ścianie Combe Laval potrafią zająć kierowcę bardziej niż szybka seria szerokich łuków.
Jeśli jedziesz na ciężkim turystycznym adventure, warto dobrze opanować nawroty i ruszanie pod górę. Przed wyjazdem koniecznie sprawdź pogodę oraz aktualną przejezdność wybranej przełęczy. Na wysokości ponad 2000 m pogoda lubi zaskakiwać śmiałków.
Odkryj więcej z Jednoślad.pl
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.






