Aktualnie czytasz:
Dlaczego po polskich drogach jeździ głównie niebezpieczny złom: Moim Śladem #3
3
Publikowane felietony w ramach serii Moim Śladem nie wyrażają linii programowej Portalu i stanową prywatną opinię autora.

Jak to mawiała słynna reklama: „My Polacy tak mamy – lubimy kupować tanio”. Ten piękny slogan nie tyczy się jedynie ziemniaków i bułek, ale też samochodów, motorowerów i motocykli. Kupujemy używane sprzęty i zwracamy uwagę tylko na cenę i „deklarowany” przebieg. Nie idźcie tą drogą.

Nazywa się nas komisem Europy. Od czasów wejścia Polski do UE jednym z najczęściej spotykanych widoków na zachodniej granicy jest laweta. Tutaj wwozi się wszystko – rozbite samochody, połamane motocykle, wiekowe części i wszystko to czym na zachodzie się już nie jeździ. Albo z racji wieku sprzętu, albo stanu technicznego.

Polski biznes pojazdów używanych najczęściej opiera się na klepaniu, polerowaniu, przekręcaniu przebiegu i szukaniu frajerów. Zastanawiam się tylko czy tak naprawdę my Polacy wierzymy w zapewnienia handlarzy? A może po prostu chcemy słyszeć to co nam opowiadają. Dlaczego na widok słowa „okazja” na ślepo przyjmujemy wszystko za pewnik? Śmiać mi się chce jak oglądam oferty sprowadzanych do Polski jednośladów. Jakby wierzyć deklaracjom komisantów to większość tych sprzętów rocznie pokonywało od 500 do 1000 km. Jak na nasze warunki to może nie jest aż tak mała wartość, ale na zachodzie i południu motocykle i skutery eksploatuje się niemal przez cały rok. Stąd też nie wierzę, że dziesięcioletnia Yamaha może mieć 9 000 przebiegu, zwłaszcza, że przednia opona jest już łysa, a tarcza hamulcowa jest już szerokości kartki papieru. Mimo to takie oferty cieszą się powodzeniem, a handlarze mają zbyt.

Martwi mnie to zwłaszcza w sytuacji kiedy na rynku panuje boom na używane motocykle 125 ccm. Ze względu na ogromny popyt sprzedaje się po prostu wszystko. Najwięcej chętnych jest na reanimowane Japońce z zachodu. Przepraszam Was bardzo, ale za 1 300 zł nie da się kupić dobrej używki z małym przebiegiem. Najczęściej to proszenie się o zakup skarbonki, albo wręcz jednośladowej trumny. Mimo legendarnej trwałości taki sprzęt też ma swoje granice wytrzymałości. Nieważne – byle było tanio!

 
Czytaj
REKLAMA

Prezenty od Junaka

Kup dowolny jednoślad marki Junak, a otrzymasz kask z blendą Junak oraz 5L oleju Platinum Rider.

Wiem, mam nieco odmienne podejście do używanego sprzętu, ale to tylko za sprawą moich doświadczeń z przeszłości i być może pecha. Zraziłem się bardzo skutecznie na swoim własnym przykładzie, ale również za sprawą wszystkich tych, którzy z racji wykonywanego zawodu pukają do mnie z różnymi problemami po zakupie. Często mówię – nie kupuj tego, bo to jest mina. Jednak ekonomiczne i skąpe podejście bierze górę. Po czasie okazuje się, że moto miało kilku właścicieli, nie działa elektryka, puchnie tłok, coś piszczy, coś trzeszczy i zamula. To normalne – kilkunastoletni sprzęt ma prawo do psucia się, zwłaszcza jeśli w przeszłości dopuszczono się zaniedbań. Niestety zazwyczaj ustalenie sposobu eksploatacji przez poprzednich właścicieli jest niemożliwe. Wówczas polegamy na słowach handlarzy: Szanowany, igła, tani bo nie mam miejsca na parkingu, okazja. W rezultacie do używanego i kilkunastoletniego skutera czy motocykla za 1200, albo 2000 zł dokładamy kolejnego tysiaka. Na własną prośbę.

Najbardziej irytuje mnie podejście do kwestii związanych z bezpieczeństwem i przepisami. Ostatnio dostałem od pewnego Użytkownika kilka wiadomości z linkami do ogłoszeń. Wśród nich słynne Varadero 125. Fantastyczny sprzęt, tylko bardzo zaniedbany i oczywiście w okazyjnej cenie. Przebieg jaki był deklarowany wydawał się w pełni nierealny, patrząc zwłaszcza po licznych śladach ogromnego zużycia. Czternastoletni sprzęt z Hiszpanii rzekomo przejechał 9 200 km! Mimo moich uwag motocykl został kupiony. Po dokładnie 4 miesiącach otrzymałem wiadomość, że Honda w czasie przeglądu technicznego utraciła dowód rejestracyjny. Za co? Problemów było kilka: Brak kierunkowskazów lewego i prawego, niesprawny hamulec tylny, dramatyczny stan ogumienia. Nie komentuję jak można kupić taki sprzęt, mimo posiadanego zapasu gotówki. Teraz te pieniądze będzie trzeba włożyć w wymianę tych niedrogich części. Ile to będzie 500 czy 1000 zł? Trzeba to doliczyć do końcowego rachunku zakupu motocykla.

Nie komentuję faktu poruszania się takim moto. Przepraszam bardzo, ale na coś takiego nie wsiadłbym nawet jakby mnie zaciągano stadem baranów. Mam wrażenie, że część widząc kwotę i słowo „okazja” w ogłoszeniu traci połowę zdolności obliczeniowych mózgu. Podobnie jak widzą tuningowany egzemplarz. Oczywiście nikt nie zapyta czy te modyfikacje są homologowane i co grozi w związku z tym w razie wypadku, spotkania z policją, albo podczas badań technicznych. „Super stan, 1800 PLN 125 ccm + xenon + sportowy wydech!” Jak widzę tego typu oferty to krew mnie zalewa. Nie dlatego, bo ktoś wystawia takie coś, tylko dlatego, bo naprawdę jest popyt w Polsce na takie wynalazki. Naiwni kupują, a potem piszą na Forum posty typu „idiota diagnosta przyczepił się do moich xenonów, co robić?”. Ja bym polecił skierowanie siebie na kurs reedukacyjny na prawo jazdy i karne patrzenie przez cały dzień na oślepiających debili, którzy montują chińskie zestawy ksenonowe za 200 zł do gówno wartego złomu.

Zobacz też: Zakup używanego motocykla lub skutera: 6 Błędów

W Polsce musi zmienić się mentalność. Jeśli nie stać Ciebie na sprawny technicznie motocykl to nie dziaduj i nie sortuj ogłoszeń po najniższej cenie. Odpuść sobie – tak będzie bezpieczniej dla Ciebie i innych użytkowników dróg. Dozbieraj pieniędzy, poczekaj chwilę, weź dodatkowe zajęcie. Jeśli masz trochę samozaparcia i coś potrafisz robić, posiadasz kwalifikacje to dasz radę.

Inni z kolei posiadają pieniądze, ale z zasady zawsze chcą mieć wszystko jak najtańsze. Mi tata zawsze powtarzał – tanie mięso pies żre. Jeśli coś ma być porządne i niezawodne musi kosztować. Tanie i dobre w naturze nie występuje. Jest albo tanie, albo dobre. Jeśli handlarz przekonuje Ciebie, że jest inaczej to mu nie wierz, bo albo jest idiotą, albo oszustem. Raczej to drugie.

Strach przed nowym motocyklem. Tego też nie rozumiem. Z czego wynika to, że nie chcemy nowego? Nie mówię tutaj o przypadkach ludzi, których nie stać nawet na to, aby zakupić jednoślad na raty. Moim zdaniem jest ich jednak coraz mniej, wbrew temu co niektórzy powtarzają, mimo obiektywnych statystyk i liczb. Boimy się kradzieży, utraty wartości czy uważamy, że jako Polacy nie zasługujemy? A może paniczny lęk wzbudza w nas wzięcie kredytu? Tego nie wiem…

Za każdym razem kiedy wypowiadam się na ten temat powstaje burza i budzą się skrajne w poglądach jednostki płaczące nad swoim losem i wmawiające, że w tym kraju i w tym systemie na nowy motocykl stać tylko złodziei i „Stolycę” okradającą resztę narodu z ostatnich okruchów chleba. Czy naprawdę? A może czasem nasz stan majątkowy jest skorelowany z naszą życiową determinacją, umiejętnościami i pasjami oraz efektywną pracowitością? Nie zmuszajcie mnie do rozwijania tego tematu, bo to bardzo niebezpieczne…

Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
0%
Interesujące
100%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%
3 Komentarze
  • Zdjęcie profilowe wena2k432
    23 maja 2015 at 16:27

    Witam,

    używany jednoślad wcale nie musi być zły. Mam kolegę, który na początku roku kupił swój drugi motocykl (ma prawko kat. A) i nie narzeka. Tak jak poprzedni jest to używka, z ładnym wiekiem na karku. Po pierwsze nie kupował od handlarza, tylko od prywatnych właścicieli, po drugie sprawdził sprzęt przed zakupem, a po trzecie miał trochę szczęścia.

    Problem zakupu używanej 125 wynika raczej ze słabości rynku. Przed wprowadzeniem przepisów umożliwiających jazdę motocyklem o pojemności 125ccm na kategorię B, praktycznie była to w naszym kraju wymarła kategoria motocykli. Stąd znikoma oferta odsprzedaży krajowych 125-tek. Dominują maszyny sprowadzone, z Włoch, Francji, czy Hiszpanii. Sam byłem w tych krajach i dobrze wiem, że 125-tki to woły robocze i generalnie w miastach zastępują samochody. Dlatego tak jak autor artykułu mówię: nie wierzcie w małe przebiegi. Drugim problemem jest bardzo znaczny wzrost cen w klasie 125 – handlarze zwietrzyli okazję i szukają jeleni. Dochodzi nawet do śmiesznych sytuacji, kiedy cena za Hondę Shadow 125 jest większa niż za 1100. Dlatego proponuję poczekać przynajmniej do jesieni, a ceny powinny spaść.

    Pozdrawiam

  • Zdjęcie profilowe gnatek
    26 maja 2015 at 11:05

    gdyby Polacy więcej zarabiali, nie musieliby złomem jeździć. A póki stary Fiat jeżdzi to jeżdzą.

  • Radosław Drożdżewski
    9 sierpnia 2016 at 23:27

    Obawiam się że autor artykułu ma sporo racji. Kupiłem używanego 15-letniego peugeota za śmieszne 450€.na razie wsadziłem w niego 800€ a już wiem że muszę wydać kolejne 500.