Aktualnie czytasz:
Czas się pożegnać na Triumph Bonneville T120 #85 Szybcy i Wolni
0

Triumph Bonneville T120 jest maszyną godną pożegnania się z Hiszpanią. Przeczucie mnie nie myliło – dopiero po jeździe próbnej da się w pełni poznać tę niepozorną maszynę. Dlaczego? Bo stylistycznie T120 nie zachwyca, przynajmniej mnie. Jednak już po kilku kilometrach stwierdzam, że to jest ten sprzęt, który najprzyjemniej wspominam po powrocie do Polski.

Komfort jazdy jest uderzający. Przy tym ten motocykl nie ma tendencji do pływania, nawet podczas bardzo dynamicznej jazdy. A jest tutaj czym jeździć. Dwucylindrowy silnik 1200 to aż 105 Nm i „tylko” 80 koni. W rezultacie Triumph Bonneville T120 idzie z każdego biegu, jakby pod bakiem była zamontowana turbina. Efekt ten poprawia także (jak na tę pojemność) niska masa własna – 224 kg.

Triumph Bonneville T120 to przede wszystkim przyjemność z jazdy. Siedząc za kierownicą mam wrażenie, że mógłbym tym motocyklem bez zmęczenia pokonać 3000 km. To jakby przesiadka do średniej wielkości, niemieckiej limuzyny z której nie chce się wysiadać, a każda trasa wydaje się być zbyt krótka.

Fajne jest to, że T120 można  wyposażyć w liczne akcesoria. Wręcz nie wyobrażam sobie tej maszyny bez tych skórzanych sakw. Do tego idealnie komponują się one z wykończeniem tej miękkiej i wygodnej kanapy na której można siedzieć godzinami. Wiem, że duży wpływ na komfort mają także duże koła, wysoki profil opon oraz zawieszenie. Całości dopełniają świetne hamulce Nissin i podwójna tarcza na przodzie.

Doceniłem także liczne detale. Takie jak choćby światła LED czy wysokiej jakości tworzywa z których zbudowano elementy sterujące tą maszyną.

Spędziłem tutaj kilka zajebistych dni i poznałem kilkanaście różnych motocykli. Jednak moim numerem jeden pozostaje Triumph T120. Będzie mi brakować tego miejsca i tego motocykla. Jednak wierzę, że jeszcze kiedyś tutaj wrócę. Razem z Wami.

Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
100%
Interesujące
0%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%
O autorze
Zdjęcie profilowe Leszek Śledziński
Leszek Śledziński
Zaczynałem jak każdy. Od Komara przez Simsona, chiński skuter... aż do spełniania swoich marzeń. W Jednoślad.pl Tworze swoje moto vlogi, testuje motocykle i motorowery oraz informuję o najważniejszych zmianach w prawie.