Aktualnie czytasz:
Skuterowcem być: Jak nas widzą, tak nas piszą…
11

Rzekłbym – sezon w pełni, pierwszy weekend w tym roku w całości spędzony w siodle już za mną, gdyż grzechem wydało mi się marnowanie tak przedniej pogody. Zabrawszy w charakterze plecaczka swą średnio skłonną do tej roli towarzyszkę życia, ruszyłem w krótką wycieczkę krajoznawczo-rozruchawczą do położonego 40 km od Warszawy Czerska. Miejsce jak miejsce, ale zamek Konrada Mazowieckiego, który się tam znajduje chodził za mną już od jakiegoś czasu- kto jeszcze nie był, polecam, świetnie zachowany zabytek położony na wzgórzu, z którego wież rozciąga się przepiękna panorama.

Na miejscu byliśmy około 18, i jak się okazało, by dostać się do zamku należało przejść przez teren położonego tuż obok kościoła. Wjechawszy na jego teren oczom moim ukazały się trzy skutery i jeden motorower o z daleka widocznej chińskiej proweniencji. Wśród nich, niczym rodzynek w ubogim cieście stała również Aprilia, jak mniemam włoska robota, choć w kolorach klocków lego. Zaparkowane były tuż obok siebie, tworząc dosyć osobliwe widowisko, a przy okazji stanowiąc świetną definicję teorii chaosu. W żaden sposób nie zrażeni, a zaciekawieni poszliśmy w kierunku głównej bramy. Tam niestety okazało się, że obiekt jest właśnie zamykany, ale litościwa pani kasjerka, którą w tym miejscu pozdrawiam, sprzedała nam dwa ostatnie bilety w tym dniu. Jednakowoż, by nie było nam za dobrze, okazało się, że główna wieża, ta najbardziej wypasiona jest już również zamknięta. Tak czy inaczej pełni zapału poszliśmy w kierunku drugiej z trzech, a jednej z dwóch dostępnych wież. I tak jak podejrzewałem wchodząc po schodach, na samym jej szczycie radośnie fiestowali właściciele owych jakże uroczo zaparkowanych pojazdów. Kto był, ten wie, że by dostać się na górę, trzeba po przejściu połowy wysokości wieży przejść przez przęsło przechodzące przez jej średnicę. Tu przywitała nas pierwsza niespodzianka – spadające niczym płatki wiśni podczas japońskiego święta kwiatów hanami, plwociny radośnie wypluwane przez dzielnych zdobywców zabytków. Na szczęście dla naszych włosów, ubrań i samopoczucia, dżentelmeni ci zaprzestali owego procederu na nasz widok, nie przestawali jednak oceniać pięknych widoków i opisywać swój zachwyt w sposób, który zachwyciłby niejednego mistrza mowy spod budki z piwem, tudzież cyrku na Wiejskiej. Gdy po krótkiej wspinaczce docieraliśmy na szczyt, panowie rozpoczęli zaplanowany zapewne wcześniej odwrót pomagając sobie różnymi językowymi felicytacjami. Ustąpiliśmy im, by mogli zejść ku naszej uldze w dół, a kaski, które trzymali w rękach rozwiały moje wszelkie wątpliwości co do skuterowości tej grupki – choć za kasków posiadanie, a co za tym idzie i używanie zapewne, należy im się duży plus. Gdy radośnie i z nieskrywana ulgą weszliśmy w końcu na samą górę, pierwsze co ukazało się naszym oczom, to lśniąca migotliwie w promieniach zachodzącego słońca kałuża świeżo oddanego moczu. Przyzwyczajeni jednak do gorszych widoków w miejscach historycznej pamięci, kiwnęliśmy do siebie porozumiewawczo, a następnie w spokoju oddaliśmy się podziwianiu zaiste przepięknych widoków.

Kończąc ten przydługi wpis, pozwolę sobie na komentarz. Znam wielu skuterowców, którzy są normalnymi kulturalnymi ludźmi. Ale są oni niczym perełki rzucone przed wieprze w postaci ludzi takich jak wyżej opisani. Czy ich zachowanie miało coś wspólnego z tym, że poruszają się skuterami? Może tak, może nie. Czy widok taki ujrzany przez osobę „nie w temacie” doprowadzi do stereotypizacji skuterowego środowiska? Na pewno…

Fot.: Skuterowo.com
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
0%
Interesujące
0%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%
O autorze
Zdjęcie profilowe Sham_Janesky
Sham_Janesky
jeździ:)
11 Komentarze