Aktualnie czytasz:
ITD: Inspekcja Tyranii Drogowej?
1

Przed wiekami gdy były „boje” z akcesjami… Tak można by zacząć… akcesja oczywiście do Unii Europejskiej. Organizacja owa wymogła na Polsce, by powołać Inspekcję Transportu Drogowego, potem z mało oczywistych powodów przechrzczoną na Główny Inspektorat Transportu Drogowego. „Główny” ale z oddziałami w całej Polsce, więc chyba tylko po to, żeby nikt nie czuł się mniej „główny”… Ale mniejsza o nazwę…

W 2001 roku szefem owej instytucji został gorliwy działacz m.in. SLD i SDRP Seweryn Kaczmarek. Potem było już tylko ciekawiej, ale żeby nie zanudzać, obecnym szefem jest niejaki Tomasz Połeć. Eks policjant, znaczy milicjant, który zgłosił się do służby w 1988-ym roku co dość symptomatyczne, bo w tamtych latach nie była to specjalnie „perspektywiczna” instytucja. No ale zaczął i zajmował się w Nowym Sączu między innymi „prawnymi aspektami pracy drogówki”…(Nie miał chyba zbyt wielu „kolegów”)… Co ciekawe to ten sam człowiek, który obecnie – o czym dość głośno, donosiły media jeździł służbową wypasioną bryką, która miała służyć zgoła innym celom, mało tego łamał nią przepisy co też nagrali dziennikarze.

Pierwotnie ITD miało zajmować się np. kontrolą TIR-ów, autobusów itp, co zresztą naocznie w swojej dziennikarskiej robocie widziałem… Robota to niewdzięczna, żmudna i nudna, choć przyznać należy konieczna… Ale z biegiem lat ich uprawnienia były wciąż modyfikowane… Teraz już mogą tyle co Policja, a nawet i więcej, bo w przeciwieństwie do niej nie muszą delikwenta zatrzymywać, sprawdzać i się z nim użerać, tylko cykać foty i po dłuższym czasie je wysyłać. Właściwie „złota” robota.
Metody ich działań też w szokującym tempie ewoluują i aż by się chciało by inne „organa” powołane w służbie prawa i porządku były tak pomysłowe i zaradne. Właściwie mogliby zacząć dorabiać organizując kursy w całym kraju jak to zrobić by „zarabiać” pod płaszczykiem walki i lepszą sprawę… Dowód z ostatnich dni? Jeden z kierowców zadał sobie trud i poświecił własny czas, benzynę oraz sprzęt nagrywający typu kamera i bez trudu wykazał, że GITD właśnie zabrało się za tak zwane „kontrole kaskadowe”.

Miejsce „akcji”: Droga krajowa nr 8, odcinek Warszawa – Białystok.

Aktorzy: Fotoradar na „palu”, video-wóz GITD Ford Mondeo i video-wóz Peugeot Partner w barwach „pomocy drogowej” bądź wozu technicznego GDDKiA oraz setki kirowców…czyli scena „zbiorowa”…

Kamera-akcja: kierowca mija maszt z fotoradarem (po lewej), kilkadziesiąt metrów dalej mija zaparkowane Mondeo (po prawej), kolejne metry i znów tym razem żółty wóz z foto-pstrykiem… Właściwie do kompletu zabrakło jeszcze jakiegoś aparatu straży gminnej no i tajnego wozu Policji… Ważna sprawa także i w przypadku takiej „akcji” nikt nikogo nie zatrzymywał, więc teoretyczny cel działalności radarów-czyli wolniejsza jazda nie został osiągnięty wcale
Co ciekawe, inspektorzy do tego typu kontroli się nie przyznają. -„GITD nie prowadzi kaskadowych kontroli prędkości” – twierdzi niejaki Alvin Gajadhur rzecznik prasowy GITD. A więc po co aż 3 fotoradary na kilkusetmetrowym odcinku drogi? Raczej nie o zapewnienie bezpieczeństwa w tym przypadku chodzi. Wygląda to raczej na wyrafinowaną „gierkę” z kierowcami. Gdy przyspieszają po minięciu pierwszego fotoradaru, wpadają na kolejny, a potem na jeszcze jeden…

Wiem, wiem od razu odezwą się głosy, że gdyby jechać tyle ile „stoi na znakach” to nie trzeba się niczego obawiać.
Idea to ze wszech miar słuszna, jednak gdyby stosować ją co do „joty” w dalekich trasach Polsce dojechanie np. z Trójmiasta do Katowic zajmie kilkanaście godzin! Piszący te słowa (czyli ja… Wito Odrobina) całkiem nie dawno przeprowadził eksperyment.
Na tzw. „gierkówce” próbowałem trzymać się ściśle nakazanych prędkości… Kilkakrotnie omal nie zginąłem staranowany przez ciężarówki oraz autobusy pełne ludzi, a ile potem światłami, klaksonami i obraźliwymi gestami praktycznie zliczyć w stanie nie jestem… Było to doświadczenie dość traumatyczne – po koło 100-kiloemtrach zarzuciłem eksperyment w obawie o własne życie i zdrowie. Nie wierzycie? Spróbujcie sami…

Historia GITD w Polsce do złudzenia przypomina tę, ze strażami miejskimi i gminnymi, które pierwotnie powołano do spraw porządkowych. Dziś sieją postrach mają broń, niebieskie koguty i wszelkie atrybuty by ścigać, gnębić i karać

W Polsce lepiej doposażyć policję, a nie tworzyć kolejne instytucje

W Polsce lepiej doposażyć policję, a nie tworzyć kolejne instytucje

Nie twierdzę, że GITD to zło wcielone, tylko coś jest nie tak w nieustannym zwiększaniu ich uprawnień zważywszy na ludzi którzy tam pracują… Aby zostać policjantem, zwłaszcza drogówki trzeba się sporo nabiedzić. A inspektorem ITD można być po 6-cio miesięcznym kursie. Nie deprecjonuję ich pracy, ale czy nie lepiej by było dać ludziom w Policji lepsze auta, sprzęt i możliwości zamiast tworzyć od lat system potocznie zwanych „krokodyli” z oddzielnymi komendami, departamentami i szefami? Czyli para-policję drogową? Ale widocznie karykatury i atrapy dróg którymi przychodzi nam w Polsce jeździć wymagają także tworzenia i wykorzystywania kolejnych para-służb, para-policji i para-rozwiązań mających przynieść ratunek zrujnowanemu budżetowi, a nie rzeczywistej poprawie czegokolwiek na drogach.

Wnioski ogólne też są dość smutne. Dopóki organizatorzy i pilnujący ruchu drogowego w Polsce za największego „wroga” uznawać będą… kierowcę, nic się nie zmieni…

Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
0%
Interesujące
0%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%
1 Komentarze