Aktualnie czytasz:
Prawo jazdy na motocykl: Czy warto?
21

Bzyczek stoi pod oknem już czwarty sezon, a mnie naszły chwile refleksji. Czy lubię swój skuter? Czy mam do niego sentyment? A może chciałbym zamienić go na coś szybszego, mocniejszego? Czy tylko tak mi się wydaje?

Jeszcze niedawno nakłaniałem moją żonę do uzbierania pieniędzy na prawo jazdy aby kupić sobie jakąś 125 lub 250. Z rozmarzeniem spoglądałem na mijaną Hondę Transalp czyli motocykl moich marzeń. Ostatnio jakoś zamilkłem w tej kwestii…

Bzyczek jeździ. Może nie lata ale przemieszcza się.  Coś mu ostatnio dolega, bo prędkość maksymalna spadła z licznikowych 73 km/h do 65. Wymieniałem obudowę filtra powietrza, pierścienie również. Regulowałem gaźnik i wiem, że jest tak jak być powinno.  Pamiętam moje niedawne dążenie do jak najwyższej prędkości maksymalnej, do żyłowania kosmicznych obrotów i marzenie o aluminiowym kicie. Jednak teraz jeżdżę wolniej niż jeszcze niedawno (zaledwie o 8 km/h choć procentowo to dużo) i zauważyłem, że czas przejazdu przez miasto praktycznie nie uległ zmianie. Spalanie jest odczuwalnie niższe. Jeżdżę spokojniej. Dziwne ale takie prędkości zaczęły mi wystarczać. Starzeję się czy co?

 
Czytaj
REKLAMA

Junak 126 teraz za 279,95 zł miesięcznie

Wybierając nowego Junaka 126 możesz skorzystać z promocyjnego finansowania RSSO 0% bez ukrytych kosztów i wpłaty własnej. Już za 279,95 zł miesięcznie (20 rat 0%) możesz wyjechać z salonu nowym motocyklem Junak 126!

A jak to jest z tym prawem jazdy? 1500 zł wydam na kurs (na który muszę jeszcze znaleźć czas). Z dodatkami dobiję do dwóch tysięcy. Wszystko po to żeby kupić motocykl za kilka – kilkanaście tysięcy. Za to miałbym już nawet trzy metry kwadratowe mieszkania. Prawdopodobnie moto będzie japońskie więc ceny części i napraw dadzą ostro po portfelu. Jakaś inwestycja na początku na pewno będzie potrzebna gdyż w grę wchodzi tylko używany sprzęt. Poza tym opłata. Cztery razy większa za 125 niż za 50 cm3.

Kupno motocykla lub maksiskutera to rozwijanie przeze mnie większych prędkości. Co to oznacza w praktyce? Zakup konkretnych ubrań. Wiem, że przy moich obecnych prędkościach coś takiego też by się przydało ale na razie sprawdza się cywilna kurtka.

 
Czytaj
REKLAMA

Kominiarka motocyklowa teraz za 10,59 PLN z tanią i szybką wysyłką

Zadbaj o swoje zdrowie na motocyklu. Kominiarka pod kask to ochrona Twoich górnych dróg oddechowych i komfort termiczny w chłodne dni. Wysyłka w 24h. Paczkomat 12,50 PLN i darmowy zwrot do 14 dni.

Sprzęt większej pojemności = większa szerokość moto.  Zauważyłem, że w chwili obecnej potrafię przemieszczać się w korku szybciej niż niejeden ścigacz lub turystyk. Po prostu => mniejsze moto łatwiej się mieści.

Poza tym spalanie. Może Bzyczek ma apetyt na paliwo (3,7 – 4,2 na setkę przy obciążeniu dość znacznym w cyklu miejskim, manetka opór) ale większe pojemności na pewno potrzebują go więcej. Szczegółowych danych nie znam ale się tego domyślam.

Jeśli chodzi o pracę – wiem, że więcej listów zabrałbym do 250 niż do 50 ale nie wyobrażam sobie podjeżdżania od domku do domku i od skrzynki do skrzynki czymś co waży 200 kg.

Poza tym jeśli Bzyczek się skończy to biorę z konta oszczędnościowego 3000 zł i idę do salonu z chińskimi skuterami. Kupuję co chcę i żadne dodatkowe koszty mnie nie interesują. Jeżdżę dalej.

Argumentem przemawiającym za prawem jazdy może być „kompleks najmniejszego na drodze” ale uleganie temu oznaczałoby konieczność kupienia sobie chyba Goldwinga 1800 cm3. 50 może i ma najmniej koni i jest najsłabsza ale nieraz potrafi więcej niż niejeden samochód czy motocykl. Szerokości!

Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
0%
Interesujące
67%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
33%
21 Komentarze
1 2 3
  • Zdjęcie profilowe
    22 maja 2013 at 15:40

    Kisiu1981 napisał:

    A co byście powiedzieli na jakiegoś używanego Sym-a albo Kymco?

    Do Syma możesz mieć problem z częściami zamiennymi, bo mimo, że marka dobra i solidna to u nas wciąż mało znana. Do Kymco prędzej dostaniesz zamienniki.
    Zobacz sobie np Agility City 125, Duże koła i dość spory jest. 50-tka jest taka sama. Albo B&W Kymco, też spory. Kymco Grand Dink, polecam bo mam i nie narzekam 🙂

  • Zdjęcie profilowe dychul
    22 maja 2013 at 18:44

    Kisiu. Zrobienie prawka było dla mnie zawsze marzeniem i priorytetem. Kategorie B długo zrobiłem nim w rodzinie pojawiło się auto. Prawko na motor zrobiłem posiadając już piękną czerwoną ETZ 250. Reszta kategorii przyszła z czasem. Teraz posiadam kategorie od A do D, a od B do D z E. W twoim przypadku polecam odżałować kasę na prawko. Obecnie można zakupić fajne maszyny od 125 ccm. Pozwolą Tobie na większą radość z jazdy. Zależy jeszcze od tego jakie posiadamy możliwości. Ja posiadam pod parą motor i motorower. Na dojazdy do pracy i na codzienne poruszanie po Warszawie użytkuje motorower. Motocykl prawie cały czas stoi (Yamaha Virago XV 535). Podobnie jak ty nie mam zbyt wiele wolnego czasu. Co weekend mam nadzieję, że spotkam się z Mazowiecką. Zwykle wypada praca lub coś w rodzinie lub praca. W tym roku motorem jeździłem dopiero ze trzy razy. Z argumentami kolegów, że wraz ze wzrostem pojemności, a tym samym prędkości wzrasta bezpieczeństwo polemizowałbym. Wiele razy wyjeżdżający z ulicy podporządkowanej inny uczestnik ruchu drogowego nie ustąpił mi pierwszeństwa przejazdu. Gdybym na motorze jechał szybciej już miałbym kłopoty. Jeżdżąc sędziwą Jawką bez świateł stopu, kierunkowskazów i bębnowymi hamulcami jakoś nie czuje zagrożenia życia.

  • Zdjęcie profilowe
    22 maja 2013 at 18:31

    Dawidsuper8 napisał:

    Ja osobiście w życiu nie robiłbym prawka żeby jeździć jakąś 125 albo maxi-skuterem.Jak prawko to tylko ścigacz np.600ccm.

    Żeby jeździć ścigaczem to trzeba mieć mózg, a sądząc z wypowiedzi gdzieś Ci wypadł na bezdrożach Białołęki 🙂

  • Zdjęcie profilowe Kristof65
    22 maja 2013 at 19:59

    Jeśli chodzi o prędkość to podyskutował bym w zależności w jakim mieście się mieszka . W dużych miastach gdzie z jednego końca do drugiego trzeba jechać kilkanaście bądź więcej kilometrów , można narzekać na ograniczenia mocy 50 siątek . Ale np ja mieszkając w 50 tysięcznym mieście , które jednak ma tylko kilka kilometrów swojej przekątnej zauważam że trzymając się przepisów czyli 50 km na h ( bo w końcu myślę że policja nie będzie atakowała nas za te 5 km odchyłki )nie mam problemów by poruszać się z tą samą prędkością co pojazdy szybsze i mocniejsze . Po prostu ruch miejski nie pozwala na wykorzystanie mocy . Nawet coraz częściej ślimaczę się za jakimś samochodem który blokuje ruch jadąc 30 . Owszem przy wyprzedzaniu , potrzebie szybkiego włączania się do ruchu , moc jest przydatna . Ale akurat z moim dwusuwem nie narzekam na rażącą ociężałość w sumie malutkiego cylinderka . I tak zdarza mi się pruć w terenie zabudowanym pomiędzy 50 a 65 , to są małe odcinki , oczywiście oczy wtedy dookoła głowy czy policja nie stoi w pobliżu , no i czy zachowuję zasady bezpieczeństwa . Wtedy też ładnie widać że nie jestem sam , płynę grupą kierowców , którzy razem ze mną przekraczają granicę o te kilka lub kilkanaście kilosów . Są bogatsze miasta , które rozbudowują swoją infrastrukturę drogową na korzyść możliwości jazdy szybszymi pojazdami . Ale jest jeszcze pełno miejscowości biedniejszych , gdzie więcej rośnie pojazdów niż poszerzających się arterii , wtedy zauważa się tą prawidłowość jazdy mniejszymi prędkościami przez pojazdy o różnych możliwościach . Więc według powyższych rozważań skuterowcy różnych miast będą mieli odmienne zdanie na temat prędkości swych bolidów .

  • Zdjęcie profilowe
    22 maja 2013 at 20:04

    O, i tu kolega ma rację. W Warszawie, szczególnie na dużych arteriach jazda 50 km/h to samobójstwo 🙂
    Ale małe miasteczka, jak najbardziej.

  • Zdjęcie profilowe Kisiu1981
    22 maja 2013 at 20:30

    Hm, mam jeszcze czas żeby to wszystko sobie przetrawić… Na razie pieniądze są ale na inne cele. Może potem…

    Jeśli chodzi o motocykle turystyczne – to właśnie takie lubię. Honda Transalp jest najprawdopodobniej najbardziej przystępna cenowo. O Suzuki to nawet nie śmiem marzyć.

    Mój przyszły wybór będzie skłaniał się pewnie ku jakiemuś lekko używanemu Kymco. To będzie chyba najrozsądniejsze wyjście. Raczej właśnie Agility. Zobaczymy na co wystarczy funduszy.

    Ktoś mi kiedyś powiedział, że wolniejsze pojazdy z mniejszym przyspieszeniem uczą człowieka pokory. Wtedy uczy się jak na przykład obliczyć prawidłowo manewr wyprzedzania lub jak włączyć się do ruchu. Gdy wsiada się na/do coś/czegoś mocniejszego od razu to człowiek tak naprawdę nie czuje respektu wobec drogi i innych i może się kiedyś nieźle zaskoczyć – negatywnie.

    A co do mojego przyszłego moto – musi być praktyczne. Jak już pisałem wiele razy – łatwiej mi będzie zrezygnować z typowej manualnej przekładni niż z przestrzeni bagażowej. No i dobrze byłoby robić w miarę możliwości wszystko przy nim samemu, a nie być zmuszonym do korzystania z serwisów.

  • Zdjęcie profilowe Criters
    22 maja 2013 at 22:08

    Nie sposób się nie zgodzić z argumentami przedstawionymi w artykule. Jednakże, ja zacząłem swoją dwukołową karierę od skutera jeździłem nim dwa sezony i teraz drugi sezon jeżdżę 125-tką. Japońską. Koszty utrzymania można przecierpieć (napraw nie ma bo kupiłem nówkę) jednak koszt samego motocykla to, na dziś dzień, co najmniej 10tys złotych. Mówię o nowym oczywiście. Czy żałuję, że wydałem wówczas 1000 zł na kurs? Nie. Przenigdy. Jeśli ktoś traktuje jednoślad jako środek transportu > skuter 50 to dobre wyjście. Jeśli jednak chodzi nam o „coś więcej” koszty przestają mieć jakiekolwiek znaczenie.

    Pozdrawiam.

  • Zdjęcie profilowe roomcajz
    22 maja 2013 at 22:21

    Kisiu, wszędzie dobrze gdzie nas nie ma…
    Prawo jazdy to akurat warto wcześniej czy później zrobic ale motocykl to nie ziemia obiecana. też sie może znudzic. Zrobisz prawko, kupisz transalpa, ciuchy motocyklowe i przy 25 stopniach ciepła przy pierwszej klatce bedziesz mokry jak mysz przy porodzie i ci sie odechce. W deszcz zmokniesz, kolana na starość do przeszczepu… Jasne że frajda jest, ale też kosztuje ta frajda. Każdy kij ma dwa końce. Jak masz rodzine to może lepiej w auto przyinwestowac. Ale każdy musi swoje przeżyć. Najperw myślisz ze 50 tka to jest to, potem już nie wystarcza, potem większy i też sie nudzi, jak z sexem

  • Zdjęcie profilowe
    Dawidsuper8
    23 maja 2013 at 07:42

    Żeby jeździć ścigaczem to trzeba mieć mózg, a sądząc z wypowiedzi gdzieś Ci wypadł na bezdrożach Białołęki 🙂

    O kolego ja Cie kolego nie wyzywam od ludzi z Białołęki trochę się rozpędziłeś widzę.

  • Zdjęcie profilowe Kisiu1981
    24 maja 2013 at 20:47

    Dziś w Skuterlandzie na Modlińskiej oglądałem taką Agilitkę 125 i powiem, że bardzo fajna – nie za mała, nie za duża – w sam raz. Ceny nie było ale ja i tak biorę pod uwagę tylko używany.