Aktualnie czytasz:
Dlaczego Yamaha R6 nie jest dobrym motocyklem dla początkujących
5

„Mi to podobają się motocykle sportowe np. Yamaha R6. Jak tylko zrobię prawo jazdy kategorii A, to ją kupię” – ile razy słyszałem tego typu zdanie wypowiadane przez teoretycznych fanów motocykli. Oby te groźby się nigdy nie spełniły, a oto dlaczego.

Po artykule w którym napisałem, że dobrym motocyklem jako pierwszy w pełni dorosły pojazd na prawo jazdy kategorii A jest 95 konny naked, taki jak Hornet czy Fazer, rozgorzała ostra dyskusja, w której mi się nieźle dostało. Otóż nie uważam, że przekonam tych którzy uważają, że na pierwszy motocykl trzeba kupić motocykl Honda CB 500, ale chciałbym rozróżnić sportowe 600tki od tych typu naked – które nie tylko wg mnie nadają się na początek przygody z motocyklami.

Zacznijmy jednak od tytułowej R6, która jest tylko symbolem sportowego motocykla klasy 600 (takiego jak: Honda CBR 600, ZX 600 Ninja, Triumph Daytona 600, etc.). Motocykl tej klasy zaprojektowany jest po to, by jeździć nim szybko. Aerodynamiczna pozycja jaką zajmujemy za sterami tego typu motocykla nie tylko pozwala na szybką jazdę, ale wręcz zmusza nas do niej. Wysoko podniesione podnóżki, nisko umieszczona (pod górną półką) kierownica typu clipon, to wszystko sprawia, że w czasie wolnej jazdy niewygodnie leżymy na motocyklu. Praktycznie wisimy na rękach, co na dłuższą metę jest po prostu bardzo niewygodne, męczące i bardzo bolesne, a zadzieranie głowy na której mamy półtorakilogramowy kask, sprawia nam przykry ból karku. Jazda w trasie z prędkością 100 km/h na sportowym sprzęcie? Zapomnij.

Szybkość jest receptą na tę niewygodę. Opór powietrza, tym większy im szybciej jedziemy, odciąża ręce sprawiając, że niemalże wisimy na powietrzu, które pcha naszą klatkę piersiową. Świat pędzi, wydech pięknie gra, na liczniku 180-200 km/h. Dlatego też osoby jeżdżące na plastikach jeżdżą tak szybko.

Druga sprawa to wyżej wspomniana kierownica. Krótka, wąska, będąca tak naprawdę tylko uchwytem, który trzymamy w rękach by nie spaść z motocykla. Na sportowym sprzęcie jadąc szybko skręcamy balansując ciałem, a nie tylko stosując przeciwskręt, jak uczono nas na kursie prawa jazdy. Im szybciej jedziesz, tym bardziej musisz się zwiesić z motocykla w stronę zakrętu. Tego nie da się nauczyć na kursie, tego nie da się zrobić od razu, to po prostu trzeba wyczuć, mozolnie się tego wyuczyć. Dlatego też tak dużo jest przypadków wypadnięcia z drogi początkujących motocyklistów, którzy jadąc za szybko nie umieją pogłębić złożenia, zacieśnić zakrętu…

I tu dochodzimy do kolejnego czynnika – czyli sportowego silnika, który dla cywilnych motocykli klasy 600 ma jakieś 120-130 KM. Zestrojony nerwowo w celu wykręcania najlepszych czasów na torze, zapewnienia najlepszych osiągów, wkręca się na obroty bardzo łatwo i chętnie, kusi wręcz. Jednak jego moc kryje się gdzieś powyżej powiedzmy 8 tysięcy obrotów/min. Patrząc od strony silnikowej – na tym motocyklu musisz zgodzić się szybko pojechać, on ci to umożliwi, ale też nie będzie tak, że po prostu wyjedzie ci spod tyłka. Tu nie mocny silnik jest problemem, a pozycja za kierownicą i sterowanie motocyklem.

A co z nakedami 600? Po pierwsze pozycja – rozluźniona, wyprostowana, która pozwala na czerpanie przyjemności z jazdy z prędkością 80 km/h. Po drugie kierownica, umieszczona wysoko, szeroka, dzięki której mamy możliwość panowania nad motocyklem zarówno przy małych, jak i przy dużych prędkościach. Brak owiewki, to jak ja to mówię „hamulec aerodynamiczny”. Powyżej 130 km/h utrzymanie się na motocyklu wymaga samozaparcia, mocnych mięśni i dużych chęci. Po prostu przyjemniej jest jechać wolniej.

Kolejna sprawa to silnik, który choć są to jednostki wzięte ze sportowych modeli (Hornet – silnik z CBR 600, Fazer – silnik z Thundercata, Street Triple – silnik z Daytony, itd.), to jednak ich charakterystyka została zmieniona. Zmniejszono moc maksymalną, wygładzono krzywą przebiegu momentu obrotowego, jednostka stała się mniej nerwowa, bardziej przyjazna dla użytkownika. Nie tylko silniki mają w tego typu motocyklach rodowód sportowy, często się to tyczy także zawieszenia, kół, ramy i przede wszystkim hamulców. Naked to odsportowiony pojazd sportowy, w którym osiągi odchodzą na drugi, trzeci plan i ustępują miejsca wygodzie użytkowania i poręczności. A że takim nakedem da się pojechać 200- 220 km/h? Rozsądny wykorzysta to w drugim, trzecim sezonie, a nierozsądny zrobi sobie krzywdę na Suzuki GS 500, jadąc nim 180 km/h – bo tyle przecież się da.

Zobacz także:
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
25%
Interesujące
75%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%
O autorze
Zdjęcie profilowe Michał Brzozowski
Michał Brzozowski
Motocyklami jeżdżę od 2000 roku. Choć przez lata pojawiały się kolejne pasje i zainteresowania, to jednak jednoślady z silnikiem zawsze opierały się nowościom i w moim sercu do tej pory mają pierwszeństwo. Obecnie reprezentuję barwy Szybkiej Turystyki (CBR1100XX) na zmianę z Supermoto i Enduro (DRZ450E SM).
5 Komentarze
  • szerszeń
    2 czerwca 2016 at 21:50

    Nie używamy przeciwskrętu przy wyższych prędkościach? Balans ciałem? Przeciwskręt to podstawa w pokonywaniu zakrętów!

  • lukas
    2 czerwca 2016 at 21:51

    Obecnie posiadam suzuki bandit 600s i R6 , na bandicie się uczyłem 3 sezony i potwierdzę że to jest najlepsza jednostka do nauki. R6 co tu dużo mówić , bez wyjazdów na tor można sobie darować taki motocykl , bo przy 180km/h trzeba się złożyć w zakręt. Przez swoje doświadczenia nie polecam R6 na pierwsze moto.

  • gość
    2 czerwca 2016 at 23:36

    Zazwyczaj stronie od komentarzy pod artykułami. Nie lubię również hejtu w necie. Niestety po przeczytaniu tego artykułu jestem po prostu załamany. Kolego i Ty jeździsz na motocyklu tyle lat??? To jest przerażające. Jak można pisać takie bzdury? Czy nikt tego nie sprawdza? Jest tylko jeden jedyny sposób na skręcanie motocyklem – tylko i wyłącznie przeciwskręt i to, tutaj cie zaskoczę, każdym bez wyjątku rodzajem motocykla. Poczytaj sobie fachowe, uznane książki, czy też może choć oglądnij tak kultowy film jak „Twist of the wrist II” (zresztą nakręcony na podstawie książki). Nie wspomnę już o tym, że przydałoby ci się porządne szkolenie na torze. Samo „zwieszenie” z motocykla ma na celu obniżenie środka ciężkości całości (motocykla + kierowcy) oraz centralizację masy. Pozycja taka ułatwia wykonanie/zainicjowanie przeciwskrętu, ale absolutnie go nie zastępuje. Już dawno temu zostało to udowodnione przez pana co się zwie Keith Code.
    Albo ten tekst, że kierownica jest „tylko uchwytem, który trzymamy w rękach by nie spaść z motocykla”. O matko. Sorry brachu ale wykazałeś się niewiarygodnym dyletanctwem. Tekst sprawia wrażenie jakby pisała go osoba bez motocyklowego prawa jazdy, która dopiero zaczyna swoją przygodę z motocyklem i jest do tego kompletnie nieprzygotowana, a jedynie po rozmowach z motocyklistami starej daty, którzy choć jeżdżą od wielu wielu lat to nie mają o tym zbyt wielkiego pojęcia.

  • max650
    3 czerwca 2016 at 08:11

    To jest vlog, nie prasa fachowa, autor przedstawia swoją subiektywną ocenę i odczucia. Ja jeżdżę 48 konnym osiołkiem i czasem myślę o zmianie na „coś mocniejszego i plastikowego”, ale zawsze dochodzę potem do wniosku, że jednak to, co mam mi wystarcza, na miasto jest idealne. Pewnie fajnie byłoby osiągnąć setkę w dwie, trzy sekundy i rozbujać się do >200kmh, ale jeśli ma to być kosztem komfortu, to wolę pozostać przy wygodnym funduro, niż wisieć na clip-on’ach w pozycji wymuszonej;)

  • Filipp
    14 listopada 2016 at 22:39

    Obronie autora tego artykułu bo widzę, że niektórzy tu czytać ze zrozumieniem nie potrafią. Autor nigdzie nie napisał, że przeciw skrętu się gdzieś tam nie używa, a jedynie zaznaczył, że szczególnie przy wyższych prędkościach, dochodzą inne, również bardzo istotne elementy (jak m.in. pozycja kierowcy w zakręcie), których trzeba się wyuczyć.