Całkiem niesłusznie przyjęło się, że do podróżowania motocyklem po świecie nadaje się tylko garstka modeli, a szczególnie te, które brylują w gamie BMW, Hondy czy KTM-a. Całkiem niesłusznie to w sumie jakby nic nie powiedzieć, bo w tych wszystkich wyprawach kompletnie nie liczy się pojemność silnika czy moc, a umiejętność niespiesznego poznawania przepięknego i otaczającego nas świata. W ostatnim czasie Tobiasz przemierzał na dwóch kołach Kostarykę, a sam wybór motocykla mógł być dla wielu sporym zaskoczeniem.
Chociaż trend motocyklowego świata za coraz większymi, mocniejszymi i szybszymi motocyklami wyraźnie zwolnił, to nadal wśród fanów dwóch kółek panuje przekonanie, że im dalej jedziemy, tym tak naprawdę potrzebujemy większego motocykla. Nie jest to jedynie czcze gadanie, bo wybierając się chociażby na południe Europy, na 10 mijanych jednośladów siedem z nich to będą duże GS-y w wersji Adventure, do tego dwie Africa Twin i jeden KTM Super Adventure 1290. Czy ma to jakiekolwiek znaczenie dla podróżowania? Wszystko zależy od tego, czy potrafimy cieszyć się każdym przejechanym kilometrem. Bardzo często pogoń za kolejną destynacją sprawia, że całkowicie omijamy to, co tak naprawdę nas otacza. Im tej mocy mamy mniej, tym diametralnie spada również prędkość przelotowa, a my mamy czas, aby nacieszyć się pięknem świata. To jednak nie jedyne zalety przemawiające za tym, że jednoślady o mniejszej pojemności idealnie nadają się do turystyki motocyklowej, bo równie ważnym argumentem jest ekonomia. Różnica spalania może być na tyle znacząca, że ostateczny rozrachunek nie pozostawi kompletnie żadnych złudzeń co do wyboru motocykla na kolejną wyprawę.
W ostatnich miesiącach Tobiasz zwiedził naprawdę potężny kawałek świata. Jego ostatnia przygoda miała miejsce w Ameryce Środkowej, a dokładniej mówiąc – w Kostaryce. Po raz kolejny wybrał motocykl marki Triumph, aby jednego dnia zobaczyć dwa oceany oraz poznać realia życia kraju, którego stolicą jest San Jose. Wbrew pozorom wybór nie padł ani na Tigera 1200, ani 900, a na znacznie bardziej odważnego, nieustraszonego i dzielnego Triumpha Scramblera 400 X.
Najważniejsze informacje:
- Speed 400 i Scrambler 400 X napędzane są tą samą jednostką o pojemności 399 cm3 produkowaną przez firmę Bajaj, która generuje moc 40 KM przy 8000 obr./min i maksymalny moment obrotowy na poziomie 37,5 Nm przy 6500 obr./min.
- Scrambler 400 X ma z przodu felgę o średnicy 19 cali, natomiast Speed 400 posiada obie w rozmiarze 17 cali.
- Oba modele wyposażone są w elektroniczną przepustnicę, kontrolę trakcji, ABS (można go dezaktywować jedynie w Scramblerze), zegary z cyfrowym wyświetlaczem LCD, gniazdo USB-C oraz ledowe oświetlenie.
Poleciał na Kostarykę i nawet o tym nie wiedział:
W połowie 2023 roku brytyjski producent poinformował, że dołącza do walki w segmencie motocykli o pojemności 400 cm3. To była bardzo dobra wiadomość, bo przez lata ten segment – niegdyś królujący szczególnie wśród motocykli sportowych – popadł w cień. Teraz wraca do łask, a Triumph sprytnie zauważył zmieniające się trendy rynkowe i postanowił wykorzystać swoją fabrykę w Azji oraz charakter tamtejszych motocykli łącząc klasyczny, brytyjski, dostojny wygląd z jednocylindrową jednostką napędową przetestowaną w boju na wszystkie sposoby. Taki miks miał sprawić, że modele te podbiją nie tylko serca motocyklistów na wschodzie, ale i trafią w gusta klientów w Europie.
Jak przygoda to przygoda! Tobiasz jeździł po Kostaryce na Triumph Scrambler 400 X
Tobiasz podczas ostatniej podróży po Kostaryce postawił po raz kolejny na zupełnie inne podejście. Zamiast dużego adventure’a wybrał motocykl, który dla wielu osób mógłby wydawać się zbyt mały na wyprawę przez Amerykę Środkową. Padło na Triumpha Scramblera 400 X. I właśnie tam okazało się, że lekki, prosty i uniwersalny motocykl daje znacznie więcej frajdy niż ciężkie turystyczne kolosy. Szczególnie w kraju, gdzie asfalt bardzo szybko potrafi zamienić się w szuter, błoto albo drogę prowadzącą przez dżunglę.
Triumph Scrambler 400 X powstał z potrzeby prawdziwej przygody
Sercem Scramblera 400 X jest zupełnie nowa, chłodzona cieczą jednostka o pojemności 398 cm3. To jednocylindrowy silnik DOHC generujący 40 KM przy 8000 obr./min oraz 37,5 Nm momentu obrotowego przy 6500 obr./min. Na papierze liczby nie robią może gigantycznego wrażenia, ale w praktyce ten silnik idealnie pasuje do charakteru tego motocykla. Triumph bardzo dobrze zestroił jednostkę i już od niskich obrotów motocykl reaguje na ruch manetki gazu płynnie oraz przewidywalnie. Nie ma tutaj nerwowości ani agresji typowej dla mocniejszych motocykli. Co więcej, silnik bardzo chętnie wkręca się na obroty, ale jednocześnie pozwala spokojnie toczyć się na niskich prędkościach podczas jazdy po mieście albo drogach szutrowych. W Kostaryce miało to ogromne znaczenie, bo tam warunki zmieniają się praktycznie co kilka kilometrów. Raz jedziesz nowym asfaltem wzdłuż oceanu, a chwilę później wspinasz się kamienistą drogą prowadzącą przez tropikalny las.
Sama pojemność i stosunkowo niewielka moc nie oznaczają, że czterysetki Triumpha będą miały problemy podczas szybszej jazdy. Prędkości autostradowe nie są dla niego problemem i bez większego wysiłku można rozpędzić się do 130–140 km/h, jednak zdecydowanie najlepiej czuje się podczas spokojnego podróżowania bocznymi drogami.
Rama i zawieszenie zdradzają terenowe ambicje. Wersja X lubi zjechać z asfaltu
Scrambler 400 X bardzo mocno różni się od miejskiego modelu Speed 400. I nie chodzi wyłącznie o wygląd. Triumph zastosował tutaj zupełnie inną ergonomię oraz podwozie lepiej przystosowane do jazdy poza asfaltem. Motocykl otrzymał większe, 19-calowe przednie koło oraz 17-calowe tylne. Już sam ten zabieg sprawia, że motocykl znacznie pewniej zachowuje się na nierównościach oraz luźnej nawierzchni. Do tego dochodzi zawieszenie upside-down z przodu oraz centralny amortyzator z tyłu. Zarówno przednie, jak i tylne oferuje 150 mm skoku, co w praktyce pozwala naprawdę komfortowo pokonywać dziurawe drogi, szutry czy leśne trasy.
Ogromną zaletą Scramblera 400 X jest również jego geometria. Szeroka kierownica, wyprostowana pozycja za kierownicą i odpowiednio umieszczone podnóżki sprawiają, że jazda zarówno na siedząco, jak i na stojąco jest po prostu wygodna. W terenie ma to gigantyczne znaczenie.
Triumph Scrambler 400 X. Nie najlżejszy w segmencie, ale jednak lżejszy
Jedną z największych zalet Scramblera 400 X – względem dużych motocykli reprezentujących segment ADV – jest masa. Motocykl z pełnym bakiem waży zaledwie 178 kg. I właśnie tutaj widać ogromną przewagę nad dużymi motocyklami turystycznymi. W ciasnych uliczkach, podczas zawracania na szutrze albo manewrowania w terenie lekki motocykl daje po prostu znacznie więcej pewności siebie. Wysokość kanapy wynosi 835 mm, ale sam motocykl jest bardzo wąski w talii, dlatego nawet niższe osoby bez większego problemu dosięgną nogami do ziemi. Czasami mniej naprawdę znaczy więcej.
Wyposażenie i jakość wykonania. Scrambler 400 X jest zrobiony jak flagowiec
Mimo, że mówimy o motocyklu klasy 400 cm3 to Triumph nie potraktował go jak budżetowej konstrukcji. Scrambler otrzymał pełne oświetlenie LED wraz z charakterystycznym światłem do jazdy dziennej. Reflektor zabezpieczony jest dodatkową osłoną, która podkreśla terenowy charakter motocykla. Na pokładzie znalazło się również sprzęgło antyhoppingowe ze wspomaganiem siły nacisku. W praktyce działa bardzo lekko i świetnie sprawdza się zarówno podczas jazdy miejskiej, jak i redukcji biegów na krętych drogach. Motocykl wyposażono także w wyłączany system kontroli trakcji oraz ABS. Scrambler posiada również port USB-C umożliwiający ładowanie telefonu, nawigacji albo kamer sportowych podczas jazdy. Całość uzupełnia bardzo dobre spasowanie elementów i jakość wykonania, która spokojnie mogłaby zawstydzić niejednego konkurenta z wyższej półki.

Triumph stworzył jeden z najbardziej uniwersalnych motocykli w swojej gamie
Najciekawsze w Scramblerze 400 X jest jednak to, że ten motocykl praktycznie nie ma jednej specjalizacji. Nie jest typowym motocyklem miejskim, nie jest rasowym adventure’em i nie próbuje być sportową maszyną. To po prostu niezwykle uniwersalny motocykl, który świetnie odnajduje się praktycznie wszędzie.
Nadaje się do codziennych dojazdów, weekendowych wycieczek, jazdy po szutrach i dalszego podróżowania. W świecie motocykli, które z roku na rok stają się coraz cięższe, bardziej skomplikowane i naszpikowane elektroniką, Triumph przypomniał coś bardzo ważnego — że prawdziwa frajda z jazdy wcale nie wymaga 150 koni mechanicznych i ogromnego adventure’a. I nie jest to jedynie marketingowa zachęta, bo to nie pierwszy odległy i wymagający wyjazd, na który wybraliśmy czterysetki Triumpha. Przypomnijmy, że na Scramblerze 400 X oraz Speedzie 400 byliśmy już w Alpach Julijskich i na Gotlandii, a teraz jesteśmy świeżo po ostatecznym teście na Kostaryce. Scrambler 400 X trzykrotnie udowodnił, że jest motocyklem uniwersalnym przez duże U, adventure przez duże A i przygodowym przez duże P.

Odkryj więcej z Jednoślad.pl
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.







Hej
Tobiasz wybrał czy Triumph zorganizował tski event wlasnie z tym moto?
Cześć! Był to wybór marki Triumph 🙂