Aktualnie czytasz:
3 jednoślady z mojego dzieciństwa, przez które nie spałem po nocach
5

Ci, którzy urodzili się w latach 80 tych z rozrzewnieniem wspominają motocyklowe gwiazdy podwórek. Każdy małolat, który wówczas posiadał motorower stawał się Bogiem. Właściciele Simsonów, Motorynek czy Ogarów i Aprilek nie narzekali na brak przyjaciół i sponsorów – paliwa rzecz jasna.

Kiedy po raz pierwszy kumpel przewiózł mnie na Simsonie S 51 B to przez kolejne tygodnie non stop myślałem jak to będzie kiedy odłożę kasę i sobie kupię taką rakietę. Wiem doskonale że S 51 jak na dzisiejsze standardy miał niewiele mocy, bo zaledwie 3.7 KM (2T). Jednak niska masa Simsona sprawiała, że jako dzieciak z podstawówki czułem motyle w brzuchu podczas przyśpieszania. Dla mnie to był po prostu pełnoprawny motocykl, który jakbym posiadał to bym z niego nie schodził. Nawet zimą.

Podejrzewam, że jakbym dostał taką maszynę to nie spałbym przez kilka nocy z rzędu. Do tego przez tydzień pewnie bym nic nie jadł i nie pił. Na szczęście rodzice w porę zainterweniowali kategorycznym „ok, możesz kupić, ale razem z trumną„.

 
Czytaj
REKLAMA

Jak schudnąć? Odkryj nowy portal Rowery Jednoślad.pl

Chcesz schudnąć, odkryć kolejną pasję? Poznaj Jednoślad.pl także od rowerowej strony sportu i zdrowej odmiany. Zbuduj formę, zmień się na lepsze!

Mój drugi przyjaciel z podstawówki miał czerwonego Rometa Ogara 200. Po czym można było poznać w mojej szkole Łukasza? Na hasło wychowawczyni „pokaż ręce” klasa zazwyczaj widziała coś takiego:

shutterstock_216741685

Nikt wtedy o nic nie musiał pytać. Co najwyżej Pan od techniki jak chciał zabłysnąć to rzucił tekst typu – „no tak podejrzewałem – zalewa go, musisz uboższą mieszankę dać”.

Konieczność codziennych napraw Ogara nikogo absolutnie nie dziwiła. Romet był wówczas świetnym sposobem na usprawiedliwienie sobie każdego spóźnienia. Jako ciekawostkę dodam Wam jeszcze, że kolega jeździł na tym motorowerze przez cały rok, nawet jak o 7 rano było -20 stopni. Ze względu na fryzurę kask trzymał przypięty do bagażnika. Mimo to żyje i cieszy się zdrowiem. Nosz kurde nawet zapalenia zatok ani razu nie miał. Zero w tym fabularyzowania, musicie mi uwierzyć, że tak było.

Nie mniej – Romet Ogar 200 (latem) był dla mnie absolutnym obiektem pożądania. Mimo tego, że ciągle się psuł, miało się non stop brudne ręce, a zapach pasty BHP zmieszanej z piachem zwalał mnie z nóg. Silnik generował 2 KM mocy i 20000000 punktów do lansu. Przy tym dbał o kondycję fizyczną kiedy umarł 30 km od domu, a akurat nie mieliśmy przy sobie tego jednego klucza.

aprilia_rx_50_1993

Wiecie co dla mnie wówczas było Ferrari wśród motorowerów? Aprilia RX 50 (rocznik bodaj ’92) mojego przyjaciela Roberta. Dostał tego potwora za świadectwo z czerwonym paskiem. Matko bosko co to wtedy było… Ogar/Simson a Aprilia to było jak porównywanie Poloneza z Mercedesem. Przypomnę tylko, że standardem dla komunistycznych konstrukcji 2T było 2-3 KM mocy. RX 50 miał ich po zmianie dyszy nawet 3-4 razy tyle! Absolutny szatan. Razem z Robertem śmigaliśmy tym po okolicznych bezdrożach, bo rodzice nie pozwalali jeździć po normalnych drogach… No dobra – jeździliśmy normalnie po mieście i musiałem się dokładać do paliwa, żeby zatrzeć przed Jego rodzicami ślady dalszych wypraw. Aha. Robert też miał zakaz zabierania ze sobą pasażerów. Także tego…

Jak dziś pamiętam nasz pierwszy szlif pod jakimś lasem. Mi się nic nie stało, a kumpel skręcił kostkę. Przez dwa tygodnie musiał chodzić tak, aby rodzice nie zauważyli, że kuleje. Tego samego dnia wymyśliliśmy, że RXa położymy w garażu, zawołamy „starych” i powiemy, że te plastiki pękły na skutek złożenia się bocznej podpory. Boże jakie to było naiwne. Kolega był bardzo wierzący i na spowiedzi ksiądz kazał się do wszystkiego przyznać. Cały plan poszedł w p… Ja też dostałem opierdziel za jazdę na tym bydlaku.

Po tej akcji mogłem zapomnieć o zbieraniu na jakikolwiek własny sprzęt. Choćby Ogara. Rodzice jak tylko schodził temat na motorower robili się elektryczni jak kondensator ze zwarciem. Dlatego aby jeździć musiałem wyskakiwać z hajsu. Albo płaciłem kumplom za wypożyczanie, albo brałem moto na zaawansowanej rezerwie, sam jechałem na stację zatankować do pełna (za swoje) i potem wracałem. 3 km samodzielnej przejażdżki kosztowało mnie cały bak!

Śmiganie i marzenia o własnym motorowerze skończyły się jak poszedłem do liceum. Wtedy, aby zyskać uznanie trzeba było mieć auto. Reszta działała analogicznie, tylko zbiorniki paliwa były większe, tak samo jak spalanie. Trzeba było się mocno nagłowić, aby bujnąć się z kimś z klasy maturalnej po mieście.

Wraz z metrykalnym wkroczeniem w dorosłość jakoś człowiek przestał myśleć o jednośladach. Dopiero koło 22 roku życia w jednej chwili przyszła mi do głowy taka myśl… Kurde, kupię skuter, rodzice mi nie zabronią! Szkoda, że tak późno na to wpadłem…

Wiecie co jest teraz najgorsze? Rocznie jeżdzę na około 50 różnych motocyklach, ale żaden z nich, nigdy mi nie dał tyle radości i emocji jak choćby taki psujący się Ogar w latach 90 tych. Chlip…

 

Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
97%
Interesujące
3%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%
5 Komentarze
  • Zdjęcie profilowe anonim
    anonim
    21 września 2016 at 15:12

    Łza się w oku kręci 🙂 Mnie jako małolata kręciły motorynki, potem kumpel narobił smaku MZ 150, ale zanim przyszło mi do łowy, że i ja bym może kiedyś mógł na dwóch kołach, to zakręciły mnie samochody i tak zostało przez 24 lata. Pierwszy skuter dopiero po czterdziestce 🙂 Cały czas bawi mnie to tak samo :-)))

  • kanny
    21 września 2016 at 15:41

    Tak, to były sprzęty! Simson zawsze pozostawał w sferze marzeń, choć ja marzyłem o Simsonie enduro 🙂 A tak to kilka motorynek, jawa 50 właśnie i Ogar 205 z starym, dobrym silnikiem produkcji PL. Potem MZ-ki: 250 i 150, a nawet jakaś stara WSKa z hamulcem na… sznurek 😉 Ale jaka frajda!

  • TheLewizor
    22 września 2016 at 20:24

    Miałem 2 Jawy 5o Mustang piękne czasy. Pierwszym moim motorowerem była Wierchowina produkcji ZSRR, pamięta ktoś jeszcze jak to wyglądało?

  • Zdjęcie profilowe Kris
    10 kwietnia 2017 at 21:08

    Rozumiem sentyment autora. Sam mam to szczęście, że nawet nie muszę wspominać, bo wsiadam na swojego mopika i kontestuję „czar PRL-u”. Jeżdżę Simsonem Star SR4-2/1 z 1974 roku. Zachował się w oryginalnym stanie, bo wiele lat stał unieruchomiony wymogiem prawa jazdy ze względu na zbyt dużą prędkość jak na motorower – oryginał bez ogranicznika przywieziony z DDR (60km/h). Aktualnie wciąż na zielnych blachach motorowerowych – mimo 43 lat – śmiga swoje… A frajda jest taka sama – jak mając 12 lat, kiedy tato dozował mi przyjemność (bo był zarejestrowany na motocykl), jak i teraz grubo po pięćdziesiątce, już jako weteran. Pozdrawiam wszystkich wielbicieli oldtimer’ów.

  • Zdjęcie profilowe ANDRE
    22 kwietnia 2017 at 20:58

    Kurde,pamiętam jak na ryby jechałem swoim Ogarem,a nad rzeką zobaczyłem gościa na Simsonku!Ten dźwięk silniczka,ładne lampy i logo na baku!Eh….