Aktualnie czytasz:
Prawo jazdy 2018: Dlaczego trudno zdać egzamin? Bo kasa musi się zgadzać [KOMENTARZ]
34262 2

Prawo jazdy 2018: Dlaczego trudno zdać egzamin? Bo kasa musi się zgadzać [KOMENTARZ]

autor: Przemysław Borkowski21 sierpnia 2018

Zdawalność egzaminu na prawo jazdy w Polsce to 34,5%, czyli połowa tego co np. w Niemczech. Na drogach ginie ponad 80 osób / milion mieszkańców, czyli dwukrotnie więcej niż w Niemczech. Dlaczego? Bo u nas kasa musi się zgadzać, a to jak jeździmy nie ma większego znaczenia.

Ręka do góry, kto wierzy w to, że egzaminy na prawo jazdy nakierowane są na poprawę bezpieczeństwa na drogach? No właśnie, tak myślałem – pusto. Egzamin, zwłaszcza praktyczny, to mała maszynka do nabijania WORDowskich kas, a jak słusznie zauważył Leszek w ostatniej publikacji – „WORDoweskie lobby” reguluje przepisy dot. egzaminów.

Czy rzeczywiście każdy kierowca, dla bezpieczeństwa oczywiście, powinien sprawdzać stan oleju przed jazdą? Czy my nadal żyjemy w głębokiej komunie? Patrząc po abstrakcyjnie odrealnionych metodach egzaminowania – może tak. 

Żeby leśne dziadki miały za co żyć

WORD niezmiennie kojarzy mi się z inną instytucją dbającą o zatrudnienie dla „panów z poprzedniej epoki” – Polskim Związkiem Motorowych. Chciałbyś brać udział w zawodach motocyklowych? Proszę bardzo. Wystarczy, że zapiszesz się na legalne (tzn. organizowane przez stowarzyszenie będące częścią PZM) zawody, będziesz posiadać ubezpieczenie, badanie lekarskie i na miejscu zdasz egzamin teoretyczny i praktyczny. Wtedy zrobisz jedną z trzech płatnych licencji PZM, która uprawni Cię do ścigania się za swoje pieniądze o pietruszkę w zawodach o zerowej randze. 

 
Czytaj
REKLAMA

Bajaj Pulsar 125: Witamy w Polsce!

Modele Pulsar NS 125, Pulsar NS 200 i Pulsar RS 200 rozszerzają portfolio modelowe marki Bajaj w Polsce. Sprzedażowe hity testowane są na jednym z bardziej wymagających rynków na świecie – w Indiach. 12 KM, 11 Nm i gwarancja niezawodności oraz radości z jazdy na każdym kilometrze.

Oczywiście, legalność organizowania zawodów (niczym legalność przeprowadzania egzaminów) regulują odpowiednie ustawy. Na każdych musi być certyfikowany sędzia, który pobiera odpowiednią dietę. Wpisowe kosztuje, licencja kosztuje, wszystko pięknie kosztuję.

W kontrze procedura startu w zawodach motocyklowych w Czechach: przyjeżdżasz, płacisz wpisowe, przyklejasz numer do motocykla, startujesz. 

Dlaczego tak jest? Ano, tak jak zaznaczyłem wcześniej – kasa musi się zgadzać. A w teoretycznie wolnorynkowym i zachodnim państwie wszystko jest odpowiednio uregulowane w kierunku „odpalania” odpowiedniego haraczu odpowiednim służbom. WORDy nie są niczym innym.

Kasa, kasa i jeszcze raz kasa

Mamy najniższą zdawalność egzaminów państwowych w Europie (34%) i jednocześnie najwięcej ofiar śmiertelnych na 1 mln mieszkańców (84). Pomimo tego dysonansu nadal nikt nie zdecydował się na całkowitą przebudowę systemu szkolenia i egzaminowania Polaków na prawo jazdy.

Kołem wracamy do kasy. Tym razem WORDowej, która powiększa się za każdym niezdanym egzaminem. Czy kogokolwiek dziwi, że jeśli WORD otrzymuje nagrodę za niezdany egzamin to w procesie egzaminowania wymaga idiotycznych rzeczy? Nie zdziwi mnie jeśli niedługo będzie trzeba splunąć przez ramię, obrócić się trzy razy na lewej nodze i klasnąć na koniec. Na trybunach będzie siedzieć 3 egzaminatorów pokazujących oceny na kartonikach. Jeśli średnia ocen nie przekroczy 8,3 to egzamin po egzaminie. Abstrakcja? Tyle samo potrafiłaby osoba po klaskaniu co po obecnych egzaminach – tyczy się to ZWŁASZCZA motocyklistów.

Liczby? Proszę: 26,1 miliona złotych w latach 2007 – 2012 zarobił tarnobrzeski WORD z tytułu oblanych egzaminów kat. B. Fundacja Obywatelskiego Rozwoju przebadała 45 takich instytucji (warto dodać instytucji monopolem na egzaminowanie nakierowanych na zysk) i ponad 80% ich przychodów to oblane egzaminy kat. B. Przychody z tego tytułu przekraczają 3 mln zł / WORD. 

Średnia pensja egzaminatora to ponad 5800 zł. 

Dyrektorzy po publikacji powyższego raportu byli oburzeni i winę zwalili na słabe szkoły jazdy. 

A teraz…

… rząd pracuje nad jeszcze większą monopolizacją. Planuje się zabronienie możliwości współdzielenia placów manewrowych przez OSK, co oznaczałoby, że rolę szkolenia kierowców przyjęłyby (tutaj werble) WORDy. 

Ręce same składają się do oklasków!

Dlaczego tak trudno zdać egzamin w Polsce?

 

Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
0%
Interesujące
0%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
33%
Smutne
67%
2 Komentarze
  • rawla
    21 sierpnia 2018 at 17:27

    Ciekawe, kiedy WORDY wymyślą zadanie egzaminacyjne na kat A 1,A@ AM i A jazdę na tylnym kole a na B obowiązkowy drift ? W kac C sugeruje jazdę slalomem z prędością 60 km.h, kurzce dlaczego tylko 60?

  • rawla
    21 sierpnia 2018 at 18:06

    A tak poważnie:
    1. koniec z placem manewrowym na egzaminie we wszystkich kategoriach. Plac manewrowy pozostaje obowiązkowy na szkoleniu. Może on pozostać częścią egzaminu wewnętrznego, za który ponosi odpowiedzialność OSK.
    2. koniec z kontrolom stanu technicznego pojazdu na egzaminie. Przy współczesnej technologi budowy pojazdów jest to wręcz śmieszne.
    3. egzamin praktyczny tylko w ruchu drogowym ( na mieście) w tym także poza miastem, ale z wyłączeniem autostrad.
    4. egzamin praktyczny może zakończyć się wynikiem negatywnym tylko wtedy, gdy zdający popełni błędy zagrażające bezpieczeństwu w ruchu np. przekroczenie dopuszczalnej szybkości ub zbyt powolna jazda, przekroczenie linii ciągłej, wyprzedzanie na przejściu dla pieszych itp.
    5. koniec z dobrowolnością interpretacji przepisów przez egzaminatora, każda jego decyzja, zwłaszcza negatywna musi mieć podstawę prawną. Jeżeli egzaminator nie jest w stanie podać takie podstawy, roztzrga się na korzyść egzaminowanego
    6. W spornych sytuacjach egzaminator jest zawieszony w sowich czynnościach aż do wyjaśnienia. Jeżeli w wyniku postępowania wyjaśniającego okaże się, że nie miał racji otrzymuje upomnień, a jeżeli w ciągu 12 miesięcy sytuacja się powtórzy jest zwalniany.
    I co wy na to?