Aktualnie czytasz:
Gdzie kupić akcesoria motocyklowe, czyli przymierzę w salonie, a kupię w necie
8

Z jednej strony stereotypy to dobra rzecz, gdyż pozwalają nam mieć jako takie pojęcie o rzeczach, o których w rzeczywistości pojęcia nie mamy. W jakiś sposób pomagają nam zrozumieć świat. Z drugiej jednak strony najczęściej okazują się błędne. Robiąc zakupy nie kieruj się stereotypami…

O co chodzi? Otóż wielokrotnie słyszałem powtarzane przez motocyklistów opinie, że w salonach jest drogo i nie ma co tam kupować akcesoriów. Salony motocyklowe, które mają autoryzację sprzedaży nowych pojazdów znanych marek są od razu zaszufladkowane jako miejsca, w których panuje drożyzna i w których kasków, kurtek i innego osprzętu po prostu się nie kupuje… Otóż prawda jest zupełnie inna. Często ceny w salonach są nawet lepsze od tych, które możemy znaleźć w małych sklepikach z akcesoriami. Dlaczego? Wszystko dzięki hurtowym zakupom i dzięki temu lepszym rabatom uzyskiwanym przed takiego dealera u importera czy producenta danych produktów.

Kolejna sprawa jest taka, że u dealera też sprzedają ludzie – to nie są maszyny nabijające na kasę ceny produktów, tylko często tacy sami pasjonaci jak my. Raz, że idzie się z nimi dogadać, znaleźć nić porozumienia, a czasem nawet przyjaźni. Dwa – oni też mają cele sprzedażowe, sztuki, które zalegają im w salonie, na które mogą zrobić lepszą cenę. Czasem wystarczy się tylko zapytać.

Zobacz też: Jak najkorzystniej kupić nowy motocykl

Akcja pod tytułem: zobaczę w salonie, przymierzę, pogadam z gościem co to sprzedaje czy fajne, a potem zamówię sobie towar na allegro, jest bardzo nie fair. Jeżeli nie damy sprzedawcy szansy wywiązania się z jego prymarnej funkcji – czyli sprzedaży towaru – tak naprawdę oszukujemy go. Zabieramy mu czas, wypytując go o cechy towaru korzystamy z jego doświadczenia lub wiedzy zdobytej na szkoleniach produktowych, oglądając towar korzystamy z tego, że dealer wyłożył środki na ich zakup. Oczywiście wielu osób to nie obchodzi – to handel jest, nie ma żadnych sentymentów. Ja to rozumiem, tylko dajmy szansę na domknięcie procesu sprzedaży. Zapytajmy się, wiedząc że dany produkt można kupić w necie za daną cenę plus przesyłka, czy możemy osiągnąć zbliżoną kwotę w salonie. Zapewniam was, że nieraz uda się kupić markowe produkty w salonie taniej niż wam się wydaje. Wystarczy tylko zapytać. Choć oczywiście salon to nie jest bazar, na którym można męczyć sprzedawcę targowaniem się o każdą złotówkę.

Po prostu szanujmy się.

 

Zobacz także:
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
0%
Interesujące
0%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%
O autorze
Zdjęcie profilowe Michał Brzozowski
Michał Brzozowski
Motocyklami jeżdżę od 2000 roku. Choć przez lata pojawiały się kolejne pasje i zainteresowania, to jednak jednoślady z silnikiem zawsze opierały się nowościom i w moim sercu do tej pory mają pierwszeństwo. Obecnie reprezentuję barwy Szybkiej Turystyki (CBR1100XX) na zmianę z Supermoto i Enduro (DRZ450E SM).
8 Komentarze
  • Zdjęcie profilowe anonim
    anonim
    11 lipca 2016 at 18:32

    Popieram w 100℅. Sam nie chcę być tak ^naciągany^, więc nie robię tego innym. To, co szukam/oglądam/znajduję w necie – zazwyczaj kupuję w necie. Co znajduję/oglądam/przymierzam w sklepie – kupuję w sklepie. Dla mnie to kwestia elementarnej przyzwoitości. Nawet częściej jest chyba tak, że znajdę w necie, a kupię w sklepie. Nie umiem kupować np. ubrań motocyklowych bez wzięcia do ręki, przymierzenia. Co innego akcesoria i części do moto, ale tu bez krzywdzenia kogokolwiek. Szukam, wybieram, klik- zamawiam, klik – płacę.

  • Em
    11 lipca 2016 at 19:01

    Szanujmy się… ładnie napisane lecz to powinno iść w dwie strony. Ja właśnie tak zrobiłem, że przymierzyłem w salonie a kupiłem na ebay bo było 55% taniej. Jakkolwiek bym nie negocjował to ceny tak nie zbiję. Więc jeśli chodzi o szacunek – niech nie próbują z nas zedrzeć ile się da.

  • Zdjęcie profilowe Wombat
    11 lipca 2016 at 23:40

    bezczelność i dziadostwo. Dziadostwo podyktowane dziadostwem a nie potrzebą czy brakiem środków. Mentalne dziadostwo.
    Mam takich jednych sąsiadów w bloku (być może jest ich więcej ale ci błyszczą jak perły). Nazywamy ich \”sąsiatki gównozjadki\”

  • Zdjęcie profilowe Leszek Śledziński
    12 lipca 2016 at 01:24

    Najlepszy manewr zrobił kiedyś gościu chcący kupić Jeepa. Akurat takiego miał mój kumpel do sprzedania. Przeszedł Pan, przejechał się, a na koniec powiedział, że chciał tylko zobaczyć jak się to prowadzi, bo chce ściągnąć egzemplarz ze Stanów…
    Prawo handlu czy zwykła bezczelność?

  • Zdjęcie profilowe elloco
    12 lipca 2016 at 11:10

    W każdym fachu takich zawracaczy czterech liter można spotkać. Najlepiej żeby najlepsze jakościowo rzeczy dawali za darmo. Niestety taką polityke jak autor opisuje stosuje bardzo dużo ludzi.
    Leszku jeśli chodzi o auta to temat bardzo częsty. Ja sprzedając kilka miesięcy temu swoje auto mało nie rozniosłem ludzi. Po ponad 3-ech godzinach oględzin, wypaleniu połowy zbiornika paliwa usłyszałem na koniec od chłopaczków, że chcieli tylko sprawdzić jak takie auto się odpycha i ogólnie jak się jeździ bo może za kilka lat uzbiera na takie. Ręce mi opadły.

  • Zdjęcie profilowe J23
    12 lipca 2016 at 11:57

    Kilka lat temu miałem taką sytuację, gdy sprzedawałem moto. Kupiec z żonką wielokrotnie mnie nawiedzali pod pretekstem chęci zakupu motocykla. Oglądali, macali, testowali. Po trzeciej ich wizycie nerwy mi puściły, a jeszcze znajomy mi powiedział, że facet na jeździe próbnej – gdy się oddalił – katował ten motocykl na różne sposoby. Później trafiłem na typa na jednym z forum motocyklowym, gdy to opisywał wrażenia z jazd próbnych różnymi motocyklami. Teraz trzymam się zasady – chcesz się przejechać, to kasa na stół. Ogólnie, to jestem chory, gdy mam sprzedawać jakiś pojazd. Wystarczy doświadczyć kilku telefonów/odwiedzin niedoszłych kupców, by zacząć rozumieć Mirka handlarza.

  • Zdjęcie profilowe anonim
    12 lipca 2016 at 12:00

    Miałem do tej pory więcej szczęści sprzedając samochody, czy jednoślady. Brał zawsze pierwszy klient, pewnie jest to kwestia dobrego opisu, stanu i atrakcyjnej ceny. Jak wchodzę do sklepu/salonu pooglądać, to mówię na wstępie że tylko oglądam, żeby się człowiek nie nagadał bez sensu. Chyba, że mu się nudzi, to pogadać zawsze można. Wynika to pewnie również z tego, że mam mało czasu na zakupy, nie chce mi się łazić, dotykać, marudzić. Idę po zakup konkretnej potrzenej mi rzeczy, z reguły o produkcie już sporo wiem, bo czytałem. Sporadycznie ma miejsce sytuacja, że sprzedawca mnie na coś namówi, albo wpłynie na zmianę produktu na inny. Musi naprawdę sporo wiedzieć i umieć to pokazać (zainteresować mnie, przekonać).

  • Vfr
    13 lipca 2016 at 07:20

    Nie rozumiem trgo belkotu. Art z dupy.
    Rola sklepu jest sprzedawac, jak nie potrafia przekonac klienta to jiech zmienia polityke cennowa, obsluge… Lub klienta 😉

    Kupilem kask w moto akcesoria. Shubert okazal sie najtanszy na rynku. W zasadzie wiekszosc zakupow to zakupy stacjonarne, ale zawsze weryfikowane, czy nie przeginaja i probuja Cie orznac, a tak czesto bywa.