Motocykle, które zapisały się w historii. 10 modeli, o których warto wiedzieć

W skrócie
  • Są motocykle, które przychodzą i odchodzą, ale są też takie, które na zawsze zapisują się na kartach historii.
  • Oto 10 motocykli, które warto znać, bo stały się prawdziwymi legendami.
  • Nie zawsze wchodziły do masowej produkcji, ale za to każdy z nich przesuwał granice.

Historia motocykli to nie tylko modele, które sprzedawały się w setkach tysięcy egzemplarzy. Czasem jeden motocykl zapisuje się w historii, bo był absurdalnie szybki, inny staje się sławny dlatego, że ma ciekawe rozwiązania technologiczne, choć wcale nie oznacza to, że wejdą one do stałego użytku. Oto 10 motocykli, które zapisały się w historii motocyklizmu i zdecydowanie warto je znać.

Brough Superior SS100

Brough Superior SS100 to motocykl z czasów, gdy luksus, prędkość i indywidualne podejście do klienta nie były tylko marketingową śpiewką. Model ten pojawił się w 1924 roku i szybko dorobił się reputacji jednej z najbardziej prestiżowych maszyn swojej epoki. SS100 miał silnik V2 o pojemności 998 cm3, a każdy egzemplarz był budowany pod konkretnego klienta. Co najważniejsze, producent gwarantował, że motocykl będzie zdolny do rozwinięcia prędkości 160 km/h. W latach 20. XX wieku takie zapewnienia brzmiały jak science-fiction.

Ciąg dalszy poniżej reklamy

SS100 zapisał się w historii, bo był czymś więcej niż szybkim motocyklem. Był pokazem tego, że jednoślad może być produktem luksusowym, dopracowanym, drogim i budowanym niemal jak garnitur szyty na miarę. Nieprzypadkowo Brough Superior zyskał miano Rolls-Royce’a wśród motocykli, a T.E. Lawrence, znany jako Lawrence z Arabii, należał do najbardziej znanych użytkowników motocykli tej marki. SS100 jest ważny, bo już wtedy pokazał, że motocykl może być obiektem pożądania, statusem i mechanicznym dziełem sztuki.

Vincent Black Shadow

Vincent Black Shadow wygląda jak motocykl, który powinien stać w muzeum, ale kiedy pojawił się na drogach, był demonem prędkości. Model produkowany od końca lat 40. korzystał z silnika V2 o pojemności 998 cm3 i przez wielu był uznawany za najszybszy seryjny motocykl swoich czasów.

Black Shadow zapisał się w historii dlatego, że przez lata był symbolem brytyjskiej doskonałości. Czarny silnik, minimalistyczna sylwetka i aura maszyny dla odważnych stworzyły legendę, która przetrwała znacznie dłużej niż sama produkcja marki Vincent. Maszyna ta do dziś budzi podziw i respekt wśród miłośników klasycznych jednośladów.

Norton Manx

Norton Manx to maszyna, której nie da się oddzielić od wyścigów. Produkowany po II wojnie światowej Manx był motocyklem wyścigowym, który stał się jednym z symboli Isle of Man TT i brytyjskiej szkoły budowy lekkich i dobrze prowadzących się jednocylindrowców. W wersji 500 cm3 korzystał z jednocylindrowego silnika DOHC.

Ciąg dalszy poniżej reklamy

Manx zapisał się w historii, bo był maszyną stworzoną do ścigania w najczystszej postaci. Nie potrzebował dużej pojemności, wielocylindrowego silnika ani kosmicznej aerodynamiki. Liczyły się lekkość, odpowiednio zaprojektowana rama, prowadzenie i kierowca, który potrafił wykorzystać potencjał konstrukcji. Norton Manx jest jednym z tych motocykli, które pomagają zrozumieć, skąd wzięła się tradycja brytyjskich wyścigów drogowych i dlaczego przez dekady sukces na Wyspie Man miał dla producentów tak ogromne znaczenie.

Moto Guzzi V8

Moto Guzzi V8, znany też jako Otto Cilindri, to jeden z najbardziej szalonych projektów w historii wyścigów motocyklowych. Powstał w latach 50. jako motocykl Grand Prix z silnikiem V8 o pojemności 500 cm3. Za konstrukcję odpowiadał Giulio Cesare Carcano, a sam motocykl startował w sezonach 1955–1957. Przepis na ten motocykl do dziś brzmi absurdalnie. Pół litra pojemności, 8 cylindrów, wyścigowy charakter i poziom skomplikowania, który robi wrażenie nawet w dzisiejszych czasach.

Ten motocykl pokazał granicę ambicji konstruktorów, a raczej ich całkowity brak. Moto Guzzi V8 było dowodem, że w erze przed komputerowym projektowaniem i współczesną elektroniką można było stworzyć coś tak odważnego, że do dziś wygląda jak eksperyment. To jedna z tych maszyn, które przypominają, że sporty motorowe to przede wszystkim poligon doświadczalny, choć nie wszystkie rozwiązania trafiają później do seryjnej produkcji.

Kawasaki H2 Mach IV 750

Kawasaki H2 Mach IV 750 to dwusuwowy pocisk, który potrafił przestraszyć nawet doświadczonych kierowców. Model z początku lat 70. miał trzycylindrowy, dwusuwowy silnik 748 cm3 i moc 74 KM. Przy ówczesnym zawieszeniu, hamulcach i oponach taka mieszanka była naprawdę wybuchowa.

Ciąg dalszy poniżej reklamy

H2 stało się legendą, bo było motocyklem pełnym skrajności. Kawasaki poszło w osiągi, przyspieszenie i bezpośredniość. Kawasaki H2 Mach IV pokazało, jak daleko można przesunąć granicę osiągów w motocyklu drogowym, zanim reszta konstrukcji przestanie nadążać za osiągami silnika. Zapewne dlatego nazwa H2 powróciła, gdy producent przedstawił swój motocykl napędzany silnikiem z kompresorem, który rozpędza się do grubo ponad 300 km/h.

Suzuki GSX1100S Katana

Suzuki Katana z początku lat 80. wyglądała tak, jakby totalne zaprzeczenie wszystkich zasad ówczesnej szkoły projektowania motocykli. Za projektem stało niemieckie Target Design, a GSX1100S Katana pojawiła się jako motocykl o zupełnie innym języku stylistycznym niż klasyczne maszyny tamtej epoki. Suzuki podkreślało unikalne elementy projektu, w tym charakterystyczny kokpit, syntetyczne pokrycie siedzenia i detale, które sprawiały, że Katana od razu wyróżniała się z tłumu.

Katana zapisała się w historii, bo udowodniła, że wygląd motocykla może być równie rewolucyjny jak jego konstrukcja. Ostre linie, zintegrowane owiewki, futurystyczny przód i agresywna sylwetka sprawiały, że jedni ją kochali, a inni nie wiedzieli, co właściwie oglądają. Stylistycznie motocykl zdecydowanie wyprzedził swoje czasy. Nawet jeśli nie każdy producent poszedł tak radykalną ścieżką, Katana zostawiła ślad w myśleniu o tym, że design motocykla może być manifestem.

Kawasaki GPZ900R Ninja

Kawasaki GPZ900R z 1984 roku to motocykl, który dał początek nazwie Ninja w świecie sportowych motocykli. Był rozwijany w tajemnicy przez kilka lat i korzystał z chłodzonego cieczą, 16-zaworowego silnika rzędowego o pojemności 908 cm3. Źródła historyczne podają moc 115 KM i prędkość maksymalną przekraczającą 240 km/h.

GPZ900R zapisał się w historii, bo był pomostem między klasycznymi dużymi motocyklami sportowymi a nowoczesnymi maszynami superbike. Miał ponadprzeciętne osiągi, owiewkę i nazwę, która później stała się jedną z najmocniejszych marek w świecie motocykli sportowych.

Dla popkultury był też ważny dzięki filmowi „Top Gun”, ale nawet bez Hollywood Kawasaki GPZ900R zasługiwałoby na swoje miejsce. To był motocykl, który pokazał, że sportowy sprzęt może być szybki, nowoczesny i jednocześnie umożliwiający poruszanie się po drogach publicznych.

Yamaha V-Max 1200

Yamaha V-Max z 1985 roku była motocyklem, który zachowywał się tak, jakby ktoś wziął ideę amerykańskiego muscle cara i przeniósł ją na dwa koła. Sercem maszyny był silnik V4 o pojemności 1198 cm3, a najbardziej znanym rozwiązaniem był system V-Boost. V-Boost pozwalał przy wyższych obrotach zasilać cylinder przez dwa gaźniki zamiast jednego. Maksymalna moc silnika wynosiła 143 KM.

V-Max zapisał się w historii, bo stał się klasą samą w sobie. Nie był klasycznym cruiserem, nie był sportem, nie był turystykiem. Był power cruiserem, zanim ten termin na dobre zadomowił się w słowniku motocyklistów. Stanowił pokaz tego, że nie tylko Amerykanie mogą projektować cruisery. Z czasem jednak coraz mniej osób doceniało tę konstrukcję i w końcu Yamaha porzuciła V-Max’a i nigdy do niego nie wróciła.

Honda NR750

Honda NR750 to motocykl, który wyglądał jak drogowy superbike, ale w rzeczywistości był pomnikiem japońskiej inżynierii. Wywodzi się z programu NR500, z którym Honda próbowała wrócić do Grand Prix czterosuwem w czasach dominacji dwusuwów. Najbardziej niezwykłym rozwiązaniem były owalne tłoki, pozwalające zastosować osiem zaworów na cylinder. Koncepcja NR500 doprowadziła później do komercyjnego NR750 wypuszczonego w 1992 roku, a rozwiązania rozwijane w tym projekcie trafiły potem do innych motocykli produkcyjnych tej marki.

NR750 była droga, rzadka i absurdalna technologicznie, ale w najlepszym znaczeniu tego słowa. Silnik V4 o pojemności 747,7 cm3 rozwijał moc 115,8 KM przy bardzo wysokich obrotach. Honda pokazała, że czasem marka buduje motocykl po to, żeby udowodnić, co potrafi. NR750 to prawdziwy pokaz siły inżynierów Hondy.

Bimota Tesi 1D

Bimota Tesi 1D to motocykl, który stanowił odpowiedź na pytanie, czy w sportowej maszynie da się czymś zastąpić klasyczny widelec. Tesi wyróżniała się układem hub-center steering, czyli prowadzeniem przedniego koła przez wahacz i centralny układ sterowania zamiast klasycznych lag. Drogowa Tesi 1D pojawiła się na początku lat 90. i korzystała z silnika Ducati 851, a w późniejszych wersjach z większych jednostek tej marki.

Tesi zapisała się w historii, bo była eksperymentem, który trafił do seryjnej produkcji. Bimota próbowała oddzielić pracę zawieszenia od sił hamowania i pokazać, że sportowy motocykl można zbudować zupełnie inaczej. Sam układ był skomplikowany, kosztowny i wymagający, ale to właśnie czyni ją ważną, nawet jeśli inni nie poszli tym tropem. Dlatego Tesi to przykład motocykla, gdzie inżynierowie zrobili coś po to, by inni już nie musieli tego sprawdzać.

Britten V1000

John Britten i niewielki zespół z Nowej Zelandii zbudowali ręcznie wyścigową maszynę, która rzuciła wyzwanie wielkim producentom. Oficjalnie Britten podaje moc 166 KM przy 11 800 obr./min, masę 138 kg, prędkość maksymalną 303 km/h i zaledwie 10 wyprodukowanych egzemplarzy. Barber Vintage Motorsports Museum opisuje V1000 jako radykalne odejście od konwencjonalnego projektowania motocykli wyścigowych.

Britten zapisał się w historii, bo był dowodem, że geniusz, odwaga i upór potrafią czasem postawić mały warsztat obok największych marek świata. Motocykl miał bezramową konstrukcję, dużo włókna węglowego, nietypowe rozwiązania układu chłodzenia i zawieszenia oraz wygląd, którego nie da się pomylić z niczym innym. Nie był produktem masowym i nigdy nie miał być. Był motocyklem, który pokazał, że odważne i ciekawe projekty nie są tylko domeną dużych koncernów z workami pieniędzy.

Podsumowanie

Nie każdy z tych motocykli był praktyczny. Nie każdy był łatwy w prowadzeniu. Nie każdy udało się kupić zwykłemu śmiertelnikowi, ale właśnie dlatego zapisały się w historii. Motocyklizm nie rozwija się tylko dzięki masowym hitom sprzedaży. Rozwija się też dzięki maszynom, które przesuwają granice, zachwycają, przerażają, zadają pytania i fascynują kolejne pokolenia motocyklistów i inżynierów.


Odkryj więcej z Jednoślad.pl

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Inne publikacje na ten temat:

2 opinii

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ciąg dalszy poniżej reklamy
Back to top button